Lonnie Waters.

„Lonnie Waters? Od czego, na Boga, jest internet. Gdy nie znam jakiegoś nazwiska, to je wystukuję. To taka modelka od softcore o urodzie głupiej blondynki, ale ma wszystko na swoim miejscu, a do głupich blondynek od zawsze miałem słabość. Ponura sprawa z tą piosenkarką. Nie umiem takich rzeczy słuchać, i to nawet gdy dotyczą ludzi na szczycie, którzy mieli opiekę i nigdy nie groziło im tułanie się po śmietnikach, np. Ronald Reagan. Rozmawiałem na ten temat wczoraj z młodszym o 20 lat kolegą. On miał zaraz po stanie wojennym jakąś dziewczynę, jak twierdzi: największą miłość jego życia, ale ona miała wbudowany jakiś układ autodestrukcyjny w sobie. Wydał na nią do grosza wszystko, co zarobił w Niemczech w trakcie stanu wojennego, kupił jej samochód, zapewnił mieszkanie etc., a ona i tak poszła sobie w siną dal i teraz podobno żeruje w łachmanach na jakichś śmietnikach, śpi pod mostem i tak dalej. Ja miałem ten problem z Tomkiem, tyle że on się nie staczał fizycznie i był do końca dobrze ustawionym i dobrze zarabiającym, umytym i zadbanym facetem, nawet zlecone prace zakończył przed samobójstwem i zostawił uporządkowane, ale od środka działo się to samo. Co do Lonnie Waters to kobiety, widać, tak już muszą. Od kiedy sięgnę pamięcią, to zawsze gdy powiedziałem, że podoba mi się jakaś dziewczyna, dowiadywałem się, że wygląda jak kurwa i wieje od niej prymitywizmem i wulgarnością. Co do prymitywizmu, to ona przecież nie staje do konkursu na wykładowcę MIT, a zresztą teorie fizjonomiczne, takie jak słynna teoria Lombrosa, należą już do przeszłości – nie znam naprawdę biografii tej panienki, bo nawet jeśli bym ją w internecie znalazł, to na pewno jest fałszywa, ale pozory czasami mylą i mogłoby się okazać coś wręcz przeciwnego, np. że ma doktorat z historii sztuki lub egiptologii. „

Zdzisław Beksiński