Ciężki żywot empatycznego człowieka.

Jako osoba ponad przeciętnie wrażliwa i empatyczna, jesteś z automatu nastawiony na bycie wykorzystywanym przez osobniki o naturze psychopatycznej, bądź z uszkodzoną osobowością. Czemu tak się dzieje? Otóż przeciętny człowiek w sytuacji, kiedy zauważa oznaki nieprawidłowości w funkcjonowaniu relacji, reaguje jej wygaszeniem, bądź ochłodzeniem i jako taki staje się dla wampira energetycznego nieprzydatny. Co innego caregiver, tu można jechać do oporu jak po burym ośle, a pomocne są w tym liczne techniki manipulacyjne, które stosowane są najczęściej podświadomie, to znaczy, że człowiek trzymający caregivera na sznurku nie robi tego z premedytacją, tylko jako skutek własnego zaprogramowania, które często po świadomym przeanalizowaniu przez niego samego motorów własnego postępowania, staje się źródłem depresji, wycofania a w skrajnej sytuacji nawet samobójstwa takiego człowieka. Piszę to, dlatego, żebyś, jako ofiara takiego człowieka nie rozpatrywał tego wszystkiego w kontekście zemsty, żalu, poczucia bycia wykorzystanym, bo to nie ma sensu. Dlaczego? Ano dlatego, że równie dobrze mógłbyś mieć pretensje do lwa, że pożarł w afrykańskim buszu antylopę. 😉 Pamiętaj, że Ty również w pewnym sensie masz uszkodzony układ limbiczny, tylko po przeciwległym wahadle (dobro – zło), gdyby było inaczej nigdy nie dałbyś się podejść, a tym bardziej wykorzystać. Pół biedy, jeśli zostałeś wydymany emocjonalnie, gorzej jak również finansowo a co gorsza zdrowotnie. Cóż? Następnym razem będziesz mądrzejszy, prawda?

Prawda! 😉

Zacznijmy od początku. Jak to się dzieje, że będąc ze wszech miar poukładanym życiowo człowiekiem, wpadasz w toksyczne relacje i pozwalasz sobą manipulować ludziom, którzy często ani poziomem inteligencji, ogłady, ani nawet rozumienia rzeczywistości nie dorastają Ci do pięt (patrz słynny Kalibabka i dyrektorka Muzeum Narodowego)? Czujesz intelektualnie, że relacja, układ, związek kosztuje cię wiele i na pewno nie jest zbudowany na normalnych fundamentach, ale mimo to tkwisz w nim, racjonalizując sobie cierpienie, poprzez wyższe uczucia zwane miłością. Czy znasz termin Syndrom Sztokholmski? Na pewno, ale to tylko jeden z elementów, bo wszystko zaczyna się dużo, dużo, wcześniej niż Ci się wydaje. W życiu kieruje nami z grubsza rzecz biorąc świadomość i podświadomość. Ta druga jest dużo silniejsza tak u kobiet jak i u mężczyzn, bo to ona tak naprawdę decyduje o przetrwaniu gatunku – racjonalnie rzecz biorąc życie z punktu widzenia jednostki nie ma sensu i gdybyś odrzucił ten wewnętrzny głos, nakazujący iść dalej, to pewnie jutro wyłączyłbyś sobie światło, nie mówić już o kopiowaniu samego siebie i przekazywaniu świadomego cierpienia dalej. 😉 Tak – nie oszukujmy się. W życiu piękne są tylko chwile i da się zrobić tak, aby było ich dużo, nawet bardzo dużo, ale wymaga to walki ze sobą, świadomości, tonięcia w bagnie, zaciskania sobie pętli na szyi – wszystko, co najpiękniejsze rodzi się w bólu na gównie. 😉 Idąc, zatem dalej, ludzie uszkodzeni w sposób psychopatyczny, czyli z ograniczonym, bądź zniesionym odczuwaniem drugiego człowieka, bardzo często dysponują niespotykaną aurą sprzęgniętą z wyglądem zewnętrznym. Są to ich pierwszoplanowe cechy umożliwiające przekazanie własnych genów, bo poza tym ich poziom inteligencji, szczególnie emocjonalnej, zasoby wiedzy (często wąskiej lub encyklopedycznej) są na tak niskim poziomie, że gdyby nie aura, to nie spędziłbyś z nimi ani sekundy swojego życia! Zastanów się na zimno, co tak naprawdę ciągnęło Cię ostatnio do Twojego psychofaga? 😉 Kobiety pewnie powiedzą, że nie potrafią tego opisać, ale widzą to, jako rodzaj niesamowitego magnesu, panowie wymienią fizyczność i nieprzeciętny seks. Cóż? Z punktu widzenia natury liczy się wyłącznie szybkie rozmnażanie i w dodatku mało myślącego materiału genetycznego służącego, jako paliwo dla gatunku. Ludzie o inteligencji Hawkinga (i jego powierzchowności), są z punktu widzenia natury mało pożądani, a wręcz szkodliwi, bo przyczyniają się do wzrostu świadomości stada. Stąd wielu metro seksualnych mężczyzn i pięknych kobiet przywiązuje wręcz nieprawdopodobną uwagę do własnego wyglądu, słusznie licząc na to, że jest to klucz do poczucia spełnienia, jako kółko w maszynie ewolucji. Powiem więcej, większość z nas nie ma wpływu na geny, więc ta cała reszta, która nie może skupić się wyłącznie na powierzchowności, zaczyna zauważać mocniej niż pozostali tak zwaną niesprawiedliwość świata i krzywdę, a to już jest bezpośredni katalizator powstania osobowości typu caregiver albo na drugim biegunie oprawcy. Tak moi drodzy! Altruizm na ziemi, tej ziemi nie istnieje, a jest jedynie pochodną czegoś, co ja nazywam siłą, a ludzie słabością. Czemu tak jest? To proste. To, co człowiek wyposażony w pożądane geny dostaje od świata za darmo, przysłowiowy freak musi wyszarpać niemal zębami, albo zginać. Tu nie ma litości…

