Antynatalizm, czy to ma sens?

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że na skutek ewolucji ludzie, a być może też niektóre zwierzęta zostały obdarzone świadomością. Richard Dawkins pięknie opisuje w Samolubnym Genie mechanizmy, które doprowadziły do powstania owego fenomenu umożliwiającego niejako przy okazji lub odwrotnie rozwinięcie umiejętności abstrakcyjnego myślenia, co stało się podwaliną pod tron władców ziemi, tej ziemi dla ludzi. Stosunkowo niedawno, bo dopiero w latach trzydziestych ubiegłego wieku, niewielki procent najbardziej rozwiniętych pod względem mentalnym ludzi, po uprzednim wspięciu się na maksymalny poziom piramidy potrzeb Maslowa, zaczął dostrzegać kompletny bezsens ludzkiej egzystencji z punktu widzenia jednostki. Większość ludzi, nawet współczesnych, nie ocenia rzeczywistości w sposób realny, pozbawiony mechanizmów obronnych, takich jak racjonalizacja czy wyparcie, powiem więcej, człowiek ozuty zupełnie z owych „bezpieczników” najprawdopodobniej…natychmiast popełni samobójstwo, będąc zresztą uznanym przez skoorwiałe (nie ze swojej winy) do cna społeczeństwo za pomyleńca. Skąd zatem wziął się antynatalizm? Zapraszam do lektury!



Peter Wessel Zapffe urodził się Norwegii jeszcze w XIX wieku i był on jednym z prekursorów ruchu, który zdobywa coraz większą popularność wśród świadomych ludzi. Wg Zapffa człowiek jest biologicznym paradoksem, który w rezultacie ewolucyjnego rozwoju abstrakcyjnego myślenia uzyskał coś, co ludzie zwą świadomością. Każdy racjonalny i świadomy człowiek po odrzuceniu bajek w postaci religii, wierzeń, sztucznych nadziei, musi wcześniej czy później zdać sobie sprawę z tego, że umrze. Na skutek rozwoju emocjonalnego wykształciła się w nas potrzeba sprawiedliwości i sensu, która być może jest dalekim echem czegoś, czego resztką jesteśmy? Niestety, w rzeczywistości, w której przyszło nam egzystować nie ma miejsca ani na sprawiedliwość, ani na sens, przy czym im bardziej świadomym człowiekiem jesteś, tym bardziej wyraźnie widzisz ten fakt. Być może to swoisty bezpiecznik? Gdyby tak było, to pół biedy, bo nawet egzystencja w postaci nawozu mogłaby mieć jakiś mikro sens, niestety ostatnie odkrycia w dziedzinach fizyki, astronomii, biologii, bezwzględnie wskazują na to, że jesteśmy po prostu kaprysem natury, który pojawił się w wyniku ukształtowania się korzystnych dla rozwinięcia właśnie takiej formy życia warunków. Istniejemy jeszcze jako gatunek wyłącznie dlatego, że natura wyposażyła nas w mechanizmy umożliwiające wyrzucenie ze świadomości pewnych oczywistych, nie dających się w żaden sposób zanegować faktów.  Uczymy się wbrew własnej naturze rzeczy, które od początku wydają nam się dziwne i zbędne, ograniczamy się wzajemnie siecią iluzji, która pozwala przetrwać, jeszcze dzień, jeszcze dwa…Wg Zapffa i antynatalistów nadszedł czas spojrzenia prawdzie w oczy i zaprzestaniu pomnażania…cierpienia.

David Benatar, jeden z piewców antynatalizmu w prosty i logiczny sposób dowodzi, dlaczego wydając na świat potomstwo działamy irracjonalnie skazując ludzi na śmierć.

