Jak się produkuje automaty imitacyjno-naśladowcze?

Społeczeństwo przypomina do bólu zaawansowaną sieć neuronową. Natura poprzez różnego rodzaju konfigi ludzkiego genotypu nieświadomie „testuje” najbardziej skuteczne dla przetrwania gałęzie i odłamy czegoś, co możemy nazwać osobowością a w fundamentach jest czymś, co ma zapewnić reprodukcję genów. Gdyby nie potężna katastrofa naturalna, która zmiotła z ziemi dinozaury, prawdopodobnie do dziś nie wyszlibyśmy z nor, i jako przedstawiciele ssaków, nigdy nie sięgnęli po koronę gatunku panującego na ziemi, tej ziemi. Oczywiście każdemu z nas wydaje się, że jest wyjątkowy, ewentualnie jego droga jest właściwa, reszta to durnie, idioci, półgłówki. Oczywiście w takim myśleniu jest sporo racji, bowiem przetrwanie wymaga dwóch cech – bezwzględności i naśladowania stada. Jeśli ktoś to potrafi na polu podświadomym, to świat (w sensie kółka dla chomika) stoi przed nim otworem. Dotarliśmy znów do wolnej woli, która nie istnieje. Każdemu z nas wydaje się, że jest panem własnego życia, emocji, sposobu myślenia, a tymczasem nasze własne poczynania są zautomatyzowane do bólu poprzez programowanie, jedynie filtr mentalny czyni, że wydaje nam się iż nasze decyzje są nasze. Dziecko przychodzi na świat i natychmiast zostaje poddane programowaniu, którego zresztą uczy się niemal od początku. Zapłaczę, to mnie przytulą, zmienią pieluchę, znów zapłaczę, będzie micha. Automat imitacyjno-naśladowczy nabiera tempa. Dalej obserwuje rodziców, co w połączeniu z zaprogramowaniem genetycznym powoduje, że wzmacnia bądź osłabia pewne charakterystyczne dla samego „siebie” cechy. Co to wszystko ma wspólnego z wolną wolą? Zupełnie nic.

O co chodzi zatem z programowaniem wpajanym nam od dziecka i regulującym sposób myślenia, życia, funkcjonowania w społeczeństwie? O jedno. Mamy stać się kółkiem w maszynie, elementem układanki, wpisać się w skoorwiałe do cna społeczeństwo i zrobić karierę, pieniądze, dzieci, ożenić się, jeść, pić, oglądać Taniec z gwiazdami i mecze reprezentacji, po czym, po wydaniu własnych klonów i odpowiednim ich zaprogramowaniu stajemy się…zbędni. 🙂 The End – GAME OVER.

Czy można coś z tym zrobić? W zasadzie nic, poza odkryciem tej tajemnicy, ale to również poza satysfakcją bycia lata świetlne przed stadem w rozumieniu rzeczywistości, nie daje nam absolutnie nic. Oczywiście za chwilę nasz na wskroś ułomny, ludzki umysł, nakaże nam zgodnie ze schematem poszukiwanie związku przyczynowo skutkowego, sensu, wytłumaczenia. Ludzie uciekają w różne klimaty, jedni wierzą w gościa co chodził po wodzie, inni, że będą dymać dziewice jeśli się wysadzą w imię wiary, inni piją, jeszcze inni nadają krótkoterminowy sens swojemu życiu robiąc na przykład pieniądze, czy karierę naukową. , albo 300km na rowerze 😀 Z tej perspektywy świetnie wygląda wszelkiego rodzaju wolontariat, choć rzadko bywa on świadomy…pomaganie towarzyszom niedoli to piękna rzecz, ale nawet tu często czai się koorewstwo.

Od dziecka jesteśmy wbijani w poczucie winy, bo to ułatwia społeczeństwu kontrolowanie jednostek poprzez emocje. Kij i marchewka powoduje zakodowanie programu, czyli jeśli egzystujesz w zgodzie z oczekiwaniami, to jesteś nagradzany, jeśli robisz coś inaczej niż oczekuje tego społeczeństwo, jesteś karany. Proste jak drut. Szczególnie ludzie wychowani w skostniałych, religijnych czy tradycyjnych rodzinach mają problem z „przebiciem” się do głęboko zakopanych, „własnych”, wynikających z cech fundamentalnych potrzeb, myśli, zasad. Miłość rodziców często wygląda jak coś za coś, jako skutek ekstremalnie mamy w takiej sytuacji do czynienia z takim schematem jak ostatnio w Falenicy. Człowiek zmuszany do spełniania „czyichś” potrzeb może osiągnąć wiele, na polu biznesowym, naukowym, sukcesu w pojęciu ogólnospołeczny, ale nigdy nie osiągnie…wewnętrznej satysfakcji. Dlaczego? Bowiem został zaprogramowany do spełniania potrzeb innych w zamian za uznanie i iluzoryczne poczucie spełnienia. Możemy to nazwać po imieniu?