W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku pewien psycholog, Robert Jay Lifton badał żołnierzy powracających z Wojny Koreańskiej, a także licznych jeńców, którzy przeszli przez chińskie obozy pracy, jako skutek pojmania ich w czasie działań wojennych. Po licznych analizach doszedł do wniosku, że ludzi ci przeszli przez wielostopniowy proces zmiany ich osobowości, zaczynający się zawsze atakami na ich poczucie własnej wartości, a w rezultacie zmianę postrzegania rzeczywistości u takich ludzi, przypominającą zmianę wierzenia czy percepcji rzeczywistości. Pan Lifton zdefiniował sześć kroków, które prowadziły w finale do ciężkich zmian w układzie limbicznym ludzi, którzy ich doświadczyli, a w rezultacie do depresji, załamania, poczucia niższości, wyobcowania, odtrącenia itp. Spróbujmy je po kolei omówić, odnosząc do sytuacji z życia, gdy mamy do czynienia z zawoalowanym układem typu kat-ofiara w normalnej relacji międzyludzkiej (niekoniecznie w związku, bo schemat jest identyczny przy toksycznej znajomości, czy nawet pracy).

1) Niszczenie poczucia własnego „ja”.

Mamy tu do czynienia z atakiem na osobowość ofiary w myśl zasady – „nie jesteś tym, kim myślisz, że jesteś”. Jest to proces bezlitosnych ataków na osobowość ofiary, z ciągłym podkopywaniem jej poczucia wartości. Oczywiście, jeśli jesteś świadomy i zauważysz ten fakt, oraz zwrócisz uwagę, że ktoś podkopuje Twoje poczucie wartości, natychmiast dostaniesz feedback, że to nieprawda i z Tobą jest coś nie tak! Po pewnym czasie takiego prania mózgu zaczniesz się poważnie zastanawiać, czy ten ktoś nie ma czasem racji, a Twoje poczucie wartości, sprawiedliwości, światopogląd nie jest czasem patologiczny? Przykłady takiego działania, to od bardzo ostrych stwierdzeń typu „jesteś palantem, egoistą, „przegrańcem” itp. poprzez „nie masz żadnych przyjaciół, wszyscy się od ciebie odwrócili”, „nie masz wystarczających zasobów”, „twoja pozycja zawodowa nie jest tak dobra jak ci się wydaje” itp. skończywszy na codziennych prztyczkach dezawuujących każde niemal Twoje działanie (nie ciesz się tak z tego biegania, bo i tak ci kolana padną). To jest proces długotrwały, ale jego skutki dla kogoś, kto się nie obudzi są tragiczne. Sytuację pogarsza syndrom gotowanej żaby, gdyż oprawca najczęściej dawkuje jad w sposób powolny, aby nie przestraszyć ofiary. Podobnie jest z żabą wrzuconą do wrzątku, która natychmiast wyskoczy, a włożona do zimnej wody i powoli podgrzewana ugotuje się. Najbardziej niebezpieczne są tego typu ataki realizowane przez porównanie, czyli np. masz fajny samochód, ale Czesiek ma lepszy, masz niezłą pracę, ale Krysia ma lepszą, jesteś w miarę inteligentny, ale spotkałam Zenka, który jest bardziej. Pamiętaj! W zdrowym związku, relacji, współpracy, druga strona ZAWSZE cię będzie motywować, a nie demotywować poprzez takie porównania! Owszem, czasem zdarzy się tak zwany Kick