Nasz matematyczny wszechświat.

Na wstępie tego wpisu chciałem przeprosić za długą przerwę w publikacji felietonów, ale do popularności bloga umożliwiającej utrzymanie się z tego typu działalności jest mi daleko, zatem zmuszony byłem porzucić to co lubię, na rzecz tego co przynosi profity. 🙂 Po prostu, posłuchałem Prota i doszedłem do wniosku, że warto tu zostać jeszcze przez jakiś czas choćby dla samego żarcia, pomijając inne aspekty tego co nas otacza. Do napisania tej notki skłonił mnie kretyński komentarz pod moim profilem na tubce, cóż? Stado kocha iluzję, uwielbia się w niej pławić, wręcz zasypywać się brokatem z kiepskiego odpustu. Cóż? W doopę nóż, jak mawiał pewien znany członek zarządu dużej spółki giełdowej. 🙂 Wpadłem ostatnio na dość fajne badania naukowe, które w pośredni sposób dowodzą, że to co nas otacza, to czysta iluzja, projekcja, której celem jest utrzymanie nas przy życiu celem wydania potomstwa. Czy to coś złego? Szczerze mówiąc od pewnego czasu mam to w doopie. Z jakiego powodu? Bo wiem, że korzystając z mechanizmów, które samolubne geny wykorzystują celem zmuszenia nas do życia i reprodukcji, można sporo wyciągnąć z tej nanosekundy w skali wszechświata, jaką dane jest nam tu przebywać. 🙂 Jest to zresztą moim zdaniem dowód na to, że za procesem tym nie stoi żadna siła sprawcza, tylko czysty determinizm. Świat istnieje, bo musi istnieć. Prawda, że proste? Kto tego nie rozumie, proszę pisać, bo to zdanie nie jest „z dupy”, tylko temat jest dość mocno przemyślany – hasło przewodnie – stała Plancka.

z9761764qjoanna-pacula

 

Do rzeczy zatem moi drodzy! Zacznijmy od pana Pierre-Andre Chiaporri’ego, który reprezentuje Columbia University. Otóż jegomość ów, po dość długim procesie badawczym, stworzył wzór, który pozwala określić parytet zwartości portfela mężczyzny w stosunku do jego atrakcyjności na rynku kobiet. I tak, gość ten dowodzi, że ludzie pod płaszczykiem iluzji tak naprawdę oceniają się na bazie dwóch czynników atrakcyjności:

  • fizycznej (już wiesz czemu pani podkreślająca wagę wnętrza wyciska siódme poty na siłowni?)
  • społeczno-ekonomicznej (już wiesz, czemu starzy chcieli żebyś skończył studia?)

Inne czynniki typu inteligencja, poczucie humoru, altruizm (pozorny oczywiście – czemu? Wyjaśniam w innym felietonie) grają w układance międzyludzkiej drugoplanową rolę. Oczywiście nie da się ich zupełnie wykluczyć, ale nawet najlepsze poczucie humoru przegra z umiejętnością gromadzenia zasobów w dłuższej perspektywie. Czy to źle? Nie wiem – jak już wspomniałem, mam to w doopie, choć muszę przyznać, że gdybym był bogiem i tak urządził świat Simów to bym się powiesił ze wstydu. No chyba, że traktowałbym to co stworzyłem dokładnie tak jak to wymyślili chłopaki z Electronics Arts. 😀 Zresztą wszelkie wartościowanie czegokolwiek w sposób typowo „ludzki” jest bez sensu, co udowodnił ponad wszelką wątpliwość Zdzisław Beksiński w listach to pana Lewczyńskiego i pani Śnieg Czaplewskiej. Jeśli nie chce Ci się szukać źródeł podam hasło – dobro nie istnieje bez zła. Kapewu? To jest zaledwie fundament – reszty poszukaj sam!

Wróćmy jednak do pana Chiaporri’ego, otóż jegomość ów określił współczynnik atrakcyjności mężczyzny w oczach kobiety w korelacji do stopnia jego nadwagi versus umiejętności gromadzenia zasobów i tak, zgodnie z badaniami 10%  wzrost masy ciała powyżej idealnego BMI (czyli zakładamy, że idealnie pan 180cm ma ważyć 80kg) musi być zrekompensowany 2% wzrostem dochodów naszego statystycznego pana. Wówczas więcej ciałka tu i ówdzie nie przełoży się w żaden sposób na pożądanie jakim będą go obsypywać nasze drogie panie. Pysznie, czyż nie?! Wreszcie ewolucja zbiera żniwa i powoduje, że nasze gadzie mózgi ulegają przestawieniu, dostosowując się do realiów współczesności. Dziś nie liczy się maczuga i mięsień, tylko mózg. Czasy zarabiania na życie łopatą minęły bezpowrotnie – choć kto wie? Wystarczy, że Vladimir naciśnie guzik odpalający Iskandery i natychmiast parytet cech umożliwiających jak najefektywniejszą wymianę genów ulegnie zmianie, herosi pokroju Szostaka odzyskają należną im chwałę a geje w rurkach znikną z powierzchni ziemi, tej ziemi. Uwaga! Gdyby ktoś chciał mnie posądzić o ocenę kogokolwiek, czy czegokolwiek tego upraszam o uważne czytanie tego co piszę. Ja niczego ani nikogo nie oceniam, bowiem z perspektywy tego co nas otacza taka ocena jest czystym kretynizmem. 🙂

