Jak się tłucze kasę na fundacjach?

Czyli jak zrobić, aby w papierach wszystko grało a kasa szła „bokiem”? Będzie krótko, bowiem długo zastanawiałem się czy podjąć ten temat, staram się ostatnio uciekać od gówna, które mnie otacza zamiast brnąć w nie i je demaskować. Po prostu wszelkie działanie jednostek próbujących „wyklepać” zracjonalizowaną i wypartą rzeczywistość to krew w piach. Wbudowane mechanizmy obronne spowodują, że nawet okradziony powie, że on dał gratis, bo zwyczajnie będzie się wstydził sam przed sobą, że dał się wydymać jak dziecko. Cóż? W dupę nóż, jak mawiał pewien prezes dużej spółki giełdowej. Do rzeczy zatem!

Aby pojąć złodziejski mechanizm będziemy się musieli posilić jego sześcioma filarami, a są nimi:

 

  • manipulacja (szczytny cel to zasłona dymna, abyś nie śmiał krytykować czegokolwiek związanego z przedsięwzięciem – zawsze będziesz czuł współczucie wobec beneficjentów systemu, sympatię dla twórców i potrzebę dzielenia się – to naturalne, jesteś bowiem człowiekiem a nie psychopatą).
  • racjonalizacja i wyparcie – w jednym stali domu, czyli nawet jeśli udowodnię Ci, że zarząd fundacji kradnie, to i tak mi powiesz, że to co z tego, skoro cel jest szczytny? Nic z tego, poza tym, że tak się buduje fortuny kosztem ludzi oddających np pamiątki rodzinne czy obrączki i wierzących w szczytny cel (w fundamencie jest to oczywiście inny mechanizm, który tłumaczy też dlaczego „biedni” są bardziej skłonni do dzielenia się – nie ma to nic wspólnego z altruizmem a jest wyłącznie odpowiedzią na poczucie własnego położenia. Zresztą, tak się strzyże owce, nie tylko za pomocą fundacji).
  • sieć słupów (mechanizm identyczny jak w wypadku łańcuszków służących wyłudzaniu VATu, z tym że tu zupełnie legalny).
  • głupota ludzi jako stada.
  • brak zasad moralnych (klasyka u psychopatów –  ich współczynnik wśród biznesmenów, CEO, dyrektorów firm itp jest dużo wyższy niż średnia w społeczeństwie – wynika to wprost ze skuteczności w działaniu takich jednostek, która pochodzi wprost z braku elementarnej empatii a raczej nieumiejętności przekucia własnego egoizmu w dobro ogółu – wyższa szkoła jazdy, nie będę rozwijał tematu, bo trzeba by napisać inny felieton.
  • efekt skali – pojęcie z ekonomii (każdy sobie doczyta w wikipedii)

Teraz –  ze zdeterminowanego „przypadku”, wyrachowania, znalezienia się w odpowiednim miejscu i czasie, braku laku, niechęci do pracy itp., zakładamy Fundację Opoki Świń Podkarpackich –  w skrócie FOŚP. Rejestrujemy, piszemy statut i jako, że mamy „gadanę” oraz trafiamy na podatny grunt, bądź mamy kasę na reklamę zaczynamy zbiórkę. Z miesiąca na miesiąc wpływy rosną, z roku na rok stajemy się sławni, zbieramy coraz więcej i nagle okazuje się, że temat chwycił na dobre a efekt skali spowodował, że przychody są całkiem fajne. Skoro jesteśmy tak zajefajni, to należy nam się parę złotych z tytułu zarządzania – oczywiście formalnie jesteśmy zatrudnieni jako zarządzający FOŚP-em, ale za te marne 13 tysięcy brutto ciężko przeżyć, tym bardziej, że pani w todze mówi, że dycha to dobre pieniądze ale na prowincji. Co robimy zatem?