off, ale ma on miejsce raz na dziesięć, piętnaście motywujących akcji, a nie odwrotnie! Tego typu ataki są kontynuowane aż do skutku, czyli chwili, gdy poczujesz się zmieszany, wyczerpany, zdezorientowany, a są tym bardziej skuteczne im silniejsza jest fizyczna aura manipulanta, wzmocniona dodatkowo przez jego popularność wśród ludzi (ziemia, ta ziemia jest tak skonstruowana, że ludzie wolą towarzystwo przystojnego kretyna, lub pięknej zimnej, ale totalnie głupiej kobiety, niż kogoś przeciętnego, ale empatycznego, – jeśli twierdzisz, że jest inaczej to zwróć uwagę na to, kto jest promowany w mediach i dlaczego jest to Natalia Siwiec a nie Barańczak). To nic złego – jeszcze raz podkreślam. Taka jest natura ziemi, tej ziemi, a jedyne, co jest ważne to zdawać sobie z tego faktu sprawę – popularność tego typu osób opiera się wyłącznie na aurze).

2) Twoja wina (jesteś zły), – dlatego masz problem.

Kiedy już tkwisz w kryzysie osobowości psychofag przechodzi do kolejnego etapu drenowania Twojej osobowości, jest to proces, gdzie wszystko, co robisz jest złe albo niewystarczające. Przykłady to zwroty typu „chrapiesz, nie jesteś wystarczająco czuły, jesteś za wrażliwy, źle oddychasz, za dużo mrugasz oczami, masz złe gesty, nie składasz poprawnie ręczników, nigdy nie robisz tego, zawsze robisz tamto.” – generalnie, to wszystko jest źle! Takie ciągłe drobne uszczypliwości mają na celu wmówienie Ci, że nie jesteś wystarczająco doskonały. Oprawca w tej sytuacji piecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Pierwsza to taka, że jako człowiek czuły i empatyczny zaczynasz się bardziej starać, czując się źle z faktem, że sprawiasz komuś, na kim ci zależy przykrość, a drugi to dalszy spadek poczucia wartości. Po pewnym czasie zaczynasz wierzyć, ze jesteś naprawdę ułomności, a tylko dobroć i miłość kata powoduje, że nadal jest on w twoim kręgu. Im więcej się starasz, tym bardziej jesteś ignorowany i tym bardziej w oprawcy wzrasta patologiczne poczucie, że on ma rację, a ty jesteś nic nie wart. Ma to związek oczywiście z permanentnie niskim poczuciem wartości u takiego człowieka, który zdaje sobie sprawę, że jedynym jego atutem jest fizyczność, bądź zasoby, czy też władza, a nie to, co rzeczywiście się liczy w relacjach międzyludzkich. Te ciągłe zaczepki mają za zadanie przedstawić cię, jako złego człowieka i zmusić Cię do uwierzenia, że zasługujesz na bycie ukaranym i źle traktowanym. Czujesz poczucie wstydu, czujesz, że cokolwiek zrobisz i tak będzie to złe. Poniżenie i ataki zawstydzające mają za zadanie zniszczyć Twoją pewność siebie i spowodować, że będziesz się czuł źle sam ze sobą. Dzięki temu jesteś w stanie uległości. Wstyd jest formą paraliżu. Wywołanie poczucia wstydu nie tylko powoduje, że czujesz się źle, ono także powoduje, że wierzysz, że jesteś zły.

3) Zdrada samego siebie, wartości, – jako cena za aurę innego człowieka.

