Nigdy nie dotrzesz do „swoich prawdziwych” pragnień…

bo coś takiego nie istnieje! Od kilku lat daje się nakreślić dość wyraźny nurt wśród tak zwanych przebudzonych, nakłaniający do porzucenia wprogramowanych nam społecznie norm i celów, których realizacja nie przybliża nikogo do poczucia spełnienia, a jedynie konkretyzuje potrzeby otoczenia i doraźnie nas samych, poprzez przykrycie własnych deficytów – potrzeby bezpieczeństwa, popularności, sławy, pieniędzy, zdrowia, życia wiecznego. 🙂 W każdym wypadku motorem postępowania ludzi są właśnie wspomniane braki, które są częściowo programowane genetycznie (np silnie zestresowana w ciąży matka, rodzi dziecko z ekstremalnie wyczulonym układem nerwowym) a częściowo behawioralnie. Każdy z mozołem wspina się po piramidzie „własnych” potrzeb wierząc głęboko, że gdy osiągnie już wszystko czego pragnie, to czeka go spokój wewnętrzny, radość, poczucie spełnienia. Nic bardziej mylnego – jeszcze żaden „zaliczony” cel nie wywołał w kimkolwiek długotrwałego poczucia szczęścia, bowiem takie odczucie byłoby sprzeczne z ewolucją, pozwalając człowiekowi spocząć na laurach, gdy tymczasem chodzi wyłącznie o jedno – przekazywanie i dywersyfikowanie materiału genetycznego, gdy cała reszta jest wtórna i pochodna tychże, pierwotnych mechanizmów.

Do napisania tego tekstu natchnął mnie pewien krótki materiał filmowy, wyemitowany w jednej z telewizji. Pokazano tam jako przykład siły witalnej i radości życia 93 letnią kobietę, która czerpie poczucie spełnienia ze stepowania. Rzeczywiście obrazek pokazał uśmiechniętą i zadowoloną zewnętrznie osobę, która jednak z wyraźnym trudem podskakiwała raźno w rytm muzyki, mając na nogach specjalne buty. Po chwili odtworzono krótki wywiad z tą Panią i okazało się, że…realizuje ona marzenia z dzieciństwa, a szczególną przyjemność sprawia jej wkładanie owych, przeznaczonych do stepowania butów. Dlaczego akurat właśnie ten moment podkreśliła? Otóż, gdy była dzieckiem żyła w dość biednej rodzinie i rodziców nie było stać, aby kupić jej takie właśnie buty. Tak właśnie tworzą się deficyty, które człowiek później do końca życia stara się nieświadomie zasypać, nadając bezsensownym z punktu widzenia galaktyki czynnościom wagę 😉 Chodzi zawsze o osiągnięcie satysfakcji w myśl zaspokojenia własnych, egoistycznych potrzeb, których źródło tkwi w mechanizmie przetrwania gatunku. Kwestie egoizmu rozłożyłem na czynniki pierwsze w jednym z poprzednich felietonów udowadniając, że jest on motorem sprawczym nawet w przypadku ludzi mieniących się altruistami. Dodam tylko, że całe nasze życie można porównać do surfingu na fali, z tym że pod deską rzadko gości błękit australijskich wybrzeży i słońce Afryki, za to często pojawia się tam brudna, cuchnąca woda zaś niebo spowijają ciemne, gradowe chmury.

