Spędzanie świąt.

„Świąt nigdy nie znosiłem poza dzieciństwem, gdy liczyłem na prezenty, a jakież prezenty mogłyby dziś mieć dla mnie ten sam wymiar niedostępności jak prezenty pod choinką w dzieciństwie ? Studio komputerowe za 5 milionów dolarów? Prywatny helikopter z załogą na każde życzenie? Nie mam takich potrzeb, a na te skromne, jakie posiadam, umiem sobie zarobić. Mogę tylko powiedzieć, że jeszcze bardziej nie lubiłem Świąt wtedy, gdy miałem je z kim spędzać, bo trzeba je było właśnie „spędzać”, na dodatek inaczej się odżywiać, jeść jakieś cholerne makowce, ubierać się w sposób niewygodny, chodzić na wizyty do rodziny, która z okazji świąt upodabniała się ubiorem do rodziny Adamsów i czekać, by ten świąteczny koszmar nareszcie się skończył. Dziś w każde święta przynajmniej wiem, że czas należy do mnie i od rana ubieram się w brudne sandały, wyplamione szorty i takiż podkoszulek i zabieram się do malowania. Nie muszę zmieniać stylu jedzenia, ani nawet się golić. Nie oznacza to jednak, że Święta polubiłem, bo w Święta ilość potencjalnych możliwości jest jednak ograniczana przez tradycję: sklepy są zamknięte. Po technika komputerowego nie można zadzwonić. Nawet dalsze roboty u mnie przełożyliśmy na styczeń, aż przewalą się Święta. Może też przyturlać się znienacka jakaś kuzynka, która, podobnie jak ja, jeszcze dożyła, i z dobrego serca przytargać w koszyku samotnemu starcowi jakieś świąteczne paskudztwa do jedzenia. Trudno udawać, że nie ma mnie w domu, bo zawiadomi pogotowie i straż pożarną z drabiną. To koszmarny okres, ale obecnie, po utracie całej rodziny, przechodzę go jakoś gładziej niż dawniej.”