Oskarżam was, jako ludzi.

„Proszę, żebyście przyjęli ten list jako dokument. Oto moja spowiedź. Ja, Olga Hepnarová, ofiara waszego bestialstwa, skazuję was na karę śmierci przez przejechanie, a ogłaszam, że za moje życie jest dziesięciu ludzi mało…”.

Praga, 10 lipca 1973 roku, na przystanku autobusowym w Holesovicach czekało kilkanaście osób. Wszyscy chcieli jak najszybciej dostać się do pracy. W pewnym momencie z za zakrętu wyłoniła się charakterystyczna sylwetka ciężarówki marki Praga RN. Nikt z oczekujących nie zdawał sobie sprawy, że za chwile zginie, lub zostanie poważnie ranny. Przed samym przystankiem kierujący autem nagle dodał gazu i jednocześnie skręcił gwałtownie w kierunku ludzi. 3 osoby zginęły na miejscu, 5 zmarło w szpitalu, 12 zostało rannych. Kierowca nie próbował uciekać, czekał w aucie na przybycie policji. Funkcjonariusz, który pierwszy otworzył drzwi zdębiał…w środku siedziała niepozorna, 22 letnia kobieta, która ze spokojem oświadczyła mu, że zrobiła to z premedytacją, oraz jest gotowa na areszt, bo ma ze sobą ubranie na zmianę i papierosy…Badanie krwi nie wykazało obecności alkoholu czy narkotyków, w czasie przesłuchania dziewczyna ze spokojem opowiadała, że wreszcie czuje spokój, za to, że wzięła odwet na społeczeństwie, które zniszczyło jej życie.

Tak zaczyna się, a właściwie kończy historia dość dobrze zbadanego od strony psychologicznej przypadku, gdy człowiek postanawia z zimną krwią pozbawić życia innych ludzi.

Olga Hepnarova urodziła się w 1951 roku w Pradze. Jej ojciec był urzędnikiem a matka stomatologiem. Kiedy pytano ją jak ocenia swoich rodziców, odpowiadała, że był to dla niej odstraszający przykład sztuczności, dlatego postanowiła nigdy nie wyjść za mąż. Określała siebie jako popychadło, kiedy poproszono ją o wskazanie osób, które wg niej skrzywdziły ją najbardziej, wymieniła bez wahania ojca, matkę i siostrę.

„Jestem wyjątkowym przypadkiem, mimo że jestem fizycznie zdrowa, mam białą skórę i w żaden sposób nie różnię się od zwykłych ludzi. Nigdy nie pojęłam, dlaczego właśnie mnie wybrali sobie jako popychadło, najpierw u Hepnarów, od urodzenia, na zawsze. Dlatego że miałam siostrę, mogłam porównywać zachowanie rodziców. Mnie traktowali z zasady gorzej i nie potrafiłam sobie tego wytłumaczyć. Bili mnie częściej niż siostrę”.

W podstawówce Olga uczyła się dobrze, dopiero w siódmej klasie zaczęły się problemy. Konflikt z rówieśnikami i niezrozumienie rosło w postępie geometrycznym. Sama Olga wspomina to tak:

„Mam przezwiska: Smoczyca (bo musiałam walczyć ze wszystkimi), Mumia, Tarzan, Połamany Anioł, Kamienny Kwiatek, Śpiąca Panna. Odkąd sięgam pamięcią, jestem samotna. Nie mam przyjaciela i nigdy go mieć nie będę. Popadam w rozpacz – rezultat: ucieczki. Ucieczki ze szkoły, z domu, z życia”.

Biegli psychiatrzy, którzy analizowali jej przypadek zwrócili uwagę na chłód panujący w domu Hepnarów. Z pozoru była to pełna, dobrze wyglądająca na zewnątrz rodzina, która jednak w środku kryła piekło. Matka z racji zawodu miała dobry kontakt ze środowiskiem lekarzy, więc co za tym idzie, mała Olga od dziecka była faszerowana lekami psychotropowymi, aż w wieku 13 lat próbowała popełnić samobójstwo. Po tym zdarzeniu ląduje w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Pobyt w tym miejscu wspomina tak:

„Może za kilka wieków te instytucje będą pokazywane turystom, tak jak dzisiaj pokazuje się sale tortur i więzienia na zamkach”.

