Życie to jedna wielka strata -naucz się z nią żyć.

Jestem po lekturze książki Judith Viorst zatytułowanej „To co musimy utracić”. Mimo, że pozycja zalatuje przez cały czas Freudem, to jest warta czasu, ze względu na to, że nie tylko opiera się na truizmach z psychoanalizy, ale też mocno poszerza spektrum mechanizmów, które są udziałem nas wszystkich. Każdy z nas doświadcza w życiu poczucia straty, jednak nasza reakcja na to zjawisko zależy od dwóch determinantów. Pierwszym jest genetyka, drugim to co nas spotkało w dzieciństwie. Rozczarowani idealiści to nie element wyjątkowości wszechświata, tylko pochodna traum z dzieciństwa. To, że uważasz się za pępek świata a jednocześnie czujesz, że nie spełnia on Twoich oczekiwań nie wynika z przypadku, tylko z zapisanych elektrycznie w synapsach mózgu odpowiednich ścieżkach. Życie na ziemi, tej ziemi, to zwykła sieć neuronowa. Relax! Nothing is under control! 🙂

Judith Viorst dokonuje ciekawego podziału ludzi ze względu na charakterystyczne cechy osobowości, które ułatwiają zrozumienie czytelnikom, którą „rolę” aktualnie odgrywają „na deskach” teatru zwanego życiem. Jak już ustaliliśmy dość dawno tak zwana obiektywna rzeczywistość jest zupełnie obojętna w sensie emocjonalnym, a to tylko my ludzie, nadajemy jej wartość i etykiety. Jeśli masz genetycznie zapisaną wrażliwość wynikającą z rozwoju gatunku (pamiętajmy, że myślenie abstrakcyjne jest „produktem” ubocznym ewolucji, który dał nam koronę wśród innych mieszkańców planety) a do tego dzieciństwo spowodowało, że posiadasz mocno odciśnięte „ślady pamięciowe” związane z traumą, to prawdopodobnie do końca swych dni będziesz się zmagał z poczuciem wyalienowania, odrzucenia, niezrozumienia. Wszystko zaczyna się w chwili, gdy ważny dla rozwoju dziecka proces przechodzenia w dorosłość zostaje zakłócony i zatrzymany. Pozornie taki człowiek funkcjonuje normalnie, często odnosi sukcesy, czy to na polu biznesu, czy sportu, ale tak naprawdę są one efektem próby zasypania deficytów związanych z niepogodzeniem się z rzeczywistością, które to jest też podstawowym paliwem do osiągania sukcesu w rozumieniu stada! Zabijanie się poprzez rezultaty – to maksyma wielu „ludzi sukcesu”. Autorka książki etykietuje takich ludzi jako „Niewinnych”, ludzi którzy nie potrafią przepracować na świadomym polu tego, że istnienie TU nie jest niczym innym jak okazją. Okazją do tego, by z faktu istnienia przede wszystkim skorzystać. Twoje subiektywne odczucia na temat sprawiedliwości, szczęścia, poczucia wartości, jakości tego co nas otacza są zupełnie bez znaczenia w sensie tego co nas otacza. Zatem? Jedyne co możemy, to w ramach „narzuconej” nam ścieżki (proszę nie doszukiwać się w tym stwierdzeniu jakiejkolwiek ŚWIADOMEJ siły sprawczej) odnaleźć tak dużo samospełnienia jak się da. Ścieżka jest zupełnie bez znaczenia, przy jednym warunku. Nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczynają prawa innego człowieka. Prawda, że proste?

