7. Kandyzowane truskawki.

Jenny stopniowo odzyskiwała ostrość widzenia, znajdowała się dokładnie pod sufitem łącznika, w którym już jakiś czas temu znaleźli się Kent z Mikim. Wówczas brak czasu nie pozwolił im zgłębić tajemnicy fraktala, który odbił się tak mocno w Absolucie, że aż utworzył tunel czasoprzestrzenny. Wszystko to, co działo się kiedyś, dawno temu odtwarzało się w nieskończoność, pod jednym wszakże warunkiem – interakcji z obserwatorem. Prawdę powiedziawszy Miki odkrył tę zależność analizując fraktale z kopalni na bazie modeli teoretycznych jakie zbudował w swoim terminalu. Zadziwiające było to, że w chwili, gdy ktokolwiek zaczynał obserwować fraktal, tenże zaczynał niejako odtwarzać zapisaną w nim historię do tego stopnia dokładnie, że czuć było emocje, życie, radości, troski, powiew wiatru, słońca – rzeczywistość tak doskonała, że ci biedni nieświadomi “aktorzy” zawieszeni niejako w czasoprzestrzeni nie zdawali sobie sprawy z tego, że już dawno nie istnieją, a to co tworzą sami i co ich otacza jest doskonałą kopią binarną.

Kent zastanawiał się w zasadzie nad jedną sprawą – czemu brakuje kontinuum. Wprawdzie Miki odkrył już dawno, że fraktal zapisywał się w chwili wystrzału w Absolut dużej ilości energii, czyli np miłości, radości, bólu bądź smutku. Nie miał znaczenia charakter tejże, a jedynie siła i czystość. Czemu Jenny wybrała ten sam, niewielki fraktal? Kent domyślał się – było to czyste polecenie Architekta, jej umysłu a jego postaci.

Kent, jesteś tu? Nic nie widzę… – krzyczała Jenny.

Jestem, poczekaj chwilę i uspokój się, zaraz odzyskasz wzrok. – odparł Kent.

A Ty coś widzisz? – zapytała.

Tak, ja widzę wszystko doskonale, ale ja jestem w połowie Karpezianem a Ty czystym człowiekiem. To co widzisz to czysta iluzja. Stąd pewnie to opóźnienie w transferze. – powiedział Kent próbując chwycić ją za rękę, co mu się w końcu udało.

Jak to iluzja? – zapytała Jenny przecierając oczy.

No tak to było zaprojektowane na planecie, z której pochodzisz. Dostaliście zmysł wzroku sprzęgnięty z interfejsem tłumaczącym falową strukturę świata w ten sposób, żebyście widzieli to co chciał pokazać Architekt. To był i jest najpotężniejszy zmysł, więc został zaprzęgnięty do pchania was w kierunkach, które były optymalne dla właścicieli farmy.

Farmy? – Jenny wreszcie zobaczyła Kenta.

Tak. Ludzie byli hodowani, podobnie jak my dziś na Nimbu. Tak wtedy jak i dziś jedynym powodem dla, którego utrzymują nas przy życiu i sprzedają nam nieco iluzji jest to, że jesteśmy dostarczycielami energii. To dlatego żyjesz amplitudą, gdzie po krótkim okresie szczęścia i radości zaczynasz odczuwać niepokój, nienasycenie i brak sensu. Im amplituda częściej się zawija, tym lepszym jesteś dla nich ogniwem. Złe emocje, strach, ból to wszystko czego potrzebują, aby funkcjonować. Istnieją w piątym wymiarze, więc są dla nas niewidzialni.

Tak jak my dla tych Nimbu na dole w tunelu? – zapytała Jenny.

Nie. To akurat jest film a my…żyjemy naprawdę. Jenny, to co widzisz to binarny zapis czyjegoś życia. Architekt przekazał mi podprogowo we śnie, że mam Cie zabrać do starej kopalni, masz wybrać fraktal, mamy do niego wejść. Kluczem jest coś co się nazywa – kandyzowane truskawki…

Tak! Pamiętam! Miki chciał zamówić to coś w Blue Lullaby, ale droid nie wiedział jak to zmiksować. – Jenny przerwała Kentowi w pół zdania.

