Egoizm i komputery.

Dziś sieć, to w zasadzie jedyne miejsce, gdzie można spotkać ludzi drenujących naturę ziemi, tej ziemi w stopniu umożliwiającym pasjonującą dyskusję na pewnym poziomie wiedzy. Kolega poruszył fajny problem, a mianowicie – dziewczyna, 800 znajomych i 320 podglądających (wszyscy wiemy dlaczego, nie jest to wiedza, czy wyjątkowy przekaz – to jasne) rzuca hasło – „czy jest tu jakiś informatyk”? 😀 Fajny temat opisujący mechanizm „podpuszczania”. Oczywiście większość ludzi przechodzi do porządku nad takimi rzeczami, ale jeśli odrzucimy emocje, to równie dobrze powinieneś Ty do niej powiedzieć na przykład: słuchaj, coś mi śmigło nawala ostatnio, może byś spróbowała coś z tym zrobić, fajna laska jesteś! I co? Ktoś powie, że to różne sprawy, a ja odpowiem, że to tylko kwestia percepcji, programowania i norm społecznych narzuconych z zewnątrz.

Wszystko dlatego, że rządzą nami wyłącznie niemal deficyty a w fundamentach każdego działania stoi egoizm. Wróćmy jednak do wspomnianej Pani mającej kłopot z komputerem, oczywiście zgłasza się kilku panów, przerzucają się starając się pomóc kobiecie jak mogą, a tymczasem prawdziwa strona tej gierki, pod tytułem „przy okazji sprawdzę jak jestem atrakcyjna”, wygląda nieco inaczej. Jak? Po pierwsze nikt z nas nie jest altruistą, ani ona, ani oni, gdzie więc jest haczyk? Każdy z nich podświadomie na coś liczy, może być to awans z gamma do beta, z lajkującego do piszącego, punkcik do fejmu, prepaid w związku z jakimiś planami itp. Alfa przeważnie zlewają takie „ogłoszenia”, co w żaden sposób nie szkodzi ich pozycji. 😀

Czy zatem życie to wyłącznie wymiana korzyści? Jasne, że tak, tylko że w tej grze nie jest uczciwie, bo każdy ze względu na egoizm, chce tylko brać i póki ma ku temu możliwości, jak wspomniana pani szukająca informatyka, to bierze! Czy to uczciwe? Jasne,że nie. Ktoś powie, no ale ona ma chłopaka, co się na tym nie zna. OK. Zatem niech zadzwoni po pogotowie komputerowe, a nie wykorzystuje niewiedzę innych. 😉 Oczywiście mało która piękna niewiasta rozumie te mechanizmy świadomie, część podświadomie czuje, że coś tu nie halo, reszta korzysta ile wlezie, a tymczasem to tylko kwestia umowy między ludźmi, że usługa naprawy komputera, to coś innego niż np poświęcony komuś czas, czy bliskość. Czemu tak jest? Natura dba, żeby jej cele były preferencyjnie umocowane, w stosunku do ludzkich. Kiedyś poruszymy ten temat głębiej, na kanwie pytania pewnej dojrzałej kobiety, „dlaczego miłość do faceta za to jaką ma twarz jest lepsza niż za to co w życiu osiągnął”? Póki co idźmy do wspomnianej dyskusji, gdzie wyjaśniam fundamenty owego zjawiska:

Problem nie leży w fakcie naszej pomocy komuś (nie dzielę na płeć), tylko właśnie zwrotu! Tak zwrotu! Jesteśmy egoistami, wszyscy! To już ustaliliśmy, spróbujmy zatem logicznie pociągnąć wątek:

