Zainteresowanie versus atrakcyjność?

Dostałem fajnego maila od nowego czytelnika, który kiedyś wpadł gdzieś w sieci na mój felieton i prosił o jego ponową publikację. Tekst traktował o spadku zainteresowania, oraz fazach tegoż, w zależności od typów osobowości zaangażowanych w przedmiotowy układ. Dlaczego zatem ten mężczyzna, czy ta kobieta wydawała się taka interesująca na początku, gdy podchodziłeś do niej/jego z rezerwą, a jak już się otworzyłeś/aś to Twoja wartość spadła do zera? Otóż, dla dalszych przemyśleń postanowiłem dla uproszczenia podzielić występujące w przyrodzie osobowości na trzy typy:

1) Stabilny – osoba spokojna, zrównoważona, wychowanie w pełnej, stabilnej rodzinie, spokojne życie, ukończone dobre studia, wymagająca praca, hobby.

2) Niestabilny – osoba nerwowa, reagująca emocjonalnie i pochopnie, często pochodzenie z rodziny rozbitej (90% wychowanie bez męskiego wzorca), ukończone jakieś tam studia, przeciętna praca, zmienność nastrojów, brak pasji.

3) BPD – osoba z uszkodzeniem osobowości na skutek traum doznanych w dzieciństwie, ekstremalnie emocjonalna lub zamknięta w sobie, typowe black or white, rozbita rodzina, brak jednego z rodziców lub przemoc w środowisku rodzinnym, ofiary agresji w domu, ofiary przemocy psychicznej lub seksualnej w dzieciństwie. Przyjmijmy dla uproszczenia, że na potrzeby tego tekstu termin BPD obejmuje większość zaburzeń osobowości (DDA, DDD), a nie tylko Borderline Personality Disorder.

Wykres jaki umieszczam celowo jest uproszczony,w celu zasygnalizowania jedynie jak wyglądają nasze potrzeby w oparciu o działanie podświadomości. Najlepszą metodą na uzyskanie stanu spełnienia byłoby utrzymanie wysokiej satysfakcji z posiadania/użytkowania, bycia z partnerem (z punktu widzenia układu limbicznego nie ma znaczenia, czy chodzi o samochód/szpilki, czy człowieka?) niezależnie od fazy powiązania. Innymi słowy, należy żyć tak, aby uniezależniać się od wahania poczucia szczęścia od fazy interakcji z obiektem naszego zainteresowania, a znaleźć sposób na  utrzymanie radości życiowej na maksymalnym, możliwym poziomie satysfakcji.

Każdy z nas przechodził, lub przechodzi przez fazy, gdzie wydaje mu się, że gdy osiągnie jakiś cel to spotka szczęście. Wielu z nas wie, że to tak nie działa, inni znów powtarzają schemat licząc na to, że „teraz się uda” i wychodzą po raz n-ty za mąż, żenią się, lub też kupują kolejny samochód na kredyt, torebkę od Chanel i tak dalej. Niestety – poziom satysfakcji po wejściu w posiadanie/obcowanie przedmiotu/człowieka natychmiast spadnie, a my zaczniemy odczuwać dyskomfort i pragnienie posiadania kolejnej rzeczy/partnera (proszę nie zarzucać mi spłycania tematu, bo jak wcześniej napisałem z punktu widzenia podświadomości nie ma znaczenia, czy chodzi o nowe buty czy mężczyznę/kobietę – mechanizm jest ten sam).

