11.Meandry.

Niebieskie światło baru na 14tym poziomie Blue Lullaby oświetlało jasną poświatą twarze trzech osób siedzących w małej, prywatnej loży w rogu sali. Jenny, Miki i Kent w końcu mogli bez przeszkód spotkać się w tym jakże popularnym w Kapali miejscu, ona jak zwykle odporna na skany kontrolera umysłów i ich dwa awatary ustawione na stanowiskach pracy, gwarantowały spokój i możliwość swobodnej rozmowy. Do stolika podjechał właśnie droid z drinkami, które ochoczo chwycili w dłonie. Kelner automat pobrał opłatę i oddalił się bezgłośnie w stronę migającego baru. Powietrze przeszywał dźwięk cichej muzyki nastrajającej do odpoczynku i relaksu. Poziomy dedykowane do tańca znajdowały się w innym miejscu i prawdę mówiąc Jenny zmęczona po całym tygodniu pracy miała nadzieję na dobrą zabawę.

Słuchaj Kent, kim Ty właściwie jesteś? – zapytała w końcu.

Dobre pytanie. Z Twojego ostatniego odczytu fraktala wynika, że ja w ogóle nie istnieję na tym poziomie, w którym się spotykamy, lub też jestem wytworem Architekta. Prawdę mówiąc frapuje mnie to równie mocno jak ciebie. – odparł Kent.

Ale co to za różnica? Przecież widzisz, czujesz, istniejesz, więc w czym problem? – zapytał Miki.

Może w tym, że kiepsko się czuję, jako wytwór czyjejś jaźni, nawet jeśli jest to Architekt? – Kent dotknął palcami końcówki nosa, zawsze tak robił, gdy się denerwował.

Chodźcie skoczymy do kaskady wizualizacji i pogramy w jakąś strzelankę! W trójkę to będzie fajna zabawa! – Miki wyraźnie obudził się.

Może innym razem. – powiedziała Jenny zerkając znacząco na Kenta.

Innym razem Miki, wybacz ale tak rzadko mamy okazję spokojnie porozmawiać i uporządkować, to co już wiemy, że lepiej to odłożyć. – potwierdził Kent.

OK, jak chcecie ale ja nie zamierzam się wyginać jak reszta tego towarzystwa na innych poziomach. Omówmy co mamy do omówienia i ja spadam. – Miki wyglądał na obrażonego.

Nie denerwuj się, spotkamy się innym razem. Sama z tobą rundkę w KJSa zrobię. – Jenny uśmiechnęła się łagodnie w stronę kolegi.

Serio? Ale się cieszę, a kiedy? Może jutro? – natychmiast podchwycił pomysł.

Jutro może nie, ale obiecuję, że umówię się z tobą w najbliższym czasie. OK? – zapytała Jenny.

Trzymam cię za słowo! – powiedział Miki kierując w jej stronę palec, w taki sposób, że jego dłoń ułożyła się w kształt miotacza laserowego.

Wracając do meritum, to zastanawiam się nad tym przekazem z Troglodami. Myślę, że to drzewo, pod którym medytowałem jest dość ważne. – powiedział Kent.

Za dużo tych informacji, zupełnie nie wiem, co jest istotne a co nie…? – dodała Jenny cicho.

Według danych jakie zdobyłem po ostatniej wizycie w księdze wszystkiego wynika, że nasza rzeczywistość jest jedną z nieskończonej liczby kontinuów czasowych, jakie replikują się od czasu czegoś, co starożytni nazwali wielkim wybuchem. Z matematycznego punktu widzenia wynika, że w każdym nanosekstansie następuje podział tego co istnieje i powstanie kolejnego wymiaru, który różni się od brata bliźniaka minimalną ilością parametrów. Wychodzi z tego, że istniejemy w tej chwili w ogromnej liczbie kopii z tym, że warunki wsadowe powodują, że nie jesteśmy w stanie się wzajemnie przeniknąć. Jedno jest pewne, Ziemi, skąd pochodzi Jenny już nie ma, a to do czego mamy dostęp to binarny zapis pewnych zdarzeń, zarejestrowany w określonym celu. Zakładam, że chodzi o formę ostrzeżenia. Z tego co się zorientowałem w wirówkach, to cywilizacja na Ziemi istniała setki tysięcy razy, a jej koniec był zawsze ten sam – masowe użycie broni nuklearnej. Po batalii świat ludzi wracał do epoki kamienia łupanego i wszystko zaczynało się od nowa. To trwało kilka milionów sekstansów, ale ostatecznie nastąpiło coś, co spowodowało, że Ziemia przestała istnieć. – Miki cedził niemal jednym tchem swe ostatnie odkrycia.