Dziewczyna  była tam torturowana przez inne pensjonariuszki, jeden z przypadków omal nie zakończył się tragicznie, kiedy to sanitariusze znaleźli ją w łazience, przywiązaną do kaloryfera i pobitą do tego stopnia, że podłoga spływała krwią. Jedyną osobą, z którą Hepnarova ma dobry kontakt jest jeden z lekarzy, do którego dziewczyna pisze list, w którym wyrzuca swój ból związany z tym, co spotyka ją ze świata zewnętrznego, w związku z jej innością. Lekarz ten próbuje zresztą interweniować już w czasie procesu, ale nie zostaje dopuszczony do głosu. Tłum domaga się krwi, więc wszystko co może złagodzić spodziewany wyrok, jest niemile widziane. Inni lekarze stwierdzili, że zatrzymana nie cierpi na żaden rodzaj choroby psychicznej, a przestępstwa dokonała po długotrwałych rozważaniach, z pełną świadomością konsekwencji. Jeden z biegłych tak opisał jej przypadek:

„Interesujący jest jej emocjonalny chłód. Gdyby zamordowała rodziców lub kogoś ze szkoły, byłoby to emotywne. Ale ona daje pierwszeństwo wielkiemu, dosłownie światowemu zabójstwu. To nie jest wykorzystywanie własnych emocji, to jest akt samorealizacji”.

Innymi słowy, Olga chciała zniszczyć świat, który jawił jej się jako siedlisko zła, odpowiedzialnego za jej nieszczęście. Ponieważ nie mogła zniszczyć całego świata, postanowiła uderzyć w jego część, czyli przypadkowych ludzi.W czasie przesłuchania Olga przyznała się do podpalenia w 1970 roku domku letniskowego rodziców, chcąc w ten sposób przerwać ciągłe awantury między nimi.

Po ukończeniu podstawówki Hepnarova uczy się zawodu introligatorki, jest to okres pewnego spokoju i stabilizacji w jej życiu. Kończy szkołę i wraca do Pragi, chwilę mieszka z rodzicami. Zatrudniła się zakładzie transportowym, a następnie po zdaniu prawa jazdy w przedsiębiorstwie komunikacyjnym. Cicha, wycofana, nie mająca żadnych znajomych w pracy. Za pieniądze matki kupuje niewielki domek pod miastem i stamtąd, ze swej samotni dojeżdża do pracy. Wieczorami robi to co lubi najbardziej – jeździ samotnie Trabantem po okolicy, fotografując krajobrazy, oraz czyta. Ma bardzo dużą bibliotekę, w której przeważają tacy autorzy jak Freud, Sartre, Nezval, Rilke. W liście do wspomnianego doktora pisze między innymi takie zdanie:

„Czy nie radzilibyśmy sobie wszyscy lepiej, gdybyśmy nie starali się rozumieć jeden drugiego i zaakceptowali fakt, że żadna ludzka istota nigdy nie zrozumie drugiej, ani żona męża, kochanek kochanki, ani rodzice dzieci?”.

Bardzo często bywała w okolicy zapory wodnej w Slapach, jako że okolice te obfitują w liczne punkty widokowe, uczy się rzucać siekierą i nożem w drzewa, kupuje czaszkę ludzką i prosi matkę o wstawienie brakujących w niej zębów, po czym instaluje ja na desce rozdzielczej swojego samochodu, wstawiając uprzednio do środka żarówkę. Sąsiedzi wspominali ją jako osobę totalnie zamkniętą w sobie, nieodpowiadającą na próby podjęcia rozmowy, czy pozdrowienia, natomiast nigdy nie widzieli jej pijanej czy w stanie wskazującym na użycie środków odurzających. Postępująca alienacja nasuwa jej myśli o zemście na społeczeństwie, które w jej przekonaniu jest winne całemu złu, jakie ją spotyka. Planuje wykolejenie pociągu a następnie zapisuje się na kurs strzelecki, zamierzając strzelać do ludzi z karabinu snajperskiego. Oba projekty porzuca, ze względu na brak realnych możliwości zdobycia broni, czy materiałów wybuchowych. W 1973 roku sprzedaje swój domek i zamieszkuje w hotelu robotniczym w Pradze. Wtedy też poznaje Miroslava, kogoś kto staje się jej bliski. Ich związek był pełen konfliktów, awantur, odchodzenia i schodzenia się. Wybranek Olgi był outsiderem, podobnie jak ona, nie zauważył sygnałów tego co się zbliżało, nawet wówczas, gdy z miłości chciała podarować mu swojego ukochanego Trabanta. Prezentu nie przyjął. Zawiódł ją także faktem, że nie reagował na zaczepki miejscowych wyrostków, którzy próbowali wyżywać się na inaczej (ze względu na staromodny ubiór) niż reszta wyglądającej Oldze.

