David Lynch, czyli druga strona lustra.

David Lynch jest znany większości głównie jako twórca znakomitego serialu Twin Peaks, ale ma on także w swym reżyserskim katalogu wiele innych znakomitych dzieł. Dla tych, którzy nie są zafascynowani światem Lyncha polecam takie pozycje jak, Eraserhead (debiut i absolutne mistrzostwo!), Blue Velvet, Lost Highway, Mulholland Drive, Wild at Heart, Straight Story, Inland Empire, Elephant Man, czy Diuna. Większość filmów na świecie jest kręcona wg standardowych scenariuszy, to znaczy pomysł, intryga, rozwinięcie, akcja, zakończenie. Całość niemal zawsze układa się w łatwy do zrozumienia schemat, kończy sztampowo, a nie raz już w połowie wiemy jaki będzie finał. Lynch jest inny, próby zrozumienia tego co chciał przekazać mogą być tylko interpretacjami, bowiem obrazy, które widzimy są zbliżeniem świata, który egzystował w jego głowie i to najczęściej przez krótki czas z wielowariantowym wątkiem, coś jak wieloświat, który nas otacza, dzielący się w każdej qualii na inne, których ze względu na ograniczenia percepcji nie dostrzegamy. Dlatego każde dzieło Lyncha pozostawia pole do interpretacji, świat marzeń, myśli, ducha może być najpiękniejszym ze światów, a zdolność do jego dotyku zależy wyłącznie od naszej wrażliwości. Lynch pytany kiedyś o interpretację jednego ze swych dzieł odparł:

„Bardzo dobre pytanie, mój przyjacielu, bardzo dobre pytanie. Odpowiedź tkwi w Tobie”.

lost-highway-3

W tym miejscu chciałbym nawiązać do twórczości Zdzisława Beksińskiego, który wszelkie próby interpretacji jego dzieł zbywał żartem. Skąd taka różnica w podejściu dwóch geniuszy? Otóż świat Beksińskiego był hermetyczny i jakakolwiek próba podejścia do wizji artysty jest skazana na klęskę, bowiem nikt nie jest w stanie nawet zbliżyć się do emocji innego człowieka na tyle blisko, by odczuwać dokładnie to samo. Lynch idzie tu trochę dalej, pozwala widzowi stworzyć własny obraz czegoś na bazie konstruktu, który narzucił, są jednak podobieństwa między nimi i to bliższe niż się na pierwszy rzut oka wydaje:

„W pracy nad projektem zawsze pojawiają się na początku jakieś pomysły i już myślisz, że wiesz, jaki będzie film, kiedy nagle przychodzi ci do głowy coś nowego, a pod koniec widzisz, że muszą upaść idee, które miały być ostateczne. Jednym słowem – film nie jest skończony, dopóki się go nie skończy”.

Podobnie Zdzisław Beksiński, niejednokrotnie przemalowywał całe, niemal skończone obrazy, bo w trakcie powstawania dzieła zdarzyło się, że wpadł na nową drogę, koncepcję, ślad. Niesamowite! To strasznie bliski mi schemat, kiedy to zaczynam z wizją czegoś tak szczegółową, że aż przerażającą, a w trakcie jej realizacji życie narzuca kolejne, intuicyjne rozwiązania, które okazują się strzałem w dziesiątkę.