Tak, szanowni państwo – to jest forma prostytucji.

Efekt takiego programowania powoduje, że człowiek co prawda wyrasta na „szanowanego” członka społeczności, ale cena owej poprawności jest straszliwa. Dlaczego? Z kilku przyczyn:

  • klon staje się elementem grupy, zabijając własną indywidualność, a to skazuje go na cierpienie wewnętrzne, które może być chwilowo zagłuszone przez „sukces” w postaci pieniędzy, kariery, używek itp. Zawsze chodzi o wyrzut dopaminy, pozostaje kwestia za jaką cenę? Patrz lista sukcesu „kokainistów” ze pierwszych szpalt gazet z listy Cezarego P.
  • klon jest narażony na zaburzenia osobowości, bowiem żyje w ciągłym rozbiciu między tym co uważa, że powinien robić, a tym co wymaga od niego otoczenie. Już samo zidentyfikowanie tego stanu czyni z takiej jednostki wyjątek na tle „mięsa” (ukłony za doskonałą definicję dla TB), ale nie poprawia własnego położenia w żaden sposób.
  • zaburzenie mechanizmu poznawczego, oraz niemal ciągły dysonans poznawczy, spowodowany faktem dostrzegania, że to w co klon wierzy ma się nijak do otaczającej rzeczywistości – skutek? Np alkoholizm, samobóje, sekty, szukanie sensu w siłach nadprzyrodzonych itp.
  • ciągłe poczucie bezsensu egzystencji i niedosytu, mimo społecznych oznak sukcesu.
  • depresja, alkoholizm, narkomania, zabicie naturalnych mechanizmów odpowiedzialnych za produkcję dopaminy, często przeniesienie w świat marzeń i iluzji, który wydaje się dużo bardziej przyjazny niż ten rzeczywisty, w efekcie izolacja.

Musimy zrozumieć, że każda wpajana nam prawda, reguła, obowiązek może być z natury fałszywa jeśli nie stoją za nią logika i racjonalizm. To samo dotyczy autorytetów, które często są nadużywane do zamykania ust oponentom w myśl zasady, gdzie masz zamilczeć, bo jakiś profesor wydał określoną opinię, na kontrowersyjny temat. Owszem, autorytety mają prawo do szacunku i powinniśmy starać się szanować ich wiedzę, ale w sytuacjach, gdzie czujemy i jesteśmy w stanie racjonalnie udowodnić, że autorytet się myli należy bezwzględnie korzystać z prawa do merytorycznej krytyki bez względu na rozbuchane ego takich osób (chyba, że zależy nam np na dobrej specjalizacji, będąc lekarzem rezydentem.)

Dyskusja w oparciu o racjonalizm z ludźmi zafiksowanymi na pewny punkt widzenia, a także z tak zwaną szarą masą jest bardzo trudna, bowiem mało kto wokół jest w stanie myśleć „samodzielnie”, odrzucić ego i programowanie.

I tak, skrytykowany szef pozbawi nas podwyżki, profesor na uczelni ośmieszy i pozbawi głosu, rodzic obrazi śmiertelnie próbując wzbudzić w nas poczucie winy, partner biznesowy da nauczkę w zgodzie z jego systemem wartości! Do klasycznych myków należy w tej sytuacji stosowanie chwytów erystycznych zdefiniowanych przez Schopenhauera lata temu, typu przeskakiwanie z tematu na temat, próby zakrzyczenia, argumentum ad verecundiam, czyli np ” wszyscy tak postępują” itp. Racjonaliści wychodzą z założenia, że jeśli coś jest wartością lub faktem, to da się to ustalić na wspólnej płaszczyźnie, a jeśli nie, to nie ma sensu o tym dyskutować. Często „wywalając” kogoś z torów zaprogramowanego myślenia dostaniemy łatkę narcyza,   bufona, osoby narzucającej komuś własny światopogląd, ale jest to efekt działania wyłącznie mechanizmów obronnych oponenta, który sam często jest narcyzem i ukrytym egoistą! Dlatego nie warto rezygnować z własnego zdania, tylko dlatego, że ktoś próbuje obniżyć nasze poczucie wartości.

Reasumując – życie racjonalisty w społeczeństwie zdeterminowanym przez automaty imitacyjno-naśladowcze nie jest łatwe, bowiem jako indywidualiści występujemy zawsze przeciw narzuconemu nam w procesie programowania porządkowi, który w fundamencie ma za zadanie jedno – sprawić, że lepszy „manipulator” przejmie kontrolę nad słabszym, a tym samym zyska dostęp do jego zasobów, emocji i celów. Władza, doopa, pieniądze – zaiste jest się o co bić. 😀

Pozdrawiam

Artur Gutner