Zaraz, zaraz…to znaczy, że nie ma nawet kawałka tej planety w miejscu, gdzie powinna być? – zapytał Kent.

No…wychodzi na to, że nie. Słuchajcie, to wygląda tak jakby za ostatnim razem nastąpił rodzaj resetu, bo coś poszło nie tak i siła eksplozji na powierzchni była tak duża, że wytrąciła planetę z orbity powodując najpierw utratę atmosfery, później kolizję z księżycem a w ostateczności wchłonięcie przez gwiazdę, która nazywana jest w zapisach jako Słońce. Sprawdziłem też ten trop, ale w miejscu, gdzie powinna się ona znajdować jest tylko karzeł oraz ogromna czarna dziura. Możemy się domyślać, że za horyzontem zdarzeń jest właśnie coś, co projektuje ten binarny zapis, tego wszystkiego co się tam działo. Najgorsze jest to, że do końca nie wiemy, czy czasem w postaciach zapisanych w ośrodku projekcji nie są w nieskończoność implementowane byty duchowe? – kontynuował Miki.

To znaczy, że te byty są niejako uwięzione w tej projekcji? – zapytała Jenny.

Tego nie wiem. Fakt, że reagują wszystkimi zmysłami o niczym nie świadczy, bo równie dobrze może to być bardzo dokładna kopia danych obejmująca wszystkie możliwe warianty percepcji, coś jak doskonały cyfrowy zapis rzeczywistości. Nie może być żadnego szumu, coś zapisane cyfrowo albo się odtwarza albo nie. Nie ma innej opcji, że działa częściowo, czy tylko po kawałku. – dodał Miki.

Ale to z tego wniosek, że te byty, które spotkaliśmy w czasie teleportacji są w znacznie gorszej sytuacji niż my, bo nie mają żadnej możliwości wyboru. Są niejako wmontowane w swoje awatary, tak doskonałe, że nie są w stanie odróżnić realnego świata opartego na strukturze falowej, od tego co odbierają poprzez dość prymitywne zmysły. Wyobrażasz sobie Miki takie więzienie, gdzie bez końca musisz odbywać karę rodząc się i umierając non stop, bez szans na wolność, zmianę roli czy chociażby spokojny niebyt? – Kent znów podrapał się po nosie.

Niestety ale tak to wygląda. Myślę, że musimy się skupić na Tobie Kent, bo Jenny uzyskała dość ważne informacje odnośnie tego kim jesteś i jaka jest Twoja rola w tym wszystkim. Pamiętaj, że szukasz kogoś, kto jest splątany kwantowo, a kogo zagubiłeś dość dawno temu. – odparł Miki.

No i pamiętajcie o cyrografie Kenta! – Jenny przerwała wywód kolegi.

Jakim cyrografie? – zapytał Miki.

Nie wspominałeś mu? – Jenny spojrzała na Kenta.

Pominąłem ten fragment, bo jest dla mnie dość przerażający. – odparł Kent.

Według tego co zrozumiała Jenny wynikało, że jestem zawieszony w tym dziwnym świecie pełnym prymitywnych wojowników, jako skutek zobowiązania, które podjąłem w chwili, gdy rozdzielano mnie z moim splątaniem kwantowym. Zgodziłem się na śmierć i zawieszenie jako awatar, w zamian dostając szansę na próbę odnalezienia jej w kolejnym wcieleniu. Chyba mi się to nie udało, bo żyję obecnie tam wyłącznie jako wytwór myśli Architekta, który z kolei…Zaraz! Jenny! Przecież wynika z tego, że Architekt też jest zagubiony w Absolucie! – wrzasnął Kent.

