7 grzechów głównych w percepcji rzeczywistości.

Jako, że emocjonalna analiza otaczającego nas świata często wznosi nas na wyżyny uniesień, ale jednocześnie brutalnie ciska o ziemię w sensie życiowym, warto zastanowić się, jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Oczywistym jest (choć to może za mocne słowo), że duchowość jest wtórna do materii, zatem? Każdy chyba widział w szkole czy internecie cytat z Einsteina:

„Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona.”

Ta i podobne wypowiedzi Einsteina są źle interpretowane, podobnie jak ta najbardziej znana, a mająca dowodzić istnienia siły nadprzyrodzonej, a mianowicie, że „Bóg nie gra w kości”. Ludzie mają naturalną skłonność do naginania rzeczywistości, która jak wiemy z poprzednich wpisów jest obojętna i nie podlegająca ocenie, czy wartościowaniu w oderwaniu od typowo ludzkiej percepcji. Czy zatem można skutecznie kreować świat bazując na emocjach? W pewnych okolicznościach tak, ale jest to czynnik wtórny do np faktu, że ktoś jest znanym piosenkarzem, biznesmenem czy pisarzem. Prawie nikt z wymienionych ludzi, których „sukces” jest powiązany z emocjami, nie wiąże tego faktu z wpisaniem się w oczekiwania ludzi wokół. Im bardziej zmierzasz w kierunku Paulo Coehlo, tym większą masz szansę na „sukces”, który utwierdzi Cię w fałszywym przekonaniu o własnej wielkości, niż lokując się w roli np poety pokroju Wojaczka. Ludzie mają dość szarości, bólu, zła, szukają zatem tego co sprawi, że dostaną nadzieję, radość, szansę, choćby fałszywą – stąd między innymi wielu ludzi tnie kupony od sprzedawanych nadziei, począwszy od religii, a skończywszy na wszelkiej maści kołczach. Proroków pokroju Artur Gutnera przeważnie spychano ze skały, albo rzucano lwom na pożarcie. 😉 ale, że mamy XXI wiek, to mogę sobie chyba pozwolić na odrobinę brutalnej prawdy miast słodkiego pierdzenia? Do rzeczy zatem!

Nie da się skutecznie analizować otoczenia w oderwaniu od logiki. Jako, że to co zwiemy „rzeczywistością” a ja dodatkowo uściślam to pojęcie jako „konstrukt” jest najprawdopodobniej czystą matematyką – reszta, w tym ludzka percepcja to czysta iluzja. Nie ma tu miejsca i czasu na dowodzenie tej tezy, zainteresowanych odsyłam np do Maxa Tegmarka, czy Hugh Everetta. Zatem? Grzech pierwszy:

