9. Amnezja.

Zawieszą nas! Zobaczysz Kent, zawieszą nas miedzy wymiarami! Miałem fajną pracę, niezłe pieniądze, pykałem sobie w KJSa! Miałem jechać na wakacje, na Anaku w przyszłym roku… – Miki siedział w rozgardiaszu na podłodze laboratorium i trzymał się za głowę.

Uspokój się! Nic się nie dzieje! – wrzasnął Kent podnosząc się z podłogi i pomagając wstać Jenny.

Wokół panował totalny rozgardiasz, porozrzucane elementy tablic programistycznych, wyposażenie, wraki czterech dronów bojowych z lekko dymiącymi czujkami i…zwłoki Nevera.

Kent spojrzał w tamtym kierunku i dotknął opuszkami palców końcówki nosa, zawsze tak robił, gdy się denerwował. Trzeba coś z tym zrobić – pomyślał.

Miki, spróbuj odpalić terminal i sprawdź czy cokolwiek działa po impulsie? Nie jest krytycznie, bo ciągle tu jesteśmy a nie widać, żeby coś się działo wokół. Zdaje się, że mamy trochę czasu?  – powiedział Kent.

Dobrze, w co ja się wpakowałem, w co ja się wpakowałem? – Miki szeptał pod nosem próbując zrestartować terminale.

Po kolejnej próbie okazało się, że jedno z urządzeń wstało, co prawda sypało ciągle błędami, ale w miarę programowania przez Mikiego poszczególne platformy podnosiły się. Po kilkunastu sekstansach mieli już w pełni działający jeden terminal podłączony do kontrolera umysłów.

Sprawdź widmo, będziemy wiedzieli co się tu stało! – powiedział Kent.

Przecież robię co mogę! – odparł Miki wycierając czoło z potu.

Po chwili wszystko było jasne. W momencie, gdy Never z ekipą droidów zakłócił pole elektronowe, które kontrolował Miki, fraktal uległ zatarciu i wykrzywił czasoprzestrzeń, powodując wypadek ślizgacza, którym podróżowali Kent i Jenny. Co ciekawe, ktoś postawił awatary zarówno droidów jak i Nevera, które zresztą były aktywne do tej pory. Kent już wiedział – we wszystkim maczał palce Architekt, który jak widać stał po ich stronie.

Miki, podłącz naszego „kolegę” do kontrolera, zaprogramuj mu amnezję na ostatnie kilkanaście sekstansów, później przewieziemy go ślizgaczem do baru przy ulicy Bolta. Tam Jenny siądzie z nim i wypiją razem Chambę. – powiedział Kent.

Ja nie wiem, czy dam radę w ten sposób? – odparła Jenny.

Nie ma wyjścia. On musi myśleć, że był z Tobą na randce. – Kent spojrzał Jenny w oczy.

Dobrze, zrobię co się da. – Jenny spuściła wzrok.

Bierzemy się za te droidy. Trzeba je przeprogramować i wyprowadzić na zewnątrz. – Kent próbował podnieść leżące na podłodze żelastwo.

Odpalam drugi terminal. – dodał po chwili.

Obaj zalogowani do kontrolera umysłów wyczyścili ślad pamięciowy Nevera, wyzerowali liczniki droidów, oraz skontrolowali logi systemowe odnośnie ostatnich sekstansów. Okazało się, że zbliżenia do dzieci, kiedy to chłopiec miał wrażenie, że coś go śledzi, zostawiły dość duże widma w systemie, które trzeba było oczyścić. Odpowiedni kod wysłany do sterownika spowodował, że kontrolery umysłów droidów wzbudziły się w trybie awaryjnym, Jenny nie bez satysfakcji patrzyła na kunszt programistyczny chłopaków, powodujący że martwe z pozoru urządzenia podnosiły się i jeden po drugim udawały do windy działając jakby w amoku.

Za dwa sesktanse będą w magazynie, wówczas je wyzerujemy i zrestartujemy. – powiedział Kent.

Kurde, chyba nam się uda… – odparł Miki uśmiechając się blado.

Potwierdzenie z bazy nadeszło szybciej niż się spodziewali. Kent wyczyścił pamięć droidów i zrestartował oprogramowanie a zielone kontrolki, zapalające się na każdym z nich jedna po drugiej, świadczyły o tym, że urządzenia są w pełni funkcjonalne i mają wymazaną pamięć związaną z ostatnią akcją. Pozostał Never…

Miki dwoił się i troił, ale szło to opornie, bo dostęp do jego umysłu był blokowany dość skomplikowanym hasłem, szyfrowanym dodatkowo dość mocnym algorytmem, na szczęście tylko 128bitowym. Wyglądało na to, że potrzebuje więcej czasu, którego już nie mieli…

Spróbuj wrzucić standard do systemu. – powiedział Kent.

