Tajemnice doliny Moczarnego.

Moczarne to dla znawców i miłośników Bieszczad miejsce wyjątkowe z kilku względów. Po pierwsze w dolinę nie można oficjalnie wejść, po drugie przez długie lata miejsce to stanowiło swoistą enklawę, związaną z wyrębem lasów, z silnie rozbudowaną koleją, stacjami pośrednimi i całą infrastrukturą, po trzecie widoki dziewiczych terenów, eksploatowanych niegdyś przez człowieka (patrz wiszące tory) zapierają dech w piersiach, po czwarte, zagubione wioski, studnie, oraz rzeczy, które ciągle można tam znaleźć, zwyczajnie wywalają z butów – wymarzone miejsce na słynną Siekierezadę!

Okolice te zacząłem penetrować dobrych kilka lat temu, zaczynając od Mucznego i kierując się aż do końca bieszczadzkiego „worka”, czyli do źródeł Sanu. Obszar ten, obejmujący nieistniejące wsie,  Beniową, Bukowiec, liczne ciekawe miejsca, takie jak resztki cerkwi, zagubione w lesie cmentarze, Grób Hrabiny, cmentarz, słynną lipę, mam „zrobione” po kilkanaście razy, o każdej porze roku i  w różnych konfiguracjach (buty, rower, biegówki), podobnie chyba jak każdy kto kocha te góry i dziką przyrodę. W czasie, gdy słynny ośrodek wypoczynkowy w Mucznem straszył jeszcze starą elewacją, a w którym w latach 70tych i 80tych ubiegłego wieku, polowała elita PRL-u, w tym za pomocą kałachów, po pijaku i z użyciem śmigłowców wojskowych, wpadłem na miejsce tak zwanej „białej egzekucji”. Obecnie jest ono oznakowane i bardzo łatwo się tam dostać, wystarczy iść z Mucznego w kierunku Tarnawy i po kilkuset metrach, znak zaprowadzi nas wprost na miejsce kaźni, opisane między innymi w Wikipedii, jako „zbrodnia w Mucznem”.

Po przejściu frontu w 1944 roku, na tym terenie działały liczne sotnie UPA dokonujące czystek etnicznych wśród Polaków mieszkających w okolicy od setek lat i dość dobrze koegzystujących z Ukraińcami, Żydami, Słowakami, a nawet nielicznymi osobami pochodzenia węgierskiego. Po prostu, bieszczadzki worek był typowym tyglem narodowościowym na pograniczu kilku państw i dopiero wojna sprawiła, że sąsiedzi zaczęli się wzajemnie mordować. Co zatem wiąże Muczne z Moczarnem, Doliną Moczarnego i potokiem zwanym Średnim Lutowym? A mianowicie to, że ci sami ludzie, którzy wyrżnęli 16 sierpnia 1944 roku mieszkańców Mucznego, rąbiąc ich siekierami, tnąc piłami, oraz wieszając na drzewach, znaleźli swoje przeznaczenie nad wspomnianym potokiem, rozstrzelani morderczym ogniem w zasadzce zorganizowanej przez jeden z operujących w okolicy batalionów NKWD w 1947 roku.

Wstawmy tu może pewien link, oraz cytat z przywołanej strony:

http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/legenda_birkuta.html

„W roczniku Bieszczad nr 12, Aleksander Sałapata przytacza wspomnienia Jana Słoty ze Stefkowej dotyczące znalezienia w 1975 roku w Mucznem mogiły z 36 ludzkimi szkieletami oraz z ich ekshumacji w 1997 roku. Odkryte w 1975 roku szkielety miały połamane kości rąk i nóg, uszkodzone czaszki i żebra, natomiast dłonie jednego z kościotrupów miały po sześć palców (potem pisze o jednej takiej dłoni). Wśród szkieletów leżał karabin maszynowy z wygiętą lufą, oraz torba oficerska z dokumentami, polskimi odznaczeniami państwowymi i książeczką do nabożeństwa. Torbę tę z jej zawartością zabrać miał ówczesny administrator Mucznego, pułkownik Doskoczyński. Co z nimi zrobił, nie wiadomo. Zapewne przekazał ówczesnej Służbie Bezpieczeństwa i powinny znajdować się obecnie w archiwum IPN. Sałapata pisze dalej, że w 1997 r. w Bieszczady przyjechała starsza kobieta, mieszkająca w Kanadzie, w towarzystwie kilku sędziwych panów,  oraz rosłych młodzieńców. Poprosiła Jana Słotę o wskazanie mogiły w Mucznem.

„Gdy tam przybyłem, okazało się, że trwały już prace wykopaliskowe, tyle że błędnie zlokalizowane. Młodzi ludzie kopali łopatami ziemię” – mówi Jan Słota.

Relacja ta budzi jednak wiele wątpliwości. Nie były to „prace wykopaliskowe”, ale ekshumacyjne, na które potrzebna jest zgoda odpowiednich władz, zgodnie z obowiązującym prawem, prowadzone pod nadzorem. Starsza pani z Kanady w kościotrupie z „sześciopalczastą dłonią” rozpoznała szczątki swojego męża, dowódcy czoty UPA Jurko Lewyćkoho (w Polsce pisze się : Lewyćkiego, bądź Lewickiego), o pseudonimie „Birkut”. Problem w tym, że w literaturze i polskiej i ukraińskiej dotyczącej SB-OUN-UPA nie występuje ani razu „Birkut”, jest natomiast „Berkut”.””

Sotnia Birkuta została zlikwidowana jakiś czas później, a rozproszeni żołnierze zasilili inny oddział dowodzony przez Danyło Swistela, pseudonim „Wesoły” ( w literaturze ukraińskiej „Wesołohyj”). W lutym 1945 roku liczyła około 70 osób, w tym około 50 chorujących na tyfus. I właśnie ta grupa została zlikwidowana w pobliżu Moczarnego, w dolinie Średniego Lutowego potoku. Sam „Wesoły” zmarł  w wyniku odniesionych ran w domku myśliwskim, blisko granicy ze Słowacją. Jako kapitan Wojska Polskiego, ożeniony z Ukrainką, nie musiał „przechodzić na stronę UPA”, bo nie był Polakiem. Obecnie domku już nie ma, ale miejsce jest dość dobrze „opracowane”, podobnie jak obszar, gdzie UPA dostało się pod morderczy ogień kaemów. 🙂

Czemu o tym wspominam? Niektórzy mimo oficjalnego wyłączenia tego obszaru z ruchu turystycznego „gubią się” i schodzą po starych mapach w dolinę, po to aby dotknąć na własną rękę miejsc, gdzie stopa ludzka rzadko odciska swój ślad, oraz poczuć smak naprawdę dzikich terenów, na których przyroda nadal pokazuje swój ostry pazur. Polecam odwiedzenie okolic (oczywiście tych legalnie dostępnych), lekturę historii związanych z tymi miejscami (także zagubione wioski, jak Tworylne czy Krywe), gdzie miliardy koników polnych grają w falującym powietrzu swą melodię, oraz zapach rosy o poranku, zaraz po wyjściu z namiotu. Tu nie działają żadne telefony, a mrok zapada równie szybko, jak stado bizonów przekracza w mgiełce pobliski San.

Zapraszam w Bieszczady!

Artur Gutner