Dżungla drogowa.

Uwaga! Poniższy post oraz ludzie w nim przedstawieni są fikcją literacką i żyją wyłącznie w wyobraźni autora.

Dziś w ramach tego,  że świat jest piękny a ludzie z natury dobrzy,  klika grzechów drogowych 😉

Sporo jeżdżę samochodem, ostatnio podliczyłem, że w kołach mam jakieś 1,2 mln kilometrów. Oczywiście kierowca ciężarówki powie, że to nie robi na nim wrażenia, ale jednak to zupełnie inny rodzaj jazdy. Ciężarówki rzadko walczą w miastach. 😉 Muszę przyznać, że prowadzę dość nonszalancko, trzymając kierę jedną ręką, często piszę w czasie jazdy i to nawet całe felietony, jem, kilkanaście lat temu paliłem odpalając jednego od drugiego. Często podróżuje z szybkością powyżej 200km/h, czasem objeżdżam ronda driftem (jak mam humor i nikt nie widzi), nawet po kilka razy, potrafię wyprzedzić poboczem sznur przyspawanych do lewego pasa kierowników. Tyle moich grzechów, walczę z nimi i myślę,  że prowadzę coraz spokojniej i lepiej w myśl zasady be water. Zero kolizji i wypadków z mojej winy, aczkolwiek byłem trzy razy walony w doopę ujeżdżając dość szybkie auto. Za każdym razem panowie płacili po „pińćset” na ulicy, bez policji, a ja nawet nie robiłem tego zderzaka. Po 200tys mniej więcej zbuntowały się czujniki parkowania, no i to tyle. Trzymam się pewnych zasad, to znaczy :

1)Ruszam spod świateł, jak z katapulty starając się jak najszybciej opuścić skrzyżowanie, co przyczynia się do rozładowania korków.

2)Jeżdżę zawsze prawym pasem, używając lewego wyłącznie do wyprzedzania.

3)Gdy wyprzedzam i widzę zbliżający się szybciej pojazd, zjeżdżam na prawy tak szybko jak się da, nawet między ciężarówki.

4)Puszczam ludzi mających ewidentny problem z włączeniem się do ruchu.

5)Ułatwiam życie L-kom.

6)Potrafię przez radio powiedzieć koledze w ciężarówce, że może wyprzedać i zwalniam nieco ruch na lewym pasie.

7)Z reguły puszczam pieszych, wyjątek gdy znajduje się akurat ma lewym pasie, a na prawym widzę w lusterku inny samochód –  nie chce brać na siebie współudziału za śmierć lub kalectwo pieszego.

8)Nie jeżdżę po alkoholu.

9)Stosuje zasadę, jedz i pozwól jechać (wg mnie kluczowa).

A teraz trochę z obserwacji odddających zachowania na drogach licznych praworządnych kierowców, jeżdżących w ich mniemaniu w zgodzie z przepisami i bezpiecznie.