Zakładamy dwie, trzy, cztery firmy krzak – spółka z o.o., minimalny kapitał założycielski. Powiedzmy, że pierwsza nazywa się Słonik Mały – jego prezesem zostaje nasza dziewczyna (od kopa dajemy jej 12tys, brutto poborów – w pełni legalnie, z pełnym ZUSem), drugą nazwiemy Bananik Wielki. Jej prezesem czynimy naszego asystenta a prywatnie zięcia. On też zasługuje na dziewięć tysięcy dziewięćset brutto. Wreszcie ostatnia firma, nazwana Niebiański Haczyk skupia resztę członków zarządu FOŚPu na pensjach od 6 do 9tys brutto. Chodzi o to, żeby brali kasę i trzymali mordy w kubłach, bo im się koryto urwie. Zaraz, zaraz, a skąd przychody tych spółek? W dodatku legalne! Jak to skąd? Ogłaszamy przetargi, które wygrywają bądź Słonik Mały, bądź Bananik Wielki a jak grubo wszystko leci to liczni ich poddostawcy, którzy za dość wygórowane pieniądze dostarczają kupowane celem ratowania Podkarpackich Świń uprzęże zdrowotne! Uratowaliśmy przecież już dziesiątki świnek, więc każdy kto zarzuci nam nieuczciwość jest kanalią i basta! Czy ktoś jeszcze czegoś nie rozumie?

W ten sposób spokojnie omijamy status fundacji, który mówi, że koszty wynagrodzenia zarządu nie mogą przekroczyć półtora procenta dochodu. Dlaczego tak mało? No bo to fundacja, więc aby zamknąć mordy wszelkich malkontentom ustalamy ten skromny próg jako wynagrodzenie za własny wkład, pomysł, harowanie po nocach itp. Oczywiście dochód fundacji jest liczony po odjęciu kosztów a za generowanie tychże odpowiadają Słonik Mały, Bananik Wielki i Niebiański Haczyk. Teraz może nas kontrolować dowolny UKS, NIK czy nawet ojciec Rydzyk a i tak w papierach wszystko będzie grać. Są koszty? Są! Uzasadnione? A jakże! Przetargi były? Jasne, że były (że skrojone pod konkretne firmy jest nie do udowodnienia –  BTW, dzień dobry Panie Kijowski). Księgowo wszystko się zgadza a jeśli chodzi o sumienie? Hmmm kicha. Ale nie przejmujmy się – racjonalizacji i wyparcie czekają za rogiem! Po pewnym czasie okazuje się, że jakieś wyrzutki społeczne, które zauważają, że jakiś mistrzu pod pozorem dobroczynności rżnie ich pobratymców w tyłek i to bez wazeliny zaczynają dokuczać! Żądać rozliczeń, transparentności! Spokojnie. Obroty mamy tak duże, kontrahentów i zleceniobiorców tak wielu, w tym z pierwszych szpalt gazet i TV, że spokojnie sobie poradzimy. Ostatecznie dadzą nam Nobla, żeby do końca zamknąć mordy pieniącym się nieudacznikom!

Gdyby ktoś był zainteresowany i miał w doopie sumienie, zapraszam:

http://poradnik.ngo.pl/zakladanie-fundacji

Sprawa prosta jak drut, bezpieczna, w pełni legalna. Na zakończenie jeszcze jedno – nie mam NIC przeciw NEPOTYZMOWI w firmach prywatnych, finansowanych z przychodów z działalności gospodarczej! Niech żona właściciela zarabia nawet 100tys. miesięcznie, córka jako dyrektor finansowy 60tys. a zięć po turystyce jako specjalista od marketingu 35 tysi. Nie mniej jednak w firmach, fundacjach, organizacjach finansowanych z datków innych ludzi czy z podatków (państwo) nepotyzm jest czystej wody skurwysyństwem i nie ma to żadnego usprawiedliwienia. No. To chyba na tyle nim mi żyłka w dupie pęknie, że muszę w tym czymś pływać na co dzień…

Pozdrawiam

Artur Gutner

PS: Gdyby ktoś powiedział, że tniemy gałąź pod przedsięwzięciem, które ratuje Świnki w Podkarpackim, możemy powiedzieć, że kłania nam się efekt skali. Całe społeczeństwo wydaje na leczenie świnek 70 miliardów złotych rocznie, podczas gdy my zbieramy 50 milionów co stanowi promil tej kwoty. Nie szkodzi, wystąpimy wówczas w TV i opowiemy, że bez nas Świnki by zdechły, my jesteśmy niezbędni, potrzebni i zajebiści a krytyka to PIS pomiot, bezzębne złośliwce i pokurcze. Chciałbyś się czuć jak pokurcz? Dobranoc mówi manipulacja.