Ktoś prosi Cię o przysługę – egoizm podpowiada Ci, że jak coś zrobisz dla kogoś, to możesz liczyć na zwrot (jeśli twierdzisz,że na NIC nie liczysz, nawet na wdzięczność to kłamiesz). Sam padałem ofiarą tej iluzji, wmawiając sobie, że jeśli przestanę oczekiwać zwrotu, to nikt nie może mnie dotknąć, bo jak można dotknąć kogoś, kto niczego nie oczekuje? Wmawiałem sobie. Egoizm żyje w naszych fundamentach tak głęboko, że jest nie do wyplenienia, zatem jedyne co można zrobić, to odpowiednio go skanalizować, przy uwzględnieniu WZAJEMNOŚCI (zapomniane słowo). Jeśli odmówisz Pani pomocy z automatu, to musisz liczyć się z łatką „buraka”, niestety ale otaczają nas „małpy uzbrojone w komputery”, zatem działając w ten sposób wystawiasz się na ostracyzm i  pewną formę „alienacji” ze strony „zdrowego” otoczenia.

WZAJEMNOŚĆ. Tak to działało jeszcze w ubiegłym wieku, dziś ludzie biorą, nie czując zupełnie, że coś dostali, bo większość wychodzi z założenia, że „im się należy” (szczególnie atrakcyjne kobiety – na FB non stop widzę teksty w stylu „mam tu jakiegoś informatyka?” – teraz, jeśli Pani ma 800 znajomych i 320 obserwujących TO NIE MA BATA – ktoś się zgłosi. Oczywiście podwaliny jego zgłoszenia będą takie same jak nasze – egoizm, facet zrobi jej kompa, a w zamian liczy na to, że wyróżni się z tłumu, a ona to doceni (oczywiście to fikcja, ona o tym wie, oni nie – i tu pies jest pogrzebany). Ze dwa lata temu rozwiązałem w ten sposób poważne zadanie ze statystyki pewnej atrakcyjnej pani z Krakowa – byłem jedyny w tym temacie, bo większość jej znajomych to wyżelowani kolesie z wiedzą o świecie na poziomie przeciętnego klienta Żabki, nie ujmując nikomu. Przed tematem zrobiłem założenie i poinformowałem ją – słuchaj, robię Ci ten temat, dostajesz piątkę, ale jak będę w Krakowie to zapraszasz mnie na kawę na Wawel, OK?

Jasne, jasne! Tylko mi pomóż, bo to na jutro.

Noc z bańki, zadanie zrobione, egzamin zaliczony, jestem w Krakowie za trzy miechy, piszę do niej wcześniej dając dwa weekendy jako wybór (mogłem sobie dopasować delegację), oczywiście bez założeń typu, że ją przelecę, chodziło po prostu o dobrą zabawę w obcym mi mieście. Jak myślicie? Jak to się skończyło? 😉

Idźmy dalej w rozbiorze tematu – sami sobie jesteśmy winni, bo nie cenimy własnych wartości, które w rzeczywistości POZBAWIONEJ manipulacji, są o wiele bardziej cenne niż żel, krata na klacie, wyczesana koleżanka, czy kolega +5 do fejmu. Problemem jest mentalność mężczyzn jako społeczności. Po prostu jedynym wyjściem jest zbiorowe zaprzestanie stawiania na piedestale czegoś, co jak wiadomo kosztuje 80 złotych! Mamy XXI wiek – wagina czy fejm z powodu obcowania z pożądaną niewiastą, nie jest niczym nadzwyczajnym, a jedynie zbiorowa głupota powoduje stawianie takich archaicznych wartości na piedestale, przy czym ludzie oświeceni, w tłumie zawsze tracą, co udowodniłem wyżej, chyba że się skoorwią, pół biedy jeśli świadomie. 😉

Kolejna akcja – bejbe, które na skutek mojej niedostępności przez dziewięć miesięcy (tyle czasu się opierałem przed spotkaniem) wskoczyło mi do łóżka na pierwszej randce, aby niemal zaraz po okazaniu przeze mnie szczypty zainteresowania, zacząć strzelać fochami. Skasowałem temat po dość burzliwym okresie ostrej zabawy, mija rok od rozstania – list na pięknej papeterii – ona wszystko przemyślała i chce spróbować jeszcze raz. OK, skoro chcesz to działaj, a nie onanizuj się listami. No to ona już nie chce. 😀 No to chce, czy nie chce? 😉 To żart – mechanizm prosty jak konstrukcja cepa, nie ma sensu tłumaczyć takich podstaw.