Każdy kończy tak samo – nie ma innej opcji. Nawet najlepszy himalaista na świecie będzie wciąż podnosił sobie poprzeczkę i albo porzuci swoją pasję, albo dotrze do punktu, z którego nie ma powrotu. Nie da się utrzymywać bez przerwy wysokiego poziomu poczucia spełnienia bowiem każdy zaliczony etap, każda pokonana granica, każdy zaliczony szczyt, budzi następny głód. Pół biedy jeśli warunki wsadowe są na tyle dobre, że można sobie pozwolić na pasję, ale i to się kończy, często wcześniej niż później, bo jeśli nawet są zasoby, to np. zaszwankuje zdrowie. Stąd też wysyp alkoholików wśród byłych gwiazd sportu, czy liczna rzesza narkomanów ex aktorów, czy polityków, którzy szczyt popularności dający naturalny, opiatowy haj, mają już za sobą. Mało kto z nas jest przygotowany na prawdę i jest w stanie spojrzeć na nią bez filtra mentalnego. Jednym z takich ludzi był Zdzisław Beksiński, który aby utrzymać radość życia przelewał prawdziwą jego stronę na płytę pilśniową. Dobry przykład zasłony mentalnej, która pozwala trwać w narzuconej i bezlitosnej woli życia w jakim, takim komforcie. Długotrwałe szczęście to domena ludzi nieskomplikowanych, a przekroczenie pewnych granic poznania rzeczywistości sprawia, że nic nie jest już takie samo. Chyba lepiej tańczyć w pijanym zwidzie pogo z tłumem, który walczy o jeszcze jedno zdjęcie pod palmami, kolejny wstrząs, wywołany przyspieszeniem nowego Ferrari, następny tytuł naukowy, czy też kolejną, wzbudzającą zazdrość otoczenia atrakcyjną partnerkę, czy partnera? Wyobraźmy sobie człowieka pojawiającego się na ziemi bez genetycznej przeszłości i behawioralnego programowania. Kim byłby taki ktoś? Jakie by miał pragnienia, cele, dążenia? Ciężko sobie wyobrazić taką sytuację, bowiem nawet wola życia i przetrwania jest nam wprogramowana. 😀

„Uleczy cię czas, ta wszystkożerna świnia, i staniesz się kaleką. Albowiem uleczenie, o którym dzisiaj marzysz, będzie twoim kalectwem.”

Waldemar Łysiak

Ważne przemyślenie znakomitego pisarza chciałoby się okrasić pewną dość kolokwialną myślą, a mianowicie – uważaj o czym marzysz, bo marzenia się spełniają. Wyobraźmy sobie Pana X. Ma 20 lat, marzy o karierze, pieniądzach, szybkich samochodach, kobietach na jachtach, podziwie i szacunku. Jeśli odziedziczył spory majątek to pewnie spędzi życie na puszczaniu go na prawo i lewo, próbując realizować coś co wydaje mu się potrzebne dla poczucia komfortu. Jeśli nie ma zasobów, to będzie się o nie zabijał. Bywa, że Pan X umrze w biegu – bez świadomości, że był tylko elementem tego co nas otacza – tak chyba najlepiej, ale jako że ciągle rozwijamy się jako gatunek, także mentalnie, to wcześniej czy później któryś z jego zstępnych (o ile tacy powstaną) zacznie chcieć jeszcze więcej niż jego ojciec. Wyobraźmy sobie, że w wieku 30 lat zdobędzie już wszystko i wtedy zacznie zastanawiać się, co tu nie gra w tym obrazku? Owszem poprzednie dziewczyny były fajne, a kolejne jeszcze fajniejsze, ale…nie czuć już tego dreszczyku emocji, gdy wtedy w parku….nowe AMG przyspiesza fantastycznie, ale to już nie to samo co stary poczciwy Golf VR6, którym zrobił na światłach zdziwionego pana w Audi A6, jacht na Karaibach jest boski, ale bez kreski jakoś nie czuć tego kopa, który pojawiał się na Mazurach dziesięć lat wcześniej, gdy spychali razem z ówczesną dziewczyną łódkę z mielizny w czasie burzy z piorunami. Tak – uleczy nas czas, ta wszystkożerna świnia i staniemy się kalekami, bo taki jest los wszystkich na ziemi tej ziemi. Ktoś zarzuci mi, że spłycam temat koncentrując się wyłącznie na kwestiach materialnych, ale z innymi jest dokładnie tak samo, bowiem potrzeba, czy pragnienie generowane w naszych głowach nie różni się chemicznie, czy biologicznie w zależności od platformy, którą akurat rozważamy.