Dziś spróbujemy przeanalizować Zaginioną autostradę, jedno z dzieł mistrza, które jest w TOP10 moich filmów. Obraz trudny, wielu nie wytrzymuje do końca, inni twierdzą, że to nie ma sensu, ja jednak postaram się udowodnić, że jest inaczej, oraz wskazać geniusz tkwiący w tym obrazie. Jak wiemy świat w swej matematycznej formie jaka nas otacza , jest dla większości nie do przyjęcia. Co zatem robią ludzie? Tunelują rzeczywistość, aby nadać jej ludzki sens, powód, przyczynę, czy napęd. Metody są różne, od pasji, zainteresowań, poprzez kupowanie rzeczy, imprezowanie, jogę, odchudzanie, wyścigi, picie, prawdziwym problemem nie jest struktura świata, tylko nasza interpretacja tego wszystkiego, bowiem w gruncie rzeczy na nic nie mamy większego wpływu w skali globalnej. Jednym ze sposobów na doskonałe spędzenie tego ułamka sekundy w skali wszechświata, jaki tu jesteśmy, jest znalezienie kogoś o zbliżonym tunelu rzeczywistości, co pozwala na interferencję umysłów dającą w rezultacie coś na kształt splątania kwantowego. Ludzie nazywają to przeczuciem, intuicją, połówką jabłka, tak czy owak często jest tak, że myślisz o kimś, a ten ktoś chwyta za telefon i dzwoni. Struktura tego zjawiska tkwi zapewne w każdym z nas, a nie w drugiej osobie, podobnie jak w wypadku splątania kwantowego, gdzie jedna cząstka oddalona od drugiej o miliardy kilometrów zareaguje zawsze tak samo na ruch jej siostry, mimo że nie ma między nimi żadnego fizycznego linku. Dobrze, popuściłem trochę wodze wyobraźni przenosząc świat fizyki kwantowej na ludzi, wróćmy może do Lyncha, Zaginionej autostrady, Deranged Bowiego i rzeczywistości, która żyje w naszych głowach. Lynch, Bowie, czy Beksiński, a nawet Kowalski potrzebuje muzy, aby żyć, pracować, tworzyć, gorzej jeśli własne słabości czynią z takiej osoby wroga. Wówczas ekstremalnie dochodzi do tragedii, tak jak w Zaginionej Autostradzie. Potrzeba posiadania kogoś bliskiego, kto odkorkowuje piękno świata zamkniętego za barierą zmysłów i powoduje uruchomienie reakcji łańcuchowej umożliwiającej tworzenie, życie, egzystencję jest jedną z podstawowych w piramidzie Maslowa. Zatem? Do dzieła!

Fabuła jest dość prosta, problemem w zrozumieniu dzieła jest nieuporządkowana celowo kolejność zdarzeń, oraz przenośnie typu obraz – umysł użyte specjalnie, aby pokazać właśnie jak w skrajnych przypadkach działa tunelowanie rzeczywistości, oraz mechanizm wyparcia i racjonalizacji. Główną postacią filmu jest Fred Madison, dość wzięty muzyk, który jest nieprawdopodobnie zazdrosny o własną żonę Rene. Dodatkowo jest on impotentem, co rodzi kolejne blokady, oraz wyzwala w nim poczucie zagrożenia ze strony świata zewnętrznego. Jak dowiadujemy się z akcji, Fred nie lubi zdjęć (bo siłowo wtłaczają go do rzeczywistości), woli własną interpretację świata, co jest oczywiście kluczem, bo cały film jest wyłącznie projekcją głównego bohatera, który po morderstwie własnej żony na bazie afektu traci zmysły i realizm zastępuje iluzją. To właśnie obraz świata widziany oczami Freda oglądamy w filmie, zaś rzeczywistość jest zupełnie inna, mieszająca się z wyobraźnią. Dzieło podzielone jest na trzy części:

  1. Obserwujemy małżeństwo głównego bohatera, który poprzez wyparcie, oraz wskrzeszenie we własnej głowie postaci Tajemniczego Mężczyzny, będącego elementem osobowości jego samego, racjonalizuje w ten sposób i wypiera fakt popełnienia zbrodni. Mystery Man jest wyłącznie produktem jego umysłu symbolizującym słabości bohatera, takie jak zazdrość, nad którą człowiek potrafi panować dopóty, dopóki nie dopuści jej do świadomości.

    Prócz najbardziej znanej sceny, kiedy to Mystery Man spotyka Freda na przyjęciu, pojawia się on jeszcze raz, w nocy, kiedy tenże budzi swoją żonę i widzi bladą twarz własnej zazdrości. Reasumując – Mystery Man jest wyłącznie produktem podświadomości głównego bohatera. Jedyną realną sceną w tej części jest chwila, gdy Fred przebywa w areszcie błagając policjantów, aby powiedzieli, że to nie on zabił. Cała reszta jest projekcją jego umysłu, a sceny, ludzie, dialogi, zdarzenia symbolizują to co, dzieje się wyłącznie w jego głowie.

