Depopulacja, szaraki i kawał skały w kosmosie.

Ten felieton będzie nieco trudniejszy w odbiorze niż inne, ale mimo to postaram się weń wprząc nieco populistycznych treści, aby uczynić go bardziej strawnym i przyswajalnym dla każdego. Coś jak kobieta nakładająca makijaż, choć moim celem nie będzie sprowokowanie nikogo do prokreacji, tylko do myślenia. 😉 Jak się okazuje, każdą ideę można nagiąć do własnych potrzeb, rzeczywistość nie istnieje, jak mawiał Beksiński, a my jesteśmy „kaprysem” natury, jak twierdzi pewien utalentowany pisarz i myśliciel z Trójmiasta. Zapraszam więc na kolejny rejs po kątnym morzu, pełnym fal, ale też słońca i dziewiczych wysp, pełnych opalonych niewiast, oraz panów z kratą nie piwa, tylko na brzuchu. 🙂

Od lat coraz większe uznanie zyskują różne spiskowe teorie, traktujące o szarakach, grupach trzymających władzę, Bilderbergach, depopulacji. Wszystko to w mojej opinii produkty ułomnego ludzkiego mózgu, który kiedyś angażowany do oceniania niebezpieczeństwa, nauczył się antycypować i doszukiwać źródła ewentualnych problemów, we wszystkim co nieznane. Dziś nie musisz się obawiać i zastanawiać, czy z pobliskich krzaków wyjdzie niedźwiedź, czy nie. Nie musisz też podejmować decyzji, czy iść tam po grzyby, czy uciekać, za to kiedy włączasz TV i słyszysz, że jakiś goguś znów coś tam zmalował, czego nie rozumiesz, to z automatu doszukujesz się szybkiego wyjaśnienia tej zagadki. Najprostsza jest spiskowa teoria dziejów, siły nadprzyrodzone, karmy i tak dalej, brutalna prawda natomiast jest taka, że nasza świadomość jest efektem ubocznym ewolucji i powstała przez określony ciąg zdarzeń, dając jednocześnie nam przewagę nad innymi gatunkami, żyjącymi na ziemi, tej ziemi. Słynny monument wybudowany w 1980 roku w amerykańskim stanie Georgia za fundusze człowieka posługującego się pseudonimem R.C. Christian (niektórzy twierdzą, że RC oznacza zakon Rose-Croix), który zawiera inskrypcje nakazujące m.in. depopulacje ziemi uzyskał obecnie aktualizację w postaci dodatkowego bloku opatrzonego bieżącą datą. Co tam możemy znaleźć?

Monument zawiera następujące dziesięć wskazówek dla nowego wieku rozumu:

  • Utrzymuj ludzkość poniżej 500000000 w wiecznej równowadze z naturą.
  • Kieruj mądrze reprodukcją – poprawiając kondycję i różnorodność.
  • Połącz ludzkość nowym żywym językiem.
  • Kieruj pasją – wiarą-tradycją – i wszystkimi rzeczami powściągliwym rozumem.
  • Chroń ludzi i narody uczciwymi prawami i sprawiedliwymi sądami.
  • Niech wszystkie narody sądzą się wewnętrznie a zewnętrzne spory w sądzie światowym.
  • Unikaj drobnych przepisów i niepotrzebnych urzędników.
  • Balansuj prawa osobiste obowiązkami społecznymi.
  • Nagradzaj prawdę-piękno-miłość-poszukując harmonii w nieskończoności.
  • Nie bądź rakiem na ziemi – pozostaw miejsce dla natury, pozostaw miejsce dla natury.

Nie twierdzę, że grupa Bilderberga nie istnieje, ani też nie twierdzę, że monument powstał sam, ale trzeba umieć oddzielić informację od dezinformacji, aby nie popaść w paranoję. Moim zdaniem za tym wszystkim stoi, albo czyjaś fanaberia i potrzeba utrzymywania sztucznego napięcia wśród ludzi połączonego z niewiedzą, bądź też kampania jakiegoś nawiedzonego milionera, który w paru punktach, między nami mówiąc ma rację. Grupa Bilderberga, to też normalne lobby, jakie tworzą się na każdym szczeblu ludzkości, z tym, że ci ludzie akurat ze względu na zasoby mają nieco większe możliwości niż reszta. 😉 Takie klany mają modelki, pisarze, malarze, nie wspominając o politykach. Potrzeba zrzeszania się celem „skuteczniejszego” dymania reszty, pływa w ludzkiej krwi od zarania dziejów, więc nie jest to ani coś specjalnego, ani wyjątkowego.