Wykazałem wyżej czarno na białym, że magnesem jest wyłącznie niedostępność, sterowana przez egoizm (w zwierzęcej koncepcji świata jest tak, że coś unikalne musi być niedostępne). Problem jest wtedy, gdy nie chcesz grać niedostępnego, bo jest to niezgodne z naturą CZŁOWIEKA, którym się czujesz od dziecka, za to zgodne z naturą MAŁPISZONA. Wówczas JEDYNĄ solucją jest dywersyfikacja znajomości – gdy jedna odchodzi, zawsze jest druga i trzecia i tak dalej. Ta co się dobijała w końcu mnie pyta, dlaczego nie możemy zostać przyjaciółmi, jej się tak dobrze ze mną rozmawiało?

Czujecie?! Tu jest pies pogrzebany, nadstawiła się dlatego, że ona nasycała swój egoizm w zakresie poznawczym, ale sama nie mogła pojąć, że jej poziom MENTALNY był zbyt niski, abyśmy byli PARTNERAMI, a wymiana korzyści sprawiedliwa, więc kiedy trafił się jakiś inny pan, który pociągał ją na fundamencie fizycznym, to chciała już tylko wyłącznie brać, myśląc, że tak jak stado zacznę marzyć, że może znów się przydarzy? 😀 To był czysty barter, jak większość relacji międzyludzkich, tylko że ja myślałem (wówczas), że jest inaczej. Czy mogę mieć do niej pretensje? NIE! Czemu? Bo sam siebie oszukałem. Ona też, ale jej gierki w przeciwieństwie do mojego wkładu były podświadome, wprzęgnięte w jej naturę, wyssane z mlekiem matki. Jedyne czego mogę współczuć to braku refleksji, ale tak żyje 95% tego co nas otacza, bez względu na wiek, wykształcenie, zasoby itp.

Ludzie 2.0 powinni dążyć do wymiany korzyści na podobnych płaszczyznach, a jeśli nie mogą w czymś sprostać, to mogą stosować barter, ale ŚWIADOMY. Proste? Jak drut!

Niestety w świecie automatów imitacyjno-naśladowczych kraina szczęśliwości jeszcze długo nie zawita powszechnie pod strzechy. 😀

Jeszcze na marginesie, dlaczego należy zadbać o zasoby zanim zaczniemy poznawać prawdziwą naturę świata (ktoś rzucił takie pytanie)? To proste.

Jeśli zaczniesz rozumieć rzeczywistość ZANIM osiągniesz pewien poziom zasobów, to zostaniesz SKAZANY na wegetację w sensie społecznym, poprzez fakt odczuwania DYSONANSU POZNAWCZEGO w chwili „zderzenia” z zachowaniem, elementem rzeczywistości, sytuacją, którą STADO ocenia poprzez filtr programowania (geny, wychowanie, presja otoczenia itp), a TY widzisz to bez narzutów społecznych. Wówczas zaczynasz reagować nerwowo, zamykasz się w sobie, denerwujesz się produkując kortyzol, który odstrasza, bądź widać będzie jak na dłoni wyraźną niespójność między tym co mówisz, a co robisz (jeśli nauczysz się grać – ludzie tak w „korpo” funkcjonują na co dzień, stąd tyle depresji i nerwic później, jako skutek).

Stado zgodnie z tym co pisał Le Bon takie jednostki ALIENUJE. Zatem, musisz mieć jakiś fundament, który pozwoli Ci egzystować na satysfakcjonującym DLA CIEBIE poziomie i dopiero pracować nad sobą, chyba że nie masz problemu i możesz zdać się na mieszkanie pod mostem – to nic złego, ale ja na przykład nie chciałem w ten sposób. 😀

I to jest dysputa na fundamentach! Mechanizmy, zasady, wszystko bez słodkiego pierdzenia.

Pozdrawiam serdecznie, polecając przy okazji znakomity numer Stinga (miałem kiedyś przez przypadek przyjemność lecieć z nim do NY). 🙂