Osoby z silną traumą z dzieciństwa lub te, które nie uwolniły się spod jej wpływu nigdy, mają poważny problem z fazą „stabilnej satysfakcji” z faktu „posiadania” rzeczy/partnera. Bardzo często od razu po zauważeniu oznak stabilizacji zaczynają odczuwać silny brak czegoś trudnego do zidentyfikowania, lub nawet swego rodzaju niechęć do osoby/rzeczy, którą niedawno z takim zapałem zdobywały dając z siebie wszystko, biorąc kredyty, zadłużając się i nie widząc zupełnie tego, że chwilę po osiągnięciu celu ich poziom satysfakcji spadnie niemal do zera, a człowiek/przedmiot stanie się zbędny lub obojętny. Osoby silnie zaburzone, których potrzeba ciągłych zmian w życiu jest bardzo silna potrafią używać nieprawdopodobnego wachlarza środków prowadzących do osaczenia partnera, czy też zdobycia pożądanego przedmiotu. Natychmiastowe zjednoczenie emocjonalne z celem, ciągłe nadskakiwanie, seks w przypadku kobiet w nieprawdopodobnej ilości i jakości, komplementy i zasypywanie prezentami ze strony mężczyzn, kredyt gotówkowy na samochód itp. Powód jest jeden! Szybkie osiągnięcie celu i…porzucenie go, aby można było przerzucić się na następny.

Oczywiście taka osoba może prowadzić kilka relacji na raz, ale przeważnie jest tak, że tylko jeden/dwa cele są Alfa – reszta służy za katalizator emocji i rodzaj narzędzia obniżającego ciśnienie emocjonalne. Ręczę , że w przypadku układu kobieta BPD – STABILNY mężczyzna, ten ostatni na 90% nie zorientuje się w roli jaką gra w czyimś teatrze, przy czym nie sam ten fakt jest najgorszy, tylko to, że on, czy ona w tym spektaklu nie jest nawet aktorem tylko raczej rekwizytem. Temat dotyczy również ludzi o bardzo dużym poziomie SMV (najbardziej pożądanych na rynku seksualnym), oraz zamożnych mających z natury duży wybór. Brak stabilizacji, która jest naturalnym elementem egzystencji człowieka w sytuacji, kiedy podświadomość bierze górę i popycha do ciągłej amplitudy zmian jest częstym powodem ucieczki takich ludzi w narkotyki, alkohol czy kompulsywny seks, przy czym często takie atrakcje kończą się samobójstwem, gdy w ekstremalnym przypadku skala ciągłych wahań wykresu osiągnie maksymalne zagęszczenie, a upragnionego spełnienie nie ma.

Nie ma i bez terapii NIE BĘDZIE! Musimy zdać sobie z tego jasno sprawę, tym bardziej, że osoby takie krzywdzą w nieświadomy sposób „stabilnych” ludzi, którzy po przejściu przez tego typu ścieżkę zdrowia często przenoszą się z grupy „stabilnej” do „niestabilnej”. Niejednokrotnie słyszymy, że osoby mogące mieć wszystko w sensie popularności, czy pieniędzy odchodzą z tego świata na własne życzenie – możemy śmiało antycypować, że duża część z nich decyduje się na taki krok właśnie z powodu niezaleczonych traum z dzieciństwa, lub tkwienia w toksycznych układach bez podejmowania terapii. Spróbujmy rozważyć, co dzieje się w przypadku poznawania się ludzi z poszczególnych grup i aby uwypuklić schemat, zajmę się tylko ekstremalnymi różnicami (jak wiadomo w fazie poznania nie ma znaczenia praktycznie NIC poza SMV, więc niemal nikt z nas nie jest w stanie zidentyfikować typu osobowości osoby, którą poznajemy, tym bardziej, że zalewające nas hormony utrudniają racjonalną ocenę, a wręcz wzmagają projekcję – jedynym celem natury jest prokreacji z maksymalną dywersyfikacją genów – indywidualne szczęście nie ma z tej perspektywy żadnego znaczenia).

Układ typu „stabilny” – „stabilny”.