„Zakładając, że każda para będzie mieć 3 dzieci, daje to w dziesiątym pokoleniu łącznie 88572 potomków pierwszej pary. Tworzy to mnóstwo niepotrzebnego cierpienia, którego bez problemu można uniknąć (pełna odpowiedzialność za całe to cierpienie nie spoczywa na oryginalnej parze, ponieważ każde nowe pokolenie staje przed wyborem, czy rozmnażać się dalej, niemniej jednak pewną odpowiedzialność ona ponosi, trudno bowiem, kiedy samemu nie rezygnuje się z dziecka, oczekiwać czegoś takiego od swoich potomków”

Przekazywanie cierpienia poprzez akt prokreacji prowadzi do:

  • ponad 15 milionów ludzi umarło w ostatnim tysiącleciu w wyniku klęsk żywiołowych,
  • około 20000 ludzi dziennie umiera z głodu,
  • 840 milionów ludzi cierpi głód i niedożywienie,
  • ponad 102 miliony ludzi umarło od roku 541 przed naszą erą do roku 1912 w wyniku epidemii,
  • 50 milionów ludzi umarło w roku 1918 w wyniku pandemii grypy,
  • blisko 11 milionów ludzi rocznie umiera na choroby zakaźne,
  • ponad 7 milionów ludzi rocznie umiera na nowotwory złośliwe,
  • ponad 3,5 miliona ludzi rocznie umiera w wypadkach,
  • około 56,5 milionów ludzi umarło w roku 2001, co daje ponad 107 śmierci na minutę,
  • 133 miliony ludzi przed dwudziestym wiekiem zostało zabitych w masowych mordach,
  • od 170 milionów do 360 milionów nieuzbrojonych cywili i cudzoziemców w pierwszych osiemdziesięciu ośmiu latach dwudziestego wieku w wyniku rozporządzeń rządów zastrzelono, zatłuczono, torturowano do śmierci, zadźgano, spalono, zagłodzono, zamrożono, zmiażdżono, zmuszono do pracowania do śmierci, pogrzebano żywcem, utopiono, powieszono, zbombardowano lub w jakiś inny sposób zabito,
  • 1,6 miliona ludzi umarło w wyniku wojen w XVI wieku, 6,1 miliona w XVII wieku, 7 milionów w XVIII wieku, 19,4 miliona w XIX wieku, 109,7 miliona w XX wieku, 310000 w roku 2000,
  • około 40 milionów dzieci rocznie pada ofiarami przemocy,
  • ponad 100 milionów obecnie żyjących kobiet i dziewczynek zostało poddanych klitoridektomii,
  • 815000 ludzi w roku 2000 popełniło samobójstwo (obecnie szacuje się, że samobójstwo popełnia ktoś co 40 sekund, ponad 800000 ludzi rocznie.

Wiem – Ciebie to nie dotyczy, podobnie jak to, że Ty nigdy nie zachorujesz na raka, ani nie będziesz miał wypadku samochodowego. Prawda, że proste? 🙂 Myśląc w ten sposób padasz ofiarą jednego z mechanizmów, który ma Cie „na siłę” utrzymać przy życiu.

Julio Cabrera, argentyński filozof podnosi, że nie ma niczego złego w nieistnieniu, a całe zło czai się w cierpieniu i umieraniu tego co czuje. Strach przed śmiercią i ostatecznym unicestwieniem wprost wskazuje, że narodziny są zwyczajnie niemoralne a odpowiedzialność za skazanie człowieka na śmierć, często w mękach, ponoszą jego rodzice. Zresztą, nie oszukujmy się, dla wielu ludzi dzieci są środkiem do celu, celu nadającego sens ich nędznej egzystencji, nie ma to nic wspólnego z pozycją społeczną, czy ilością zasobów a jedynie ze świadomością tego co nas otacza. Chyba każdy myślący człowiek ma sobie ziarnko buntu, które mówi, aby sprzeciwić się narzuconej woli. Naturalną konsekwencją tego faktu powinno być w ramach protestu zbiorowe samobójstwo ludzi, w odpowiedzi na brutalne pogwałcenie naszych fundamentalnych praw do samostanowienia przez kreatora tego świata! Jednak to też ślepa uliczka, bowiem to co nas otacza jest zupełnie obojętne i będzie się „działo” z naszym udziałem lub bez niego – umyka tu zatem cała heroiczna otoczka zbiorowego protestu. Co nam zatem pozostało? Póki życie daje satysfakcję, warto je toczyć, zresztą, nie mamy zbyt wielkiego wyboru. Jeśli coś czyni, że egzystencja staje się czystym cierpieniem, to jest to jednoznaczny sygnał, żeby się zbierać.

Miłego weekendu

Artur Gutner

PS: W tekście wykorzystałem Wikipedię.