Pieniądze.

„Mój syn wyznawał ideę, że ta forsa, którą trzyma w kieszeni, to jego forsa, a wszystko inne to abstrakcja. Ta idea niewiele różni się od moich poglądów. Gdy coś zarobię, to i tak zaraz wydaję na coś, co wcale nie jest mi potrzebne. Zarówno stan posiadania, jak i ubóstwa, przerabiałem na własnej skórze wielokrotnie. Zapewne przez całe życie usiłuję sprostać pewnej idei z mego wczesnego dzieciństwa, gdy myślałem, że całe zasoby finansowe mego ojca znajdują się w jego niezgłębionej – jak mi się wydawało – portmonetce. Co miesiąc dostawałem jakąś tam groszową sumę, którą wydawałem na naboje do straszaka i wiatrówki (byłem dziecięciem o potrzebach militarystycznych, poza tym trzeźwo oceniałem, że lody i tak zafunduje mi jakaś ciocia), oraz raz w roku całe 5 zł za dobre świadectwo. Gdy raz zapytałem ojca, ile pieniędzy posiada w pularesie, odpowiedział, że nie wie. Stało się to moim cichym marzeniem: nie wiedzieć, ile się ma forsy. Świadomość tego, że ojciec nabyć może sobie – o ile zapragnie – tak nieprawdopodobną ilość naboi do straszaka, że cała rodzina ogłuchnie od kanonady, była wręcz upajająca. Nie zostawszy Billem Gatesem, staram się wszelako zachowywać z pozoru luzacki stosunek do strony finansowej: forsa jest w kieszeni. „Nie wiem”, ile jej posiadam, ale gdy zaczyna jej brakować, to dopiero wtedy zaczynam się martwić i usiłuję jakoś skołować kasę, po czym znowu następuje Eldorado.”

Zdzisław Beksiński