No właśnie i z jakiegoś powodu się tu znaleźliśmy. Mamy sporo czasu, bo sesja, kiedy możemy bez problemu pozostawać w horyzoncie zdarzeń niezauważeni dla kontrolera umysłów trwa w tym miejscu kilka sekstansów. Miki przez linki binarne loguje wszystko co tu widzimy, co myślimy, co czujemy a także wszelkie emocje tych na dole. Później ja nie dosypiając nocy zanalizuję to wszystko i przełożę na nasz projekt. Po każdej takiej misji mamy jakiś sukces, mniejszy bądź większy, ale pchający nas do przodu. – kontynuował Kent.

Spójrz, ten Nimbu…przepraszam człowiek, a właściwie chyba dziecko idzie do tego czegoś za szkłem. – powiedziała Jenny.

Tak, to już widzieliśmy wcześniej z Mikim. Halo, stary jesteś tam? – Kent wezwał Mikiego.

Tak, jestem – wszystko szaleje, jakieś niesamowite transfery tu lecą, mimo lazurowego kodu ledwo to wszystko nadąża się zapisywać. Bądźcie czujni, bo każdy szczegół może być ważny. – odparł Miki z laboratorium, nadzorując ich w tunelu, a raczej rodzaju łącznika między dwoma budynkami.

Boki konstrukcji były przeszklone a na końcu znajdowało się coś na kształt bardzo starodawnego baru z niewielką ilością produktów do wyboru. W jego kierunku podążał chłopak o gęstej ciemnej czuprynie, a za nim w podskokach młodsza od niego dziewczynka. Mały podszedł do baru…

Miki!!! Zbliż nas szybko i daj wzmocnienie dźwięku! – krzyknął Kent.

Miki wysyłał dziesiątki linijek kodu starając się przede wszystkim kopiować binarnie wszystko czego byli świadkami, kiedy zorientował się, że dzieje się coś ważnego natychmiast przekierował “bańkę”, w której znajdowali się Jenny i Kent w pobliże baru. Zawiesił ich nieco z tyłu ponad głowami dzieci i kobiety stojącej po drugiej stronie.

Poproszę kandyzowane truskawki. – powiedział chłopiec.

Proszę bardzo, dwa pięćdziesiąt. – odparła kobieta, podając mu biały kubek z napisem Hortex.

Dziękuję! – mały złapał drewniany patyczek, odrzucił wieczko i łapczywie pochłaniał zawartość.

Dasz spróbować? – pisnęła dziewczynka.

Nie! Co ty się tak do mnie przyczepiłaś? – odburknął i ruszył biegiem przez łącznik.

Mała z całych sił starała się dotrzymać mu kroku.

Możesz jakoś mi zapewnić sterowanie tą bańką, tak jak Ty do robiłeś wtedy nad morzem? – zapytał Kent.

Spróbuję. Ale musisz się nauczyć myśleć ściśle, bo jak pomyślisz do przodu, to bańka się przesunie, do tyłu to samo. Od siły myśli zależy natężenie.

Uwaga, przełączam Cię. – Kent usłyszał przez linkę binarną głos przyjaciela.

Pomyślał, że chciałby znaleźć się bardzo blisko tej pary dzieciaków i stało się…bańka ruszyła gwałtownie do przodu niemal teleportując ich oboje do końca łącznika zakończonego schodami, po których teraz właśnie mały biegł na dół, a dziewczynka po jednym stopniu za nim.

Kent! Nie zbliżaj się za bardzo do niego! Wyskakują mi na odczytach niesamowite pokłady mocy! Nie zbliżaj się za bardzo, bo Cie zauważy i zawiśniecie między wymiarami! – Miki niemal wrzeszczał w słuchawkę.

Za późno. Chłopiec nagle stanął na pół piętrze i zaczął się bacznie rozglądać patrząc w górę i na boki. Kent miał nawet przez chwilę wrażenie, że ich widzi, ale na szczęście było to tylko złudzenie.

Nie ruszajcie się w ogóle! – wrzasnął Miki.

Chłopiec ruszył raźno na dół…

Było blisko…stary, jak mówię, żebyś się nie zbliżał, to bądź ostrożny! Linka binarna prawie pękła. Chcesz tam zostać na zawsze? – zapytał wzburzony Miki.