  2. Pewnego ranka w celi aresztu, strażnik zamiast Freda znajduje młodego mechanika samochodowego imieniem Pete. Zostaje on wypuszczony, odebrany przez rodzinę, po czym wraca do własnego miasteczka. Pete podobnie jak Mystery Man nie istnieje, a jest jedynie wytworem wyobraźni Freda. Pete wraca do życia i radzi sobie dość dobrze do czasu, gdy spotyka kobietę imieniem Alice, będącą łudząco podobną do zamordowanej żony Freda –  Rene. Sam Pete jest produktem jaźni głównego bohatera i jednocześnie jego lustrzanym odbiciem, sprawnym seksualnie, młodym, przystojnym facetem, poza tym nie znosi muzyki, którą jak pamiętamy Fred kocha. Ponieważ wyparcie faktu zabicia żony nie udało się, główny bohater stworzył w głowie własne alterego, które do tego stopnia zdominowało jego życie w celi, że zwyczajnie nie potrafił go odróżnić od świata realnego, stąd wszystko w fabule dzieje się niejako naprawdę. Alice również jest z charakteru lustrzaną kopią Rene, która była atrakcyjna, ale jednocześnie bardzo chimeryczna, prowokująca innych mężczyzn i lubiącą flirt. Czy naprawdę zdradzała męża? Raczej nie. Tu Fred tworzy świat idealny, co czyni wielu z nas na co dzień, przypisując ludziom nas otaczającym cechy, których w rzeczywistości nie mają. Jest to kolejna projekcja umysłu, tak genialnie opisana za pomocą obrazu przez Lyncha! Alice jest związana z innym mężczyzną Eddem, który opowiada Petowi, że zemści się na facecie, który poderwał jego dziewczynę. I znów klasyczne odwrócenie ról, projektowane przez Freda. Nie będę zdradzał zbyt wielu szczegółów, licznych intryg, które knuje w głowie morderca i żyje nimi jak na jawie, wspomnę tylko, że w tej części znów pojawia się Mystery Man, który wychodzi na wierzch wówczas, gdy do głosu w głowie Freda dochodzi prawda i mechanizm wyparcia przestaje działać – uświadamia mu przez porównanie, że zrobił coś strasznego i czeka go kara, jednak i to po chwili główny bohater wyrzuca ze świadomości. Próba stworzenia sobie w wyobraźni innego świata również legła w gruzach a chorobliwa chęć totalnego zawładnięcia swojej żony, oraz zazdrość wzięły znowu górę racjonalizując to co się stało. W końcu tej części Pete i Alice uprawiają seks w świetle samochodu, podczas którego Pete wciąż powtarza „Chcę cię, chcę cię”. W pewnym momencie Alice mówi: — Nigdy nie będziesz mnie miał. Pamiętajmy, że Pet, to personifikacja Freda, a Alice to Rene.
  3. Nagle zamiast Peta pojawia się znów Fred, który udaje się do chaty, w której stoi kanapa i Mystery Man (jego podświadomość), wraz z kamerą. Fred pyta o Alice, ale Mystery Man odpowiada, że to nie Alice, tylko Rene. Główny bohater zaczyna uciekać, a Mystery Man zaczyna go gonić. Znów Lynch po mistrzowsku pokazał wojnę w głowie mordercy. Fred wraca od hotelu, udaje się do pokoju numer 25, w którym przed chwilą Rene uprawiała seks z Eddiem. Dochodzi do bójki, zazdrosny Fred pakuje Eddiego do bagażnika i wywozi na pustynię. Pojawia się Mystery Man i pokazuje mu film, gdzie Eddie i Rene są razem na imprezie, ale nie ma mowy o seksie! Tę część dopowiedziała Fredowi własna wyobraźnia. Mystery Man wręcza mu nóż, którym główny bohater zabija Eddiego w odwecie za zdradę, którą wytworzył wyłącznie we własnej jaźni. Policjanci, którzy przeszukiwali wcześniej mieszkanie Freda i Rene wraz z innymi, którzy śledzili Pete’a, są w hotelu „Zagubiona Autostrada” i oglądają miejsce, w którym Andy dokonał swojego żywota, oraz zdjęcie, które Pete widział wcześniej. Nie ma na nim Alice, która nigdy nie istniała – tu mamy zderzenie rzeczywistości z fikcją, którą widz Lyncha musi umieć wychwycić. Na koniec Fred udaje się do swojego domu, gdzie dzwoni domofonem i mówi: — Dick Laurent nie żyje. — Na początku filmu możemy oglądać tę scenę z drugiej strony lustra. Po chwili zostaje zauważony przez policję i ucieka, a scena pościgu kończy film.

Reasumując, Lynch w genialny sposób przedstawił to co widzi oczyma wyobraźni wspieranej przez podświadomość morderca własnej żony, o którą był chorobliwie zazdrosny. Rzeczywistość pomieszała mu się z iluzją, dopowiedział sobie wiele rzeczy we własnej głowie, co de facto było przyczyną zabicia nieszczęsnej kobiety i jej wyimaginowanych kochanków. Fred próbuje uciec od tych wspomnień, ale nigdy mu się to nie uda, bo zawsze będzie go ścigać policja personifikująca własne wyrzuty sumienia.

Geniusz, geniusz, po trzykroć geniusz!

Film z rodzaju koniecznie do zobaczenia.

W razie pytań, proszę pisać.

pozdrawiam

Artur Gutner