No co Ty? To niemożliwe. – odparł Miki.

Spróbuj! – powtórzył Kent.

Ożeż Ty! Wiedziałeś! – Miki rozpromienił się.

Nic nie wiedziałem. On nam pomaga ciągle. – odparł Kent.

Jenny, zamów ślizgacz i leć do baru. Zamów dwie chamby i czekaj na nas.  – powiedział Kent, szarpiąc się z bezwładnym ciałem Nevera.

Dobrze, dacie sobie radę? – zapytała Jenny.

Tak, spokojnie. Wpadnij może jeszcze do wizażysty po drodze, bo chyba wszyscy wyglądamy na nieco zmęczonych. – dodał Kent po chwili.

Jenny włożyła kombinezon antygrawitacyjny i zajęła miejsce w ślizgaczu. Droid pomknął najkrótszą arterią w kierunku salonu wizażu, po krótkim czasie kilka zabiegów wykonanych przed innego robota, materializowanego jako przystojnego mężczyznę przywróciło Jenny do życia. Już po chwili mknęła w kierunku baru martwiąc się, czy zdąży na czas? W tym czasie Kent i Miki wzięli pod ręce bezwładnego Nevera, włożyli mu kombinezon i wezwali windę. Pojawiła się po chwili. Niestety nie byli sami, bo na dół jechał również sąsiad Mikiego, Jester.

Hej Miki, co kolega chyba zaniemógł trochę? – zaśmiał się Jester.

No mieliśmy taki mały spocik w KJSie i po 22 godzinach instalacja mu się przegrzała. – odparł Miki.

Wy to macie zdrowie chłopaki, do zobaczenia. – odparł Jester, wysiadając na poziomie 14tym.

Wyciągnęli Nevera do ślizgacza Mikiego. Kent zastanawiał się jak umieścić go w barze, tak aby nie wzbudzać podejrzeń postronnych osób. W końcu dwóch facetów wlokących trzeciego, to nie jest zwykły widok na Nimbu. Miki na szczęście zabrał końcówkę terminala. Podjechali pod bar, Kent wszedł do środka, spostrzegł, że Jenny siedzi już przy stoliku, zauważyła go lekko uśmiechając się.

Słuchaj, musimy go wtoczyć do tamtego zamkniętego pomieszczenia, ściągnąć kombinezon, posadzić na przeciwko Jenny i dopiero przywrócić mu świadomość. – powiedział Kent.

Ta! A ci ludzie w barze? Stary zastanów się… – odparł Miki.

Masz rację. Poczekaj…wiem. Wrzuć ten kod do terminala. – powiedział Kent, podając koledze ciągi znaków na tablecie.

Miki wstukał kod i nagle…wszystko wokół się zatrzymało. Jedynymi postaciami będącymi w ruchu byli oni dwaj. Nawet Jenny wyglądała na zamienioną w słup soli, wszystkie pojazdy, droidy, nawet liczne proporce zawieszone na budynkach administracji, przestały poruszać się w rytm wiatru, który…również przestał wiać.

Szybko Miki, to zadziała tylko przez kilka sekstansów. Architekt nie może zatrzymywać kontinuum czasowego zbyt długo, bo wówczas jego strzałka czasu pędzi jak opętana! – krzyknął Kent.

Rozebrali Nevera z kombinezonu, posadzili na przeciw Jenny poprawiając mu ubranie i fryzurę a następnie wybiegli z baru. Gdy drzwi zamknęły się z sykiem, wszystko ruszyło…było to niesamowite przedstawienie. Miki i Kent pędzili w kierunku laboratorium trzymając resztką sił kierunek. Teraz wszystko zależało od Jenny.

Opowiedz mi raz jeszcze o tym wyjeździe na Anaku. Jak tam jest? – powiedziała Jenny do Nevera uśmiechając się lekko.

Never rozejrzał się na boki, opuścił i podniósł głowę wywołując strach w Jenny, która sądziła, że przyjaciołom nie udało się wyzerować jego umysłu.

Co Ty tu robisz? – zapytał w końcu.

Nie rozumiem. Dobrze się czujesz? – zapytała Jenny, chwytając go za rękę.

Nie bardzo, chyba mam amnezję? Nie przypominam sobie, żebym tu się umawiał z Tobą. – odparł Never masując sobie kark.

Wiesz co? Niepokoję się o Ciebie poważnie. Przed chwilą opowiadałeś mi o wakacjach na Anaku a teraz mówisz, że nie pamiętasz nic? – odparła Jenny.

Naprawdę źle się czuję, przepraszam Cię. Czy możemy umówić się w innym terminie? – zapytał Never.

Dobrze, może rzeczywiście pojedź do domu, bo niewyraźnie wyglądasz. – powiedziała Jenny.