1)Lewy pas i jazda równoległa, to chyba największą zakala polskich dróg. Swego czasu brałem udział w szkoleniu, dotyczącym zachowania konsumentów w sklepach i był tam poruszany dość mocno problem kolejek i świętości miejsca w szeregu,  które to są podobno charakterystyczne dla naszej nacji. Z lewym pasem jest to samo,  ludzie wyprzedzani czują syndrom bycia wypchniętym z kolejki,  dlatego też bojąc się jechać szybciej, blokują wszystkich, którzy mogą i chcą. Mało tego zdarza się, że delikwent jadący lewym pasem, gdy zaczyna się go wyprzedzać prawym, nagle zaczyna przyspieszać, aby zablokować możliwość wyprzedzenia poprzez fakt,  że na prawym pasie w sporej odległości też coś jedzie, jeśli mu się uda i zblokuje nas, natychmiast zwalnia do poprzedniej prędkości, buzia w ciup, oczy w słup –  nie ma mnie! Place podatki i mam prawo do lewego pasa a miejsce w kolejce jest święte! Czasem jedyna opcja w przypadku maksymalnie upierdliwego typa (szczególnie z tak zwanym “wyjebanym” uśmieszkiem na twarzy) jest wyprzedzenie go poboczem a i to często nic nie daje, bo wówczas typ nagle odzyskuje werwę i zaczyna się pościg, który najczęściej kończy się powyżej 220km/h, bo kolo odpuszcza, nie mniej jednak trzeba się dalej mieć na baczności, bo można trafić np na korek na lewym pasie, spowodowany przez 6-8 maruderów przyspawanych do niego a wówczas mistrzu po kilku minutach nas dopadnie, mrugając długimi już z kilometra. Taki korek też często trzeba heblować, niestety wykorzystując luki między samochodami, co często paradoksalnie przyczynia się do jego rozładowania, gdyż cześć maruderów dostaje olśnienia i zjeżdża na prawo a inni bardziej zdecydowani przyspieszają. Zasada jest jedna. Jak najdalej od innych aut (albo szybciej,  albo wolniej)  bo nic tak nie wyczerpuje psychicznie, jak jazda w takiej kolumnie z szybkością 70-80km/h. Duże znaczenie ma tu marka samochodu jakim się poruszamy, bo w dżungli jaką jest polska droga liczy się moc silnika i oslepiajace światła minimum ksenonowe a najlepiej led ze zmywaczami reflektorów (zmycie powoduje rodzaj błysku). Recepta? Po prostu odpuścić syndrom kolejki i ułatwić przejazd jadącym szybciej, bez względu ha to, czy to Cayenne czy Fabia. Wszyscy będą happy 🙂

2)Ścigacze z ambicją i strachem, czyli np kolega w Audi A8 jedzie z poczuciem bycia królem szos, lewym pasem tak powiedzmy 150km/h wyprzedzając „plebs”, często zwalniając sztucznie by kogoś przyblokować, wykazując swą wyższość w postaci prestiżowej furmanki.. Wówczas pojawiam się powiedzmy ja w np w Hondzie Civic Type R. Zbliżam się powoli do gościa i zajmuje miejsce za jego zderzakiem, grzecznie czekając aż kolega zjeździe. Co robi Audi? Przyspiesza, próbując zgubić gówno, które mu się przyczepiło do dupy. Wiedza na temat możliwości samochodów u ludzi jest żenująca, więc kolega często nie wie, że oba nasze auta są w stanie pojechać w granicy 250km/h. Często jest tak,  że widząc światła przy ponad 200 km/h koleg odpuszcza, ale urażona duma pozostaje, wszak Type R kosztował 80tys a A8 280tys. Oczywiście dalej opcje są dwie, Pan zwalnia znów do 150km/h i zadowala się ustawianiem (w jego mniemaniu) leszczy lub próbuje nas ganiać udowadniając, że jest jednak szybszy, co może mu się udać,  jeśli np zblokuje nas maruder ma lewym pasie. Wówczas korzystając z pędu Audi nas wyprzedzi, tylko po to by zablokować lewy pas i jechać dalej 150km/h. Szybciej na dłuższą metę nie da rady, bo kierownik nie jest na to gotowy psychicznie. Przypominam,  że ja tylko chciałem spokojnie pomknąć dalej, jadąc stałe powiedzmy 170km/h czyli 20km/h szybciej niż rzeczone Audi. Solucja? Ciężka sprawa, bo jednak te 6 czy 8 garów robi robotę, nie mniej jednak zalecam ucieczkę, korzystając na przykład z ciężkiego trafficu. Jeśli zgubimy go z pola widzenia na 90% się odczepi. Jeśli nie to lepiej zjechać na parking przeczekać typa, bo ja wiem, że się wyrobię, ale ilość kolegów lądujących na moim tylnym zderzaku wskazuje, że trzeba popracować nad refleksem 😉

