Hazardziści.

Mamy pogodne lato 1962 roku, Zygmunt Jaskólski jest właścicielem warsztatu elektrotechnicznego w niewielkiej miejscowości, położonej na Dolnym Śląsku, Wołowie. Na tle przeciętnego mieszkańca ówczesnej Polski powodzi mu się nadzwyczaj dobrze, ma własny dom, działkę, tępą ale dość atrakcyjną żonę. Niestety, brak środków obrotowych oraz wieczny marazm popycha go do planowania czegoś, co pozwoli mu raz na zawsze uwolnić się od brzemienia pracy i zostania rentierem. Miejscowość jest mała, wszyscy się znają, wobec tego trzeba działać ostrożnie. Zyga dochodzi do wniosku, że idealnym celem dającym szybki dostęp do zasobów jest lokalny bank NBP mieszczący się przy ulicy Sobieskiego 6. Nasz bohater zna zarówno warunki lokalne, czyli fakt że strop i podłoga w skarbcu są wzmocnione przez zabetonowane płyty stalowe, więc pozornie metoda na podkop albo spadochron odpada. Dane te ma stąd, że kiedy dochodzi do awarii zamka do skarbca jest on wzywany przez dyrektora oddziału jako lokalny spec od zabezpieczeń, pamiętamy że mamy lata 60te, gdzie szczytem techniki jest radziecki telewizor lampowy 😉 Dyrektor dostaje zgodę z MO a Zyga dezaktywuje wejście do skarbca jednocześnie zdając sobie sprawę z faktu jaka kasa tam leży na co dzień. Widok poukładanych w pryzmy banknotów śni mu się przez kilka tygodni… 😉

Wojtek Misiurski jest właścicielem taksówki marki Warszawa. Kto żył za komuny, ten wie, że zawód taryfiarza był jednym z najbardziej intratnych. Niestety Wojtas po pierwsze lubi sobie zagrać w pokera a dwa poznał fajną, młodą laskę, która ma potrzeby. Nie dziwi nic zatem, że potrzebuje forsy jak lodu, tym bardziej, że musi myśleć o wymianie starej, sypiącej się Warszawy na młodszy model, aby zachować zdolność zarobkowania. Szykuje furkę robiąc co mogąc prowokując raz po raz awantury ze swoją lubą, która zupełnie nie rozumie, po co on grzebie w tym silniku na pikniku zamiast słuchać The Beatles i patrzeć jej głęboko w oczy?

Tadek Karasiński ma 62 lata. Jest szanowanym obywatelem miasteczka, ma tę samą od lat żonę, zdradza ją od lat z tymi samymi kochankami. Ojciec trojga dzieci i właściciel kilku hektarów pod szkłem. Ktoś, kto nie zna terminu „badylarz” niech zerknie do Wikipedii. Podobnie jak w przypadku Zygi, ma on dość duże zamrożone zasoby, ale zdrowie coraz słabsze no i o przyszłości by trza pomyśleć. Pomidory same nie urosną, podobnie jak papryka…

Jest 20 lipca 1962 roku, pobliskie jezioro gromadzi licznych amatorów kąpieli w tym  Leona Badziaka, kasjera pracującego w oddziale NBP w Wołowie. To on przelicza utargi, segreguje pieniądze i szykuje do wysyłki do centrali. Ma żonę oraz ośmioro dzieci. Stara się trzymać gardę ale lekko nie jest, o czym świadczą przewieszone w poprzek dwupokojowego mieszkania sznurki, na których suszą się pieluchy najmłodszego potomka. Na górze w kawalerce, ktoś ma właśnie własne wesele, ludzie śpiewają i tańczą, dziecko wrzeszczy w niebo głosy a Leon próbuje go uśpić. Żona jest zajęta, bo akurat na tarze pierze pieluchy.

Zyga ma zadekowane po ojcu dwa egzemplarze Lugera kaliber 9mm wraz z amunicją oraz znalezioną rosyjską tetetkę bez pestek. W przyszłości będą one stanowić podstawę uzbrojenia ekipy czyszczącej skarbiec lokalnego zamku. Spotyka się z Tadkiem Karasińskim i wyznaje mu swój plan, mówiąc o ilości kasy jaką mogą zrobić. Tadek jest pełen euforii, wraca do domu z zaszczepionym planem. Pytanie brzmi, jak się przebić przez podłogę do skarbca, bo taką drogę włamania obierają. Te cholernie metalowe płyty w stropie…wiertarki padną, wiertła się przegrzeją, nie tędy droga…Chodzi jak struty przez parę dni, kiedy to zauważa jak kierowca ciężarówki lewaruje samochód celem zmiany koła. To daje mu pewien pomysł. Na bazie lewarka hydraulicznego konstruuje we własnym warsztacie mechanicznym rodzaj przedłużonego lewarka, którego konstrukcję stanowi wspawana metalowa rura zakończona ostrym końcem. 1 sierpnia spotykają się z Zygą i próbują w piwnicy działanie hydraulicznego rozpieraka. Siła jest taka, że przebija na wylot sufit prawie waląc strop! Mają narzędzie, teraz trzeba jeszcze tylko ludzi oraz samochodów, które umożliwią bezpieczne przewiezienie skradzionych pieniędzy. Tadek ma Dużego Fiata, ale postanawiają wciągnąć do ekipy wspomnianego Wojtka Misiurskiego, przyjaciela Zygi. Wojtek zgadza się bez wahania! Potrzeba jeszcze trzech, zgodnie z planem. Do podziału ma być kilkanaście milionów złotych, co przy ówczesnej średniej pensji rzędu 1500 złotych stanowi bardzo poważny kapitał. Zyga próbuje zwerbować swojego przyjaciela boksera Śląska Wrocław, ale tenże będąc karany odmawia, bojąc się czapy w razie wpadki. Postraszony konsekwencjami bije Zygę do nieprzytomności. Ostatecznie wspólnicy zmuszają do współudziału trzech innych znajomych w tym szwagra Zygi, który wisi mu bez przerwy duże pieniądze.

