6. Splątanie.

Drzwi do apartamentu Kenta otworzyły się z lekkim opóźnieniem. W ich świetle ukazała się twarz Mikiego, który wychylił tylko głowę i krzyknął – akuku!
 
Przestań się wygłupiać, dawaj szybciej bo musimy trzecie stanowisko przygotować, hełm, gogle, osprzęt – odparł Kent.
 
Dobra, dobra…odrobina żartów jeszcze nikomu nie zaszkodziła – bronił się Miki.
 
Podszedł do Kenta i przywitał się z nim charakterystycznym i nieznanym na Nimbu uściskiem dłoni. Kent podpatrzył ten sposób w czasie teleportacji i wydał mu on się bardzo naturalny i spójny, tak że pokazał go Mikiemu. Ten od razu podłapał czując w nim coś szczególnego. Od tej pory będąc tylko w swoim towarzystwie witali się wyłącznie w ten sposób.
 
Sądzisz, że w ogóle przyjdzie? – spytał Miki.
 
Myślę, że tak. Z tego co mówiłeś jest mocno zainteresowana tematem. Boję się, żeby jej się za bardzo nie spodobało… – Kent odruchowo zaśmiał się do siebie.

 
Słuchaj, przygotuj nasze awatary, jej jest zbędny, a ja zrobię sałatkę z Penchy i jakiś sok. Aha i nie zapomnij o trzech linkach binarnych. Nie będę jej później szukał po całym Absolucie – dodał po chwili.
 
OK, biorę się do roboty! – odparł Miki.
 
Odsunął ścianę będącą ekranem i dostał się do laboratorium. Kompletował sprzęt dla kolejnej, już trzeciej wirtualnej platformy. Dziś pierwszy raz na podbój ukrytego świata ciemiężycieli Nimbu miała ruszyć ona. Miki zastanawiał się jakie zadania ich czekają i na co wpadną? Kent od jakiegoś czasu miewał coraz regularniejsze przekazy z dziesiątego wymiaru, czyli od Architekta. Odbywało się to przeważnie w czasie snu, co było dość męczące bo chłopak zrywał się nie raz z łóżka zlany potem, ze względu na realność obrazów, których doświadczał. Kluczowe zadanie pozostało bez zmian – dostać się na siódmy poziom i tak pokierować deaktywacją awatarów Rady Starszych, aby zmusić ich do osobistego przybycia na Nimbu. Wówczas Kent planował zaprosić ich do zwiedzenia starej kopalni, pod płaszczykiem prezentacji nowych wrót kwantowych do innych rzeczywistości następnie korzystając z przewagi bycia na siódmym poziomie rzeczywistości, binarnie wepchną ich do dowolnego awatara i…zawieszą system. Przejęcie kontroli nad armią droidów bojowych stanowiących zbrojne ramię Rady Starszych na Nimbu i prawdziwy straszak dla jej mieszkańców, będzie wówczas banalnym zadaniem wymagającym kilku stron kodu.
 