Spokojnie, przecież robię co mogę. Będziemy uważać. – odparł Kent.

O co chodzi? – zapytała Jenny, której najwyraźniej podobała się ta niewidzialna podróż po starej matce Ziemi.

Chodzi o to, że to co widzisz, to tylko zapis binarny. Każda ingerencja weń, która powoduje, że ci tam na dole widzą coś co nazywają NOLem powoduje zawieszenie obserwatorów. Rada Starszych ma jakiś sposób na usuwanie takich problemów przez rozhermetyzowanie kontinuum czaso-przestrzennego, my działamy nielegalnie i nie mamy sposobu, aby się ratować, zatem w razie problemów zostaniemy w tym filmie na zawsze. – wyjaśnił Kent.

Nie szkodzi! Mnie się tu podoba! – odparła Jenny, uśmiechając się do Kenta.

Zobacz jak pięknie świecie słońce no i te istoty poruszają się bez kombinezonów na zewnątrz w przeciwieństwie do Nimbu. – dodała po chwili.

U nas też można bez, z tym skażeniem to kłamstwo. Ja zasłaniam okna, żeby się nikt nie zorientował, że wiem. – powiedział Kent próbując wydostać się z budynku podążając w bezpiecznej odległości za dziećmi.

Skąd wiesz?!!! – Jenny niemal wrzasnęła.

Wiem. Chodzę często w góry bez zabezpieczeń i nic się nie dzieje. Odczyty mam w normie. Oszukują nas, bo w kombinezonach antygrawitacyjnych i w zamkniętych pomieszczeniach łatwiej nas kontrolować. – odparł nie zwracając na nią uwagi.

To straszne! Jesteś pewien? – spojrzała na Kenta.

Zapytaj Mikiego jak mi nie wierzysz. Dokąd oni biegną…? – Kent starał się trzymać odległość.

Sceneria była piękna, pełno barw, słońce, mnóstwo ludzi wypoczywających na czymś co przypominało zielone dywany, ktoś kąpał się w jakiejś niebieskiej cieczy, przypominającej wodę, inni bawili się jakąś piłką uderzając ją ponad utkaną z oczek przeszkodą, czymś co przypominało packi do mieszania plazmy. Wyglądało to na jakieś obiekt wypoczynkowy, nieco podobny do tego na Anaku, księżycu Nimbu, do którego dostęp mieli tylko wyróżniający się w służbie mieszkańcy. Oczywiście wszystko było jakieś takie archaiczne, ale jednocześnie ciepłe i sprawiające dobre wrażenie.

Kent! Nie zbliżaj się do dziecka! Nie zbliżaj się do chłopca! – wrzasnął Miki.

Co się stało? – odpowiedział wyraźnie zaniepokojony Kent.

Słuchaj, zrobiłem odczyty i mam bardzo niepojące informacje. Krzywa falowa tego chłopca jest niemal identyczna jak zapis z Twojego snu w czasie, gdy widziałeś Architekta! – Miki rwał głos z przerażenia.

Co Ty gadasz? To niemożliwe! Kopie binarne są takie same? – zapytał Kent nie przestając obserwować tego co działo się pod nimi.

Nie mogę porównać kopii binarnej, bo system się wywala na skutek przepełnienia stosu, co nie zdarza się w kwantówkach, ale widmo jest identyczne! Kent, spadajcie stamtąd, bo będzie wywrotka horyzontu zdarzeń jeśli coś pójdzie nie tak! – Miki nie mógł się uspokoić.

Zostajemy. Odsuń nas trochę, bo ja mogę to zrobić zbyt gwałtownie. – powiedział spokojnie Kent.

Bańka odsunęła się nieco ale chłopiec leżący na czymś przypominającym zielony dywan wstał i zaczął znów rozglądać się na boki, zrobił daszek i spojrzał wprost w stronę Kenta i Jenny.

Zauważył nas.- szepnęła Jenny.

Nie. Gdyby Was zauważył, to już byśmy nie rozmawiali. – Miki dodał już spokojniej.

Nie mniej jednak wyraźnie wyczuwa drgania falowe, ale nie potrafi ich jeszcze zidentyfikować i powiązać. – dodał po chwili.

Dziewczynka podbiegła do chłopca, wskoczyła mu na plecy i machała nogami a on kręcił ją dookoła, jakby chciał ją zrzucić.

