Ludzie rzucają się na wszystko…

…jak pisał Bukowski, a tymczasem rację ma mój znajomy Adam, który na swej witrynie napisał, że to właśnie TY jesteś kaprysem natury. Trudno lepiej wyrazić się o fakcie powstania na skutek ewolucji, ludzkiej świadomości. Okazało się nie pierwszy raz, że to co może dać przewagę nad innymi gatunkami, może być również kołkiem osinowym dla całej populacji. Czy to źle? Nie, bo dobro i zło to wyłącznie określenia zachowań zależnych od percepcji. Czy to ma znaczenie? Nie, bo to wszystko nie ma głębszego sensu. Czy możemy się jakoś temu sprzeciwić? Możemy, ale znaczenie owego protestu będzie symboliczne. Czemu? Bowiem nie istnieje żadna inteligentna siła sprawcza, która spowodowała, że samolubne geny ukształtowały z cząstek elementarnych nas, mieniących się w swej megalomanii królami ziemi, tej ziemi. Gdyby chociaż był jakiś bóg, jakiś patafian, który to wymyślił, można by spróbować napluć mu w twarz (o ile takową ma), albo podpalić się jak Pan Siwiec w ramach protestu, a tymczasem to zwykłe zrządzenie losu powodujące, że stała Plancka ma taką a nie inną wartość sprawiła, że uczestniczymy w tym wątpliwym show.

Siłą sprawczą dla dzisiejszych rozważań jest pewien fanpage na FB walczący z karpiami sprzedawanymi żywcem w marketach. Oczywiście popieram w pełni takie podejście w myśl zasady, aby jako myślące istoty na tym łez padole, przyczyniać się do zmniejszania cierpienia braci naszych kochanych w jak największym stopniu, ale biorąc pod uwagę całość, zawsze będziemy musieli wybierać mniejsze zło. Najbardziej fair będziemy wtedy, gdy zdecydujemy się na konsumpcję wyłącznie martwych naturalnie zwierząt, oraz roślin, które naturalnie opadły. Nie przemawia do mnie hipokryzja wegetarian, którzy jedzą rośliny, tak jakby nie manifestowały one chęci do życia. Czy naprawdę brak układu limbicznego, oraz niezrozumiała dla nas forma komunikacji usprawiedliwia pożeranie bytów chcących egzystować za wszelką cenę? Moim zdaniem nie.

O czym zatem ja piszę? Ano o tym, że świadomych wegetarian jest promil, reszta po prostu podąża za modą. Dowód? Proszę bardzo – niemal na każdym forum związanym z wegetarianami w chwili gdy zaczynałem dyskusję na temat moralnych aspektów owego trendu i podnosiłem argumenty za tym, że nikt nie dał nam moralnego prawa do tego, aby decydować, kogo możemy unicestwiać, a kogo nie, w ramach bycia fair wobec piesków i kotków, pojawiał się natychmiast hejt i nienawiść. To pokazuje jak płytkie są fundamenty, na których ludzie budują światopogląd. Zresztą, jak już wspomniałem, ludzie rzucają się na wszystko, byleby nie myśleć, być w trendzie i skrócić czas, który dzieli nas od nicości. Czy to źle? Nie! Zresztą sam Bukowski dał odpowiedź na to pytanie, pisząc że to dobrze iż jest jakiś wybór. 😀 W pełni się pod tym podpisuję! Zatem, by być w trendzie jest bez znaczenia na co się zdecydujesz, ważne że masz wybór! Ja zastanawiałem się, co zrobić, aby być cool i przeleciałem następujące opcje.

Możesz zostać  WITARIANINEM, czyli radykalną odmianą wegetarianina, oznacza to ni mniej ni więcej, tylko tyle, że nie jesz potraw podgrzanych więcej niż do 40 stopni, wykluczasz z diety potrawy wysoko przetworzone, czyli wódę i piwo także, poza tym hołdujesz zasadzie, że gotowanie niszczy naturalne enzymy zawarte w zakatrupionych warzywach! Mało tego, wg guru owego trendu, niejakiego Douga Grahama (kretyńskie imię, ale to moja subiektywna ocena) 😀 w czasie gotowania czegokolwiek dochodzi do wytworzenia rakotwórczych substancji zwanych nitrozoaminami! Biorąc pod uwagę, że nasi pierwotni nie znali ognia i wpieprzali wyłącznie surowe mięcho, oraz fakt że gotowanie na gazie prócz zwiększania poziomu edukacji wśród ludzi, poprzez kończenie przez nich Wyższych Szkół Gotowania na Gazie, a także efekt cieplarniany, nie przynosi wartości dodanej, porzuciłem ów trend i zacząłem się zastanawiać, czy nie zostać….JUICEARIANINEM!

Żywienie się wyłącznie świeżo wyciskanymi sokami wydawało mi się niesamowicie pociągające do czasu, gdy stwierdziłem, że jest mocno niepraktyczne! Dodatkowo okazało się, że po każdym użyciu sokowirówki muszę wsadzić całe to ustrojstwo do zmywarki, która zużyje kilkadziesiąt litrów wody, aby doprowadzić każdy element wspomnianego ustrojstwa do porządku. A co z ludźmi, którzy cierpią na niedostatek wody? Czułem się jak szuja, zatem? Postanowiłem, że spróbuję zostać SPROUTARIANINEM!