Wszyscy Nimbu żyli w wirtualnym więzieniu a co było największym paradoksem to miejsce to nie miało teoretycznie krat ani żadnych innych zabezpieczeń. Mało tego, Nimbu dawało mieszkańcom iluzje wolności i możliwości wyboru, pod jednym wszakże warunkiem. Całkowite podporządkowanie władzom. Wszyscy czuli, że coś tu nie gra, każdy podświadomie wiedział, że do poczucia spełnienia nie jest mu potrzebny ani nowy ślizgacz, ani droid kamerdyner czy też nawet ekskluzywne wizyty w Blue Lullaby. Kent pierwszy to zrozumiał, kiedy przerwał kordon ochronny korzystając z awatara i wybrał się w góry. Poczuł prawdziwą wolność, powiew gwieździstego wiatru, smak prawdziwego jedzenia oraz poczucie jedności z planetą. Często kiedy inni pracowali na kolejne zdobycze wyścigu robotów na Nimbu on wyrywał się z pracy stawiając swój awatar pod płaszczykiem naprawy serwera, zabierał stary nieużywany przyrząd do rejestracji rzeczywistości w formie prymitywnych, statycznych obrazów i znikał w tysiącletnim lesie napawając się muzyką jaką wygrywał wiatr. Od dawna chciał ją zabrać ze sobą, raz nawet był blisko, ale Jenny nie była zainteresowana zbyt mocno albo może bała się? Kent nie miał do niej pretensji, zresztą…czuł, że coś go z nią łączy. Jeszcze nie wiedział co, ale był pewien, że się dowie, szczególnie wówczas, gdy ogarnął go wszechobecny spokój…Wszystko zdawało się płynąć a ciepły głos Architekta docierający do niego w czasie snu kazał mu cierpliwie czekać aż jakiś bliżej mu nieznany proces sam się zainicjuje, rozpali i eksploduje. Miał tylko jedno pamiętać – aby go nie przyspieszać. Robić swoje, być sobą, kochać ludzi i dbać o świat. Tak też będzie – myślał sobie, mimo że nieraz zaciskał zęby a w oku błyszczała kropla soli, która jednak nigdy nie spadała. Kent nie umiał już płakać, choć bardzo chciał, aby ktoś go nauczył. Nie. Nie tyle nauczył co mu na to pozwolił, bez konsekwencji, bez ramy słabości, bez wrzucania do worka bycia kimś gorszym…
 
Wiedział, że proces uzdrawiania planety będzie długotrwały, wymagający wiele cierpliwości, czasu i poświęcenia a także wykonywania często pozornie sprzecznych i niezrozumiałych zadań. Wierzył w swoją misję, wierzył w Mikiego i …co raz bardziej wierzył w nią.
 
Cześć chłopaki! – Jenny wsunęła się do apartamentu Kenta niczym cichutki podmuch wiatru do bajecznego pokoju księżniczki z baśni.
 
Cześć Jenny, napijesz się czegoś? – Kent chciał ją pocałować, ale delikatnie odsunęła się.
 
Chętnie, to co zwykle poproszę. – odparła mówiąc do automatu.
 
Hehe, no chyba nie sądzisz, że on odczyta Twoje myśli? – Kent zaśmiał się szczerze.
 
Wiem, że nie da rady, ale nie mogę sobie odmówić przyjemności, żeby to przetestować za każdym razem, gdy tylko mam okazję. – odpowiedziała uśmiechając się do Kenta.
 
Spojrzała na niego, właściwie to był nawet przystojny, męska twarz, pewny wzrok, wiedza, obycie…fajny facet – pomyślała.
 
Cześć lalka, ładnie wyglądasz! – ekran ściana odsłonił się i do pomieszczenia wszedł Miki.
 
Hej, Miki. – odparła Jenny lekko zaniepokojona metamorfozą w podejściu kolegi.
 
Słuchajcie, wszystko jest gotowe. Nasze awatary stoją, więc możemy swobodnie rozmawiać. Kent, masz jakieś instrukcje, co dziś robimy, jakie fragmenty systemu będziemy skanować? – zapytał Miki.
 
Siadajcie. – powiedział Kent wskazując dwa wygodne fotele.
 
Wysunął z sufitu specjalny awatar i wrzucił przekaz binarny jaki zarejestrował się w jego głowie dzisiejszej nocy. Włączył muzykę, stanął przy zasłoniętym od promieniowania oknem i milczał…Jenny odezwała się pierwsza…
 
Fajnie, ale możesz wyjaśnić o co tu chodzi? – spytała.
 
Tak. Właśnie. To był klucz. Miałem milczeć, póki o to nie spytasz. – odparł Kent.
 
Czasem nie ufam do końca Architektowi i testuję go. Wiem, że jest na tyle ponad to iż nie będzie żywił do mnie za to urazy, tym bardziej, że wszyscy i Ty i Miki i inni Nimbu są jego dziećmi. W pewnym sensie oczywiście. Rada Starszych, Zarząd Nimbu, wszystkiego planety, gwiazdy w naszym wymiarze również. Czuję z nim ciągłą, ciepłą więź, której nie umiem wytłumaczyć.
 
