Poczucie winy.

Poczucie winy, czym jest poczucie winy? Drodzy państwo – mechanizm ten zabudowany naturalnie w człowieku, ma w założeniu powodować, że ludzie przestrzegają prawa naturalnego, oraz nie wykazują skłonności do podejmowania działań, mających w konsekwencji uderzyć we własny gatunek (przede wszystkim), a także z automatu chronić przed niszczeniem otaczającego nas świata. Z poczuciem winy jest taki problem, że jego doskonałą moc manipulacyjną odkryli już starożytni, wymyślając bogów, za obrażanie których ciemniak miał się odkupić, składając w ofierze daninę złożoną z tego co sam wypracował, czy wyprodukował. Mechanizm ten jest również masowo używany współcześnie do ograniczania ludzi, oraz przekierowywania ich ciężko zarobionych zasobów, do jedynie słusznego źródła.

Jako ludzie urodzeni w Europie mamy i tak sporo farta, bo indoktrynacja jaką się na nas przeprowadza od dziecka, prowadzi jedynie do poczucia winy, oraz dzielenia się zasobami z instytucją mającą swą siedzibę w wiecznym mieście, gdybyśmy przyszli na świat w Egipcie, albo co gorsza w Korei Południowej, moglibyśmy skończyć w eksplozji plecaka na lotnisku w Brukseli (podobno wszystko dąży do entropi?), albo jako zatwardziały wyznawca Kim Dzong Una, jedynego słońca ziemi, tej ziemi.

Zwróćmy uwagę na jeden aspekt, a mianowicie to, że dzieci chroni się przed przemocą, obrazkami śmierci, obliczem zła do czasu, gdy dojrzeją na tyle, że jest nadzieja, iż zostaną na tyle zindoktrynowane, że nigdy nie spojrzą prawdzie w oczy, lub będą na tyle dojrzałe, aby zajrzeć w otchłań prawdy, ale bez ekstremalnie negatywnych skutków dla całości. Innymi słowy, taki delikwent ma być na tyle silny psychicznie, aby dowiózł swoje życie do końca, bez akcji ala Tomek Beksiński. Mechanizmy programowania są straszliwie silne i przede wszystkim dzieci są wyjątkowo podatne za zapisy pamięciowe w mózgu, a to znaczy, że jeśli uda się coś wbić do układu limbicznego delikwenta przed ukończeniem 10 roku życia, to najprawdopodobniej nie pozbędzie się on tego schematu już nigdy, a jeśli nawet podejmie próby usunięcia go, to spotka się z ogromnym oporem wewnętrznym, mogącym w ekstremum spowodować nawet schizofrenię, bądź inne tego typu zaburzenia, związane z ogromną traumą spowodowaną konfliktem między tym co zostało zaszczepione, a tym jak świat wygląda naprawdę. Jeśli do tego dodamy presję społeczną, bo wszyscy niemal myślą tak samo, to mamy gotowy przepis na najlepszy biznes na świecie.

Wróćmy jednak do ochrony dzieci, jak wiadomo społeczeństwa wprowadzają ograniczenia wiekowe w TV, kinie, prasie, grach, w życiu, aby chronić dzieci przed zbyt wczesnym napływem traumy, po to, aby nie spowodować nieodwracalnych spustoszeń w umysłach. Zjawisko to dotyczy wszystkich sfer życia, poza jedną, a mianowicie…religią. Sześciolatek idzie do szkoły na religię i słyszy, że jakiś facet umarł za jego winy na krzyżu. Tu zaczynamy powolny, mozolny i nieodwracalny (bo ślady tego zostaną w każdym do końca życia – nie ma bata) proces prania mózgu, mający w końcowym efekcie zapewnić tak zwanych wyznawców, a co za tym idzie napływ zasobów, celem podtrzymania całej najstarszej firmy świata. Wbijanie w poczucie winy, oraz indoktrynowanie poprzez wrzucanie w ramy tak zwanego „grzechu pierworodnego”, czyli rodzisz się już winny, znakomicie ułatwia manipulowanie ludźmi. Sam dobrze wiesz, drogi czytelniku, że jeśli czujesz, że zrobiłeś komuś krzywdę, to masz pewien rodzaj wewnętrznego zobowiązania wobec tej osoby, a wówczas dużo łatwiej Cię podejść w kwestii np. podżyrowania pożyczki, czy też wsparcia finansowego. To jest dokładnie ten sam mechanizm, który z różnym natężeniem, technikami, sposobami, jest najbanalniejszą z metod wykorzystywania jednych ludzi przez drugich. W innych religiach, typu Islam mechanizm jest dokładnie ten sam, co zupełnie mnie nie dziwi, bo niemal wszystkie religie wywodzą się z tych samych źródeł, czyli dorzecza Tygrysa i Eufratu, a podziały jakie się dokonały na przestrzeni wieków, miały miejsce tylko dla tego, że między kapłanami owych religii dochodziło do konfliktów związanych z podziałem łupów, jakie indoktrynowanie bydła (przepraszam ludzi) przynosiło. Mechanizm ten jest tak silny, że nawet ludzie mający w społeczeństwie pozycję, wiedzę, wykształcenie, a nie będący kapłanami złotego cielca (większość księży jest tak samo oszukiwana, jak zwykli ludzie – wierzą w to co robią) ulegają mu, bo nie potrafią się przeprogramować, ze względu na silną traumę i mechanizm wyparcia. Wybierają zatem świadomą schizofrenię z jednego powodu – bo tak jest łatwiej przetrwać w oczekiwaniu na śmierć.

