Determinizm po raz n-ty, czyli o co chodzi z Macronem?

Ostatnio przez sieć przetoczyła się fala komentarzy związanych z „dziwnym” z punktu widzenia przeciętnego zjadacza chleba związkiem, jaki łączy nowego prezydenta Francji Emanuela Macrona i jego żonę Brigitte. Pojawiają się skany jej dowodu wskazujące, że jest ona z rocznika 1943, co sprawia, że dla swojego męża rocznik 1977 może być babcią. Teraz uwaga – bo większość ludzi nie potrafi czytać ze zrozumieniem, a to co podam w punktach poniżej jest kluczowe do zrozumienia tego felietonu:

1)Nie oceniam z perspektywy”ludzkiej” tej, ani jakiejkolwiek relacji.

2)Nie jestem homofobem, lewakiem, prawicowcem, nacjonalistą itp. Jestem sobą.

3)Z punktu widzenia Drogi Mlecznej wszyscy jesteśmy ze wsi.

Czy to jasne? Jeśli nie to nie czytaj dalej, bo szkoda Twojego czasu. Wróćmy do meritum, bowiem większości ludzi krytykujących niestandardowe relacje ludzkie wydaje się, że ich odczucia, popędy, percepcja rzeczywistości z racji podobieństwa z resztą stada jest naturalna i jedyna słuszna, a każdy odmieniec do zbok, pedał, lewak w najlepszym razie zagubiony idiota. To, że większość konsumentów otaczającej nas rzeczywistości, to idioci nie muszę chyba udowadniać, bowiem czystą ILUZJĄ jest to, że ktokolwiek z nas ma większy wpływ na role, jakie „odgrywamy” w dorosłym życiu. Tu należałoby znów przywołać Dawkinsa, sieci neuronowe, strategie reprodukcyjne itp, ale że opisywałem to już dziesiątki razy, to w tej chwili odpuszczę. W skrócie – w dorosłym życiu zajmujemy się zazwyczaj „odtwarzaniem” ról z dzieciństwa. Wg moich szacunków 97% tego co nas spotyka (nadal wierzę, ale jest to wiara a nie wiedza, iż te 3% „wolnej woli” pozostaje do naszej dyspozycji) jest zdeterminowane. Najpierw genetycznie a następnie behawioralnie. Idę o duży zakład, że Macron w dzieciństwie miał zakłócone relacje z rodzicami, bardzo możliwe, że był pod dużym, wychowawczym wpływem ludzi starszych, np dziadków. Ponieważ mało kto z nas jest w stanie kontrolować, bądź nawet „wyświetlać” świadomie podświadomość, nie zdajemy sobie sprawy, że nasze wybory nie są nasze, tylko tak naprawdę…zaprogramowane. Jeśli ktoś myśli, że Macron jest nieszczęśliwy, bo jest człowiekiem sukcesu, przystojnym, przebojowym facetem będącym w związku z babcią jest w błędzie! Stawiam dolary przeciw orzechom, że koleś jest szczęśliwy, bowiem…może grać swoją rolę z dzieciństwa. Doskonale go rozumiem, bowiem z pewnych względów mam wewnętrzną potrzebę „opiekowania” się kobietą, co było przyczyną wielu moich fuckupów w relacjach w przeszłości. Po prostu, kierowałem się kobiecym genotypem próbując wiązać się na siłę z kobietami, które posiadały tak zwany „męski” pierwiastek, mimo nienagannej kobiecej urody (tak, tak drodzy czytelnicy, my to nie fiut między nogami, tylko płeć mózgu – w życiu prenatalnym wszyscy jesteśmy kobietami), co skazywało mnie na niepowodzenie bądź funkcjonowanie w poczuciu bycia w „dziwnym” układzie. Zresztą ten faktor jest moim skromnym zdaniem jednym z głównych powodów problemów w relacjach, bowiem z punktu widzenia natury liczy się w następującej kolejności:

1)Siła genotypu zakodowana w geometrii człowieka (twarz, włosy, mięśnie).

2)Zgodność układów immunologicznych, której nie da się stwierdzić inaczej niż przez percepcję – jeśli takowa występuje, czujesz tak zwany haj w obecności partnera – zakochujesz się.

3)Kompatybilność „świadoma” – czyli to jak partner wpisuje się w nasze zdeterminowane genetycznie i behawioralnie potrzeby.

Te trzy aspekty decydują o tym, że kobiety miewają orgazm na sam fakt pomyślenia o ukochanym facecie a mężczyźni chlają wódę po odtrąceniu, przy czym szacuję, że pierwsze dwa ze względu na zwierzęcą naturę ludzi stanowią 90% wartości podświadomej oceny przy wyborze partnera. Zresztą, są one jednym z powodów, dlaczego on pije, bije, rżnie koleżanki a ona i tak go kocha. Czysta iluzja. Trzeci faktor jest źródłem wielu rozterek, bowiem nie raz pewnie zdarzyło się (szczególnie kobietom) czuć, że jakiś koleś jest zajebistym…przyjacielem, ale dwa pierwsze czynniki powodują, że ląduje on we friendzone a laska z podbitym okiem siedzi wieczorem w pokoju i ryczy w poduszkę, łkając – jaka ja jestem głupia! Nie głupia. Po prostu jesteśmy robotami i jedyne co możemy to decydować o tym…kogo dopuścić do siebie, czasem odrzucając ludzi wbrew tak zwanej intuicji, która jest niczym innym jak narzędziem genów, służącym do tego, aby nosiciel wykonywał ich a nie własne zadania. Zresztą, co to znaczy własne? 😀 Należało by zdefiniować „ja” ale to materiał na inny felieton.

Reasumując – nie oceniaj! Nie oceniaj kolegi homo, nie oceniaj kogoś kto lubi starsze panie, oczywiście naturalne jest, że kobiety chętnie wiążą się ze starszymi mężczyznami, ale jest to skutkiem li tylko i wyłącznie najbardziej popularnego na ziemi, tej ziemi konfigu! To nie ma żadnego znaczenia od strony oceny, emocjonalnej, ludzkiej! Czas gdy większość to pojmie, będzie momentem narodzin człowieka 2.0 na dużą skalę. Mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie, choć jak znam życie to prędzej jakiś jebik trzymający lejce do broni masowej zagłady zrobi z niej użytek. 😉 Nie ma się co martwić, najprawdopodobniej nie jesteśmy tu pierwsi i nie będziemy ostatni!

Pozdrawiam

Artur Gutner

PS: Wskazówka na dziś? Chcesz mieć spokój, poczucie harmonii i spełnienia? Zaakceptuj to co stało się Twoim udziałem, przestań się szarpać i zacznij płynąć. Bruce Lee.