Jenny, czy czujesz coś na lewym nadgarstku? – zapytał.
 
Tak! Czuję mrowienie! – odparła dziewczyna.
 
Zamknij oczy i pomyśl czymś i nie otwieraj ich do czasu aż Cię o to poproszę, dobrze? – powiedział Kent.
 
Jenny zamknęła oczy i milczała. Kent chwycił za wirtualny ołówek i napisał na tablicy z ciekłych kryształów – Altruzim jest egoizmem słabych – Fryderyk Nietzsche.
 
Otwórz oczy Jenny. – powiedział.
 
Hej, jak to zrobiłeś? Nigdy nie znałam tego cytatu a przewinął mi się przed oczyma niczym baner! Kto to jest ten Nietzsche? – odparła.
 
No właśnie. Czyli jednak jesteś jedynie kaprysem Architekta, to on steruje Tobą od początku do końca. Ja mu nie ufam w całości, albo inaczej, nie zgadzam się na bycie marionetką, ale też wiem, że on to zrozumie tak jak zrozumiał, ze my troje naprawimy proces, który został uszkodzony na skutek działania zła. Sam się waham nad tym stwierdzeniem, ale myślę Jenny, że Ty jako Temida, wyjaśnisz mi to w odpowiednim czasie. Póki co chciałbym,żeby Miki zdekompilował przekaz wyświetlony na ekranie…
 
Już jestem w trakcie. – odparł Miki.
 
W czasie, gdy Wy się zabawiacie bzdetami, ja ciężko pracuję. – dodał.
 
Jenny wypiła łyk soku patrząc na Kenta, który właśnie odwrócił się zerkając w stronę laboratorium. Zaniepokoiło ją, że zaczyna mu się przyglądać. Dotąd był dla niej taki sam jak inni a od pewnej chwili zaczęła go obserwować. To było i fascynujące i niepokojące jednocześnie….
 
OK, mam ten tekst. – powiedział po kilku chwilach Miki i wrzucił go do artefaktu prezentacyjnego.
 
To jest zapisane w jakimś dziwnym języku, nieużywanym już chyba nigdzie. Mam wrażenie,że źródła tego tkwią na Ziemi. Na szczęście autor zostawił sporo znaczników umożliwiających zbudowane algorytmu i zdekodowanie tego. Z tego co widzę, to jest to fragment instrukcji dla nas, który będzie uzupełniany w miarę jak będziemy zaliczać kolejne etapy jakiejś drogi, cokolwiek to znaczy… Kent, rozumiesz coś z tego? – zapytał rozczarowany Miki.
 
Tak, no dla mnie to jasne. Ta instrukcja mówi wyraźnie, mamy się przedostać do starej kopalni, otworzyć wrota i dostać się do artefaktu. Podobno Jenny intuicyjnie ma wiedzieć, który to, Ty zostajesz i trzymasz końcówki linek binarnych, z tego wniosek, że będą jakieś chocki klocki. – powiedział Kent.
 
Jakiego artefaktu? Jakiej kopalni.? – zapytała Jenny.
 
Widzisz, w czasie przeszukiwania systemu pod kątem gromadzenia danych o urządzeniach wejściowych, wpadliśmy z Mikim na coś, co wydaje się być tunelem czasoprzestrzennym umożliwiającym transfer do innych wymiarów, czasów, planet…w dowolne miejsce we wszechświecie. Wiesz co to wszechświat? – zapytał Kent.
 
No jasne, że wiem. Nie jestem dzieckiem! – żachnęła się Jenny.
 
Możesz mi zatem przedstawić swoją wizję wszechświata? – powiedział Kent.
 
Ty sobie ze mnie żartujesz! Po co to robisz? – wyraźnie się zdenerwowała.
 
Uspokój się. Zadałem Ci proste pytanie. – odparł.
 
No wszechświat to układ Karakorum, w którym jest Nimbu i inne planety, to nasze dwa słońca, to my wszyscy, Rada Starszych, odległe galaktyki, których jeszcze nie znamy. – popatrzyła na niego dziwnym wzrokiem, jakby szukała pułapki.
 
