Texas Holdem.

Dziś będzie nieco o tańcu gwiazd, niczym walczących myśliwców z kosynierem na skrzydłach, błyskających ogniem z działek wprost nad Dover, w dodatku z poświatą zachodzącego słońca. Widowisko równie piękne, co niebezpieczne…

Mam taką zasadę, że nie ładuję się w żadne przelotne tematy w miejscu, gdzie pracuję. Czemu? Pomny doświadczeń kolegi wyrzuconego za sexual harassment, którego nie było (wiedzą to wszyscy) zrobiłem sobie takie założenie. Życie jednak bywa przewrotne 😉

Hermenegilda 😉 Fajna, ciepła blondyneczka na obcasach, przemiła, serdeczna – wtedy jeszcze nie kumałem co i jak, więc ślicznie robiłem za przyjaciółeczkę wypisując dziesiątki tekstów na GG, flirtując itp. Wiedziała, że mi się podoba, więc wypuszczała sobie co jakiś czas buziaczek w postaci zachęty do działania. Komu jak komu, ale mi dwa razy powtarzać nie trzeba 🙂 Jedna kawa, druga kawa, śmichy hihy, kino w ogóle nie wchodzi! WTF? No nic… Dalej ostro ćwiczę GG, misio pysio, a to kawka razem w biurze z zalotnym spojrzeniem, a to nowa focia na mostku w kurteczce różowej pode mnie na NK, a to wypytywania co i jak? 🙂 Cud, miód, malina, orzeszki. Oczywiście miałem sobie nie robić żadnych nadziei, ale jakbym słuchał tych wszystkich bajek od dziecka, to bym chyba do dziś był bezdzietnym starym kawalerem 😀

Zawsze jełop byłem (i nadal jestem) jeśli chodziło o tak zwany „drugi obieg” w korpo. Miałem totalnie wywalone na to, kto kogo, gdzie i w jakiej konfiguracji, zatem i tym razem wszystko za dobrą monetę, naiwność 10, no bo po jaką cholerę flirtować z facetem, którego ma się gdzieś? Podobno teraz to normalne ale, że ja z jakiejś innej gliny ulepiony, no to się dałem złapać 🙂

Tak czy owak po trzech miesiącach takich zabaw zacząłem się wkręcać do czasu, gdy panna zamiast przybyć na umówione spotkanie zniknęła na weekend bez śladu 🙂 Amba się na takie zjawisko mówiło w czasie, gdy byłem jeszcze piękny i młody. No nic. Może do mamy na wieś pojechała, wszak gdzieś aż pod Hajnówką mieszkała bidula, a tam i dojechać i wrócić ciężko. Weekend z bani, myślenie, kombinowanie, w głowie wizję typu stado Arabów robi to z nią na ołpen spejsie, no cóż? Nie jest łatwo dziś, jak się coś chce, to trza być cierpliwym. 😀

W poniedziałek witają mnie na NK piękne foty z Zakopanego, roześmiana blondyneczka i jeszcze kilka podobnych jej aniołów, myślę sobie dziewczę się pysznie bawiło z koleżankami, tym bardziej, że od rana szczebiotała do mnie na GG, jak to przeprasza i że się stęskniła. Nic, to myśle sobie, trudno. Lampki ostrzegawcze zero, człowiek ciemny jak baran po 14 latach z jedną kobietą 😉 Będzie dobrze 🙂

W środę dostaje kopa na NK ze znajomych oraz bana na GG. WTF? Było tak bossssko! 😉 Próbuję coś wyjaśnić przez telefon ale nie odbiera. No trudno… Skupiam się na pracy, nie ma wyjścia. Nadchodzi ukochany piątek, piątunio, piąteczek wpadam na chwilę do biura i w drzwiach zderzam się niemal z koleżanką, która z miejsca mnie pyta czy wybieram się jutro na ślub? Jaki ślub pytam przerzucając papiery? Ano Hermenegilda wychodzi za mąż. To ty nic nie wiesz? Hahahahahaha.

Dziś mam bekę ale wtedy oparłem się o futrynę . Okazało się, że przyszły mąż dziewczęcia był tak zwanym „mocnym typem” , z którym pogadać nie ma za bardzo o czym, a że Pani piękna i powabna, no to przecież należy jej się pełna atencja, czyż nie? 😉

Kilka lat później inna niewiasta (której jak to zwykle bywa, nigdy nie zauważyłem w tłumie), po ostrym alko dosiadła się do mnie i prócz wyznania uczuć, które zabiła w sobie, powiedziała mi o co kaman z Hermenegildą. Otóż jako, że na ówczesnym etapie byłem dla niej wzorem i faceta i korposzczura, a przy tym podobno piekielnie inteligentnym, to robiłem za hopę emocjonalną. Poruszyłem się tym wyznaniem i pociągnąłem temat pytając o sens takiego działania, no i usłyszałem, że ona czuła się bardzo źle wychodząc za mąż za kogoś, z kim nie miała platformy mentalnej ale „kochała go” tak mocno, że nic nie mogła z tym zrobić. Prócz tego podbijała sobie ego, bo reszta koleżanek wiedziała, że za nią latam, co dodawało i jej i Panu zajebistości, no bo skoro Artur za nią biega a ona wychodzi za Czesława, to ani chybi musi on być on prawdziwym herosem! 🙂

Pozdrowienia z mostu w Puławach. Uwielbiam patrzeć, gdy słońce odbija się w tych czerwonych filarach!

PS: Hermenegilda jest już po rozwodzie i właśnie niedawno zaprosiła mnie na kawę, gdy tylko będę w Wawie, podkreślając że nikt się tak o nią nigdy nie starał. Pięknie podziękowałem mimo, że nie straciła nic że swego powabu. Czuję mimo wszystko siakiś taki niesmak jak to mój syn mawia. 😉 Wiem. Lamus jestem, bo powinienem mieć wywalone i wszystko zabijać żartem 🙂