3)Ciężarówki zmieniające pas w ostatniej chwili –  któż z nas nie miał gwałtownego hamowania, bo kierownik zestawu z naczepa na autostradzie najpierw zaczął zmieniać pas a później zasygnalizował albo nie uwzględnił różnicy prędkości. Niestety,  tu obowiązuje zasada,  że duży może więcej,  więc rad nie mam. Przydają się dobre hamulce np Brembo, bo fabryczne po dwóch takich hamowaniach nadają się do wymiany (tarcze) albo przetoczenia, inaczej kiera bije aż miło 😉

4)Piesi wybiegający zza pojazdów. Klasyka,  przy czym miałem taki przypadek,  że pewien Pan wpadł z impetem na mój stojący (zdążyłem się zatrzymać) samochód i stłukł okulary. Na szczęście nic mi się nie stało a odpuścił dopiero wtedy, gdy inni kierowcy przekonali go,  że winy mojej nie ma,  bo samochód stał 😉 Takie tematy się wyczuwa po pewnym czasie intuicyjnie. 😉

5)Kapelusznicy, drogie Panie z nosami przy szybach, wszelkie pojazdy mające ewidentne problemy z utrzymaniem toru i prędkości jazdy. Sprawa znana,  z tym ze tu jest trochę jak z grą video. Wyczuwam intuicyjnie takie klimaty i objeżdżam z należytą ostrożnością i dostępem oraz pełnym szacunkiem 🙂

6)Nauczyciele, czyli Pan wyprzedza kolumnę pojazdów lewym pasem z szybkością o 2km/h większą niż kawalkada, po czym po zakończeniu manewru zjeżdża na prawy pas i natychmiast przyspieszający do 200km/h (tak naprawdę, to tyle ile trzeba,  żeby się nie dać wyprzedzić, chyba że mocy zabraknie)  😉

7)Wyścigi ciężarówek –  razu pewnego jadąc z Lublina do Wawy dogoniłem spory korek pojazdów wlokący się tak 70km/h. Grzecznie zająłem miejsce na końcu i czekam,  może zaczną wyprzedzać? Niestety, jedyne co widać to brak odstępów między pojazdami i skala korka, którego przyczyny nie widać. 😉  Zaczynam heblować z konsekwencją, wzbudzając lekkie zdenerwowanie (działają tu dwa mechanizmy –  kolejka oraz pies ogrodnika), czasem jakieś mruganie itp. Tak czy owak po jakimś czasie jestem na czele kolumny, która prowadzi ciężarówka z Biedronki. Włączam kierunek i zaczynam wyprzedzać pełen radości, że udręka się kończy 😉 gdy kierownik w traczku też wrzuca lewy kierunek i również zaczyna wyprzedzać, wyjeżdżając mi niemal w drzwi. Rzucam mięskiem, ale zaraz się opanowuję –  on ma gorzej,  jest większy, musiał itp więc grzecznie się chowam i widzę, że on również rezygnuje. WTF? Nic z przeciwka nie jedzie! Ponawiam manewr i… znów to samo! Aha. To już wiem skąd ten korek. Panowie mają bękę, bo przed nim jedzie jeszcze jedna Biedronka 🙂 Włączam radio i upewniam się, że wyją że śmiechu 🙂 Zbliżam się na metr do zderzaka, przerzucam automat na łopatki i bez kierunku katapultuję się tak,  że zanim kolega z Biedronki zareaguje jestem już z przodu 🙂 Drugi teraz próbuje coś zrobić ale jest już za późno 🙂 Ocieram pot, pogłaśniam radio i… nie ważne 🙂 Nie śmiali się już tylko zostałem wybluzgany łącznie z próbą ustawienia się na solówkę na najbliższym parkingu. Odpuszczam 🙂

No to chyba tyle na dziś 😉 Więcej grzechów nie pamiętam, proszę o pokutę i rozstrzelanie.
Szerokości!