Gdzie zatem klucz? Nie ma klucza, jeśli jesteś głupi, po prostu konsumujesz i wozisz się na flekach do czasu aż wyrżniesz w drzewo przesadzając na zakręcie, padnie ci wątroba od imprez, złapiesz HiVa, zaćpasz się czy zapijesz. W najlepszym wypadku obudzisz się z miażdżycą albo Alzheimerem w wieku siedemdziesięciu paru lat, gdzie jedynym pragnieniem pozostanie to, aby w miarę łagodnie rozstać się z tym światem. Jeśli jesteś mądry, to wiedza cię zabije, bowiem jej świadome posiadanie zmusza do życia z piętnem bezsensu czegokolwiek w dłuższej perspektywie. Co robić, aby nie iść w ślady Tomka Beksińskiego, Edwarda Żentary, Rafała Wojaczka, Edwarda Stachury, Jacka Zejdlera i wielu, wielu innych? Pamiętajmy, że w naszym kraju liczba osób rozstających się z życiem wzrosła w 2018 roku o 13% w porównaniu do ubiegłego. Oczywiście wątpię, aby większość ludzi decydujących się na ten ostateczny krok była tak świadoma tego czego chce, jak chociażby Tomek, ale jednak statystyki dają do myślenia. Zatem jeśli chcesz przedłużyć tę agonię tutaj, to przestań żyć od celu do celu a zacznij traktować życie jako…drogę.

Tak wiem, to kolejny bypass, proteza, temat zastępczy, ale umawialiśmy się „wsadowo”, że szukamy opcji przedłużenia klinczu tak długo jak się da. Warto chyba skorzystać z mechanizmów „samooszukujących” jakie mamy wbudowane, aby jeszcze raz poczuć…przyjaźń, miłość, zapach kwiatów na łące, zachwycić się błękitem nieba, czy smakiem miodu z górskiej pasieki. Tylko tyle i aż tyle w tej największej w znanym nam wszechświecie celi śmierci, w której jesteś i Ty i ja, czekając na wykonanie wyroku wydanego w chwili, gdy tu się zjawiliśmy, jako świadome byty. Zauważmy, że prawie nikt z nas nie żyje TERAZ, większość albo realizuje coś, co było w przeszłości (jak ta Pani od butów do stepowania, które w końcu sobie kupiła w wieku 90 lat) albo martwi się o przyszłość, a tymczasem czas ucieka i nigdy go nie zatrzymamy. Czasem, gdy sięgam pamięcią do odległych czasów, przywołując obrazy jakie zapisały się gdzieś głęboko w mojej głowie zastanawiam się, czy to wszystko było, czy tylko mi się śniło? W ciągu jednego tylko pokolenia wszystko wokół przemija i ewoluuje tak szybko, że ciężko sobie to w ogóle racjonalnie wyobrazić i choć łąki z dzieciństwa pokrywa mgła, to ciągle puszczają gdzieś tam w oddali do nas oko.

TU i TERAZ żyją niemal wyłącznie zwierzęta i dlatego są permanentnie szczęśliwe, niestety w przypadku ludzi życie na ich wzór jest niemożliwe, bowiem wymaga alienacji od społeczeństwa, co kończy się prześcieradłem i klepaniem mantr pod drzewkiem oliwnym. 😀 A może warto, bo co tak naprawdę daje nam cywilizacja poza wyścigiem szczurów, z nagrodą w postaci piórnika dębowego?

Rozważania tego typu można ciągnąć w nieskończoność korzystając z nakładających się zależności, zatem aby nie zanudzać kończę na dziś. Jeśli umiesz żyć TU i TERAZ a nie tylko tak Ci się wydaje, to pisz śmiało! 🙂

Pozdrawiam

Artur Gutner