Depresyjny realizm.

Środek tygodnia, problemy dnia codziennego, smog pochłania naszą rzeczywistość więc ciężko liczyć na atencję czytelników, tym bardziej, że jak to zwykle u mnie – nie jest łatwo, lekko i przyjemnie. 🙂 Dziś porozmawiamy sobie o zjawisku depresji, ale nie w kontekście schorzenia, tylko mechanizmu, który zbliża nas do REALNEJ oceny sytuacji niepodpartej lub słabo podpartej racjonalizacją lub wyparciem. Większość z nas (o ile nie wszyscy) funkcjonuje tylko i wyłącznie dzięki mechanizmowi opanowania trwogi, które to w psychologii dorobiło się wielu ciekawych opracowań. Ściśle rzecz biorąc mechanizm ten nazywa się „teorią opanowania trwogi” a podwaliny pod jego ustanowienie położyli panowie Greenberg, Solomon, Pyszczynski. Tak jak Freud twierdził, że podświadomie chcemy od wszystkiego uciec, aby schronić się w łonie matki, tak wspomniani wyżej panowie wyprowadzili dość ciekawą teorię odnośnie mechanizmów, które umożliwiają nam reprodukcję i przetrwanie gatunku, bowiem w świecie świadomych ludzi przedłużanie naszej agonii mało, że nie ma sensu, to jeszcze wprowadza element sadyzmu, bowiem wraz z powołaniem do życia skazujemy naszych potomków na śmierć. 🙂

Czyżby Kajetan P miał rację twierdząc, że życie człowieka jest tyle samo warte, co życie komara? Jeśli odrzucimy racjonalizację, wyparcie i solidarność gatunkową to odpowiedź brzmi…tak. Zresztą, życie trawy, czy sałaty też, bo kto dał nam prawo do gradacji życia? To, że coś nie posiada układu limbicznego i nie manifestuje cierpienia w naszym rozumieniu wcale nie oznacza, że nie chce żyć! Wspomniane wyżej mechanizmy są jedynie filtrem mentalnym, który ludzie stosują na co dzień, aby wmówić sobie potrzebę przetrwania.  Ludzkie życie na ziemi, tej ziemi, to niestety wyrok w zakładzie  karnym z zaostrzonym rygorem, oraz wydanym wyrokiem unicestwienia dla każdego. Czasem udaje się znaleźć trochę słońca w tym najlepszym ze światów, ale racjonalnie rzecz biorąc jesteśmy bez szans. Wróćmy jednak do meritum.

Pojęcie depresyjnego realizmu (który manifestował między innymi Tomek Beksiński) po raz pierwszy w nauce pojawiło się w 1979 roku, kiedy to Lauren Alloy i Lyn Abramson opisały ów fenomen w sposób naukowy. Eksperyment wspomnianych Pań polegał na przetestowaniu reakcji różnych osób (będących w fazie depresji i optymistów) na to jak oceniają własny wpływ na empiryczne doświadczenie polegające na zapalaniu zielonej lampki, na której świecenie de facto nie mieli wpływu. Co się okazało? Osoby z depresją dużo bardziej racjonalnie a co za tym idzie REALNIE oceniały swój wpływ na możliwość uruchomienia mechanizmu włączającego. Optymizm pozostałych niezbicie wskazywał, że przeceniają oni dość mocno własne możliwości. Eksperyment był powtarzany wielokrotnie i efekt był zawsze ten sam. Euforia optymistów nie miała nic wspólnego z realizmem. 🙂

Colin Feltham, profesor psychologii powiedział kiedyś, że:

„Niektórzy psychologowie uważają, że do dobrego samopoczucia konieczne jest przynajmniej częściowe zniekształcanie przez nas rzeczywistości.”

