Słońce nad Aleją Migów.

Zachodzące słońce nad Aleją Migów rysowało wyraźne kreski na owiewce jednego z najpiękniejszych samolotów bojowych, jaki powstał w historii lotnictwa. Francis Gabresky rozmarzył się nieco widząc spektakularne przedstawienie fundowane lotnikom za darmo przez naturę. Zerknął przez chwilę na przełącznik sześciu wielkokalibrowych karabinów maszynowych 12,7mm i w tej chwili obok jego F-86 Sabre zatańczyły smugowe pociski, a jednostajny stukot działka 37mm z koreańskiego Miga-15 wyrwał go z sielanki. Od kopa dał pełną moc i runął do dołu starając się dopaść przeciwnika. Niestety, różnica prędkości była zbyt duża, Mig zniknął za linią horyzontu. Gabresky dodał gazu i zaczął się wznosić, przewaga wysokości i słońce w plecach, to podstawa sukcesu w walce powietrznej. Zresztą komu jak komu, ale jemu, doświadczonemu pilotowi z polskim pochodzeniem nie trzeba było tego mówić. W czasie niedawnej wojny posłał do ziemi w barwach USAF 28 samolotów państw osi. Był zimnym, doświadczonym myśliwym, jednym z kilku w wojnie koreańskiej, którzy zapewniali sukces USAF manifestujący się w stosunku zestrzeleń 10:1 na niekorzyść Koreańczyków. Na każdy zestrzelony samolot z biała gwiazdą na skrzydłach przypadało dziesięć z czerwoną. Sabre był doskonałą maszyną, w porównaniu do Miga, prowadził się jak piękna kobieta w zmysłowym tańcu. Silniki Miga-15 będące kopią brytyjskich Rolls Royce-ów (zbudowane na podstawie kradzionej dokumentacji) wymagały bardzo ostrożnego obchodzenia się z gazem. Zbyt gwałtowne „dolanie” mieszanki kończyło się zgaśnięciem i podróżą ku ziemi. Piloci koreańscy, chińscy i nieoficjalnie rosyjscy, zamiast skupić się na walce, użerali się z „balszoją techniką”. Tak zresztą zostało do dziś, Mig-29, czy Su-27 to pięknie płatowce, jednak w starciu z technologią spod znaku np. General Dynamics, mają marne szanse, chyba że w walce kołowej, ale do tej współcześnie dochodzi bardzo rzadko. Często śmieszą mnie dyskusje na Onecie odnośnie wyższości „balszojej techniki” nad tą zza wielkiej wody. Jak to wygląda, wystarczy zobaczyć współczesne rosyjskie Łady, wyglądające identycznie jak Fiat124 będący ich protoplastą z lat 60tych. Jedyne co mają Rosjanie to nieprzebrane zasoby ludzkie, które w myśl tego co powiedział Żukow do Pattona po zakończeniu ostatniej światowej pożogi, mają wartość mięsa armatniego. Patton chwalił duże tempo natarcia Rosjan, sięgające 40-50km dziennie i zapytał jak to robią? Normalnie, odparł Żukow – nacieramy. No dobrze, ale są przecież zasieki, pola minowe – Patton nie dawał za wygraną. No to co? Odparł Żukow. Nacieramy jakby ich nie było.

north__f86-01
Zdjęcie:Wikipedia

Osiągi Miga 15 były szokiem dla koalicji, która do czasu pojawienia się tych maszyn z powodzeniem używała pierwszej generacji odrzutowców typu P-80 Shooting Star, czy F-84 Thunderjet, dodatkowo smaczku dodawał fakt, że były one niejednokrotnie pilotowane przez radzieckich instruktorów, a to oznaczało jatkę w powietrzu, szczególnie wówczas, gdy na niebie pojawiły się turbośmigłowe samoloty, np typu Mustang, pamiętające ostatnią wojnę. Prędkość pozioma i wznoszenia w walce powietrznej jest czynnikiem decydującym o sukcesie. Pewnym mankamentem Miga (prócz wrażliwej przepustnicy) było uzbrojenie. Co prawda jedno trafienie z działka 37mm kończyło lot dowolnej maszyny koalicji, ale…najpierw trzeba było trafić, a szybkostrzelność jak i celowniki kolimatorowe praktycznie decydowały o tym, że był to…przypadek. Stąd taktyka pilotów z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach, którą można by porównać dziś do tak zwanego „kampienia” w grach FPS 😉 (przy okazji pozdrawiam Campers Clan DE sprzed lat, trochę Wam krwi Devils PL napsuli), która polegała na czajeniu się wysoko w słońcu i nagłym nurkowaniu po zauważeniu przeciwnika, po zbliżeniu pilot otwierał ogień i korzystając z przewagi wysokości i szybkości uciekał za linię horyzontu, bądź w chmury. Co inne Sabre. Awionika tego samolotu była bardzo zaawansowana jak na owe czasy, Amerykanie dysponowali między innymi celownikami z dalmierzem, który automatycznie korygował poprawkę do celu wynikającą z prędkości, co znakomicie poprawiało skuteczność ognia, to tego 6 kaemów co prawda kalibru 12,7mm ale za to szybkostrzelnych zasypywało gradem pocisków maszyny wroga powodując ciężkie uszkodzenia. Mig od początku był projektowany do zwalczania Superfortec B-29, a tam kaliber pocisku był ważniejszy niż szybkostrzelność. Tak czy owak, siły były wyrównane, pojedynki często zacięte.