Co tam widziałeś? – zaszczebiotała.

UFO! – odparł mały.

Co to jest UFO? – zapytała dziewczynka.

A to takie stwory, co przylatują z innych planet, żeby porywać niegrzeczne dziewczynki! – odparł chłopiec.

Hahaha, goń mnie, goń! – mała zaczęła biec w stronę miejsca, gdzie ludzie odbijali piłkę packami.

Sama się goń. – burknął chłopiec kładąc się na zielonym dywanie.

Mała wyraźnie smutna wróciła, siadła mu na plecach, rozciągnęła jego ręce na boki i przywarła swoim małym ciałem do jego pleców.

Ona jest w nim zakochana. – nagle powiedziała Jenny.

A skąd to wiesz? – Kent gwałtownie spojrzał w jej stronę.

Bo widzę to w jej oczach i mowie ciała. – odparła Jenny.

To fascynujące! Chciałabym się tak zakochać. – dodała po chwili uśmiechając się lekko.

Ale on ją wyraźnie odtrąca! – odparł Kent.

No i co z tego? Właśnie dlatego ją przyciąga! Kent, jesteś wykształconym człowiekiem a nie znasz zasady splątania kwantowego? Wiesz przecież, że cząstki bez względu na odległość znają swój stan i reagują dokładnie odwrotnie. Gdy jedna kręci się w lewo, druga w prawo! – powiedziała Jenny triumfując.

Znam tę zasadę. – powiedział Kent powoli cedząc słowa i nie spuszczając z niej wzroku.

Szkoda, że nie wiesz, iż ta anomalia to skutek działania Rady Starszych. W oryginalnej konstrukcji Architekta było tak, że cząstki splątane naśladowały się ale wówczas wszyscy mieszkańcy Wszechświata nie mieli problemu z odnalezieniem swojej bratniej cząstki i w Absolut strzelała radość i szczęście zamiast bólu, niespełnienia, nerwów, zazdrości. – dodał po chwili.

Dlaczego nas tak skrzywdzili? – zapytała Jenny.

Już Ci mówiłem moja droga, zła energia jest paliwem dla Rady Starszych i tylko dlatego, że się non stop szarpiemy oni utrzymują nas przy życiu. Jesteśmy hodowani i moim zdaniem najwyższy czas z tym skończyć. Dlatego tu jesteśmy. – powiedział Kent widząc smutek w jej oczach.

Dzieci zerwały się wraz z dwoma dorosłymi osobnikami, chwytając coś na kształt małych dywanów i ruszyły w kierunku wyjścia. Po chwili wpadły do niewielkiej osłony złożonej z brązowo niebieskich palików, które interpreter zidentyfikował jako „las” u podnóża, którego zdawał się być rozścielany kwarcyt.

Jeśli to rzeczywiście kwarcyt, to zabierając go stąd zostalibyśmy najbogatszymi Nimbu. – Kent zaśmiał się.

Kwarcyt, który w rzeczywistości był ziemskim piaskiem bardzo rzadko występował na Nimbu i był najdroższym surowcem, koniecznym do budowy elementów struktury kwantowej zegara kontrolerów umysłów. Był wydobywany tylko w jednym miejscu, kopalni położonej w pobliżu Kapali, strzeżonej przez rzeszę droidów. Jedno ziarnko wystarczało do zakupu sporego apartamentu w stolicy.

Dzieci podskakując wypadły na otwartą przestrzeń zakończoną ogromną połacią niebieskiej cieczy, która pieniła się pod wpływem wiatru. Na niebie latały jakieś skrzydlaki, podobne do Ciamaków na Nimbu. Widok był o tyle czarujący, że Ciamaki na Nimbu zostały zlikwidowane przez Radę Starszych, pod pozorem roznoszenia baterii zakażającej umysły. Jenny i Kent patrzyli urzeczeni, tym bardziej, że słońce zaczęło właśnie tonąć w widocznej niebieskiej toni tworząc przepiękny widok.

Kent, musicie się zwijać, czas sesji dobiega końca. – głos Mikiego wyrwał ich oboje z sielanki.

Dobrze, ile mamy czasu? Przetransferowałeś zawartość “kandyzowanych truskawek” na kod binarny? – zapytał Kent.