Spotykają się wszyscy znów na łódce na pobliskim jeziorze omawiając szczegóły. Wszystko zostaje dograne, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego . Pozostaje jeden problem. Ktoś musi dać cynk ile jest akurat kasy w sejfie. W sukurs przychodzi znajomy Tadka pracujący w banku jako kasjer, wspomniany Leon Badziak, który za pełny udział w podziale łupów zgadza się na rolę informatora, zapominając zupełnie o tym, że jest ojcem ośmiorga dzieci…

Decyzja zapada. Leon ma zrobić odciski kluczy do furty oraz pomieszczeń wewnątrz oddziału. Zyga dorabia klucze, czas i miejsce akcji  – 12 sierpnia 1962 roku, niedziela ze względu na oczywisty fakt zamknięcia banku (wówczas soboty były normalnym dniem roboczym). Tadek Karasiński wybiera się w sobotę wieczorem do kolegi. Ma mu przespawać resory w Żuku. Siedzą do późnej nocy, kończą koło pierwszej. Przyjaciel zaprasza go na kolację, którą w rama rewanżu przygotowała żona…

Mietek, słuchaj, gdyby ktoś pytał o mnie to piłem z tobą do rana. – mówi Tadek patrząc w oczy kolegi.

A kto może pytać? Żona? To do kogo idziesz na noc? Do Zośki czy Hanki? – pyta przyjaciel.

Czyś ty zwariował? Pokera mam i stara mi będzie brzęczeć. – odpowiada Tadzio.

Aaaaa chyba, że tak! Masz to jak w banku! – odpowiada Mietek polewając setę.

Tadzio wychodzi nad ranem od Mietka i wraz z dorobionymi kluczami udaje się pod bramę banku. Kiedy zaczyna gmerać przy drzwiach podjeżdża Taxi Misiurskiego, z którego wyskakuje Zyga i zwija przyjaciela! WTF?

Leon dał cynk, że nie ma utargu w skarbcu! Akcja odwołana!

Spotykają się w warsztacie Zygi i zapada decyzja o przełożeniu akcji za tydzień. Nowy termin to 19 sierpnia 1962 roku…

Tydzień mija jak z bata strzelił i znów powtarza się sytuacja sprzed tygodnia, Tadzio otwiera furtę banku, wszyscy uczestnicy skoku wpadają do środka, terroryzują strażnika, który zna ich osobiście z kościoła i zaczynają kruszyć strop skarbca. Dźwignia Tadka sprawdza się znakomicie i już po niecałej godzinie Zyga i Bolek znajdują się wewnątrz vis a vis kasy pancernej. W ruch idą wiertarki, łomy, przecinaki. Chłopaki walczą równe osiem godzin, kiedy to w poniedziałek na ranem drzwi skarbca puszczają i ich oczom ukazuje się kilkanaście milionów złotych! Bolek oszołomiony stoi i patrzy, dopiero siarczysty policzek Zygi budzi go do życia i zaczynają pakowa w worki jutowe łup. Reszta stoi w środku na czacie.

W międzyczasie dochodzi do straszliwej niespodzianki. Czesław zapomina wyciągnąć klucza z furty wejściowej. Okazuje się, ze lokalny patrol MO obchodzi teren w nocy szarpiąc między innymi za furtę do banku. Czesiek dobiega do drzwi w ostatniej chwili przekręcając bezgłośnie klucz…Milicjant szarpie za klamkę…zamknięte…Czesław osuwa się na ziemię, odpalając zadekowanego papierosa, mimo że Zyga kazał oddać wszystkie rzeczy osobiste przed akcją…

Nagle w biurze naczelnika dzwoni telefon, Bolek rzuca się do ucieczki, powstrzymuje go dopiero parabelka Zygi….To my mamy dzwonić a nie on, to pomyłka.

Misiurski jadący po łup trafia na wypadek komunikacyjny, pech chce że wrzucają mu do Taxy śmiertelnie rannego człowieka. Początkowo ma zamiar go wyrzucić w lesie, ale człowieczeństwo zwycięża! Odwozi go do szpitala aż we Wrocławiu, po czym wraca natychmiast na miejsce akcji odbierając łupy od chłopaków oraz odwożąc ich na miejsce, gdzie czeka Duży Fiat Tadka. Przepakowują łupy i gubią się w nadchodzącym poranku.

Nagle wybucha afera, przesłuchiwany jest Leon, jako skarbnik, ale nie puszcza pary z gęby mimo, że żona panikuje. Kasa jest podzielona, forsa nie ewidencjonowana zgodnie z informacją od Leona idzie na bieżące wydatki, a skolekcjonowana ma leżeć w piwnicy u Zygi kilka lat…

W międzyczasie żona Tadka przerażona skalą grabieży pali w piecu killanaście tysięcy złotych…

Mijają tygodnie…wszystko wskazuje na to,że z ukradzionej sumy 12 531 000 złotych nie uda się odzyskać nic, żona Zygi znajduje w piwnicy zadekowane pieniądze i mimo ostrzeżenia płaci nim i za zakupy w lokalnym GS. Wszystko pada, po nitce do kłębka Milicja dochodzi do mózgu akcji…

Gdyby nie zachłanność kretynki, wszystko zostałoby w domu…

Życie.

PS: Wszyscy dostali po 25 lat więzienia, nikt nie dostał KS, co było pewną formą docenienia wkładu, jaki chłopaki włożyli w interes życia.