Wieża radości, wieża samotności, ocean szczęścia.

Z wczorajszej lektury do poduszki – kolejny cytat z Piotra Dmochowskiego, rozważymy go w kontekście prawd życiowych, które wyznawane przez większość, są przyczyną licznych dramatów w sferze ludzkich emocji.

Mamy tu ujęte dwa, albo nawet trzy zjawiska iluzji, które serwuje nam umysł. Pierwsza dotyczy uwielbienia dla idoli, uznanych osób, artystów itp. Żyjemy wizją takiej osoby, która najczęściej nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Od razu wkrada się tu klasyczny układ z relacji, gdzie idealizujemy osobę, która jest niedostępna – stąd powodzenie psychopatów na tym rynku. Boleśnie o skutkach tego przykrego mechanizmu przekonał się także Tomek Beksiński w chwili, kiedy spotkał się osobiście z Andrew Eldritchem z The Sisters of Mercy. Świat marzeń i iluzji w zderzeniu z rzeczywistością nie miał żadnych szans i runął natychmiast jak domek z kart.

Druga z iluzji, powszechna w świecie ludzi, to tak zwane dwie połówki jabłka. Owszem, podobieństwo dusz, charakterów, myślenia, sposobu na życie występuje w przyrodzie i to nie rzadko, jednak większość ludzi ocenia partnerów jako idealnych w pierwszych miesiącach znajomości, mając wrażenie stopienia z drugą osobą, które jest wywołane przez dopaminę, a nie z powodu rzeczywistej kompatybilności w sferze ludzkiej. Chodzi po prostu o prokreację, po dwóch latach najczęściej w takiej sytuacji pojawia się klasyczne – gdzie ja miałem/am oczy, oczarował mnie i wykorzystał, grał, grała, udawał, udawała itp. Nic z tych rzeczy – po prostu program rozmnażanie ma absolutny priorytet, gdyby było inaczej wspomniany Beksa nie zakochałby się platonicznie na zabój w kioskarce. Nie to żebym miał coś przeciwko kioskarkom, ale szansa na to, że połączy ich coś więcej niż chemia, była w takim konfigu znikoma.

Trzeci aspekt związany z tym cytatem to kwestia „wieży radości, wieży samotności, oceanu szczęścia”. Piotr Dmochowski bardzo słusznie zauważa, że każdy z nas to osobne przestawienie na deskach teatru życia, każdy z nas żyje w osobnej, szczelnie zamkniętej wieży, jednocześnie szukając bratniej duszy, co z góry skazane jest na klęskę, jeśli wymagamy od innych zbyt wiele. Nie ma dwóch takich samych światów, odczuć, optyki rzeczywistości. Największy paradoks polega na tym, że jako ludzie jesteśmy fundamentalnie tacy sami i jednocześnie diametralnie różni jeśli chodzi o szczegóły. A te ostatnie właśnie  mają kapitalne znaczenie w kontekście oceny naszych relacji.

Ruszam do dalszej lektury, bo w zanadrzu czeka już kolejna porcja listów Beksińskiego, tym razem do młodego Łukasza Banacha.

Artur Gutner