Jasne, że tak. Macie wg tamtego czasu 15 minut, cokolwiek to znaczy. Później ciągnę za linki i zamykam tunel czasoprzestrzenny. – Miki panował nad sytuacją.

Słuchaj a możemy się poruszać trochę po tym miasteczku? Wydaje się nieco starodawne, ale mam wrażenie, że jestem tu w domu. – powiedziała Jenny.

A wiesz, że ja także? – odparł Kent.

Zobacz, tam stoi jakiś ślizgacz przy łączniku z tym białym pasem po środku! – Jenny wskazała palcem na pozbawiony górnej osłony przedmiot przypominający Nimbu ślizgacz, na którego tyle dostrzegła napis MX-5.

Zanotuj to, może być ważne Miki. – Kent zwrócił się do przyjaciela.

I wrzuć mi szybko kurs obsługi tego czegoś. – dodał po chwili.

Robi się! – Miki natychmiast wysłał odpowiedni program wsadowy do interpretera.

Kent uruchomił napęd i ruszyli wraz z Jenny czymś w rodzaju łącznika z zaznaczoną wyraźnie na środku białą, przerywaną linią. Słońce ginęło już zupełnie za osłoną z brązowo-zielonych palików, lekki wiatr podobny jak na Nimbu smagał twarze i rozwiewał włosy Jenny. Kent zdekoncentrował się tym bajecznym widokiem, tym bardziej że ostatnie promienie słońca przebijały się pomiędzy kosmykami jej włosów tworząc coś na podobieństwo przepięknego artefaktu…

Wiesz co Kent? Każda mijająca chwila naszego życia to szansa by coś w nim zmienić. – Jenny spojrzała na niego, dotykając jego ust opuszkami palców.

Nagle Kent usłyszał hałas i wrzaski Mikiego, znów hałas, jakby przewracanie przedmiotów, w jednej chwili ślizgacz wyrwał się z łącznika wylatując w powietrze i uderzając w osłonę z brązowo-zielonych palików. Jenny leżała obok bez ruchu, on sam z potwornie zmasakrowaną twarzą wrzeszczał bez przerwy wołając Mikiego… – bez skutku.

Cześć, nazywam się Never! – usłyszał nagle obcy głos mimo, że wszystko wokół wirowało.

Kim jesteś? – wrzasnął Kent.

Właśnie rozpieprzyłem w kawałki tę waszą błazenadę. Wiedziałem, że coś tu nie gra, po tym jak spotkałem Jenny w Blue Lullaby. Wystarczyło zobaczyć zakłócenie mocy jakie generowała rozmawiając z tym szmaciarzem, który leży teraz koło mnie na glebie, trzymany przez droidy bojowe. Ona już wisi między wymiarami, a Ty do niej wkrótce dołączysz. – głos nieznajomego brzmiał strasznie.

Ty gnoju! – wrzasnął Kent resztką sił.

No to żegnam…panie kolego. – usłyszał niemal odpływając.

Wtem ponownie pojawiły się odgłosy eksplozji, krzyki, przekleństwa, serie z broni laserowej a po chwili znów głos…

Kent, Kent! Słyszysz mnie! – Miki wrzeszczał z całych sił.

Jestem. Co się stało! Ratuj mnie, ratuj ją! – Kent był coraz słabszy.

Nie wiem co się stało, nagle wszystko zaczęło się kotłować , jakieś wybuchy, strzały…oni wszyscy są obezwładnieni. Droidy jak po uderzeniu ładunku elektromagnetycznego, a ten co z nimi przyszedł wydaje się być sparaliżowany, przewraca oczami mimo,że to Nimbu! Kent! Co mam robić, jestem przerażony? – wrzeszczał Miki.

Uspokój się, Architekt nam pomógł. Wyciągnij nas stąd, najpierw ją, później mnie! – Kent starał się zachować spokój mimo, że tracił siły.

Nie mogę! Ona wisi na amen a Ty masz zerwaną linkę. – Miki prawie płakał.

Trzymaj otwarte wrota do starej kopalni, tyle ile się da. Mamy jeszcze odrobinę czasu! – powiedział Kent.

Dobrze! To mogę zrobić. Co planujesz? – odparł Miki.

