Hekatomba, czy zryw narodowy?

„Celem wojny nie jest umrzeć za ojczyznę, tylko sprawić by tamci skurwiele zginęli za swoją.”

George Patton

Tą dość znaną myślą chciałbym oddać hołd wszystkim ludziom, którzy na skutek błędnych decyzji swoich przełożonych poderwali się do walki mając w rekach noże, siekiery, butelki z benzyną, przeciwko uzbrojonym i szafującym amunicją wojskom niemieckich. Nie oceniam w tym tekście Powstańców, którzy mieli szczątkową wiedzę o tym, że tak naprawdę karty zostały rozdane, nasz kraj wrzucony pod okupację sowiecką, w czasie konferencji w Teheranie, zaś ich dowódcy postanowili za pomocą hekatomby udowodnić światu, że się pomylił. Było to niczym słynna, a nie mająca nigdy miejsca w rzeczywistości szarża naszych ułanów na niemiecki zagon pancerny pod Mokrą, z tą jednak różnicą, że ta historia wydarzyła się naprawdę.

Porównajmy siły::

Powstańcy:
98 ręcznych karabinów maszynowych z zapasem 160 naboi na każdy
604 pistoletów maszynowych z zapasem 200 naboi na każdy
1386 karabinów z zapasem 170 naboi na każdy
2660 rewolwerów z 20 nabojami na każdy
50 tysięcy granatów ręcznych głównie własnej produkcji, tzw. „sidolówek”- będących raczej petardami.
Broń ciężka – brak (później pojawiły się nieliczne zrzutowe Piaty, oraz radzieckie rusznice ppanc), ale ciężko to nazwać bronią ciężką.
Oddziały tzw. szturmowe liczyły około 30 tysięcy żołnierzy, wiec jak widać, tylko co piętnasty miał broń długą

Niemcy:
16tys. uzbrojonych „po zęby” żołnierzy garnizonu
25tys. wsparcia Von dem Bacha-Kaminskiego, kryminalistów Dirlewangera i innej hołoty.
4 niemieckie dywizje pancerne przesuwające się w kierunku frontu, których jednostki były wysyłane do wsparcia w zależności od potrzeb.
Generalnie Wehrmacht nie potraktował zbyt poważnie tego zrywu, bo stłumienie go było kwestią czasu.

Podsumujmy efekty:

Po stronie polskiej:
16tys. powstańców zginęło, bądź zaginęło bezpowrotnie
20tys. zostało rannych, w tym około 5 tys ciężko
15tys. trafiło do niewoli
5,5tys. żołnierzy z II Armii WP, którzy wbrew rozkazom próbowali wspierać przyczółek czerniakowski
170tys. cywilów zginęło w mieście w czasie powstania
500tys. zostało deportowanych do robót przymusowych
Substancja mieszkaniowa, transportowa, życiowa miasta zwanego przed wojną Paryżem wschodu, przestała istnieć.

Po stronie niemieckiej:
1,7 tys żołnierzy poległych
0,5 tys żołnierzy rannych
kilka czołgów i transporterów opancerzonych

Co zatem stało się, że podjęto fatalną w skutkach decyzję o posłaniu na śmierć tylu ludzi i bohaterskiego miasta? Spróbujemy sobie odpowiedzieć na to pytanie.

„O losie Polski przesądzili alianci w Teheranie. Nasza rola w tej fazie wojny jest skończona. Należy wstrzymać się od wielkich wykrwawiających działań, gdyż szkoda już każdej kropli krwi, szczególnie młodzieży polskiej.” – pisał generał Sosnkowski do Komendanta Głównych Sił Zbrojnych w Kraju.