Kiedy proces dezorientowania cię i zakłócania postrzegania rzeczywistości jest już mocno zaawansowany, zaczyna się kolejny etap, gdzie niepostrzeżenie dla siebie samego, zaczynasz działać wbrew własnym interesom. Zapominasz o własnych potrzebach i wyborach, bojąc się naruszenia kruchej równowagi pasującej w relacji, bądź kolejnych ataków. W tym czasie możesz być izolowany od znajomych, bądź rodziny a także grup wsparcia (pamiętam jedną z kobiet, jak zmuszała mnie wręcz do rezygnacji z udziału na forum ojców, prezentując opinię, że tam czysta patologia przesiaduje). Na tym etapie często budzimy się zdając sobie sprawę, że poziom manipulacji sięgnął zenitu i odpuszczamy, co zawsze kończy się obwinieniem, że „nie walczymy”, „że się poddajemy” itp. Jest już bardzo ciężko się uwolnić, ze względu na więź emocjonalną, która jest tylko w jedną stronę na linii dawca-biorca. Manipulant nie zwiąże się emocjonalnie z caregiverem, bo bardzo mocno dywersyfikuje własne relacje i to w całym zakresie życia, począwszy od przelotnych znajomości, poprzez flirty, a skończywszy na uprawnianym z wieloma partnerami seksie. To pozwala mu zachować „trzeźwość” umysłu względem naszej osoby i dalsze bezproblemowe realizowanie podświadomego celu, jakim jest budowanie własnego poczucia wartości naszym kosztem. Na tym etapie zdradzasz sam siebie, twoje wierzenia, że lojalni dla ciebie ludzie opuścili Cię, powodują wzmożone uczucie wstydu, winy. Dzięki temu jeszcze łatwiej Cię kontrolować.

4) Punkt przełamania człowieczeństwa.

Zadajesz sobie coraz częściej pytania, kim właściwie jesteś i co powinieneś zrobić? W tym momencie proces destrukcji twojej osobowości w zasadzie jest zakończony a dezorientacja pogłębia się, gdy oprawca manipuluje emocjami poprzez dokręcani i odkręcanie śruby. Przykładowo, słyszysz non stop, że jesteś za gruba, po czym wieczorem przy kolacji dostajesz sygnał, zjedz sobie jeszcze kanapkę kochanie, albo za mało zarabiasz niezguło i raz na dziesięć takich stwierdzeń ciepło, przytulenie i tekst – poradzimy sobie kochanie. Ta technika z angielskiego nazywa się gaslighting (zapalanie i gaszenie latarni). Zaczynasz być karmiony wypaczonymi wersjami rzeczywistości i np. zaczynasz wierzyć, że rozwiązłość seksualna to norma, a ty jesteś zacofany, albo, że chęć spędzenia wieczoru z kimś pozornie bliskim to egoizm, bo on/ona woli go spędzić z przyjaciółmi. Oczywiście, jako typowy ceragiver tłumaczysz sobie wszystko na korzyść oprawcy, no bo to przecież dobry, tylko trudny człowiek. Ekstremalnie, np. zdradzone kobiety tłumaczą mężczyznę faktem, że były za słabe w łóżku itp. możesz czuć, że to Ty jesteś „ten walnięty” i/albo czuć się nerwowy, mieć depresję, traumę i inne emocjonalne, albo fizyczne symptomy, takie jak: nie możesz spać, paranoje, problemy z trawieniem.
Kwestionujesz swój osąd, percepcje i sens rzeczywistości. Oprawca mówi ci, że cię kocha albo daje dwuznaczne sygnały, że tak jest, ale mimo wszystko dalej traktuje cię okropnie. Ty wierzysz, że on kocha, że faktycznie musisz być paleniem, czy kretynką, że jesteś na niego ciągle zły. Jeżeli udało mu się odseparować Cię od wsparcia w postaci stabilnych emocjonalnie znajomych, to nie możesz już zweryfikować rzeczywistości, albo poszukać pomocy „na zewnątrz”. W tym momencie jesteś totalnie uzależniony od oprawcy. Dzięki temu skupiasz się tylko na tym, czego on/ona chce, pilnujesz, żeby jej/jemu było dobrze, starasz się o to, aby dostać nagrodę lub coś na zgodę w razie konfliktu i unikasz jak tylko możesz gniewu. Zapewnie czujesz się całkowicie samotny, alternatywnie, jeżeli masz jeszcze kontakt z rodziną lub przyjaciółmi, to boisz się po prostu, że Ci nie uwierzą, albo Cię wyśmieją.

