Prywatny zakład karny.

W czasie dyskusji na pewnym szacownym forum filozoficznym, zarzucono mi, że przemawia przeze mnie skrajny determinizm, a co za tym idzie pesymizm. Nie wiem dlaczego jedno musi wynikać z drugiego, bo przecież to nie ja ustalam zasady rządzące tym światem, w dodatku nawet moja ocena owych, na zasadzie że są dobre, czy złe w żaden sposób nie wpłynie na to, że ktoś za chwilę się przewróci a inny wstanie. Po prostu takie podejście wynika z logicznej analizy tego co nas otacza. Od długiego czasu mam dodaną do ulubionych stronę Exploring the mind, jako dość ciekawie traktującą o badaniach naszego procesora centralnego. Wertując archiwalne artykuły, wpadłem na jeden ciekawy eksperyment, który moim zdaniem rozwala w całości zjawisko zwane „wolną wolą”. Jak wiadomo, myśli oraz działania ludzkiego ciała są efektem procesów chemiczno-elektrycznych zachodzących w mózgu, przy czym każdy z owych procesów począwszy od decydującego o oddychaniu a skończywszy na decyzji o wstaniu z fotela ma swoją przyczynę. Moim zdaniem praprzyczyna każdego z naszych kroków jest zaszyta w czymś, co ludzie nazywają wielkim wybuchem, kiedy to zostało zdeterminowane wszystko, co dzieje się w obserwowanej przez nas części wszechświata.


Wszystkim nam się wydaje, że jako gatunek jesteśmy wyjątkowi i tak skomplikowani, że dzieło to nie może być owocem przypadku. Ten dylemat pozostawiam otwarty, nigdzie nie twierdzę, że niemożliwym jest istnienie czegoś, co ludzie zwą bogiem czy siłą sprawczą. Nasza skala w odniesieniu do tego co nas otacza wskazuje wyraźnie, że jesteśmy „kaprysem natury”, jak to dobrze określił jeden z moich przyjaciół. Jeżeli zdamy sobie sprawę, że kawałek skały, na którym dane jest nam egzystować przez czas relatywnie krótszy niż mgnienie powieki, jest jedynie okruchem pozostałym z eksplozji, która zresztą nadal powoduje powiększanie się obszaru, w którym przyszło nam żyć, to może zmienimy podejście i do faceta z brodą i egocentryzmu, który jest dla nas charakterystyczny. Dla zainteresowanych polecam ten link:

http://htwins.net/scale2/

Wróćmy jednak do eksperymentu, który chciałem opisać. Otóż badając fale mózgowe, profesor Marcus Du Sautoy, wykładowca w Oxford dowodzi, że od chwili, gdy „podejmujesz” (celowo w cudzysłowie) decyzję o działaniu do momentu jego uzmysłowienia sobie przez świadomość mija…7 sekund. Oczywiście mówimy tu o pseudo-świadomości, dlatego że decyzje instynktowne, typu ucieczka, ukrycie się itp są podejmowane w ogóle bez udziału świadomości. Innymi słowy, podłączając mózg człowieka stojącego na dachu i zamierzającego zeń skoczyć, do urządzeń rejestrujących,będziemy w stanie z pewnością graniczącą z wiedzą stwierdzić, czy skoczy, czy też nie i informacja ta pojawi się o siedem sekund wcześniej niż człowiek zda sobie z tego sprawę, nie mówiąc już o realizacji tego zamiaru. Czy w takim wypadku nie jest uprawnione nazywanie nas marionetkami? Wszystko co robisz, gdzie jesteś, jak się zachowujesz, wygląda na zdeterminowane zanim nastąpi (patrz 2x+y=10). Kukły systemu. 🙂 Czy w tym kontekście karanie zbrodniarzy jest uprawnione? Jako forma odpłaty na pewno nie, jeśli już to w formie izolacji od otoczenia, ale z drugiej strony zakładając pełny determinizm, to każde spotykające nas zdarzenie jest formą lekcji wtłoczonej nam na siłę, która może być przez nas zanalizowana już po zajściu. Świta mi tu pewien ciekawy kierunek w pytaniu „ludzie, po co to wszystko?” , ale że ostatnio bronie się jak mogę przed gdybaniem, to pozostawię ten wątek otwarty dla czytelników. 😉

Pozostaje pytanie, czy to tylko film, czy też „ja” jest czymś niejako wszczepionym w funkcjonujący zgodnie z planem układ? Szukam na siłę związku przyczynowo-skutkowego w tym wszystkim, co już samo w sobie może być błędne – po prostu chciałbym, jak my wszyscy pewnie, aby ta wędrówka miała jakiś głębszy, poza wydaniem miksu DNA sens. Jeżeli nakładka „ja” ma zdolność analizy i rozumienia otaczającej nas nieuchronnej rzeczywistości, to znaczy, że pozostaje nam jednak jakiś mikro wpływ na to co nas otacza, choć z drugiej strony, to równie dobrze może być tak, iż im bardziej świadomie próbujesz „odsunąć” się od ustalonej drogi, którą idziesz, tym bardziej czujesz ból i niespełnienie. Czy to nie wygląda jak forma więzienia? Uwięzieni we własnym ciele – to chyba dobrze oddaje, to co nas otacza.

Wrzucam link do wspomnianej notatki, temat po angielsku, ale dość prosto przedstawiony.

http://exploringthemind.com/the-mind/brain-scans-can-reveal-your-decisions-7-seconds-before-you-decide

Pozdrawiam.
Artur Gutner

PS: Royksopp mnie teraz prześladuje. 😉

Röyksopp – Sordid Affair (Video) from Video Tales on Vimeo.