Wróćmy jednak do książki, która stała się fundamentem tego wpisu. „Niewinny” żyje we własnym, urojonym świecie, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Otoczenie ma zapewniać mu niezbędne do życia przymioty, bowiem silne kodowanie podświadome powoduje, że nasz bohater odczuwa potrzebę bezwarunkowego uznania za sam fakt istnienia. Piękne, ale zupełnie nierealne! Dorosłość polega na wyborach i ponoszeniu konsekwencji, jednak bardzo często dorosłe dziecko będące prezesem znanej spółki giełdowej nie jest w stanie zaakceptować tego mechanizmu w odniesieniu do samego siebie. Zresztą  pozycja, zawód, wykształcenie nie mają tu nic do rzeczy, im bardziej bowiem zaradny człowiek tym mocniej wtopi się w otaczającą go rzeczywistość odnosząc pozorne sukcesy i jednocześnie cierpiąc katusze. „Niewinny”, który został teleportowany do dorosłości z pominięciem fazy dorastania (na skutek traum) uważa, że wszystko co istnieje wokół służy zaspokajaniu jego potrzeb, włącznie z innymi ludźmi, których traktuje jako narzędzia do realizacji własnych potrzeb. Na skutek bardzo silnych mechanizmów racjonalizacji i wyparcia „Niewinny” nie dopuszcza w ogóle do świadomości, że ludzie żyjący obok mają własne odczucia, plany, aspiracje. Bardzo często zatem zdarza się, że nasz bohater zostaje przysłowiowym „misiem z mokrym noskiem”, bądź „femme fatale” ze względu na płeć. Bywa tak, że z powodu inteligencji tych osób, czy też cech fizycznych społeczeństwo wpisuje się w ich potrzeby jedynie wzmacniając poczucie fałszywej wyjątkowości! Osoby takie cechuje narcystyczna potrzeba poczucia, że wszystko co robią jest sukcesem, jest dobre i wynika z wyższych pobudek. Ludzie tacy potrafią dość łatwo manipulować otoczeniem ze względu na wrażliwość wynikającą z uszkodzeń układu limbicznego. Bywa wówczas bardzo często tak,że prawidłowo ukształtowani homo sapiens spotykają się z koniecznością leczenia psychiatrycznego po interakcji z „Niewinnym”.

Każda próba zwrócenia uwagi „dorosłego dziecka” na irracjonalność jego postępowania kończy się gwałtowną reakcją odrzucenia wszelkich racjonalnych argumentów na rzecz…wiary, mistycyzmu, religii, wyjątkowości. Jeśli otoczenie nie spełnia oczekiwań wówczas jest obwiniane o nieczułość, brak wrażliwości, represjonowane złością i karzącym milczeniem. Życie z „Niewinnym” jest nieustanną, wielką niewiadomą, ponieważ nigdy nie jest się pewnym, co wprawi go w dobry nastrój, a co wywoła potężną burzę? Cokolwiek dostaje od życia i bliskich jest to zawsze zbyt mało wobec jego wyobrażeń, a to sprawia, że nigdy nie jest dość syty pochwał, hołdów, uznania, potwierdzeń i zachwytów. Nawet jeśli rezultaty jego działań są czystą destrukcją w rozumieniu otoczenia! Często zdarza się tak, że „Niewinny” przepoczwarza się w „Sierotę” co często kończy się alkoholizmem, narkomanią, ucieczką od rzeczywistości, bywa że ciężką schizofrenią!

Ścieżka od uwielbienia do pełnej deprecjacji jest bardzo krótka!

„W powtarzających się skargach i narzekaniach pobrzmiewa nuta bezsilności, zagubienia, katastroficznych prognoz dotyczących przyszłości, bo przecież wszystko miało być inaczej: mądrzej, piękniej i dostatniej. Co więcej – rozczarowanie przekłada się na obwinianie darzonych uprzednio zaufaniem, a nawet podziwem przywódców oraz przypisywanie tym, którym się powiodło negatywnych etykietek.”

W świecie „Sierot” nie ma szarzyzny, wszystko jest albo czarne, albo białe. Do poczucia spełnienia prowadzi wyłącznie jedna droga, która została bezpowrotnie zagubiona w dzieciństwie.  W ciągłych narzekaniach, kwestionowaniu otoczenia, płaczu, wyraźnie czuć rozczarowanie rzeczywistością, które przekłada się na ocenę innych, deprecjonowaniu ich osiągnięć, często nawet osób które dla „Sieroty” były kiedyś autorytetem. Natychmiastowe przechodzenie z fazy aprecjacji do dewaluacji to cecha typowa dla tego typu ludzi.

Polecam lekturę wspomnianej książki, bowiem jej autorka nie ogranicza się wyłącznie do zbadania mechanizmów opisywanego schematu, ale również radzi jak sobie układać życie w wypadku, gdy to zjawisko dotyczy właśnie nas.

Pozdrawiam

Artur Gutner