Kajetan i cyborgi.

Zagadamy sobie dziś o…Kajetanie. Czemu? Po pierwsze dlatego, że dziewczyna, którą pozbawił życia była z mojego miasta, a po drugie dlatego, że była piękną kobietą. Co to za argumenty do dyskursu, ktoś spyta? Ano takie, że jako najpodlejszy z gatunków na ziemi, tej ziemi, „kochamy” tylko to, co jest piękne, dostarcza nam przyjemności, wrażeń, emocji albo…umiera (czując już niejako podświadomie ten ciężar na sobie). Już ten mechanizm jest dla mnie wystarczający, do tego, aby podtrzymać swoją opinię na temat naszego gatunku. Gdzie jest problem z Kajetanem? Otóż, pamiętam czasy dzieciństwa i tak zwanych chłopaków z „dobrych” (czytaj takich, gdzie zawsze była pełna micha, wakacje dwa razy w roku, pieniądze na każdy czas i ustawieni rodzice) domów jako nieco wycofanych i zamkniętych w sobie miłych gości, obijanych niemiłosiernie przy każdej okazji z powodu swojego pochodzenia. Tak! Pochodzenia! W świecie walki o przetrwanie, koleś będący na wyższym szczeblu piramidy potrzeb Maslowa jest naturalnym celem, dla tych którzy dopiero wspinają się po szczebelkach, przy okazji nie zdając sobie sprawy, że na szczycie nie ma…absolutnie nic. Rasizm i segregacja rasowa, z tą różnicą, że tam nadal wyznacznikiem pozycji była siła pięści, liczba braci ewentualnie dostępność ojca, byleby nie był akurat nawalony. To nie były czasy gett, odgrodzonych od świata, vide apartamenta na Białołęce – swoją drogą, to nic nie daje, a nawet pogarsza sytuację, bo taki cukiereczek wychowany w wyimaginowanym świecie, tak dalece odległym od rzeczywistości, będzie zmuszony w końcu skonfrontować się ze światem rzeczywistym, a wtedy okaże się, że jest zbyt ambitny, by skorzystać z pleców rodziców, a jednocześnie zbyt słaby, by rozpychać się łokciami w dżungli życia. Frustracja.

Co zatem robi taki delikwent? Zaczyna szukać odpowiedzi na pytanie, o co tu chodzi? Odpowiedzi nie znajdzie nigdy, ale wrzucając setki książek związanych z filozofią, może zryć sobie mózg do tego stopnia, że postanowi w końcu przełamać własne słabości i odpłacić pięknym za nadobne, tym wszystkim, którzy w jego mniemaniu stanowią o matriksie na ziemi, tej ziemi. Pamiętam Kręconego jak tłukłem go w piaskownicy siedząc na nim okrakiem, darł się w niebo głosy, tylko po to, żeby później zrzucać nam z balkonu pieniądze ukradzione własnej matce. Potrzeba akceptacji jest cholernie mocna. Pamiętam Kurosza, jak wywalił mi z nogi w twarz zamieniając nos w pędzel, upadek w ognisko, gdzie tak zwane „katiusze” (podpalało się torebki foliowe i płonące tworzywo kapało na różne rzeczy podpalając je) wtopiły mi się w dłoń do tego stopnia, że nie było widać, gdzie skóra a gdzie folia, pamiętam Ślinę, jak w przypływie rozpaczy zerwał się z ziemi i z wyskoku rąbnął Bułę w twarz tłukąc mu okulary, by za chwile leżeć skopany na trawniku. Kręconego, Konopki, Ołówka tam nie było. Siedzieli w domu, woleli umierać z tęsknoty za życiem niż podjąć walkę, bo wydawało im się, że tata taryfiarz (dla młodszych: taryfiarz i badylarz za komuny, to była elita finansowa) zawsze zarobi potrzebną kasę a mama utuli do snu i poda ciepłe śniadanie.