Faza poznania się ludzi i odkrywania jest stosunkowo długa i może trwać miesiącami, przy czym amplituda wahań od idealizacji do deprecjacji partnera jest stosunkowo mała. Związek jest stabilny, poddawany niewielkim wahaniom. To są właśnie często długoletnie małżeństwa, relacje które znamy i stawiamy jako przykład (zakładam, że nie ma w nich ukrytej patologii). Ze względu na duży poziom determinizmu behawioralnego opartego na złych wzorcach (rozbite rodziny w dzieciństwie, lub słaby emocjonalnie ojciec), układ dziś jest rzadko spotykany.

Układ typu „stabilny” – „BPD”

Faza poznania jest bardzo szybka, gdyż osoba „stabilna” jest najczęściej zafascynowana poziomem zainteresowania ze strony BPD, dopasowania, wspólnych celów, myśli, natychmiastowym poczuciem zespolenia itp. Dopóki osoba z BPD nie jest pewna partnera stosuje maksymalny wachlarz środków mających przekonać „stabilnego”, że to właśnie ona jest połówką jabłka, której szukał. Często taka sytuacja ma miejsce, gdy kobieta ma podobne bądź niższe SMV niż partner, lub kiedy mężczyzna ma znacznie niższe niż „stabilna” partnerka. Jest to zresztą jeden z powodów dlaczego później jak „klapki opadną” każdy „facet” to świnia, a każda kobieta to „suka”. Nie każda – jeśli tak myślisz, marsz na terapię, bo problem jest w Tobie! 🙂

Zwróćmy uwagę na załączony wykres, który pokazuje wyraźnie fazy dramatu. Gdy osoba „stabilna” wchodzi powoli w okres stabilizacji relacji to osoba z BPD natychmiast dostrzega ten proces i zaczyna podświadomie dewaluować takiego człowieka, który najczęściej nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje, bo w jego systemie wartości wszystko gra. Dalej na objawy odrzucenia pan „stabilny” reaguje najczęściej większym staraniem się o uciekający mu „BPD” obiekt, co przynosi skutek odwrotny niż w przypadku relacji z innym „stabilnym” partnerem, czyli dewaluację wartości takiego człowieka w oczach BPD, postępującą niemal geometrycznie wraz ze wzrostem starań o utrzymanie relacji przez „stabilnego”. Dalej szybko następuje porzucenie z braku podświadomego zainteresowania „stabilnym” przez osobę z „BPD” i zasilenie przez pierwszą z osób klubu AA w przypadku faceta, bądź kafeterii z wątkiem „każdy facet to świnia” w przypadku kobiety. Jakże zupełnie inaczej wyglądałoby kończenie tego typu relacji, gdyby ludzie zdawali sobie sprawę z tych mechanizmów! Mniej łez, mniej przeszczepów wątroby, mniej rozczarowań i dramatów!

W przypadku ekstremalnie zaburzonych/emocjonalnych osób cykl zainteresowania/fascynacji/dewaluacji/rozstania może zawrzeć się w trzech miesiącach, przy czym im szybciej „stabilny” ulegnie i odda się w „posiadanie” osobie z BPD tym krócej trwają całe zawody. 😉 Niektóre osoby tego typu prowadzą kilka równoległych relacji, będąc uzależnione od huśtawki nastrojów, dramatu poczucia nieszczęścia, podczas, gdy osoby stabilne często zamykają się w sobie i uciekają przed światem. Trzymiesięcznych „związków” zamykających cykl, który w stabilnych warunkach powinien trwać powiedzmy 7 lat jest bez liku. Wynika to wprost z wejścia w dorosłe życie pokolenia ludzi wychowanych w uszkodzonych środowiskach. Zjawisko nie jest nowe, to tylko dostęp do wiedzy umożliwił identyfikacje tegoż, a rozluźnienie kanonów moralnych wbiło kołek osinowy w serca wielu ludzi, prowadząc ich wprost do galopu w otchłań wielkiego niespełnienia, oraz szukania pomocy na forach dyskusyjnych deprecjonujących płeć przeciwną.

