Przegrać, aby wygrać.

1 sierpnia 1976 roku w ulewach deszczu na torze Nurburgring stanęli na pole position dwaj najwięksi rywale w świecie Formuły 1. Metodyczny, spokojny i poukładany Niki Lauda, oraz bożyszcze kobiet, hazardzista i alkoholik James Hunt. Lauda miał tak dużą przewagę w wyścigu po trofeum, że tylko jakiś wyjątkowy pech mógł go pozbawić kolejnego triumfu. Specjalne, deszczowe opony, odpowiednio ustawione kąty spojlerów, skupienie i huk uruchamianych silników nadawały jak zawsze specyficznego klimatu widowisku, które mimo złej pogody przyszło podziwiać tysiące osób. Wszyscy mieli opony letnie poza…Laudą, który postawił na to,że będzie padać. Bolidy ruszyły ostro zarzucając tyłem, dopiero w takich warunkach widać było klasę kierowców, walczących o utrzymanie idealnego parytetu między skutecznym przyspieszaniem, a przyczepnością. Ponieważ tor wysychał, wszyscy na slickach wyprzedzali Nikiego, wobec czego natychmiast zjechał on do pit stopu i zmienił ogumienie. Wrócił na tor i zaciekle zaczął odzyskiwać przewagę. Na drugim okrążeniu traci panowanie nad bolidem, na skutek pęknięcia elementu zawieszenia i uderza w bandę. Podrzucone w górę auto zapala się, po chwili w płonący wrak uderza kolejny bold. Niki zakleszczony w środku płonie żywcem w temperaturze niemal 800 stopni Celsjusza. Inni kierowcy próbują go wyciągnąć, ale pasy są zakleszczone, płomienie parzą im ręce, mimo to, za wszelką cenę chcą uratować kolegę.

„Kiedy dobiegłem do bolidu, słyszałem krzyki Nikiego. Był przytomny, wisiał jedynie na pasach. Kiedy udało mi się go uwolnić i podnieść, był lekki jak piórko – wspominał potem Arturo Merzario, jeden z kierowców, który próbował go ratować

W końcu pojawiają się gaśnice i udaje się go wyciągnąć z auta. Spalona twarz jest tylko zewnętrznym obrazem piekła przez, które przeszedł ten człowiek, gorsze są obrażenia wewnętrzne, szczególnie płuc. Siedząc zakleszczony w morzu płomieni przez ponad 40 sekund oddychał gorącym powietrzem, rokowania były fatalne. Kiedy go wyciągano, mógł poruszać się o własnych siłach, dopiero potem stracił przytomność. Przez 4 dni lekarze w szpitalu w Ludwigshafen walczyli o jego życie. Jego ręce, powieki i czoło były mocno spalone, a jego skóra głowy i prawego ucha zostały zwęglone przez płomienie.

„Moja żona Marlena zemdlała, kiedy mnie pierwszy raz zobaczyła. Wiedziałem, że to nie będzie wyglądało dobrze.” – wspominał Niki po latach.

Czyżby ten wspaniały człowiek, wojownik, wirtuoz toru, mistrz wyprzedzania po zewnętrznej, przegrał tym razem wszystko?

Na torze byli przyjaciółmi, poza tym różniło ich wszystko, mimo że przez pewien czas mieszkali nawet razem. Lauda rozważny, perfekcyjny, opanowany, z uporem doskonalący się w tym co kochał, Hunt wieczny chłopiec brylujący wśród kobiet i na bankietach przerywanych licznymi romansami. Formuła 1 to był dla niego dodatek do życia, ale też ważny element tegoż, bo dający mu dostęp do sławy, pieniędzy i najpiękniejszych kobiet na ziemi. Hunt w swej biografii pisał, że zaliczył w swoim życiu około pięciu tysięcy kobiet różnych nacji. Jak to w życiu bywa, kto mieczem walczy, ten od miecza ginie, tak też było z Huntem. Jego żona, znana modelka Suzy Miller, którą poznał zaledwie dwa tygodnie przed podjęciem decyzji o ślubie, zostawiła go w krytycznym momencie, gdy staczał się na dno, dla aktora Richarda Burtona.

„Dzień ślubu był farsą. O szóstej rano Hunt wlał w siebie pierwsze z wielu piw. Przed wyjazdem do kościoła wychylił kilka drinków „Krwawa Mary”. Do ołtarza poszedł kompletnie pijany.” – jak wspomina jeden z dzienników.

Kolejną przygodą Hunta była Sara Lomax, z którą był w związku zaledwie sześć lat, po czym zakochał się w kelnerce Dyson Helen. Pod jej wpływem ustabilizował się, wycofał ze sportu, niestety nadal pozostawał czynnym alkoholikiem.

