Na ziemi ognia i lodu cz.1

Witam serdecznie po dłuższej przerwie!

Od czasu gdy zrozumiałem prawdziwą naturę tego co nas otacza i zaakceptowałem ten stan wewnętrznie, nie odczuwam już tak silnej potrzeby dzielenia się własnymi przemyśleniami jak wówczas, gdy walczyłem z zaprogramowanym genetycznie i behawioralnie obrazem świata. Może nie zbudowałem teorii wszystkiego, jak wiemy nie udało się to jeszcze nikomu, ale podobnie jak inni, myślący ludzie na ziemi, tej ziemi doszedłem do wielu konstruktywnych wniosków. Bezsilność sprawia, że najlepsze co możemy, to konsumować to co nas otacza korzystając z tego ułamka sekundy, w jakim mamy szansę doświadczać percepcją tego najlepszego ze światów – oczywiście przy poszanowaniu innych, ale to załatwia prawo naturalne.

https://youtu.be/YuNfF29to7g

Islandia od zawsze fascynowała mnie jako miejsce, dlatego też w końcu nadszedł czas, aby zebrać graty i odwiedzić Vikingów. Na wstępie kilka uwag, gdyby ktoś się wybierał. Ze względu na bardzo spolaryzowaną pogodę należy na wstępie zastanowić się, czy jechać tam zimą (gdy ceny są niskie a dzień trwa 4 godziny), czy też latem, gdy ceny są bardzo wysokie a słońce nie zachodzi w ogóle. Latem nie mamy szans na zorze polarne – jak w życiu coś za coś. Na wyspę udało nam się dostać i wrócić we dwójkę za niecałe 2k PLN, z tym że lecieliśmy z przesiadką w Londynie. Najpierw Rynair do Stansted, chwila w Lądku, transfer do Gatwick i dalej WowAir. Na miejscu pożyczyliśmy samochód w polskiej firmie ICE-POL, którą szczerze polecam http://icepole.eu/. Dlaczego? Otóż wypożyczalnie samochodów w Islandii 50% przychodów generują z uszkodzeń, których nie obejmuje ubezpieczenie, tak jak rozbite szyby, czy wyrwane przez wiatr drzwi. W Ice-Pol przy pełnej opcji można auto niemal utopić, inna rzecz, że mamy do dyspozycji stare samochody terenowe – dla mnie to nie przeszkoda, ale jak ktoś potrzebuje ekstremalnej wygody, to należy celować np w Toyotę LandCruiser (koszt około 10k PLN na 10 dni). Nasz Nissan Terrano spisał się znakomicie, nie polecam zwykłych aut z napędem na przód bo nie wjedziecie w połowę miejsc w jakie nam się udało, chyba że komuś wystarczą jedynie widoczki z „jedynki”, która okala wyspę dookoła. Paliwo jest bardzo drogie, więc warto się zaopatrzyć w kartę rabatową, którą otrzymamy gratis np razem z tzw. camping card http://www.campingcard.is/, dającą możliwość taniego przenocowania. Hotele to niestety wydatek rzędu 1000 PLN za noc- jak kogoś stać, nie ma kłopotu. 🙂 Polecam korzystanie ze stacji Orkan, które są zdecydowanie tańsze niż np N1. Tu jest kolejny myk, bowiem w Islandii na stacjach bezobsługowych obowiązuje dziwna zasada, że wybiera się kwotę, za którą zamierzamy zatankować, np 10000 ISK, po czym rachunek jest obciążany blokadą na wspomnianą kwotę + rzeczywista wartość kupionego paliwa! Co kraj to obyczaj, ale warto mieć ze sobą plastik ze sporym zapasem możliwości, aby w połowie wypadu nie obudzić się bez środków do życia. Kempingi w IS są generalnie bardzo dobrze wyposażone, czyste łazienki, prysznice, niemal każda najmniejsza mieścina ma basen ze źródłami geotermalnymi. Jeśli chodzi o zaopatrzenie, szczególnie w alkohol, to trzeba to robić z dużą rozwagą i tylko w sklepach Vinebudin albo Bonus czy Netto. Któregoś dnia spragniony browarku zapłaciłem na kempingu za dwa piwa 3000 ISK, to jest około 120 PLN. Podobnie z zakupami – sklepy lokalne są czynne krótko i bardzo drogie, więc lepiej zaopatrzyć się w Keflaviku na cały wyjazd. Żywienie w knajpach ruinujące – np w Hofn będącym lokalnym królestwem owoców morza, obiad w knajpie to kosz rzędu 5000-7000 ISK https://www.humarhofnin.is/menu/  , zatem można spróbować, ale na dłuższą metę ciężka sprawa 😉 Nawet kanapki przy atrakcjach turystycznych, czy mała miska zupy to 1200 – 1500 ISK.

Tak czy owak warto i osobiście jestem pewien, że wrócę tam jeszcze, ale koncentrując się mocniej na interiorze. 😉 Tam się naprawdę dzieje wiele ciekawych rzeczy.

Zapraszam do relacji, będą ją pisał w kilku odcinkach dodając zdjęcia, a na początek krótki film.

Pozdrawiam

Artur Gutner