Dyplomy i medale.

„Wcale mnie Pani nie poirytowała, lecz maksymalnie wypłoszyła opisaną sytuacją. Wołałbym znaleźć się w Afganistanie pod obstrzałem niż na takim, i nie tylko takim, przyjęciu. Wyobrażam sobie ilość kłamliwych wykrętów (jak mawiał Witkacy), których musiałbym użyć, gdybym został na coś takiego zaproszony, Nie wiem, z czego to wynika, może z braku wytworzenia stosownych stereotypów zachowania, czyli odruchów warunkowych (pół życia w Sanoku i drugie pól z dwiema chorymi staruszkami, którymi musieliśmy się non stop opiekować – w obu tych wypadkach nie było szans na życie towarzyskie), ale w tej chwili doszło już do tego, że nie można mi zrobić większej krzywdy, niż zapraszając mnie na kolację – przepraszam, można, zapraszając mnie na obiad. Nie trawię nawet zaproszeń tego typu, bym wpadł po południu. NIE-NA-WI-DZĘ być zapraszanym, a już zaproszenie na jakiś kulig, pogoń za lisem czy inne takie, jest dla mnie gorsze od konieczności poddania się operacji bez znieczulenia. Podziwiam Pani odporność, ale to chyba nie odporność, lecz jest Pani do czegoś takiego przyzwyczajona. Ja, gdy musiałem przed dwoma miesiącami odwiedzić bliskiego kumpla, który przeniósł się z Krakowa i któremu pożyczałem forsę na kupno mieszkania w Warszawie, byłem przez trzy dni przedtem dosłownie ciężko chory, nie mogłem pracować i tylko myślałem o tym, kiedy nareszcie będę to mieć za sobą. A przecież miał być tam tylko on i jego żona, oboje doskonale od lat trzydziestu znam. To kwestia odruchów psa Pawłowa, ale nie chce mi się tego pod koniec życia na siłę zmieniać. Pewnie to nawet niewykonalne. Mąż kuzynki hodował psy obronne, czyli rottweilery nie przekręciłem? (Bo nie znam się na psach). Złota medalistka, która rodziła te psy, na widok królika wpadła raz w panikę, a potem przez długi okres nie mogła opanować drżenia i odruchów histerii. Po prostu królik nie występował w jej świadomości, jako istota niegroźna. My nie różnimy się niczym od rottweilerów i to wszystko. Na marginesie: oczywiście, że ludzie nie są inni dlatego, że są bogaci lub w jakiś sposób społecznie wyróżnieni, i nie musi mnie Pani o tym przekonywać. W końcu sam jadę na tym wózku i bywam czasami traktowany towarzysko, jakbym był kimś innym niż sąsiad z drugiego piętra. Jednym słowem; taki jestem, jeśli idzie o przyjęte stereotypy życia towarzyskiego, i pod koniec żywota ani myślę się na siłę zmieniać. Wolę się wykręcać, tak jak ostatnio od osobistego odebrania jakiegoś honorowego dyplomu z macierzystej uczelni, lub od wernisaży, jakiekolwiek by one były i gdziekolwiek by się odbywały – najbliższy jutro w Poznaniu. „