Pomogła mu się ubrać w kombinezon i odprowadziła do drzwi. Dopiła Chambę wydając na nią fortunę i czym prędzej popędziła do swojego apartamentu. Po chwili padła z wycieńczenia na wirtualnym łóżku natychmiast zasypiając, prawie natychmiast też zaczęło jej się coś śnić. Coś niepokojącego…

Miki podrzucił Kenta i sam dotarł do siebie. Nie mógł zasnąć ze zmęczenia, próbował kilka razy ale emocje i strach o przyszłość, nie pozwalały zasnąć. Wstał i zabrał się za przywracanie do funkcjonalności laboratorium – nic lepszego nie mógł wymyślić.

Kent wszedł do swojego apartamentu nieco wcześniej niż Miki. Przebrał się i położył do łózka, usypiając niemal natychmiast. Po chwili znalazł się we własnym śnie…było to bardzo dziwne wrażenie, coś na pół jakby jawa, czuł że śni ale nie mógł nic zrobić, bezwolnie oglądał siebie wplątanego w jakąś wojnę na granicy światów.

Był królem mitycznego państwa Nimbaku, a Jenny była jego żoną. Ich kraj był krainą szczęścia, gdzie mieszkańcy prowadzili ekstensywną gospodarkę ciesząc się głównie życiem. Piękne obrazy przelatujących na tle niebieskiego nieba ptaków i liczne parady radości zakłócił dźwięk dzwonu. Dzwonu ostrzegającego przed niebezpieczeństwem…

Nadciągała flota Karpezjan, chcących przejąć krainę Nimbaku. Karpezjanie nie wiedzieli, że to nie miejsce jest źródłem szczęścia Nimbaku, tylko ich podjeście od życia. Stary wizjoner zebrał radę państwa pokazując to, co miało nastąpić. Wokół ogromnego stołu-awataru zgromadzili się najdzielniejsi, włącznie z Architektem, który zmaterializował się jako przyjaciel Kenta. Widać było jak słabe i nieliczne statki bojowe Nimbaku są otaczane przez dużo liczniejsze siły Karpezjan. Kent wydał odezwę do mieszkańców, wszystkie wojska zgromadziły się na placu Nagrody a stary wizjoner przekazał mu miecz zwycięstwa, który podniósł w geście wezwania do walki. Zaczęła się straszna wojna, w powietrzu walczyły liczne statki Nimbaku i Karpezjan, a na ziemi na starożytne miecze, ze względu na kodeks Bushido dwie wrogie armie – dobra i zła. Kent dosiadł Kertona, który był odpowiednikiem ziemskiego konia i ruszył w pierwszej linii do walki. Obok sekundował mu Architekt, który ze względu na projekcję był znakomitym łucznikiem, zdolnym do przewidywania wielu potencjalnych zagrożeń. Obaj walczyli dzielnie tnąc w pień liczne zastępy Karpezjan, Architekt zawsze uprzedzał nieprzyjaciół, chcących powalić Kenta, aż do chwili, gdy znikąd nadleciała zagubiona lotka, wystrzelona najprawdopodobniej z kuszy. Kent osunął się na Kertonie, ale natychmiast pochwycił go Architekt. Niestety napór wojsk Karpezjan był ogromny, a oni obaj praktycznie otoczeni, wówczas Architekt spojrzał w niebo, z którego nagle spadł na oddziały Karpezjan trafiony wrak statku bojowego, torując im drogę ucieczki…

Kent zerwał się gwałtownie cały mokry. Sięgnął po interkom.

Jenny, przepraszam, że tak późno, ale zdarzyło się coś okropnego. – powiedział rozdygotany.

Wiem. Opłakiwałam Cię. – odparła.

To ty też? – zapytał.

Ja też. – Jenny wyraźnie płakała w mikrofon.

A co z Architektem?  -zapytał Kent.

Zabrał cztery ocalałe statki i przeniósł nas w tymczasowe miejsce na księżyc Artaki. Tam mamy zaczynać od zera, niczym po potopie, cokolwiek to znaczy. – odparła Jenny.

Dobrze, że to tylko sen, ale muszę go przeanalizować z Mikim. – powiedział Kent.

Przepraszam, że Cię niepokoiłem. Spróbuj zasnąć. – dodał po chwili.

Wiesz, że nie zasnę. Jak to możliwe, że nam obojgu śniło się to samo? – zapytała.

Może to wszystko, co nas otacza też jest snem? Dobranoc. – odparł Kent.

Dobranoc. – Jenny rozłączyła interkom.

Wstała i chodziła po pomieszczeniu aż do czasu, gdy musiała zbierać się do pracy. Spojrzała w ekran – jak ja wyglądam? Zorientują się, że ze mną coś nie tak, muszę się ogarnąć – zmartwiła się.

Zaczynał się kolejny dzień na Nimbu…