Układ typu „BPD” – „BPD”

Pamiętajmy, że formułując określenie BPD w tym wypadku mam na myśli cały wachlarz zaburzeń osobowości, a nie tylko to konkretne (DDA, DDD). Tu mamy do czynienia często z tzw. „miłością od pierwszego wejrzenia”, która najczęściej trwa dwa miesiące i kończy się w fajerwerkach awantur, porysowanych samochodów, lima pod okiem i tego typu akcji. Owszem zdarza się, że „miłość od pierwszego wejrzenia” scementuje się na skutek np. ciąży pani, nacisku znajomych, bądź przypadkowego dopasowanie temperamentów, ale są to przypadki tak rzadkie jak śnieg w maju 😉 Istnieją ludzie do tego stopnia uzależnieni od tego typu emocji (a przypominam, że konstrukcja tego uzależnienia nie różni się niczym od choroby alkoholowej, nikotynizmu czy narkomanii – oczywiście w sferze mechanizmów, a nie efektów), że w zasadzie ich życie orbituje non stop wokół sfery relacji międzyludzkich, przy czym cała reszta jak praca, hobby, pasja, odpoczynek są traktowane przedmiotowo, lub jako środek do celu!

Jak sobie zatem z tym radzić? To proste! Osoby z zaburzeniami natychmiast na terapię do specjalistów! Dotarcie do źródeł traumy i przepracowanie ich daje szansę na normalne, ciekawe i pełne spełnienia życie. Reszta? Obserwacja. Zimna obserwacja.

Naturalna relacja miedzy kobietą a mężczyzną rozwija się powoli, podobnie jak wzajemna fascynacja, poznanie, zainteresowanie. Ciężko w takim układzie dostrzec komplementy typu „jesteś przystojniakiem” gdy widzisz w lustrze, że brzuch możesz wozić na taczce, czy też „nie kochasz mnie”, gdy tłumaczysz, że musisz wyjść na umówiony mecz koszykówki z kolegami. Zdrowy związek opiera się na równowadze, która w początkowej fazie może być lekko zakłócona na skutek podświadomego programowania (to facet ma się „starać”, podczas gdy kluczem jest wzajemność). Nie ma w tym nic dramatycznego, jeśli na początku znajomości mamy do czynienia z parytetem nawet 80/20 na niekorzyść faceta, ale ważny jest progres. Jeśli go zauważasz kolego to wszystko jest książkowo. Jeśli zaś masz 90/10 na Twoją korzyść, po czym gdy się zaangażujesz zmienia się on na 10/90 na Twoją niekorzyść to możesz być pewien, że wszedłeś w układ z osobą silnie zaburzoną, albo padłeś ofiarą damskiego chuligana 😉 Myślisz, że takich nie ma? Są i czerpią satysfakcję z zadawanego bólu innym w nie mniejszym stopniu niż koleś, który z obłędem w oczach demoluje właśnie knajpę, wybijając zęby barmanowi i łamiąc rękę ochroniarzowi. Efekt jest podobny jeśli chodzi o mechanizm tylko ze względu na ograniczenia fizyczności u kobiet szkody następują w psychice a nie ciele.

Co gorsze? Nie wiem 😉

Jak widać po tym co starałem się przekazać uzależnianie poczucia spełnienia od osiągania celów, bądź innych ludzi jest pułapką. Najpierw nauczmy się czerpać przyjemność z bycia ze sobą, natury, prostych czynności, a wówczas dopiero będąc stabilni pozwólmy się komuś zbliżyć i obserwujmy to co się dzieje. Człowiek jest stworzony do funkcjonowania w grupie/parze, a każdy rodzaj samotności jest rodzajem ucieczki, protezy, czy też wycofania, choćby nie wiem jak mocno był wewnętrznie motywowany. Jest to tak silne programowanie, że naprawdę nieliczni są w stanie do końca je zmienić, dlatego że jest to sprzeczne z naturą. 

Mam nadzieję, że trochę się wyjaśniło?

pozdrawiam

Artur Gutner