Perspektywa – tego nie uczą w szkołach.

Dlaczego? Bo to zbędne. Stado ma odegrać swą rolę i zdechnąć, wszelka perspektywa w widzeniu rzeczywistości ogranicza możliwość manipulacji ludźmi. To dlatego musisz uczyć się na pamięć, zamiast logiki i analizy zdarzeń. Przy okazji medialnych ostatnio wydarzeń w Ełku, pozwolę sobie wspomnieć pewne zdarzenia z przeszłości, które same wiążą mi się z tym, z czym mamy do czynienia dziś. Do rzeczy zatem!

Był rok 1999, dwudziestoczteroletni wówczas Michael zaczyna prowadzić stację paliw. Obiekt jest zlokalizowany na łódzkim Widzewie, w pobliżu stadionu znanego klubu piłkarskiego. Co sobota hordy rozwydrzonych kibiców próbują wynieść co się da. Z tym można sobie poradzić, dwóch ochroniarzy w drzwiach i wpuszczanie po maksymalnie 10 osób do środka opanowuje sytuację. Po drugiej stronie alei Piłsudskiego są slamsy. Typowe stare kamienice, ciemne bramy, zapuszczone podwórka i zakazane twarze szukające rozumu. Wśród owych bryluje pewien jegomość zwany „Czapka”, bowiem zawsze chodzi w popularnej wówczas „dźokejce”. Oczy nieskażone rozumem, pół metra w łapie, wieczne zadowolenie na twarzy, luz i życie z tego co się ukradnie albo zabierze innym ludziom. Pierwszy raz Czapka dostaje w japę zaraz na początku stycznia. Po prostu ma pecha, wynosząc na chama olej silnikowy trafia na wracającego z papierosa Michaela. Podrywa się i ucieka na oślep przez torowisko, dzielące pasy ruchu barierki, przeskakuje płot i znika w bramie. Michael wycofuje się dopiero na progu podwórka, wiedząc, że za chwile ktoś go zdejmie sztachetą. Przyjeżdża dzielnicowy i stwierdza, że nic się nie nie da zrobić, bo pan Czapka ma żółte papiery, więc co najwyżej odwiozą go na oddział psychiatryczny, skąd wyjdzie po tygodniu i podpali Michaelowi samochód. No cóż? W dupę nóż, jak mawiał pewien znany prezes dużej spółki giełdowej.

Michael zwiera pośladki i skupia się mocniej nad pilnowaniem własnego mienia, nawet kosztem czasu wolnego. Przez jakiś czas jest spokój, choć pracownicy donoszą, że Czapka przeniósł swą działalność na noce i posuwa się do coraz wymyślniejszych metod kradzieży, jak choćby ta, kiedy to wdaje się w „przypadkową” szarpaninę, z „przypadkowym” klientem, „przypadkowo” noszącym cały koszyk zakupów. „Przypadkowo” szarpiąc się znajdują się w pobliżu i drzwi a dalej…już wspólnie i w porozumieniu spieprzają gdzie pieprz rośnie – to znaczy do slamsów na Piłsudskiego. Pojawiają się groźby. Michael nie ma szans w bezpośrednim starciu z rosłym złodziejem, będącym postrachem dzielnicy, kibolem, człowiekiem bez perspektyw i głębszego sensu w życiu. Nawet oklep który ostatnio zebrał był wyłącznie efektem zaskoczenia.

Poranek jak każdy inny, dużo pracy administracyjnej, dobra kawa na szczęście dodaje nieco smaku temu na wskroś zwykłemu dniu. W ciszę zaplecza wbija się krzyk pracownicy. Panie Michaelu, Czapka ukradł na bezczelnego cztery płyny do spryskiwaczy i poszedł w stronę Wydawniczej. Michael wybiegł z biura, rozejrzał się wokół – nie było nikogo. Wsiadł w samochód i ruszył wolno pobliską uliczką, po pewnym czasie zauważył ich. Szli we dwóch – Czapka i drugi kibol zwany Peruką. Niewiele myśląc dodał gazu i po chwili obaj panowie wylądowali najpierw na masce, za chwilę na murku na przeciw ulicy. Michael wysiadł z auta, wolno podszedł do leżących i zaczął kopać ich po twarzach, skakać po głowach, i walić gdzie popadnie lewarkiem. Popełnił straszny grzech, bowiem powinien nadstawić drugi policzek! Za chwile podbiegli przechodnie i odciągnęli go ratujący tym samym życie dwóm na wskroś „uczciwym” obywatelom tego kraju. Gdyby tak się nieszczęśliwie złożyło, że któryś z nich by zszedł, zapewne w pobliżu przemaszerowała by grupa ich znajomych i rodzin rycząc w niebo głosy, że „bydle pozbawiło życia niewinnego człowieka”. Gdyby jeszcze Michael prowadził stacje w Ełku i był arabusem? Uch…

Czy ktoś tu widzi analogię? Czy ktoś zauważa bezsilność człowieka, który w dżungli próbuje uczciwie zarobić na życie? Chyba ja jednak mam skrzywione spojrzenie na rzeczywistość, no bo to przecież niemożliwe jak mi napisała ostatnio pewna niewiasta, abym tylko ja wiedział o co kaman. 😉

pozdrawiam

Artur Gutner

PS: Historia przedstawiona powyżej jest zmyślona i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.