Ja nie czuję, abym nosił jakikolwiek grzech pierworodny, bo ani nie zrywałem tego cholernego jabłka z drzewa poznania dobra i zła, ani go nie próbowałem, nie czuję też, aby jakiś facet został przeze mnie ukrzyżowany. No za cholerę nie dam sobie wmówić, że miałem z tym cokolwiek wspólnego, bo nie wyobrażam sobie bez powodu skrzywdzić nawet kota, a co dopiero człowieka. Tak działa prawidłowy mechanizm rozpoznawania rzeczywistości – jest oparty wyłącznie o prawo naturalne. Dodatkowo przychodzi mi do głowy, że nawet gdyby istniał ktoś taki jak bóg, w rozumieniu wierzących, to musiał on być wyjątkowym psychopatą, bo kto inny wiedząc, jak ułomne jest jego dzieło w postaci ludzi, stawiałby im w ogrodzie przed oczyma pokusę w postaci świętej jabłoni? Przecież jeśli jest wszechwiedzący, to musiał wiedzieć, ze ta głupia dzida Ewa zerwie to pieprzone jabłko, a kretyn Adam je zeżre. 😀 Identycznie u braci wyznających Islam. Nawoływanie do mordowania ludzi, tylko dlatego że nie wierzą, albo wierzą w coś innego? To kim do qrwy nędzy są Ci bogowie? Psychopatami nawołującymi do bycia dobrym? 😀 Wystarczy odrobina logiki, aby stwierdzić, że to wszystko się kupy nie trzyma, a to tylko dlatego, że ludzie opracowujący podstawy tych bzdur byli jeszcze bardzo prymitywni i nawet późniejsze modyfikacje tego wszystkiego, przez ich następców, mające na celu wyłącznie podtrzymanie status quo niewiele zmieniają. Dziś zagrożenie jest inne, bo wiara ulega powolnej destrukcji i raczej w perspektywie najbliższych lat zaniknie, ale to nie znaczy, że nie są doskonalone metody oszukiwania ludzi w celu ich wyzyskiwania. Dziś nikt nie uwierzy, jeśli powiem, że jestem bogiem i dam im zbawienie, jeśli wpłacą mi pół swojej pensji, ale jeśli zadbam o swoje ciało, zacznę tłuc kasę, zadbam o PR, to spokojnie znajdę ludzi, którzy skuszeni pozornym sukcesem będą chcieli mnie naśladować (Mr Grzesiak, Egoistka, Lewandowska, są takimi właśnie szamanami współczesnego kościoła – co prawda na małą jeszcze skalę, ale takie właśnie metody, to jest przyszłość). Jak już masz wyznawców i markę, to możesz wszystko, łącznie z indoktrynacją reszty. Stado zawsze szuka przewodnika i jednocześnie tłamsi wszelką indywidualność, to wynika z czasów pierwotnych, co niestety dziś prowadzi nie do przetrwania gatunku, tylko wprost na ostry klif a później już tylko krok i wszyscy lecą w dół, bo nawet ci co czują, że zaraz spadną, nie są w stanie powstrzymać napierającego tłumu. Dziś jak nigdy w przeszłości kłamstwo jest obszyte złotymi nićmi prawdy, a odróżnienie go jest nieprawdopodobnie trudne, bo wymaga samodzielnego, niezależnego myślenia, a to można wykształcić, tylko wówczas jeśli jest się odpowiednio wysoko na szczeblach piramidy potrzeb Maslowa. Reszta walczy o michę i w miarę wystawne życie, aby zaspokoić przede wszystkim potrzeby niższych rzędów, typu akceptacja, przynależność do grupy, fotka z nową bejbe na Majorce itp.

