Czemu mity niszczą nasze życia?

Piękno logiki dwuwartościowej, polega na tym, że gimnazjalista znający zarys podstaw logicznego myślenia, może rozłożyć na łopatki prefekta watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, za którym stoi setki lat teologii i geniusz ojców kościoła.

Za każdym, ale to każdym wierzeniem, opartym na bezpodstawnych przesłankach czai się niebezpieczeństwo. Dlaczego? Bo upośledza ono w różnym stopniu naszą zdolność do podejmowania najkorzystniejszych z naszego punktu widzenia decyzji życiowych. Wyobraźmy sobie, że nagle doznajemy olśnienia i bez żadnych logicznych przesłanek zaczynamy wierzyć w otrzymanie spadku po zmarłej ciotce z Kanady o wartości 13 milionów dolarów w ciągu pół roku. Przyjmijmy również, że wiara w ten nagły napływ gotówki jest równie silna jak flagelantów w boga w czasie ich krwawej procesji, czy też pana w turbanie, który wierząc w stado dziewic po śmierci zmienia swój stan skupienia ze stałego w płynny, zabierając przy okazji za sobą kilku przypadkowych nieszczęśników.

Zauważmy najpierw pozytywne strony:

Wzrośnie nagle nasze poczucie szczęścia, siły, spokoju, przyszłość przestanie być czarną plamą, znikną problemy związane z egzystencją (oczywiście na to miejsce pojawią się kolejne, związane ze zdrowiem czy śmiercią, bo tak jest skonstruowany ludzki umysł – lubi się martwić), staniemy się bardziej altruistyczni, nasze datki na instytucje charytatywne wzrosną znacząco, będziemy tańczyć na deszczu i uśmiechać się do ludzi.

Teraz odrobina dziegciu:

Przyjmując za pewnik owo wierzenie, możemy dojść do wniosku, że w zasadzie dalsza praca zawodowa, nie ma sensu, zatem zwolnimy się z pracy, zaczniemy więcej czasu poświęcać na odpoczynek, znajomych, co prawda dobry nastrój zburzy nam informacja o skasowaniu ubezpieczenia zdrowotnego, ale kto by się tym martwił w perspektywie trzynastu baniek? Kasujemy oszczędności, bo koniecznie chcemy zobaczyć plaże Majorki, a po chwili również fundusz emerytalny, za który kupujemy nowe BMW serii 7 z podwójnymi szybami.

Teraz realizm:

Po pięciu miesiącach okazuje się, że spadku nie ma, a zachorowała żona. To nic, zawsze możemy sprzedać BMW a póki co weźmiemy szybką pożyczkę, którą z palcem z ustach spłacimy za miesiąc. Idziemy do banku i mówimy:

Chciałem wziąć milion złotych pożyczki, bo za miesiąc dostanę spadek i spłacę.

Nie ma sprawy, odpowie bank. Proszę tylko przedstawić dokumenty, że te pieniądze rzeczywiście się zmaterializują. Oczywiście dokumentów nie mamy, bo to wszystko na czym oparliśmy życie wynikało z wiary a nie logiki i wiedzy.

Szanowny Panie bankierze, dowodów nie mamy, ale mamy wiarę! Jak Pan śmie nie wierzyć? Współczuję Panu, jak Pan może żyć bez wiary?

Dziękujemy Panu i zapraszamy ponownie z dokumentami.

Wychodzisz z banku, ale problem został. Trzeba wykupić leki a nie ma za co? No cóż? Są jeszcze ludzie, którzy wierzą a nie jak ten bezduszny idiota bankier! Co robimy? Idziemy do Providenta i…dostajemy kasę na leki z oprocentowaniem jak w lombardzie. Dalej to już jest kwestia spirali długów…Brzmi znajomo? Jakoś to będzie? 😉 Myślisz, że to bajka? Myślisz, że ludzie wokół nie żyją właśnie w ten sposób, zmieniając jedynie projekcje, w które wierzą, oraz wsadowe składniki? Mechanizm jest ten sam.

Tak się kończy bezpodstawna wiara w cokolwiek i nie ma znaczenia, czy są to zasoby, uczucia, inni ludzie (np miłość oparta na słowach a nie obserwacji), czy też życie, które jest jedno i które możemy zmarnować na wiarę w lepszą jego wersję po śmierci, lub zebrać zwieracze i zacząć walczyć o siebie tu.

Na wieczór polecam mitologię ugarycko-kananejską, może uda się co niektórym złapać jakieś linki do jednego z trzydziestu tysięcy odłamów tej wiary funkcjonujących na ziemi, tej ziemi, mimo że podobno mamy XXI wiek? 😀

Czemu tak to działa? Bo na siłę potrzebujemy oparcia i jeśli nie znajdujemy go w sobie, to szukamy go na zewnątrz. Jako, że z racji natury ziemi, tej ziemi znalezienie go na zewnątrz jest niemożliwe (chyba, że na zasadzie samooszukiwania się, bądź iluzji), naturalnym jest, że zwracamy się ku wyobraźni. Jest to ślepy zaułek, ale z drugiej strony spojrzenie twarzą w rzeczywistość i pozostanie człowiekiem wymaga nieludzkiej odwagi i siły.

Jak zwykle, miłego dnia życzę.
Artur Gutner.

PS: Przykład jest celowo dość prymitywny, ale w ten sposób trafi być może do szerszego grona? Przepraszam myślących.