Zobaczysz. – powiedział.

Kent spiął się w sobie i wystrzelił z siebie niesamowitą dawkę energii złożonej z mieszanki bólu, żalu, strachu, nienawiści, miłości, tęsknoty. Było to 90% tego wszystkiego co zgromadził w sobie przez całe życie. W niebieskie niebo strzelił czerwony słup jakby owadów odbijając się od górnych warstw atmosfery i tworząc coś w rodzaju tęczy. Kent nie krzyczał mimo, że chciał bardzo wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, niestety nie był w stanie, bo siła bólu zatykała mu gardło. Stracił przytomność…

Ocknął się stojąc na wieżowcu w dużym mieście. Na przeciw stała Jenny a za nim ktoś, kogo podświadomie identyfikował jako Nevera.

Chcę wrócić na Nimbu. – zwrócił się do niego.

Jeszcze jakieś ostatnie życzenia? – odparł Never zniecierpliwiony.

Jenny uśmiechnęła się i dotknęła jego twarzy.

Cześć Jenny. Jestem zawieszony w Twoim śnie, między wymiarami, Ty nie żyjesz, a ja ciągle Cię kocham.  – powiedział do niej uśmiechając się.

No to mamy problem. – odparła odwzajemniając grymas twarzy.

Straciłem Cie wtedy w tym ślizgaczu, powinienem Cię chwycić. Przepraszam… – dodał.

Pamiętasz co mi powiedziałaś chwilę przed wypadkiem? Każda mijająca chwila naszego życia, to szansa by coś w nim zmienić. – wyszeptał.

Odnajdę Cię. – odparła.

Kent! Tu Miki! Kent, słyszysz mnie? – Miki starał się wywołać przyjaciela.

Słyszę, nie jest dobrze co? – odpowiedział Kent.

Jest szansa ale i niebezpieczeństwo. Jeśli skoczysz z tego budynku, to jest szansa, że złamiesz kontinuum czasoprzestrzenne i wytrącisz ją z zawieszenia. Wówczas Was wyciągnę. – Miki mówił bardzo chaotycznie.

A jakie jest ryzyko? – zapytał Miki.

Może was przerzucić do innego fraktala w postaci czegoś co na ziemi nazywano kotami. To jakieś zwierzęta zdaje się? – powiedział Miki.

Skąd to wiesz?  – zapytał Kent.

Mam otwarty tunel czasoprzestrzenny z dziesiątki! To niesamowite! – Miki promieniał mimo tragizmu sytuacji.

Skaczę! Ona musi żyć. – powiedział do Mikiego.

Trzymaj się Jenny, odnajdę Cię w przyszłym życiu, kiedy oboje będziemy kotami. – zwrócił się do postaci stojącej przed nim.

Ona Cię nie słyszy! Jest fraktalem, odtwarza tylko to co czuła. Coś jak zacięta płyta. – powiedział Miki.

Kent nabrał rozpędu i skoczył. Leciał długo widząc przed oczyma całe swoje życie. Chwilę przed upadkiem stracił przytomność…

Kent, Kent! Obudź się! Nic Ci nie jest? – Jenny trzymała normalnie wyglądającą twarz Kenta we własnych dłoniach.

Odwróć się i nie patrz na mnie! Odwróć się w tej chwili! – wrzasnął tak gwałtownie i stanowczo, że Jenny natychmiast spojrzała w bok czując strach.

Nie jestem Kentem. – dodał po chwili.

Za chwilę wrócisz i spotkasz go ponownie, ale nigdy nie powiesz o tym co się tu stało, rozumiesz? – powiedział znów ktoś, kto wyglądał jak Kent.

Dobrze. – odparła przerażona Jenny.

Łap linkę binarną! – wrzasnął Miki

Jenny chwyciła fragment zmaterializowanego kodu i po chwili znów znaleźli się w tunelu….

Szum, hałas, znikające i pojawiające się obrazy. Po chwili wrota starej kopalni i bezpieczna linka do laboratorium. Dotarli wyczerpani patrząc szeroko otwartymi oczyma na pobojowisko, które ich otaczało…Miki stracił przytomność z emocji…Tym razem, naprawdę niewiele brakło a jeszcze trzeba było posprzątać logi. Coś wyraźnie im pomagało…