I dotknął sedna sprawy! Tak zwana przeciętna społeczna to właśnie efekt tego mechanizmu! Zatem, czyż nie uprawniona byłaby zamiana miejsc w szpitalach psychiatrycznych, przynajmniej w odniesieniu do osób z depresją i „filmowa” nieoczekiwana zamiana miejsc? Moim zdaniem jak najbardziej, gdyby nie coś, co się zwie – wzorzec społeczny, a ten jak wiadomo jest skoorwiony maksymalnie, bo…inaczej się nie da!!! W skali globalnej realizm doprowadziłby do eksterminacji gatunku, a na to natura nie pozwoli! 😀

Kogo zatem wg wspomnianego profesora Felthama dotyczy ów „depresyjny realizm”? Uwaga! Introwertycy, mężczyźni, oraz osoby z wysokim IQ. Brzmi znajomo? No jasne!

Wróćmy może na chwilę do teorii opanowania trwogi, bowiem jako zjawisko doskonale wpisuję się ono w życie na ziemi, tej ziemi.  Efekt ten opisany przez wspomnianych przeze mnie na wstępie tego felietonu panów zakłada, że podstawowym źródłem ludzkiej motywacji i przekonań jest doświadczanie trwogi, będącej efektem nieuchronnej  śmierci, czyli zupełnego unicestwienia. Jako gatunek posiadamy unikalne w stosunku do innych form życia zdolności poznawcze, które ukształtowały się jako efekt uboczny powstania możliwości abstrakcyjnego myślenia, które zresztą pozwoliło nam sięgnąć po koronę gatunku na ziemi, tej ziemi (sorry, wiem że niektórych to wkoorwia, ale jest to  silniejsze ode mnie) 😉 Ludzie jako jedyni TU posiadają świadomość ograniczenia własnej egzystencji, stąd właśnie między innymi wszelkie memy typu „patrz, pies się cieszy bo jest tu i teraz, a nie myśli, że musi zapłacić za czynsz” są z doopy wzięte i nijak się mają do realu! Hehe, naprawdę chciałbyś mieć percepcję rzeczywistości psa? Ja tak! 😀

I teraz, zestawienie instynktownej, typowo zwierzęcej potrzeby przetrwania w konfrontacji z nieuchronnością śmierci wyzwala tak zwany „potencjał trwogi”, który jest podstawowym, egzystencjalnym lękiem wpływającym na nas w każdej sekundzie naszej nędznej egzystencji.  Jako, że natura „zadbała” (ten proces nie był świadomy, po prostu wynikł z mechanizmów przetrwania) abyśmy nie zakończyli naszego życia zbyt szybko (czytaj  = nim nastąpi reprodukcja), wyposażyła nas w swoisty bufor, który składa się z dwóch kluczowych elementów:

  • światopogląd – na własne potrzeby produkujemy sensowny, stabilny, pozornie racjonalny obraz rzeczywistości, który pozwala nam tworzyć wizję nieśmiertelności jeśli wypełnimy określone przez zdeterminowane granice zasady, co jest fundamentem wszelkiego rodzaju wierzeń i religii.
  • samoocenę – która kreuje na potrzeby przetrwania wizję sensu egzystencji w ramach „utworzonej” mentalnie rzeczywistości.

To dlatego racjonalna dyskusja z osobą wierzącą w cokolwiek nie ma sensu, bowiem siła projekcji jest tak silna, że wcześniej czy później człowiek taki, przyparty do muru racjonalnością wywodu sięgnie po dogmaty!

Reasumując, żeby nie zabić resztek chęci do życia ludzi przysypanych np stosem faktur w Mordorze przywołajmy w ramach racjonalizacji i wyparcia cytat z Mistrza, czyli Zdzisława Beksińskiego, którego malarstwo (doskonałe!) było wyłącznie marnym odbiciem dla własnych przemyśleń:

„Ty i ja, wszyscy płyniemy do wodospadu. Ty chcesz płynąć na kaktusie, a ja chcę siedzieć w wygodnym fotelu. I tak czeka nas ten sam wodospad, więc po co jeszcze siedzieć na kaktusie?”

Zdzisław Beksiński

Pozdrawiam serdecznie!

Artur Gutner