Wszystko zaczęło się w kiedy 17to letni James zdał egzamin na prawo jazdy, rok później pierwszy raz widział samochód wyścigowy w akcji i natychmiast postanowił,
że zamierza zostać mistrzem świata. Mimo oporu rodziców, za zarobione przy okazjonalnych zajęciach pieniądze kupił rozbitego Morrisa Mini i przez dwa lata szykował go do wyścigu. Był piekielnie szybki, miał mnóstwo kraks, ale z każdej z nich wychodził w jednym kawałku, rywale mówili o nim Hunt the Shunt (Hunt kraksa). Był nieokrzesanym buntownikiem, często chodził na boso i w rozpiętych koszulach. W 1976 roku podczas weekendu Grand Prix w Japonii, Hunt oddał mocz na oczach trybun, publiczność nagrodziła go za to brawami, kiedy skończył. Pił whiskey, ćpał kokainę i palił marihuanę. Często jeździł na kacu. Pił bardzo dużo i wypalał ogromne ilości papierosów. Był także uzależniony od seksu. Zmarł na zawał serca w wieku zaledwie 45 lat. Żył tak jak jeździł na torze – szybko, brawurowo, niestety krótko.

Diametralnie inaczej wyglądało to wszystko w przypadku Laudy, który miał to szczęście mieć u swego boku wspaniałą kobietę Sytuacja w chwili wypadku była taka, że Lauda dysponował ogromną przewagą punktową nad Huntem i w zasadzie losy Grand Prix były przesądzone. Nieprawdopodobna wola walki, upartość, siła, sprawiły, że Lauda po 28 dniach w szpitalu pojawił się ponownie na torze. Już w klinice próbował wkładać na opuchniętą i obolałą twarz ciężki kask kierowcy wyścigowego. Cały czas była przy nim żona Marlena i mały syn, który niewiele jeszcze rozumiał, ale samą obecnością dawał mu tak potrzebny napęd do życia. W czasie, gdy walczył o życie odbyły się dwa wyścigi, w których triumfował Hunt zbliżając się punktowo do Laudy. Żona Nikiego nawet w takiej sytuacji nie próbowała go zmusić do rezygnacji z pasji.

Długo rozmawiali, wiedziała, że jest rozsądnym i stabilnym facetem, oraz wierzyła w to, że wie co robi. Nadszedł dzień decydującego o Grand Prix wyścigu. Tor Fuji International Speedway miał stać się miejscem ostatecznego starcia dwóch wspaniałych kierowców. Lauda wystartował znakomicie, w głowie jednak huczała mu prośba żony, aby pamiętał o tym, że i ona i syn chcą go widzieć żywego a nie na podium. Warunki były okropne, deszcz, śliska nawierzchnia, po dwóch okrążeniach Lauda zjeżdża do boksu, demontuje kierownicę i opuszcza bolid.

„Są ważniejsze rzeczy w życiu niż mistrzostwo świata, na przykład pozostać przy życiu.”

Powiada później w jednym z wywiadów.

Hunt nie odpuszcza. Do triumfu wystarcza mu czwarte miejsce, wówczas punktowo zrówna się z Laudą i pokona go ilością zwycięstw w sezonie. Niemal cały wyścig jechał na pierwszym miejscu, jednak pod koniec pojawiły się problemy z oponami. Boks Brytyjczyka od kilku okrążeń nakazywał mu zjechanie na pit-stop, ten jednak, z sobie tylko znanych powodów, ignorował ich wskazówki. W końcu opony były w tak opłakanym stanie, że James zaczął tracić dystans, a zjazd do mechaników był koniecznością. Hunt wrócił na tor na 6 okrążeń do końca. Panowało ogólne zamieszanie, a pracownicy McLarena sami nie wiedzieli na której pozycji jest ich podopieczny. Okazało się, że zajmuje miejsce szóste, tytuł mistrza się więc oddalał. Hunt pojechał jednak świetną końcówkę i ostatecznie ukończył zawody na trzeciej pozycji co dało mu tytuł mistrza.

Dwa żywioły, dwa światy. Kto wygrał w tym starciu? Czy przegrana Laudy była rzeczywiście porażką? Moim zdaniem nie. Hunt zapłacił za tryb życia szybkim odejściem, wiek 45 lat to zbyt mało, aby żegnać się ze światem. Lauda triumfował w F1 kilka razy także później po tych dramatycznych wydarzeniach, Hunt wygrał tylko raz. Historia życia Nikiego Laudy to znakomity przykład, szczególnie dla młodych chłopaków, pokazujący, że zacięcie, wola walki, hart ducha muszą iść w parze z konsekwencją i rozsądkiem. Lauda żyje do dziś, jest ekspertem telewizji RTL, oraz biznesmenem (był właścicielem między innymi linii lotniczych Lauda Air). Małżeństwo Nikiego rozpadło się po 15 lata, jednak do dziś i on i Marlene pozostają w serdecznych stosunkach. W 2008 roku 59-letni Niki po czteroletnim romansie poślubia 29-letnią Birgit Wetzinger, która była stewardesą w jego liniach lotniczych, a trzy lata wcześniej oddała mu nerkę ratując mu życie. Ma z nią dwóch synów. Jeszcze raz pokazał, że nigdy nie jest za późno, aby walczyć o siebie i zacząć od początku. Oby więcej takich ludzi!

Historia tej rywalizacji została przedstawiona w filmie z 2013 roku, zatytułowanym „Wyścig”, stał się on zresztą inspiracją, do napisania tego tekstu. Polecam go bardzo mocno, nie tylko dla fanów F1!

To kto w końcu wygrał ten wyścig mistrzów?
Stawiam na Laudę!

pozdrawiam

Artur Gutner