Barter.

„Co do barteru, to zawsze u ludzi mamy do czynienia z nieuświadomioną sytuacją handlową: ty mnie to, ja tobie tamto i liczy się zawartość „portfela” obu stron, ale mnie (podkreślam: mnie!!! – bo nie jestem Luter i nie stawiam TEZY) ten zakres handlu i na tym obszarze ludzkiej aktywności zdecydowanie nie odpowiada. Bez trudu znaleźć go mogę w każdej lepszej agencji towarzyskiej, a nawet na trasie pod lasem. Ja chciałbym (jeśli już koniecznie musimy korespondować na te tematy z pism dla kobiet) budzić u partnerki taką samą emocję, jaką ja sam odczuwam, a tego nie da się skłamać, nawet w wypadku „biernej” fizjologii kobiety. No, chyba że jest ona gerontofilką, którą w dzieciństwie dmuchali tatuś, wujkowie i dziadzio, co doprowadziło u niej do tzw. skrzywienia stereotypów dynamicznych. Wbrew opowieściom, jest raczej niewielka liczba takich osób, natomiast ogromna liczba 18-20 letnich panienek z prowincji, które przyjechały do Warszawy po karierę w przekonaniu, że dobry Bóg w swym nieskończonym miłosierdziu wyposażył je na kilka lat w kartę kredytową pod spódnicą, której głupotą byłoby nie wykorzystać, zanim upłynie termin jej ważności. Zazwyczaj są to osoby nierozbudzone emocjonalnie i traktujące te sprawy instrumentalnie, jako stopnie do kariery. No cóż. Poznałem kilka takich osób i byłem im zawsze życzliwy – jako iż z reguły życzę ludziom dobrze, niemniej jednak akurat nie o tym marzył zgrzybiały dr Faust.”

Zdzisław Beksiński