Nie Jenny. To książkowa definicja wszechświata, pełna niespójności i brakujących elementów jak choćby stała kosmologiczna. Wszechświat to umysł Architekta. On jest początkiem i końcem, Alfą i Omegą, myślą i ciałem a Ty, ja, Miki, gwiazdy to tylko wytwór jego myśli. My sami jesteśmy nim a on nami. Dlatego mając jego cząstkę w sobie czujemy, że coś tu na Nimbu nie gra. I my musimy to zmienić. Rozumiesz, co mam na myśli?
 
Jenny milczała. Po chwili szepnęła – tak…chyba tak…to jakiś rodzaj starożytnej religii? – zapytała.
 
Nie, to efekt tego co przeczytałem w Księdze Wszystkiego. Może to smutne, może to straszne ale tak jak we mnie, czy w Mikim właśnie toczy się wojna Karpezjan z Ziemianiami tak w jego umyśle toczy się wojna o nasze dusze. O to, czy Nimbu będzie Edenem czy miejscem tyranii, jakim jest teraz. Nie wiem czemu wybrał akurat nas? Może kiedyś się dowiem, wiem tylko tyle, że jest na tyle potężny, że w każdej chwili może zniszczyć nasz świat, tak jak Ty możesz zniszczyć nasz. – powiedział Kent.
 
Nasz? Jaki nasz? Czy Ty się za daleko nie posuwasz? – odparła Jenny.
 
Nie sądzę. Nasz świat to Ty, ja, Miki ten pokój i nasza sprawa. Na razie tylko tyle i aż tyle. Nie ma znaczenia co ja myślę. – odparł.
 
A jak miałby to zniszczyć? Asteroida? Kompletna utrata grawitacji Nimbu? – zapytała Jenny.
 
Nie. – odparł Kent i zamilkł.
 
Wystarczy, że przestanie o nas myśleć. Im bardziej wbijemy mu się pod zwoje neuronów w jego głowie tym mniejsze prawdopodobieństwo, że tak się stanie. To my Jenny napędzamy ten świat a klucz do jego triumfu lub zniszczenia leży w naszych głowach. – powiedział Kent a lewe oko wyraźnie mu się zaszkliło.
 
Nie wiem czy rozumiem, co chcesz przekazać, ale brzmi to dość pompatycznie i bajkowo a ja jestem realistką i analitykiem danych i nie wiem, czy mam ochotę na bajki? – z Jenny znów wyszedł demon.
 
Rozumiem. Masz prawo sama wybrać. Jeśli wyjdziesz stąd teraz, to nic się nie stanie, on wymaże Ci pamięć, wrócisz do swojego boksa i jutro znów będziesz liczyć słupki. Gwarantuję Ci to, możesz być spokojna. – powiedział Kent.
 
A jeśli zostanę? – zapytała.
 
Poznasz siebie i mnie. Poznasz Mikiego, poznasz tajemnicę Księgi Wszystkiego i zostaniesz Temidą. Proroctwo Architekta wypełni się. – powiedział Kent patrząc jej w oczy.
 
Wstała z fotela, zakręciła się dookoła w nieprawdopodobnie wdzięczny sposób, tak ładnie, że Kent musiał spojrzeć na wiszący na ścianie obraz ilustrujący płonące miasto Kosewu, w jednej z prowincji Nimbu. Był to jedyny ślad po poprzedniej próbie rozbicia hegemonii Rady Starszych. Po chwili stanęła na środku przechylając głowę w lewo i powiedziała….
 
Coś tu ściemniasz Kent, ale podoba mi się ta bajka! Zostaję! – odparła siadając na fotelu.
 
To świetnie, chodźmy zatem do laboratorium. Miki, jesteś gotów? – zapytał Kent.
 
Jasne, możemy zaczynać, tylko czemu do diaska tym razem beze mnie? – powiedział Miki.
 
Spokojnie przyjacielu, wszystko ma swój porządek. – Kent spojrzał na kolegę gasząc wzrokiem jego rozterki.
 