15 września 1952 roku kapitan James Risner pilotujący F-86 Sabre i prowadzący klucz złożony z czterech maszyn, powracał jako osłona Thunderjetów z bombardowania fabryki leżącej u ujścia rzeki Yale. W pewnym momencie zauważył cztery nieprzyjacielskie Migi, które właśnie odwróciły się o 180 stopni i rozpoczęły manewr mający odciągnąć Sabre od osłanianych bombowców. Po chwili zawrócili i zaatakowali Thunderjety. Zaczął się taniec śmierci na niebie wpisany w liczne smugi kondensacyjne, migające słońce, pojawiający się i znikający horyzont a także ślady ognia. Risner łapie w celownik prowadzącego Miga i zasypuje go gradem pocisków widząc wyraźnie jak dziurawią owiewkę pilota, w myślach zapisuje sobie już ofiarę, gdy przeciwnik nagle odwraca samolot do góry podwoziem i szaleńczo nurkuje w kierunku ziemi. Risner podążą za nim będąc pewien, że za chwilę zakończy swój lot na ziemi w kuli ognia. Nic takiego się nie dzieje, nad samą ziemią pilot Miga wyprowadza maszynę z nurkowania i na pełnej prędkości zaczyna uciekać w kierunku własnej bazy, wykorzystując koryto rzeki, która rozstępuje się na boki pod wpływem gazów wylotowych z silnika odrzutowego. Sabre nie popuszcza, odkręca manetkę gazu do oporu i po chwili siedzi na ogonie Miga częstując go krótki seriami, które jednak nie trafiają w cel, tylko w wodę. Pilot Miga ucieka w bok, wpadając w wąwóz powstały ze starorzecza, wzbudzając za sobą tumany kurzu, kilkadziesiąt metrów za nim i nieco powyżej, wściekły Risner nadal wali w niego z wszystkich sześciu luf lecz już wie, że walczy nie Koreańczykiem czy Chińczykiem, tylko wytrawnym pilotem, być może mającym doświadczenie z ostatniej wojny. Kotłowanina maszyn odbywa się na tak niskim pułapie, że owiewka Sabre bez przerwy jej zasypywana kamieniami wznoszonymi przez gazy wylotowe Miga. Reszta klucza „Koreańczyków” ucieka w popłochu zostawiając swego dowódcę sam na sam z Risnerem i jego skrzydłowym, który dzielnie z tyłu asekuruje „szefa” pilnując jego tylnej półsfery i jednocześnie pozwalając mu się skupić na głównym celu. Niewiele osób wie, ale formacja pary została wymyślona przez Polaków w trakcie wojny, kiedy to okazało się, że powszechnie stosowane „trójki” nie sprawdzają się. Co więcej – para do dziś stanowi podstawowy związek taktyczny w powietrzu, we wszystkich siła zbrojnych świata.

Nerwy sięgają zenitu, Mig wypada na płaskowyż, nagle wokół Sabre Risnera wykwitają czarne grzybki – to ogień chińskiej artylerii przeciwlotniczej, Rosjanin celowo uciekł nad strefę chronioną z ziemi licząc na to, że pogoń odpuści. Mylił się, oba Sabre trzymały go w ryzach, póki trzymał niską wysokość nie bardzo mogli mu cokolwiek zrobić, ale Risner był wytrawnym myśliwcem. Przestał strzelać i czekał na błąd pilota Miga. Tak też się stało, lot na niskiej wysokości z prędkością niemal dźwięku jest niesamowicie stresujący i nużący, ze względu na zawężające się pole widzenia. Pilot uciekającego myśliwca nagle traci nerwy i świecą próbuje wyrwać w górę, na tę chwilę czeka Sabre. Grzmot kaemów i po chwili od Miga odpada skrzydło i płonąc spada na ziemię wprost w grupę stojących na pasie startowym pobliskiego lotniska licznych samolotów.

James! Właśnie rozpieprzyłeś im pół lotnictwa – wrzeszczy w eter skrzydłowy Risnera, zupełnie nieregulaminowo, widząc eksplozje na ziemi.

Oba Sabre zawracają i zaczynają się wznosić, lecą na resztkach paliwa oraz bez amunicji. W pewnym momencie szrapnel trafia w skrzydłowego Jamesa Risnera, a biała smuga z tyłu maszyny jasno wskazuje, że ucieka paliwo. Dowódca pary podlatuje z boku i w mig ocenia, że jego skrzydłowy nie ma szans na dotarcie do bazy. Szybkie rozeznanie w mapach i decyzja! Lecimy do innego lotniska, w tym wypadku na wyspie Cho Do, położonego w odległości około stu mil od ich aktualnej pozycji. Skrzydłowy próbuje ograniczać zużycie paliwa, ale niewiele to daje. Po pewnym czasie silnik Sabre krztusi się i gaśnie. W tym momencie Risner robi coś, co przechodzi do historii. Podlatuje do ogona podwładnego i…zaczyna go pchać własną siłą ciągu! W ten sposób zwiększa prędkość opadającego lotem ślizgowym skrzydłowego, dając mu większą siłę nośną i szansę na ratunek. Znów okazało się, że para jest najskuteczniejszym związkiem taktycznym w powietrzu.

Porucznik James Robinson Risner odszedł ku słońcu 22 października 2013 roku w stopniu generała, zostawiając po sobie rzesze wyszkolonych w Top Gun pilotów.

James Robinson Risner

Artur Gutner