Tak zrozumiałam! Mało tego, z przekazu wynika, że był dawno temu pilotem floty gwiezdnej Karpezjan, a ktoś, kogo chyba reprezentowałam w tym wymiarze ja, jego splątaniem kwantowym. – odparła Jenny.

Spokojnie, to zaczyna nabierać ciekawych barw! Możesz przypomnieć sobie więcej szczegółów? – powiedział Miki sącząc drinka.

Tak, otóż Architekt nazywał się Petrus i był splątany kwantowo z pewną kobietą żyjącą na Ziemi. Pamiętajmy, że Karpezjanie nosili w sobie czyste zło, a ziemianie czyste dobro. Kiedy ona go poznała zaczęła pokazywać mu jasną stronę mocy, niestety zanim zdążyła zmienić jego oblicze do końca, wybuchła wojna, Karpezjanie mieli dokonać inwazji ziemi i zniszczenia jej poprzez ogromne uderzenie reaktora mocy. Petrus podobno w ostatniej chwili rzucił się swoim myśliwcem w kierunku generatorów mocy Karpezjan i rozbił je powodując eksplozję i tym samym ratując Ziemię przed zagładą. W Absolut uderzyła nieprawdopodobna ilość energii, bo jak wiemy Karpezjanie byli niezdolni do odczuwania wyższych uczuć, a tymczasem owa kobieta zasiała w nim ziarenko dobra, które wykiełkowało na tyle mocno, że wolał umrzeć sam, niż zgładzić miejsce, które tak kochała i ją samą. – powiedziała Jenny.

Słuchaj a tam wydrukował się jakiś napis, którego nie mogliśmy odszyfrować! – dodała po chwili.

Jaki napis? – zapytał Miki.

Tu go mam, zobacz. – powiedział Kent pokazując Mikiemu awatar.

“Iterum videre morte sua superstites” – przeliterował Miki.

Zaraz spróbuję to rozszyfrować. – dodał po chwili.

Wyjął tablet i zalogował się zdalnie do terminala w laboratorium. Odciął zasoby od intranetu Rady Starszych i wrzucił ciąg znaków w kompilator. System pracował dość długo analizując kod, w tym czasie oczy wszystkich trojga przyjaciół wpatrzone w ekran urządzenia w napięciu czekały na rezultat. W końcu urządzenie mignęło w języku Nimbu generując napis:

“Widzę, którzy przeżyli śmierć.”

Co to może znaczyć? – zapytał Miki.

To chyba przekaz od Petrusa? Spróbuj zapisać to w systemie binarnym, dodaj Petrus na początku i wrzuć do interpretera treści. – powiedział Kent.

Oho, ktoś nam pomaga. – uśmiechnął się Miki

Mam! – wrzasnął po chwili.

“Przeżył własną śmierć, by cię zobaczyć” – odczytał wolno, jakby gasnąc.

Nie nie rozumiem… – dodał po chwili.

To może być ważne, zanotuj to w bazie danych. Myślę,że kiedy zgromadzimy odpowiednią liczbę informacji, to spróbujemy wrzucić je wszystkie do interpretera treści, a także załączyć kompilację logiczną, to wtedy może uda się to połączyć w jakąś całość? – Kent głośno myślał.

Masz rację, tak zrobię! Zbiór nam się powiększa, tylko kiedy to wpuścić do interpretera, wiesz że ilość energii jaką pobiera spowoduje blackout na Nimbu i będziemy mieli tylko jedną szansę, aby coś z tego wyciągnąć? Dalej pozostanie nam zawieszenie między wymiarami prawdziwej Rady Starszych i przejęcie droidów bojowych! – powiedział Miki.

Dlatego będziemy dalej zbierać informacje i doświadczenia. Mam przeczucie, że kiedy będzie ich wystarczająco dużo, będę o tym wiedział. – powiedział Kent lekko się uśmiechając.

Rozumiem. – odparł Miki.