Wystarczy spojrzeć na posturę Kajetana, aby określić jego podstawowy problem. Ten człowiek tak silnie uwierzył w swoją słabość, spowodowaną wychowaniem pod kloszem, że postanowił udowodnić sobie i innym, że jest…twardy. Dlaczego zatem nie zaszlachtował komandosa z Bielska? Odpowiedź jest chyba jasna? Z powodu własnej inteligencji, która podpowiada, że wrażenia, umiejętności, dokonania, trzeba stopniować. Poza tym z komandosem, nie miałby raczej szans, obserwując jego radosną twórczość już po zabójstwie. Dlaczego w Hitlerjugend małym dzieciom kazano wyrywać języki kotom, łamać łapy kombinerkami psom, rzucać szczurami o ściany? Bo zabicie człowieka, to nie jest prosta sprawa, nawet najwięksi twardziele przy pierwszej przeprowadzanej egzekucji, każą najczęściej odwrócić się ofierze plecami (stąd wszelkie podręczniki o zachowaniu w czasie takich sytuacji mówią o tym, żeby się nie odwracać, a jeśli już, to wykonywać polecenia, ale patrzeć przez ramię na potencjalnego oprawcę). Z czasem człowiek obojętnieje na bodźce i tak na przykład cynglom z AK, często zamroczonym wódką, było wszystko jedno po sześćdziesiątym razie, kogo rozwalają. Był wyrok? Był. Tu jest tak samo jak z każdym nałogiem, bo wszystko czym żyjemy, co robimy, jak myślimy i zachowujemy się, jest podporządkowane dwóm prymitywnym dążeniom. Pierwsze to przetrwanie gatunku (stąd na przykład w sytuacji zagrożenia życia, facet najczęściej ratuje najpierw swoja kobietę a nie dzieci – to nie ma nic wspólnego z tak zwaną miłością, chodzi o przetrwanie „obiektu” umożliwiającego powielenie genów – reszta to dorabianie ideologii). Identycznie jest z seksem, jedzeniem, ćpaniem itp. Drugi to przekazanie genów.  Nie bez kozery od zawsze powtarzało się, że dla własnego dobra, człowiek musi dawkować sobie doznania, by starczyły mu one na cały czas pobytu na ziemi, tej ziemi. Dlaczego dwudziestoletnie prostytutki są zniszczone psychicznie i często niezdolne do odczuwania satysfakcji z życia intymnego? Bo osiągnęły, doznały, zobaczyły w tej sferze już wszystko. Potrzeba ciągle silniejszych impulsów a tych zwyczajnie już nie ma, bo przecież nawet sadyzm jest już nudny. Uważać trzeba szczególnie w sferach kluczowych dla życia, bo pracę, jeśli się znudzi można zmienić, ale uczuć, seksu, łaknienia, adrenaliny nie da się zwiększać w nieskończoność, a dotarcie do ściany powoduje zejście, najczęściej jako skutek samobójstwa (Boże! Człowiek rakieta był! Biegał maratony, skakał ze spadochronem, latał motolotnią a się odpalił) lub w efekcie wypadku na skutek własnej działalności. Nie ma w tym nic złego, bo jak już ustaliliśmy dawno, tak zwane życie, poza rozmnażaniem, nie ma żadnego WYŻSZEGO sensu z punktu widzenia biologii jednostki, czyli czegoś, co między innymi decyduje o naszym samopoczuciu.