9 lipca 1973 roku pojechała ostatni raz w rodzinne strony, zepchnęła Trabanta ze skały.Następnego dnia napisała dwa listy, z oskarżeniem, oraz formą wyjaśnienia dlaczego chce popełnić swój zamiar, pożyczyła ciężarówkę i dłuższy czas jeździła po mieście szukając miejsca, gdzie rozmiar tragedii będzie jak największy.Pojechała do praskiej dzielnicy Holesovice, wybrała ulicę Milady Horakovej, w pobliżu placu Strossmayera. Raz jeszcze zawróciła, bo na przystanek właśnie podjechał tramwaj i miejsce opustoszało. Po chwili powróciła, na przystanku było około 30 osób.

Wjechała rozpędzonym autem w tłum. Ciężarówka zajęła całą szerokość chodnika, zdezorientowani przechodnie nie mieli dokąd uciec.

Została skazana na karę śmierci. Oczekując na wyrok miotała się demolując celę, atakowała funkcjonariuszy więziennych, łamiąc jednemu z nich palec, uważała, że jest niewinna, bo to co zrobiła, było wyłącznie odwetem za to co ją spotkało. Kat, który wykonał na niej wyrok śmierci opisał to zdarzenie tak:

„Ja osobiście jestem przeciwko śmierci, przeciwko karze śmierci przez powieszenie, od tego momentu co wieszałem tą piękną dziewczynę, która tak długo objeżdżała Strosmajrak, aż na przystanku tramwajowym było tyle ludzi, że znalazła w sobie odwagę i wjechała w nich ciężarówką i zabiła 6 osób i dostała karę śmierci… zanim ją przyprowadziłem, a potem powiesiłem, obsrała się, pomoczyła, pozwracała tak, że mi to moje rzemiosło obrzydziła… dlatego jestem przeciwko karze śmierci!”.

Dotarliśmy do punktu, gdzie pozwolę sobie na podsumowanie. Historię Olgi Hepnarovej przypomniałem sobie na kanwie tego, co stało się dziś w Nicei. Takie rzeczy zawsze budzą w ludziach strach, a tymczasem ze względu na determinizm, jaki jest podstawą życia na ziemi, tej ziemi, trudno mówić tu o winie sprawców takich rzeczy w kontekście moralności, prawa, czy odpowiedzialności. To tak, jakby winić dorosłego człowieka, wychowanego w służbie Hitlerjugend, że bez skrupułów łamie kombinerkami łapy kotu, bądź katuje do nieprzytomności człowieka. Tak został zaprogramowany, a finał jest wyłącznie konsekwencją tego faktu, zaś w kontekście braku wolnej woli, mówienie o możliwości zmiany przeznaczenia jest dziecinadą. Inną sprawą jest ochrona życia ludzkiego i społeczeństwa, przed takimi wypadkami i tylko w ten sposób, poprzez prewencję, bądź nawet usuwanie ze społeczeństwa takich jednostek można osiągnąć poprawę w tej materii. Póki na świecie będą granice, podziały, różnice w poziomach życia, religie, wierzenia takie rzeczy będą się niestety zdarzać a my jedyne co możemy, to starać się ograniczyć własną ekspozycję na takie przypadki. Uniknąć całkowicie się ich nie da.

Artur Gutner