Rozkaz był wyraźny, karty są rozdane, musimy przeczekać chroniąc substancję ludzką, na tyle na ile się da i zareagować we właściwym czasie. Słynny kurier Jan Nowak Jeziorański, pytany przez generała Bora, czy Warszawa może liczyć na zrzuty broni na większą skalę i ewentualną pomoc przebywającej na zachodzie Europy polskiej brygady spadochronowej, odpowiadał, że nie – wysłanie doborowych oddziałów polskich, szkolonych w ogromnym trudzie do działań dywersyjnych byłoby marnowaniem cennych zasobów i życia ludzkiego, bowiem wobec przewagi armii niemieckiej, szczególnie w broni pancernej, nawet przy takim wsparciu powstanie nie miało szans. Zresztą, wówczas nie było ono już nikomu na rękę. Strefy wpływów ustalone, podział Europy też, zbliżał się koniec wojny i należało powoli myśleć nad tym co dalej, zamiast ginąć, tym bardziej, że wojska Żukowa zgodnie z jego mottem, że nacieramy zawsze tak samo, czy jest pole minowe, czy nie, parły naprzód zdobywając po 50km terenu dziennie i spychając Wehrmacht na zachód, aż do linii Wisły, która była dość poważną przeszkodą do pokonania. Wojska radzieckie były wycieńczone, drogi zaopatrzenia wyciągnięte, brakowało paliw, amunicji, żywności.

Czy gdyby Stalin chciał pomóc powstaniu, to czy było to militarnie realne?
Oczywiście, że tak, choć odbyłoby się to ogromnym, niewspółmiernym do efektu kosztem, którego akurat w tym wypadku nie zamierzał ponosić. Mało tego, dezinformacja w wywiadzie AK sprawiała, że do kwatery głównej dochodziły sygnały wręcz zachęcające do zrywu. Plan główny przewidywał co najwyżej zaatakowanie tyłowych oddziałów niemieckich wycofujących się z Warszawy pod naporem Rosjan, w żadnym wypadku Sosnkowski nie przewidywał zrywu mającego obalić siły niemieckie w mieście. W nocy 22 maja 1944 płk. Leopold Okulicki jako wysłannik Naczelnego Wodza skacze jako zrzutek z samolotu i w chwili wylądowania nabywa szlif generalskich. Niezwłocznie po przybyciu do Warszawy nawiązuje sieć kontaktów wśród wpływowych oficerów AK i wśród upatrzonych działaczy politycznych Podziemia. Zadaniem tego planu miało być wywołanie w stolicy walki zgodnie ze strategią straceńczych powstań. Aby tego dokonać, Okulicki zamierzał ustanowić rządy junty, obalając tak gen. Bora jak i Jankowskiego, jako delegata Rządu na Kraj. Ciska niczym gromem słowo Teheran. Wyjaśnia, że w Teheranie alianci zdradzili Polskę oddając ją w sferę wpływów radzieckich. Mówił:

”Musimy zdobyć się na wielki zbrojny czyn. Podejmiemy w sercu Polski walkę z taką mocą, by wstrząsnęła opinią świata. Krew będzie się lała potokami, a mury będą się walić w gruzy. I taka walka sprawi, że opinia świata wymusi na rządach przekreślenie decyzji teherańskiej, a Rzeczpospolita ocaleje” – twierdził Okulicki. Pułkownik Pluta-Czachowski relacjonuje, że gdy zwrócił mu uwagę, że samodzielnie podjęte powstanie może doprowadzić do zburzenia miasta i wyrżnięcia ludzi, odpowiedział, że protest Warszawy musi nastąpić, choćbyśmy musieli zagrzebać się w gruzach.

Straceńcza idea była jasno sformułowana: aby ocalić suwerenność Rzeczpospolitej, dziesiątki tysięcy ludzi miało zginąć w walce a Warszawa miała legnąć gruzach. Okulicki swoją postawę i zamiary skrywał przed  władzami zwierzchnimi, a w szczególności przed Naczelnym Wodzem, świadomie wbrew instrukcjom działał nielojalnie, łamiąc dyscyplinę wojskową. Przedstawiono Borowi-Komorowskiemu bezkrytycznie stare założenie powstania powszechnego, podczas którego armia niemiecka miała być w stanie moralnego załamania, a siły AK miałyby walczyć tylko z miejscowym garnizonem, nie mając przeciwnika na zewnątrz miasta. Było to założenie bzdurne i kompromitujące obu generałów, bo żaden z tych warunków nie był spełniony. Armia niemiecka wykazywała zdolność bojową, a w rejon Warszawy przybywały kolejne wyborowe dywizje pancerne. Mimo to przekonano Bora, że walkę należy podjąć wbrew poprzednim ustaleniom w kraju i w Londynie, mimo braku przygotowań i uszczuplonych zasobów broni. Na argumenty, że brak jest broni, Okulicki odpowiadał: “lud paryski nie liczył ilości pałek jak ruszał na Bastylie”. Bór w oparciu o trzeźwą analizę sytuacji przedstawianą mu przez oficerów KG do końca wstrzymywał się z wydaniem rozkazu o rozpoczęciu powstania.