5) Wyrozumiałość zwana aktem miłosierdzia.

Ten etap psychologowie nazywają tyranią małego miłosierdzia, cyklicznie będziesz otrzymywał okresy ciepła i serdeczności, podczas których będziesz miał wrażenie, że ta druga osoba jest zupełnie normalna. Wynika to z tego, że tresura spowodowała, iż każdy nawet najdrobniejszy przejaw ciepła wysunięty w Twoim kierunku przyjmujesz, jako dobrą monetę, a nawet brak wrogości czytasz, jako ulgę zamieniającą się w spełnienie, uwielbienia dla drugiej strony. Różnica pomiędzy jego/jej złym zachowaniem, a normalnym/dobrym jest tak wielka, że zwykły uczynek podgrzania zupy spowoduje, że będziesz widział ją, jako Matkę Teresę. Te rzadkie akty normalnego zachowania z jego/jej strony powodują, że koloryzujesz jej osobę. „To dzięki temu ją kocham, jest taka słodka”. To także powoduje, że cały czas żywisz się fałszywą nadzieją. „Jeżeli tylko mogłaby być taka cały czas, może kiedy będę próbował bardziej, to ona będzie zadowolona? .” Taka kobieta/mężczyzna może być zadowolony/a, tylko w jeden sposób, kiedy dalej, pozwalasz się krzywdzić, dopóki nie przyjmiesz miejsca domowej wycieraczki, tak jak on/ona tego chce.

6) Przymus uległości.

Na zasadzie, że jesteś kowalem własnego losu. Z czasem jesteś tak wdzięczny za krótkie okresy normalności, że dochodzisz do wniosku, że tylko zupełnie podporządkowując się masz szansę na krótkie chwile spełnienia i taplanie się w aurze drugiej osoby. Zgadzasz się z nią tylko po to, żeby powstrzymać ataki agresji, wściekłości i obarczania Cię winą. Tak na marginesie to właśnie, dlatego tortury nie działają przy wydobywaniu informacji od przesłuchiwanych. Ludzie powiedzą wszystko, byle tylko powstrzymać przemoc, łącznie z przyznaniem się do winy, której nie ma. Kiedy dojdziesz do tego etapu Twoja osobowość już się zmieniła i jesteś super czuły na jej/jego nastroje, żądania i życzenia.
Obarczony nieustająca winą i wstydem po prostu czujesz się źle.

Cel?

Kontrola i niszczenie, aż do stanu totalnego załamania ofiary. Wówczas następuje deprecjacja jej w oczach oprawcy, porzucenie w myśl zasady opisanej w Braciach Karamazow, „kiedy zdałem sobie sprawę, jakie świństwo mu wyrządziłem, natychmiast go znienawidziłem” – tu działa prymitywny mechanizm obronny, który broni ich osobowość przed rozpadem o ile nie mamy do czynienia ze 100% psychopatą, czyli kimś pozbawionym zupełnie empatii. Uwaga! Brak empatii może być ukierunkowany wyłącznie w stosunku np. do płci przeciwnej, jako skutek traum z dzieciństwa, a tymczasem osoba taka może być czołową aktywistką stowarzyszenia pomagającego pieskom czy kotkom. Nie dajmy się podejść pozorom i opakowaniu! Elegancki człowiek w garniturze może być skrajnie zły mimo uśmiechu na twarzy, a obszarpany bezdomny, że złością w wizerunku, dobrym, ciepłym człowiekiem.

Osoby czy grupy, które używają technik prania mózgu chcą przekonwertować swoich wyznawców, zmienić ich poglądy polityczne, albo zmusić ich do kupienia innej marki oranżady. Ostatecznym celem oprawcy jest rozkład Twojej osobowości, zastąpienie twoich wierzeń przez ich doktryny, dzięki temu staniesz się posłusznym wyznawcą, konsumentem, biorcą idei (np faszyzm). Kiedy dojdziesz do tego etapu, psychologiczne tortury ustępują, ponieważ zostałeś oddanym pomocnikiem. Inaczej niż profesjonalni terroryści, liderzy kultów/sekt, komendanci obozów dla internowanych, większość toksycznych kobiet czy mężczyzn, z zaburzeniem osobowości (BPD, NPD) nie zna końca i u nich proces prania mózgu nigdy się nie kończy. Oni nie wiedzą, czego chcą, wiedzą tylko podświadomie , że chcą kontrolować Cię po to, żeby czuły, panowanie nad Tobą. To właśnie, dlatego nigdy nie wychodzą poza szósty krok procesu prania mózgu i tak naprawdę „zakańczają” proces przed trzecim etapem („Odbudowa siebie”).

