Dlaczego współczesny system penitencjarny to nieporozumienie?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest oczywista, ale dyskusja pod pewnym wątkiem na jednym z poczytniejszych portali, skłoniła mnie do potraktowania tego tematu na blogu. Otóż z przerażeniem stwierdzam, że nawet ludzie umocowani bardzo wysoko w kręgach palestry mają mierną wiedzę na temat tego co nas otacza, mechanizmów, związków przyczynowo-skutkowych oraz wreszcie wpływu kary na człowieka, który zostaje jej poddany. Nie mam zamiaru w tym wątku rozwijać kwestii ostatnich zmian w sądownictwie, raczej chcę skupić się na całości wymiaru sprawiedliwości bez dzielenia na zasady, kraje, systemy. Postaram się też udowodnić, że jedynie eliminacja skrajnie niepożądanej puli genetycznej gwarantuje poprawę jakości życia na ziemi, tej ziemi. Zaiskrzyło? Zapraszam!

Jak już udowodniłem w poprzednich wpisach, większość naszych działań, myśli, sposobu postępowania, podejścia do życia, oceniania sytuacji, jest zdeterminowana (nie mam wciąż dowodów na to, że wyłącznie oglądamy swoisty film, zatem zakładam pewien margines wpływu). Gdzieś widziałem szacunki, że mamy wpływ na nie więcej niż 10% tego co nas spotka w życiu, za to 90% na to, jak zareagujemy. Czy to jasne? Ta kwestia jest zasadnicza dla dalszych rozważań, dlatego trzeba to dobrze zrozumieć.

Richard Dawkins w Samolubnym Genie postawił znakomitą tezę, która wydaje się bardzo spójna z wielowiekową obserwacją społeczności, a mianowicie założył, że ewolucja sprawia, iż dochodzi bez przerwy do ścierania się różnych mas społecznych wyznających jako skutek programowania skrajnie odmienne poglądy. I tak, gdy dochodzi do długoletniego pokoju na świecie do głosu dochodzą ekstremiści, którzy wywołują wojny, w tychże większość z nich ginie, a przeżywają jednostki nastawione bardziej altruistycznie. Okres pożogi się kończy i nastaje triumf miłości bliźniego do czasu, gdy na skutek łagodnego podejścia do ekstremów psychopaci znów zdobywają przewagę. Proszę nie zrozumieć mnie źle, w tej chwili nie oceniam w sposób ludzki żadnych zachowań, bowiem nikt z nas nie ma wpływu na to…co wyznaje i jaki nurt popiera. Większość decyzji, które wydają się nam własne, wynika z procesu przekazywania genów a także z determinizmu behawioralnego, który najczęściej wzmacnia genetyczną stronę tego procesu.

Przypominam, że to co nas otacza jest obojętne, a wszelkie etykietki typu dobro czy zło są czysto ludzkie i wynikają głównie z „własnego” światopoglądu, który na bardzo głębokim fundamencie został nam narzucony.

Idźmy dalej do tak zwanej „wolnej woli”, której „nieistnienie” udowodniłem w poprzednich felietonach (okazuje się, że można dowodzić także nieistnienia). 😀

Jako, że wszystko co wydaje się nam własne jest wyłącznie projekcją umysłu (a tak naprawdę jest procesem ubocznym myślenia abstrakcyjnego, które ewolucyjnie zapewniło nam przewagę nad innymi gatunkami), możemy śmiało zakładać, że jesteśmy niemal czystymi marionetkami, skazanymi dodatkowo w sensie ludzkim w sposób dość okrutny, bowiem poprzez nieświadomość racjonalizujemy „nie własne” tylko zaprogramowane poczynania. Cel owego procesu jest jeden  – zatrzymać robota przy życiu tak długo jak się da i przy pomocy deficytów zmusić do reprodukcji. To nie są żarty – są już badania naukowe, które wskazują, że to co odbieramy jako własne decyzje jest nam niejako wyświetlane w milisekundy po tym, gdy jako zaprogramowane „roboty” podjęliśmy „własne” decyzje.

Zatem?

Czy karanie kogokolwiek za to, że zabił innego człowieka ma w tym kontekście sens? Oczywiście, że nie! Jest głupotą, mrzonką, zwykłą protezą, która ma reszcie ludzi wskazać, że tak nie wolno robić. Czy to działa? Jasne, że nie! Liczne badania w USA, kraju gdzie nadal jest stosowana kara śmierci i mamy powszechny dostęp do broni wykazały, że zwiększanie represji nie ma wpływu na ilość przestępstw. Ma je podobno skuteczność w ściganiu i to akurat wydaje mi się bardzo mocno realne, ale nie ze względu na strach, bowiem urodzony morderca go zwyczajnie nie odczuwa, tylko poprzez proces ELIMINOWANIA ze społeczeństwa ludzi, którzy stanowią dla niego zagrożenie.

Zapachniało eugeniką? Tylko pozornie, bowiem np Hitler, zwolennik selektywnego rozmnażania i autor Mein Kampf był prymitywem, posiadającym zdolność do manipulowania ludźmi poprzez strach połączoną z bardzo mierną wiedzą fundamentalną, co jest dość charakterystyczne dla większości dyktatorów, ale jednocześnie wyklucza świadome stosowanie jakichkolwiek procesów – tacy ludzie są najczęściej konglomeratem zmiennych emocji, przy czym w nieomylności utwierdza ich stado przestraszonych klakierów. Ten koleś nie miał zwyczjnie pojęcia o fundamentach wizji, którą propagował, ale że była ona chwytliwa, to ją wykorzystał dla „własnych” celów- stąd hekatomba.

Chodzi wyłącznie o to, że społeczeństwo jako niemy świadek procesu ewolucji powinno wykorzystać te 10% wpływu na to, co będzie dalej i eliminować poprzez np. proces chemicznej kastracji NIEPOŻĄDANĄ z ludzkiego punktu widzenia pulę genetyczną. Czy to oznacza karę śmierci, bądź zabijanie takich ludzi? NIE! To oznacza wyłączenie ich puli genetycznej z dalszego rozmnażania, co zresztą ze względu na naturalne uwarunkowania często dzieje się skuteczniej niż w przypadku „klasycznych informatyków w okularach.”

Świat jest obojętny, to my możemy choć trochę wpłynąć na to, dokąd pójdzie. Czy to ma jakieś większe znaczenie? Nie wiem, zakładam że jesteśmy bez szans bowiem zmiecie nas wkrótce jakaś zagubiona asteroida, ale może? Może jako najsprytniejsi pod słońcem znajdziemy sposób, aby to ominąć? W perspektywie śmierci wszechświata mamy marne szanse, ale przynajmniej zaspokoimy rządzę przetrwania a to już sporo dla własnego samopoczucia.

🙂

Pozdrawiam

Artur Gutner