Potrzeba rozumowego wyjaśnienia niewyjaśnionego, oraz nadania sensu działaniu jest TYPOWO LUDZKA. W świecie entropii z naszego punktu widzenia nic niema sensu, jest pozornie niepoukładane, chaotyczne i niezależne od czegokolwiek, a tymczasem prawda jest taka,że to wszystko jest dużo bardziej uporządkowane, niż bieliźniarka perfekcyjnej pani domu, tylko porządek nie jest tożsamy z tym, który my uważamy za właściwy. Porządek tego co się dzieje jest zapisany w…wielkim wybuchu. Nie jesteśmy ani wyjątkowi, ani jedyni, po prostu akurat teraz mamy swój czas, to co nas otacza jest nieskończoną przestrzenią, w przestrzeni o skończonej objętości, nie ma początku, ani końca. Jako ludzie NIGDY nie sięgniemy dalej niż 13,7 miliarda lat świetlnych wstecz, bo ograniczeniem jest…prędkość światła. Wszystko co obserwujemy to PRZESZŁOŚĆ, choć wydaje nam się, że żyjemy TU I TERAZ. Dobra, dość tych Everettovo – Tegmarkowych rozważań. Wróćmy do depopulacji, otóż każda społeczność dąży do eliminacji osobników słabszych, każda poza ludźmi. Ile jest człowieka w człowieku? To jest zasadnicze pytanie na dziś, bowiem większość tego co nas otacza, to automaty imitacyjno-naśladowcze sterowane przez coś, co ludzie zwą globalną świadomością, którą dziś narzucają główne media, a która jest jednym z głównych czynników różnicujących ludzi na lepszych i gorszych. „Lepsiejszych” jest garstka, ze względu an zasoby, naturalne SMV, popularność, możliwości itp. Gorszych, którzy próbują nadążyć za szpicą jest 90%. Jaki z tego wniosek? Współczesny model życia powoduje, że 10% populacji korzysta z życia, a reszta wegetuje. Co zatem powoduje ból? Pozorny wybór. Czemu pozorny? O tym za chwilę, teraz przenieśmy się do historii, na chwilę…

Część z czytelników pamięta czasy, gdy Perfect śpiewał Pepe wróć. Sporo osób nie wie, kim był mityczny Pepe, więc odpowiadam, że chodziło o…piwo. 😀 Tak, były to czasy, gdy napój bogów był nieosiągalny, bądź trudno dostępny, więc gdy już spragniony pojawiłeś się przed półką z piwem, chwytałeś butelkę nie patrząc na markę i z radością konsumowałeś na łonie natury, ciesząc się życiem. Dziś stajesz przed ścianą piwa, z półek uśmiecha się do Ciebie czterdzieści gatunków, wybierasz Noteckie, ale,ale…kurde, Książęce też jest OK! Pijesz Noteckie, ale zastanawiasz się, czy nie lepiej pasowałoby jednak do piasku półwyspu helskiego Książęce? A może Magnat? Wszystkie naraz? No to jedziemy – kupujesz kolejne i jeszcze jedno, następne – finał jasny. Wstajesz rano i pytasz sam siebie. Po co ja to zrobiłem? Przecież mogłem wypić jedno.

Podobnie na rynku ludzi. Kiedyś żyliśmy lokalnie i Zosia będąca naturalną siódemką miała do wyboru czterech kolegów ze wsi. Wybierała jednego i żyła długo i szczęśliwie, no chyba że trafiła na pijaka, tak też bywa. Dziś Zosia otwiera FB, wrzuca selfie w kiblu i po pięciu minutach ma pięćdziesiąt lajków. Zagląda w profile, ten ładny i tamten, o ten ma ładny „motór”, a tamten dobre studia. Kogo wybrać? Boże, kogo wybrać, przecież jeśli zdecyduję się na jednego, to nie spróbuję reszty i na pewno coś stracę! Chcę wszystko! No i Zosia konsumuje, gubiąc po drodze zdolność do koncentracji swojej miłości na jednym obiekcie. Budzi się z potwornym kacem, bo ma wszystkich, a nie ma ani jednego. Inna rzecz, że monogamia nie jest naturalna człowiekowi, tylko narzucona, ale to temat na inny felieton.