Zasiedli w fotelach, włożyli gogle i wpięli się neuronowo do systemu. Miki wpadł w szał kodowania i ani się zorientowali, gdy znaleźli się w starej kopalni. Znaczniki nie były już potrzebne, bo ścieżka dostępu była zmapowana, ale mimo to trzymali dwie linki binarne do laboratorium, na wszelki wypadek, tym bardziej, że Miki wracał a oni szli dalej.
 
Sprawdzony kod dostępu znów zadziałał. Wrota otworzyły się…Miki przybił piątkę z Kentem – powodzenia – powiedział. Właz głucho zamknął się i dopiero wtedy Kent spojrzał na Jenny. Stała jak zahipnotyzowana…
 
Kent! Co to jest? To jest przepiękne! – powiedziała a na jej twarzy namalował się grymas radości i szczęścia.
 
Jenny była przede wszystkim utalentowaną malarką, ale niestety system nie pozwolił jej rozwinąć się tam, gdzie miała predyspozycje, tylko kazał jej tkwić w czymś, co nie dawało ani radości ani spełnienia a jedynie…wygodną wegetację. Jej głęboko artystyczny umysł natychmiast dostrzegł piękno w przepływających artefaktach…
 
Po co tu jesteśmy? – zapytała.
 
Intuicyjnie masz wybrać jeden z tych fraktali a Miki spowoduje, że znajdziemy się w nim. To nie jest realny świat, tylko binarny zapis zdarzeń z Ziemi, kiedy jeszcze istniała zanim swary i waśnie doprowadziły do anihilacji całej planety na skutek silnych eksplozji na jej powierzchni. W Księdze Wszystkiego jest zapis mówiący o tym, że tam właśnie był Eden, który mieszkańcy tejże sami zamienili w piekło. Ty jesteś jedną z nich, czemu, w jaki sposób, kiedy się tu znalazłaś? Nie wiem. Wiem jedno, że masz naturalną zdolność do rozpoznawania co jest dobre a co złe. Coś czego nie ma żaden Nimbu, coś co we mnie istnieje tylko w połowie, zatem jeśli misja ma się zakończyć powodzeniem, to właśnie Ty jesteś kluczem do nowego świata. Świata, gdzie prawo naturalne będzie jedynym uznanym, świata gdzie przestanie istnieć zawiść, złość, gonitwa, zła energia i złe emocje a Nimbu będą żyli niczym pradawni Ziemianie w spokoju i harmonii. Wiesz, jeśli warto dla czegoś żyć, to właśnie dlatego…
 
Jenny patrzyła raz na Kenta, raz na widowisko, po chwili zbliżyła się do niego i dotknęła lekko, opuszkami palców jego twarzy. Natychmiast poczuł ten nieprawdopodobny przepływ energii, było to tak silne, że omal nie stracił przytomności z poczucia czegoś, co było najwspanialszym stanem na świecie. Odsunął jej rękę dość chłodno, ratując się przez totalnym upadkiem…
 
O, widzę że i Tobie odbija. Też będziesz grał twardziela? – zapytała patrząc mu w oczy.
 
Nie. Przepraszam, kiedyś Ci to wyjaśnię, podejdźmy bliżej. – powiedział chwytając ją za rękę.
 
Zbliżyli się do tańczących w rytm muzyki fraktali…
 
Czemu mamy tam wejść? – zapytała.
 
Który wybierasz? – spytał Kent.
 
Ten trzeci, mały po lewo – zielono-czerwony! – odparła.
 
Miki, słyszałeś? Uruchamiaj bramkę! – krzyknął Kent.
 
Przyjąłem! Trzymam za Was kciuki! – odparł Miki.
 
Po co tam wchodzimy? – zapytała Jenny raz jeszcze.
 
By zdjąć maski i poznać siebie! Jesteśmy splątani kwantowo, a to jest element procesu. Procesu, który ma doprowadzić do uwolnienia Nimbu! – krzyczał Kent, gdy lecieli w tunelu czasoprzestrzennym.
 
Po jakimś czasie znaleźli się w innej, ciekawszej rzeczywistości rzeczywistości…