Jaka jest na to rada? Szukać i kontestować wszystko, a już szczególnie tak zwane autorytety. Prawdziwy autorytet nie boi się krytyki, bo wie, ze siłą argumentów jest w stanie odeprzeć każdy atak, natomiast dęty autorytet, wyniesiony na ołtarze dzięki stadu i manipulacji żyje w ciągłym stresie i każdą próbę dyskusji kończy milczeniem, albo agresją, bo wie, że trzęsą się fundamenty tronu, na którym siedzi. Osobiście mam szczególny żal do ludzi, którzy naprawdę mogą coś zmienić w postrzeganiu rzeczywistości przez innych, a mimo to nie robią nic, przyjmując, że tłuszczę trzeba odpowiednio zaganiać do stada, bo i tak wszelkie działania uświadamiające nie przyniosą nic dobrego, a jeszcze może się zdarzyć, ze drzewo zasobów, z którego dzięki głupocie innych bogowie i autorytety czerpią, może nagle uschnąć, gdy inni poczują swoją prawdziwą moc. Wielokrotnie w czasie swojej pracy w koncernach międzynarodowych miałem do czynienia z ludźmi ze świecznika, którzy przyjmowali filozofię otaczania się tak zwanymi klakierami, byleby tylko mieć poparcie, bez względu na efekty, pomysły, bądź ich brak. Chodziło wyłącznie o zachowanie władzy. Kiedyś po pijaku spowodowałem, że jeden z takich mogących coś zmienić otworzył się i zapytał mnie czemu ja tu jeszcze pracuję, bo moje pojmowanie rzeczywistości, przebija wszystko wokół? Dziś wiem, że przemawiał przez niego strach, zresztą niedługo potem mnie wyeliminował w dość bezczelny sposób. Nie piszę tego, bo mam żal czy pretensje, gdyż z mojego punktu widzenia facet oddał mi przysługę, zmuszając niejako do porzucenia tego bagna, tylko dlatego, że doskonale ilustruje on kolejny z mechanizmów rządzących na ziemi, tej ziemi. Zapytałem go czemu otacza się klakierami, (którzy de facto nieco później położyli zupełnie firmę – doszło praktycznie do upadłości)? Bo tak się łatwiej pracuje – padła odpowiedź. To nie jest dobra droga i kieruję te słowa przede wszystkich do tych, którzy zarządzają ludźmi. Szanujcie przede wszystkich tych, którzy wskazują Wam błędy, albo wytaczają alternatywne ścieżki, bo to jedyna droga do rozwoju. Wszystko inne prowadzi wprost do upadku a jego forpocztą jest lenistwo, konformizm i pycha.

Na koniec napiszę czemu często używam określenia, że coś się wydarzyło, albo dzieje, na ziemi, tej ziemi. Otóż mam pewien rodzaj żalu do człowieka, który wygłosił te słowa na warszawskim placu Piłsudskiego, bo osobiście nie wierzę, że nie znał prawdy. Oczywiście padły one w kontekście walki z komunizmem, bo i wybór wielkiego Polaka na głowę kościoł, był czysto polityczny – wbrew pozorom, to nie szczególne przymioty tego człowieka spowodował taki bieg wydarzeń, a jego pochodzenie. Chodziło o wbicie klina między państwa bloku wschodniego, mając na uwadze, że 90% ludzi w Polsce, to byli ortodoksyjni katolicy. Uważam, ze jego obowiązkiem, szczególnie pod koniec życia było głoszenie prawdy, co w efekcie byłoby czynem podobnym do Prometeusza niosącego ogień ludziom marznącym w ciemnych jaskiniach, a nie brnięcie w kłamstwo. Wiem, że trudno przyznać się przed sobą i innymi, że całe życie stało się po stronie największego oszustwa w historii ziemi, tej ziemi, ale mimo to myślę, że należało się to wszystkim. Jeśli naprawdę wyznawał to co głosił, to wybaczam, ale osobiście nie wierzę w to. Dlaczego? Bo to był zbyt inteligentny facet.

Niniejszym kończę ten wywód, życząc jak zwykle miłego dnia!
Artur Gutner