Czemu to piszę, ano dlatego, że zgodnie z eksperymentem Calohouna, populacje dochodzące do bardzo wysokiego poziomu w piramidzie potrzeb, tracą zainteresowanie zwiększaniem liczebności, wzrasta w nich poziom depresji, homoseksualizmu, zniechęcenia. Jak to się kończy? Depopulacją. Najpierw zostają najsilniejsze osobniki, później i one tracą chęć do rozmnażania się. U ludzi problem jest jeszcze większy, bo wraz z rosnącą świadomością, zdajemy sobie sprawę, że program „rozmnażanie” nie jest nasz w sensie ludzkim, tylko narzucony. W tej sytuacji hedonizm sam czai się za rogiem i łypie pociągająco oczkiem – po nas choćby potop! Eksperyment Calhouna było powtarzany wielokrotnie, zawsze kończył się tak samo – depopulacją, ale nie sterowaną, tylko naturalną, jako pochodną egoizmu i chciwości, które to są motorem napędowym tego świata w każdej szerokości i długości geograficznej, począwszy od Plejad a skończywszy na krańcach wszechświata, inna jest wyłącznie ich manifestacja. Gwiazdy są pożerane przez czarne dziury, asteroidy wywalają planety z orbit, ludzie wykorzystują swoje plusy, celem zdobycia przewagi nad resztą – naturalny proces nie do zatrzymania. Czy mnie to martwi? Absolutnie nie! Od czasu, gdy pojąłem prawdziwą naturę tego co nas otacza i zbliżyłem się do teorii wszystkiego jestem…dziwnie spokojny i żyje mi się dobrze, w każdym razie znacznie lepiej niż wówczas, gdy stawałem na uszach pisząc raport, mający zadowolić jakiegoś kretyna przyniesionego w teczce. 😀

Przy okazji, jeśli ktoś sądzi, że napływ muzułmanów do Europy to spiskowa teoria, albo coś w tym stylu, jest w błędzie. Po prostu jest to jedyny sposób, aby w skali globalnej zatrzymać depopulacje Europy. Ci ludzie po prostu są jurni, ich rozumienie otaczającej nas rzeczywistości żadne, rządzą nimi popędy, oraz chęć ich natychmiastowego rozładowania. Tego pociągu już nic nie zatrzyma, a że ktoś tam w kogoś wjedzie ciężarówką, czy wysadzi się w powietrze, globalnie nie ma znaczenia. To tak jak w korpo, robisz budżet i wychodzi, że musisz wywalić 30 osób. No to wywalasz, oczywiście oficjalnie im dziękujesz za wspaniałą pracę, zapewniasz, że zostaniecie w kontakcie, a jak zjawi się okazja, to ich natychmiast zatrudnisz. Oczywiście na Christmas Party też ich będziesz zapraszał! 😀

Reasumują, zakończę ten ciężki wywód Mistrzem, a tych którym mało, zapraszam na bloga do działu 2x+y=10. Tam czeka ciąg dalszy, wraz z wyjaśnieniem, dlaczego żyjemy w przeszłości. 😉

„Antropocentryzm jest oczywiście i dla mnie platformą do działania, ale na bieżąco, czyli w bardzo krótkiej perspektywie czasowej, w której i tak na nic nie jestem w stanie wpłynąć. Przyszłość za głupie 100 000 lat jest czymś niewyobrażalnym. W tym przyszłość definicji pojęcia „człowiek”. NIC nie przetrwa próby czasu, a człowiek – o ile istnieć będzie jego potomstwo – stanie się czymś innym, niż jest. Jako obserwator jestem skrajnym pesymistą: nie ma się po co i komu stawiać, bo i tak, w ten czy inny sposób, wiatr zmiecie nas i nasze pomysły. Możemy tylko obserwować, i to w nader krótkim mgnieniu oka, jakim jest nasza egzystencja na tym świecie, i na dodatek w coraz większym stopniu zdajemy sobie sprawę, że wprawdzie niepoznawalny obiekt obserwacji oddziałuje na nas, ale my w oparciu o te bodźce budujemy sobie samodzielnie i na swoją miarę obraz tego, co na nas oddziałuje, ale ten obraz jest wyłącznie naszą konstrukcją i nie odpowiada mu nic, co potrafilibyśmy, choć w przybliżeniu poznać, zdefiniować i opisać. Czyli jest to, jak określił to już przed grubo ponad stu laty poeta: a dream within a dream. Nie ma nic poza naszym złudzeniem. Czy więc ma sens przyjmowanie innej postawy niż obserwatora? Płynąca woda obserwuje płynącą wodę. Czy coś innego mówi choćby buddyzm? Wracając do Pani listu. Oczywiście, Kościół katolicki jest łagodny dla grzeszników i chwała mu za to. W 95% wypadków wystarczy sakrament pokuty, a w poszczególnych wypadkach nawet tylko akt skruchy. Nie przepadam za Kościołem, ale muszę mu oddać sprawiedliwość, bo cóż innego można zrobić dla tej kupy biednego robactwa zwanego ludzkością, niż opiekować się i wybaczać. Należy chyba oddzielić superego od ego. Moje życie może być plugawe, ale moje apostolstwo może jednak wskazać innym drogę. Ująłem to trochę w stylu dramaturgicznym, ale określa istotę problemu.”

Zdzisław Beksiński

Pozdrawia kochający tę iluzję…

Artur Gutner