Dzięki temu, że zatrzymują Cię w etapie „Możliwość zbawienia” zostajesz zamknięty w wieczystym skakaniu przez hula-hop. Mówią ci, że jeśli zrobisz x, y, z, to w końcu będzie szczęśliwy, ty robisz x, y, z, a wtedy on/ona daje Ci nową listę żądań i życzeń (znów często nie wprost, tylko np przez sugestię), do spełnienia, albo po prostu mówi Ci, że nie zrobiłeś wszystkiego tak jak należy. Tkwisz w niekończącym się cyklu zadowalania ich bez możliwości na „zbawienie”. Bardzo często u kobiet/mężczyzn z zaburzeniami osobowości z grupy B (BPD, NPD, socjopatia, psychopatia) ich nastroje, wierzenia zmieniają się z dnia na dzień, w ekstremalnych przypadkach z minuty na minutę. Jeżeli zmienia się ich nastrój to zmieniają się także ich żądania. Jedyną doktryną, jaką się posługują jest „Ty jesteś zły i nie mówisz prawdy” i „Wszystko dotyczy mnie, moich uczuć i potrzeb”, i „musisz o mnie walczyć, musisz mnie zdobywać”, albo „musisz walczyć o nasz związek” (nieważne, że to ona jest tą osobą, która go zniszczyła). Często te twierdzenia nie są adresowane wprost, a czasem nawet ukrywane pod płaszczykiem własnej słabości, albo altruizmu, na zasadzie – to ja jestem zła/zły bo to tylko wzmacnia w caregiverze chęć ratowania takiej osoby. To trzyma cię w stanie destabilizacji, dalej doskwierają ci uczucia winy, wstydu, dezorientacji, tacy ludzie umieszczają cię w sytuacjach, w których nie możesz wygrać. Stopniowo zwiększają trudność i swoje oczekiwania – tak długo, aż im pozwolisz. Nigdy nie dochodzisz do etapu trzeciego, etapu nowej osobowości, która może przynieść ci jakąś ulgę. Ona/on utrzyma Cię w cyklu emocjonalnego terroru tak długo, aż nic z ciebie nie zostanie.

Na koniec jak sobie radzić. Sprawa jest bardzo poważna, bo są to niesamowicie okaleczające ludzi obrażenia, które mogą wręcz złamać życie. Rany fizyczne goja się szybko, psychika wymaga lat.

NAJLEPIEJ ZAMKNIJ TAKI UKŁAD BEZ WZGLĘDU NA KONSEKWENCJE JEŚLI TYLKO UŚWIADOMISZ SOBIE SWOJE POŁOŻENIE, jeśli jednak zamierzasz walczyć to:

1) Nie rezygnuj z grup wsparcia (najlepiej niezależne grupy dyskusyjne) – znajomi mogą nie mieć dystansu.
2) Przedstawiaj problem anonimowym ludziom w odpowiednich grupach i zbieraj opinie na temat reakcji. To pozwoli ci zbudować lepszy fundament dla własnych wartości.
3) Nie zgadza się nigdy na kompromisy uderzające w podstawy twojej osobowości, założenia i cele życiowe.
4) Prowadź dziennik i zapisuj swoje emocji i odczucia.
5) Napisz w punktach listę rzeczy, na które się nie godzisz i czytaj je, co dzień rano i wieczorem na głos.
6) Po wyjściu z relacji z taką osobą musisz odczekać zanim znów zbliżysz się do ludzi – jesteś tak złakniony ciepła i normalności, że na 90% znów wpadniesz w pułapkę. Minimum dwa lata, najlepiej żadnych bliższych relacji, ani nawet prób ich podejmowania. Czemu? Bo jeśli powtórzysz cykl dwa, trzy razy to już nigdy z tego nie wyjdziesz bez pomocy psychologa bądź psychiatry.

Pozdrawiam serdecznie
Wasz Artur

PS: Pisząc tekst jak zwykle korzystałem z psychcentral.com i felietonów dr. Tary Palmatier, amerykańskiej psycholog, pomagającej ludziom wychodzić z tego typu niszczących ich układów.