Pułkownik Chruściel, pseudonim „Monter” nie zorganizował na przedpolu linii obserwatorów, którzy mieliby za zadanie informować o zbliżającej się rosyjskiej ofensywie, za to 31 lipca wsiadł w tramwaj i pojechał na Pragę, gdzie rozplotkowani i przerażeniu ludzie powiedzieli mu, że na Pelcowźnie są już „ruskie tanki”. Natychmiast wrócił do Bora i przekazał mu to jako sprawdzoną wiadomość i dowód na to, że ofensywa ruszyła. Na tej podstawie naciskany Bór-Komorowski wydał rozkaz do rozpoczęcia hekatomby, mimo że znał przecież przebieg sytuacji na froncie, oraz fakt,że forpoczta radzieckich zagonów pancernych została skutecznie rozbita na przedpolach Pragi. W godzinach popołudniowych Okulicki w okolicznościach bliżej nieznanych narzucił swą samobójczą koncepcję walki reszcie sztabu, szantażując odpowiedzialnością wobec „boga i narodu”. W tym miejscu można postawić tezę, że w ostatnich godzinach przed wydaniem rozkazu, Bór-Komorowski był naciskany przez obu generałów, że jeśli nie wyda rozkazu – będzie „potępiony przez historię” – a rozkaz wydadzą oni sami. Tylko tym można wytłumaczyć zachowanie się Bora chwilę później, po wydaniu rozkazu, gdy do kwatery dowództwa przybył goniec z informacja, że radziecki zagon pancerny pod Wołominem został rozbity i Niemcy przejęli inicjatywę strategiczną. Wciąż jeszcze dysponował czasem na odwołanie rozkazu, ale mimo to nie zdecydował się na to.

Świadkowie zgodnie stwierdzają, że był kompletnie załamany i powtarzał tylko: ”Nic się już nie da zrobić” – wiedząc, że odwołanie rozkazu byłoby storpedowane przez Okulickiego. Emocje wzięły górę nad rozsądkiem.

Tysiące młodych ludzi, z których większość nie potrafiła nawet zbyt dobrze obchodzić się z bronią zostało wysłanych jako mięso armatnie, celem pobudzenia „sumienia Europy”. Jak wiadomo duże grupy ludzkie nie mają czegoś takiego jak sumienie, a już na pewno nie wówczas, gdy zza biurka dokonuje się analizy zysków i strat. Co było dalej wszyscy wiemy.

Kilka cytatów na temat powstanie.

Władysław Anders:

„Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwe represje. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność?”.

Stanisław Cat-Mackiewicz:

„Warszawa została zniszczona bardziej niż Berlin, klęska Polski w tej wojnie, w której Polacy walczyli w obozie zwycięzców, jest większa od klęski Niemiec. Sowietom zależało na zniszczeniu Warszawy, a tak się pomyślnie dla nich składało, że dla tego zniszczenia nie trzeba było używać sowieckich armat ani pocisków. Od czegóż patriotyzm polski! Jest on wielki i wspaniały. Ale ma właściwość bezrozumnego dynamitu. Wystarczy do niego przyłożyć zapałkę prowokacji, aby wybuchł. Powstanie warszawskie bije wszystkie rekordy wytrzymałości. Przez wiele setek lat, dopóki istnieć będzie naród polski, każdy Polak będzie przyznawał, że powstanie warszawskie było samobójczym szałem, i będzie miał do niego synowską tkliwość i miłość. Będzie z niego dumny…”

Paweł Jasienica:

„Jakżeby inaczej wyglądało dziś życie w Polsce, gdyby nie warszawskie cmentarzysko. Nie ma takiej dziedziny życia narodowego, która by tego ciężaru nie czuła. Powstanie warszawskie było wymierzone militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Sowietom, demonstracyjnie przeciw Anglosasom, a faktycznie przeciw Polsce.”

Znów okazało się, że za błędne decyzje garstki ludzi, zapłaciły tysiące.

„A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei. Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec.”

Aleksander Kamiński

pozdrawiam
Artur Gutner