Nasze drogie walczące z celulitem panie też nie są bez szans, bowiem każdy dodatkowy kilogram masy ciała, oraz utratę sylwetki osy rekompensuje naszym kochanym białogłowom dodatkowy rok edukacji! Czemu? To proste! Zawsze znajdzie się osiłek kretyn, który chętnie podwiesi się ekonomicznie i społecznie pod znaną panią „dohtór”. Czy to coś złego? Pisałem już wyżej.

Inne badania naukowe, które wskazują, że to co nas otacza to czysta matematyka, a my żyjemy jedynie iluzją, przeprowadził pan Stephen Marquardt, specjalista w dziedzinie chirurgii plastycznej. W swoich badaniach posłużył się odkryciem Pitagorasa, który ogłosił, że odkrył złotą proporcję phi, określającą idealną ludzką twarz. Grecki matematyk wyliczył, że idealne usta są o 1,618 razy szersze niż nosy, a najszerszy punkt ludzkiego nosa jest o 1,618 razy szerszy niż jego wąski szczyt. Doktor Marquardt zdecydował się kontynuować te badania i doszedł do matematycznie wyliczonych wniosków, że w przypadku pięknego uzębienia supermodelek szerokość jej dwóch przednich zębów jest 1,618 razy większa niż wysokość każdego zęba. Dr Marquardt nie jest jedynym, który podjął się wyzwania znalezienia wzoru na atrakcyjność. Również naukowcy z UCSD i z Uniwersytetu w Toronto, choć nie czerpali z osiągnięć Pitagorasa, poczynili pewne obliczenia. Ich zdaniem kobieca twarz jest najbardziej atrakcyjna, gdy dystans między oczami i ustami wynosił 36 proc. całej długości twarzy, a odległość między oczami wynosi 46 proc. szerokości twarzy.

Dość? E tam! Przecież my kochamy iluzję, prawda? Młody Beksa to oszołom, starszy psychiczny – buk, tylko buk wskaże nam właściwą ścieżkę. 😀 Hehe, uwielbiam obserwować rzeczywistość – wiem, to forma masochizmu, ale cóż? W doopę nóż – jak już cytowałem pewnego znanego prezesa, pewnej dużej spółki giełdowej.

Dziś na pierwszej stronie Wybiórczej wyczytałem, że pan dr Julian De Silva opracował wzór pozwalający określić jaka kobieta jest najbardziej atrakcyjna, wytrącając jednocześnie z rąk marzycieli argument, że nie to co piękne a to co się komu podoba.

Julian De Silva to znany zwłaszcza w Wielkiej Brytanii chirurg plastyczny, który – w oparciu o najczęstsze prośby swoich pacjentek – stworzył portret kobiety idealnej. Osoba z grafiki przygotowanej przez klinikę doktora, uśmiechała się do nas ustami Penelope Cruz, mrugała oczami Keiry Knightley oraz marszczyła czoło Miley Cyrus.

Ale Julian De Silva w swoich badaniach posunął się o krok dalej. Na podstawie matematycznej proporcji (tej samej, na podstawie której powstał Człowiek witruwiański), która od czasów starożytnych ma opisywać doskonałość, wskazał najpiękniejsze kobiety na świecie. Pracownicy jego londyńskiej kliniki stworzyli program, który mierzył twarze celebrytek. Sprawdzano odległości między oczami, brwiami, nosem, a nawet policzkami. I co? Już wiemy! Podoba nam się ktoś, bo nas mózg „oszukuje” nas próbując dobrać najbardziej wartościowego w sensie ewolucji partnera. Do oszołomienia automatu reprodukcyjno-naśladowczego służą liczne mechanizmy typu wyrzut dopaminy, oksytocyny, oczywiście idiota w postaci wora mięcha i kości wierzy, że to on sam podejmuje decyzje, a tymczasem jest on wyłącznie bezwolną marionetką sterowaną poprzez ZDETERMINOWANĄ (umiesz czytać kretynie?) rzeczywistość.

No, to by było chyba na tyle? Chętni znajdą sami więcej źródeł, ciemniaki nadal będą bić turbanem w dywan, albo polewać się wodą, a ja jutro? Będę w siódmym niebie. Niebie, które sam stworzyłem i którym podzieliłem się z innymi.

Dobranoc kochani! Mniej spinki, więcej luzu. Flow jest kluczem do wszystkiego.

Wasz

Artur Gutner

PS: Poznajecie panią na zdjęciu? 😉