Kajetan zwyczajnie, tak długo dławił swoją nienawiść do siebie spowodowaną poczuciem słabości w TEJ akurat sferze, że postanowił działać. Nie wierzę w to, że ta nieszczęsna dziewczyna, była jego pierwszą ofiarą w sensie istnienia. Na pewno był tam i kot i pies i może inne, większe zwierzęta. Oddzielenie głowy od tułowia, to nie jest prosta sprawa, proszę mi wierzyć (wystarczy popatrzeć na to co robi ISIS), a tacy cukierkowi chłopcy, to nie są rzeźnicy z wykształcenia. To był początek, podejrzewam, że dalej celem Kajetana mieli się stać właśnie ci, którzy stanowili o jego kiepskim poczuciu wartości w tej akurat dziedzinie, czyli…silni fizycznie i psychicznie ludzie. Wyjazd do Afryki miał być kolejnym etapem, później Legia Cudzoziemska (podejrzewam, że nie przeszedłby nawet eliminacji, ale ludzkie marzenia, to tak silne impulsy, że potrafią do końca zabić racjonalizm). Dziś Kajetan mówi, że chciał udowodnić sobie i światu, że zabicie człowieka niczym się nie różni od zabicia komara, psa, czy muchy a to wywołuje z kolei bulwers u tak zwanej ulicy. Czemu? Bo ta cholerna ulica nadała sobie, jako skutek pieprzenie o rasie wybranej, bogach, wyjątkowości, prawo rozdawania kart na ziemi, tej ziemi i zwyczajnie, prymitywnie odcina od tego kupony. Ten świat jest chory w podstawach, bo już sam fakt, zabijania siebie nawzajem (wegi też są w czarnej doopie, bo rośliny również prymitywnie komunikują się, ostrzegając przez niebezpieczeństwem i chcą żyć). Dla mnie wegetarianizm, jeśli nie jest podyktowany względami zdrowotnymi, jest najwyższej klasy hipokryzją, bo kto dał nam prawo, do decydowania, czy stopniowania ważności tego co nas otacza!? Czemu śmierć dziecka wywołuje większe wrażenie niż śmierć dorosłego, czemu śmierć świni w rzeźni nie rusza prawie nikogo, czemu zerwanie kwiatka na łące i obserwacja jak powoli umiera we flakonie, nie wywołuje dysonansu?! To proste – bo tak prymitywnie zostaliśmy zaprogramowani. Gdybyśmy uzyskali pełną świadomość, to skończyłoby się to zbiorowym samobójstwem, a widać albo przez przypadek, albo z innego powodu musimy żyć. Może natura nas potrzebuje, a może tak się złożyło, a może jesteśmy hodowani? Jakie to ma znaczenie, skoro nasza percepcja tego co nas otacza jest na poziomie zrozumienia praw ekonomii przez trzyletnie dziecko?

Myślę, że w rozwoju Kajetana zabrakło jednego sprzężenia, a mianowicie chodzi o to,że postanowił on decydować za innych a nie tylko za siebie. Gdzieś nastąpił błąd, coś przeoczył, coś ominął, coś źle zinterpretował. Co będzie dalej? Breivik bis, obaj to bardzo inteligentni ludzie, więc myślę, że swoją filozofię działania mają mocno przemyślaną. Dostanie pewnie 25 lat albo dożywocie, bardziej na zasadzie ugaszenia strachu gawiedzi niż rzeczywistych przesłanek prawnych (żeby nie było wątpliwości – w przypadkach oczywistych, jestem zwolennikiem czapy – wzajemność bowiem, to wspaniała rzecz, jedna z lepszych na ziemi, tej ziemi). Później dostanie dziesiątki listów od zakochanych w nim kobiet, którym psychopatyczne geny Kajetana nie pozwolą spać po nocach, podobnie jak tym, które oświadczały się Trynkiewiczowi, Breivikowi czy Tedowi Bundy. Nic się nie zmieni na ziemi, tej ziemi z tego powodu, może poza tym, że wkrótce większość z nas stanie się zwyczajnie zbędna z powodu prac, które prowadzi między innymi Boston Dynamics. Już wiesz, czemu ten wyścig za kasą i władzą? Będąc na TOPie masz szanse przekazać geny, przetrwać choć częściowo. Po co – zapytasz? Właśnie po to, bo tak zostałeś zaprogramowany.

Miłego dnia życzę i polecam skupienie się na drobiazgach, fiszbin lodu na gałązce drzewa, słońce przebijające się przez las, ślimak idący po ulicy (jest taki fajny fanpage, gdy widzę ślimaka na jezdni, to przenoszę go na drugą stronę) 🙂 itp. Tylko w ten sposób można przetrwać. 😉 (Tylko po co?) 😀

PS1: Te kroczące maszyny, byłyby nieocenione jako kapo w obozach koncentracyjnych. Hitlera zrobili słupem o 60 lat za wcześnie.

PS2: Czy te roboty, stworzone przez człowieka, mają świadomość tego co je otacza? Czy jesteś pewien, że jako coś zwanego „człowiekiem” masz wszystkie zmysły aktywne?