  1. Argument osiłka – zakodowana nam wizja rzeczywistości w połączeniu ze zdeterminowaną genetycznie i behawioralnie pewnością odnośnie własnej tezy, nakazuje narzucenie jej otoczeniu poprzez bezpośredni nacisk fizyczny, bądź psychiczny. Znakomitym przykładem takiego działania jest zmuszenie dziecka mającego kłopoty w nauce do pilności strasząc laniem, inny przykład to zakaz demonstrowania stanowiska odmiennego z oficjalną linią partii politycznej, stowarzyszenia pod groźbą wykluczenia i argument ostateczny w postaci Nagana przystawionego do skroni. Jak mawiał major Gros z akumulatorem na jajach jeszcze nikt nie kłamał. Czy to zmienia cokolwiek w funkcjonowaniu fundamentu? Zupełnie nic, poza oceną.
  2. Argument tłumu – najprościej zdefiniować ten mechanizm można przez porównanie, np ktoś wmawia Ci, że masz chodzić do kościoła bo wszyscy chodzą, nie powinieneś wybierać się na studia z akustyki, bo większość kończy AGH i liczy podpory. Kopiując większość możesz liczyć wyłącznie na to, co dostaje większość. Co dostaje większość? Przeciętność. Jeśli się na nią godzisz, ta droga jest właśnie dla Ciebie, ale jeśli czujesz, że to nie Twoja bajka i umiesz sobie racjonalnie uargumentować własna odmienność, to działaj! Nie ma nic gorszego niż poczucie bycia kółkiem w rozmieniającej się na drobne rzeczywistości.
  3. Argument proroka – nie możesz iść własną drogą, bo Czesiek z drugiej klatki zainwestował i zbankrutował. Jasne? W zależności od konfigu taki przekaz ma przenieść lęki wygłaszającego go człowieka na Ciebie. Znów musisz odnieść się do racjonalnej analizy własnych planów i jeśli wyjdzie Ci, że masz smykałkę do bycia muzykiem, to nie wahaj się i nie idź na geodetę, bo co prawda kasy będziesz miał jak lodu, ale jednocześnie w pijanych z niespełnienia zwidach będziesz budował kaplice własnej niemocy, albo topił w studni własny telewizor.
  4. Argument cierpiętnika – otoczenie często, aby uzyskać pożądany efekt odwołuje się do emocji. I tak np argumentem przeciwko posadzeniu morderczyni, będzie fakt, że posiada ona dziecko, vel jest w ciąży. Człowiek, który gwałci czy zabija, pewnie miał trudne dzieciństwo – zapewne miał, ale jest to wpisane w jego zdeterminowane przeznaczenie, dlatego między innymi cały system tak zwanej sprawiedliwości jest oparty na fundamentach z ludzkiej głupoty. Takie jednostki należy eliminować a nie karać, dlatego że oni sami mają niewielki wpływ na fakt, że zostają np mordercami czy gwałcicielami. Społeczeństwo powinno w imię własnego dobra eliminować tego typu odłamy sieci neuronowych, oraz uniemożliwiać ich przetrwanie. Czyżbym namawiał do czystek? Tak może powiedzieć tylko ktoś, kto nie rozumie istoty problemu, a ta jest taka, że tu nie chodzi o opcję polityczną, narodowość, ideę, tylko o całość populacji.
  5. Argument tradycji – zacietrzewienie we własnych przekonaniach powoduje, że ludzie odrzucają wszelkie racjonalne argumenty obstając twardo przy „własnych” zakodowanych, najczęściej w dzieciństwie argumentach w myśl zasady, że większość żyła i żyje wg schematów, szczególnie tych przejętych od poprzednich pokoleń. Uwaga! Nie ma nic złego w kopiowaniu tradycji, pod warunkiem, że jest ona oparta na racjonalnej analizie otoczenia w oparciu o twarde przesłanki czy dowody (np tzw gradacja wierzeń).
  6. Argument pochlebstwa – kiedyś jeden z ludzi,  z którymi dane mi było tworzyć fajny projekt powiedział coś takiego – „wolę ludzi spolegliwych, bo łatwiej się z nimi pracuje.” Koleś już dawno jest na zielonej, dlaczego? To chyba jasne. Krytyka (KONSTRUKTYWNA!) jest najbardziej efektywną formą wyciągania wniosków z tego co nas otacza. Dla mnie to oczywiste, szczególnie wówczas gdy dostrzegam, że np utraciłem optykę na skutek zaślepienia, a to zdarza się każdemu.
  7. Argument autorytetu – mój ulubiony! Dlaczego? Bowiem wszelkie autorytety należy MERYTORYCZNIE krytykować. Wiem, wiem, mało kto potrafi okiełznać ego i spojrzeć na wszystko niejako spoza, a już szczególnie mocno ten syndrom dotyka przekonanego o swej nieomylności profesora filologii przyrody nieożywionej, któremu nagle naprawdę zaangażowany student rozwali wykład wykazując jak bardzo się myli we własnych tezach. Ziemia jest usiana kośćmi takich studentów zmuszonych do zmiany profesji na rzecz utrzymania status quo młotka rozdającego karty. Jest jedna zasada – ktoś przekonany o własnej racji nie boi się krytyki, bo zawsze jest w stanie ja odeprzeć, a jeśli nie, to przynajmniej czegoś się nauczy.

Jak zwykle zapraszam do dyskusji, wiem że nie łatwo, ale może warto?

Pozdrawiam

Artur Gutner

 

PS: Czy ktoś jeszcze dziwi się Cypherowi z Matrixa, że po odkryciu brutalnej prawdy chciał choć chwilę pożyć naprawdę w czystej iluzji? 😉