Kent, wspominałeś, że chadzasz na wycieczki bez kombinezonów antygrawitacyjnych. Jesteś pewien, że to bezpieczne? – zapytała Jenny.

Tak, tylko pod warunkiem, że działa mój awatar. Wówczas system nie jest w stanie zidentyfikować mojej obecności na zewnątrz. – odpowiedział Kent.

A co ze mną? Gdybym chciała się z Tobą wybrać, aby zobaczyć np zachód dwóch słońc? – zapytała Jenny.

Miki, czy byłbyś w stanie postawić jej awatara? Nie jestem pewien czy zakłócenia pola grawitacyjnego bez kombinezonu nie wzbudzą alarmu systemu? – zapytał Kent.

Może być problem, bo wiesz, że nie mamy dostępu do jej umysłu! Co prawda Ty się tam dostałeś na 6 hercach, ale ten interfejs jest bezużyteczny dla maszyn! – powiedział Miki.

Wiesz co Jenny? Zaryzykujemy bez awatara! – powiedział Kent.

Jesteś nieodpowiedzialny! – warknął Miki.

Uspokój się. Wiem, czuję to, rozumiesz? – Kent uśmiechnął się do przyjaciela.

Zabierz mnie tam! Proszę! Nigdy nie widziałam na własne oczy zachodu naszych słońc a przez wizjer i kombinezon to nie to samo! – Jenny była bardzo podekscytowana.

Zachód już się zaczął, jeśli tam pójdziemy, to nici z zabawy. – Kent łypnął okiem na Jenny.

Idziemy Kent! Też mi porównanie! – odparła Jenny.

To ja spadam strzelić rundkę w KJSa. Bawcie się dobrze. – powiedział Miki żegnając się z przyjacielem w tradycyjny sposób, oraz lekko dotykając opuszkami palców dłoni Jenny.

Cześć Miki, baw się dobrze i pamiętaj, że jesteśmy umówieni na rundkę! – rzuciła Jenny na odchodne, ale kolega już jej nie słyszał znikając wraz z sykiem włazu do windy.

No to chodź! – powiedział Kent chwytając ją za rękę.

Przemieścili się do jego apartamentu, zostawili na najniższym poziomie droida i udali się do mikro siłowni energetycznej umieszczonej na poziomie zero blokhauzu, w którym mieszkał Kent. Na dole przy podłodze nagle pojawił się rodzaj drgającego awataru, tak małego, że trzeba było się niemal położyć, aby weń wejść. Z daleka nie było go widać, dopiero zbliżenie się pod odpowiednim kątem sprawiało, że wyłom przygotowany przez Kenta kilka dobrych sekstansów wstecz pojawił się przed ich oczyma.

Uważaj, ja idę pierwszy. Gdy zniknę, wchodzisz po mnie. – powiedział Kent znikając w drgającym gazie.

Jenny wsunęła się za nim i po chwili znaleźli się na zewnątrz, po stronie, gdzie nie istniały żadne zabudowania Nimbu poza fragmentem starego, nieczynnego reaktora mocy. Tylko czysta przestrzeń planety a w tle urzekające widowisko zachodu dwóch słońc spowodowało, że Jenny uśmiechnęła się lekko w czasie, gdy wiatr owiewał jej twarz lekkim, ciepłym powietrzem. Czuła się wspaniale do tego stopnia, ze chwyciła Kenta za rękę.

Dziś tylko to obejrzymy, a kiedyś zabiorę cię w góry, jeśli zechcesz! – powiedział Kent ściskając jej dłoń.

Pewnie, że chcę. – odparła Jenny.

To jest przepiękne! – dodała cicho powoli.

Stali oboje oparci o rozgrzaną konstrukcję blokhauzu, ani grawitacja ani atmosfera nie sprawiała im najmniejszych problemów, mimo braku kombinezonów.

Oszukują nas wszystkich. – pomyślała Jenny a jej drobne ciało przeszył dreszcz.

Tak. Już niedługo. – odparł Kent, lekko ją przytulając.

Oba słońca w pięknej scenerii, szybko znikały za horyzontem…