Jedzenie kiełków może być fajne, ale po pierwsze owe kiełki jak każde inne rośliny manifestują chęć do życia i ostrzegają się w niedostrzegalnym dla nas paśmie częstotliwości o nadchodzącej śmierci, poza tym ileż można jeść korzonków? Nie, nie – wpadłem zatem na FRUTARIANIZM! Trend ten całkiem mi przypasował, bowiem świadomość, że zjadam gnijący ziemniak, lub opadłe z drzewa jabłko powoduje, że czuję się czysty niczym kleryk na przednówku. Niestety, pleśń jak i gnijące elementy tego co pozostało z braci naszych kochanych są rakotwórcze, więc porzuciłem ową ideę tak szybko jak ją powziąłem i zacząłem się rozglądać dalej!

Postanowiłem zostać WEGANINEM, podobnie jak pół miliona Polaków. Od razu przemówił do mnie manifest guru wegan, pana Francione stwierdzającego, że „weganizm jest nie tylko sposobem na zmniejszenie ilości cierpienia (ciekawe kto takowe definiował? 😀 ), ale też wyrazem fundamentalnej zasady poszanowania sprawiedliwości i praw non violence”. Ciekawe co z ryczącym do współtowarzyszy ścinanym zbożem? A tam! Przecież nie drze mordy, ani nie czuć żadnego cierpienia poprzez ludzką percepcję, zatem? Bingo! No może dla wegan, ale nie dla mnie, ja jestem już nieco dalej…Tak czy owak zacząłem chłonąć wszystko co piszą weganie i dowiedziałem się, że: „zwierzęta jako podmioty życia posiadają wewnętrzną wartość. Dzieje się tak dlatego, że mają one swoje pragnienia, życie emocjonalne, pamięć i zdolność do podejmowania działań nakierowanych na osiągnięcie zamierzonych celów”. Pysznie! Tylko kto do qrwy nędzy dał nam moralne prawo do rozstrzygania, że jakaś forma życia ma większe prawa do tegoż niż inna, tylko dlatego, że stoi wg naszej percepcji na wyższym stopniu rozwoju?!!!

Przepraszam za wulgaryzm, ale muszę – toż to jebie hipokryzją na kilometry! 😀 Nie tylko hipokryzją, ale ciemnotą i głupotą zdającą się nie dostrzegać faktu,  że to co nas otacza jest chore z ludzkiego punktu widzenia w fundamentach!!! Jedyne co możemy zrobić, aby powiedzieć NIE psychopatycznej naturze tego co nas otacza to zbiorowo popełnić samobójstwo! 😀 Taki gest ze względu na obowiązujący nawet wśród WEGAN hedonizm byłby trudny do realizacji masowo, poza tym wątpliwy w przekazie, wszak to co nas otacza ma totalnie wyjebane na fakt, czy tu będziemy czy nie, bowiem tak czy inaczej wrażenie bycia odrębną od reszty jednostką jest czystą iluzją, którą samolubne geny wykreowały, aby bez przeszkód się reprodukować! 😀

Trudno – pomyślałem – zostanę takim typowym wegetarianinem, jak mój kolega, który jest właścicielem rzeźni, oraz właścicielem kobiety, która steruje jego myśleniem, mieniąc się jednocześnie postępową i nowoczesną. Otóż jeśli żresz szynkę, to na 90% pochodzi ona z ubojni mojego kolegi, który jednak w imię wytrysku na cycki godne Moniki Beliucci jest wegetarianinem, mimo że sam tym mięchem handluje. 😀 Prawda, że pysznie? Qrwa! Już wiem czemu jestem menadżerem średniego szczebla. Porzuciłem zatem WEGETARIANIZM jako szczytową formę hipokryzji homo sapiens na rzecz FREEGANIZMU!

Idea, że wszystko co potrzebne do konsumpcji znajdę na śmietniku przeszyła mój umysł bardzo mocno! Już wiem, mam to co daje mi moralne prawo do bycia na ziemi, tej ziemi i fair wobec „fszystkich”. Szlachetność, sens, wrażenie bycia powyżej plebsu 😉 Freeganie z automatu nie kupują bowiem czegokolwiek co można znaleźć, czy to na śmietniku, czy gdziekolwiek indziej. Książki, ziemniaki, schabowe z wczoraj, wszystko to stanęło przede mną otworem! Niestety po spożyciu znalezionych na śmietniku parówek, mimo że ich data była właściwa, zrezygnowałem z owego nurtu wypruwając niema dwunastnicę w konwulsjach. Pewnie nie zrozumiałem idei, ale tak bywa jak ktoś jest słabo kumającym rzeczywistość.

Co mi zatem pozostało? Urynoterapia! Taaaaaaak! Madonna nie może łżeć, wszak zwalczyła sikając sobie na stopy grzybicę! Czy ktoś obali taaaaaaakie świadectwo?

Dobra! A teraz serio? Czy ktoś jeszcze uważa, że ludzie zamykani w psychiatrykach są nienormalni? 😀

Miłego wieczoru!

Wasz Artur Gutner