4. Fraktale.

Miki zalogował się do systemu zarządzania siłownią poprzez hasło, jakie pozostawił ktoś inny – niemal na pewno specjalnie –  w architekturze systemu zarządzania umysłem. Wpadł na nie przypadkowo, mozolnie analizując skopiowany kod. Kompilator w pewnym momencie pokazał błąd w kodowaniu. Po bliższym przyjrzeniu się sprawie, okazało się, że fragment:

int __cdecl AltFunc1(int Arg1)
{
return 0;
}

int __stdcall AltFunc2(int Arg2)
{
return 1;
}
int__Thula.password (int Arg3)

return 2;

Zawiera zaszyty kod dostępu do siłowni, który wyraźnie wskazywał analizowany program jako błąd kompilacji, zaś fragment instrukcji zawierający kluczowe słowo, automatycznie flagował się jako błędny tak, że nawet początkujący programista wpadłby na to niemal natychmiast.

Trudno przypuszczać, aby dobrze strzeżone serwery siłowni były chronione tak prostym kodem jak “Thula”. A może właśnie w prostocie był cały pomysł? Wszak słowo stanowiące hasło stanowiło dla mieszkańców Nimbu nic nie znaczący ciąg znaków. Zastanawiała jednak długość kodu oraz fakt, że miał on flagę “niewygasające nigdy.” Klasyczny backdoor zostawiony przez…kogoś programującego w c++, czyli języku nieużywanym na Nimbu.

Przeglądali różne platformy, system operacyjny zatwierdzony przez Radę Starszych działał na zasadzie zdalnych terminali. Po zalogowaniu się do odpowiedniego serwera następowała materializacja otoczenia a operator niczym hologram był umieszczany w horyzoncie zdarzeń. Technologia tak mocno poszła do przodu, że interpretery umożliwiały przetwarzanie na kod binarny wszystkich poleceń wydawanych przez Nimbu bez potrzeby poddawania ich dodatkowej kompilacji. Bardzo rzadko zdarzało się, aby wymagane były ekstra instrukcje odnośnie kontroli rzeczywistości, działo się tak tylko wówczas , gdy rdzeń systemu oparty o 720-to rdzeniowe procesory kwantowe, nie był w stanie poradzić sobie z odczytaniem zamysłów operatora zaszytych w jego głowie.

Przez pewien czas poruszali się po omacku, aż wreszcie uwagę Kenta przykuł pewien zamknięty właz komunikacyjny z napisami eksploatacyjnymi – “nie chodzić” i “nie obciążać”. Całość była zaśniedziała ale wyglądała na sprawną. Migające kontrolki na klawiaturze dostępu świadczyły o tym, że przejście jest wciąż aktywne systemowo.

Miki, możesz zerknąć do słownika i spróbować się tam włamać? – powiedział Kent, patrząc na stojącą obok wizualizację kolegi.

Miki raz po raz zmieniał swoje awatary niczym postać w grze komputerowej. Teraz stał się potężnym wojownikiem w skórzanej zbroi z metalowymi ochraniaczami na ramionach, kołczanem na strzały oraz dwoma mieczami zatkniętymi z tyłu.

Przestań się wygłupiać, tylko sprawdź ten dostęp. Mam wrażenie, że za tym tunelem będzie coś, co nas doprowadzi do kanału teleportacyjnego. – Kent przywołał do porządku kolegę.

Zaraz, przecież wiesz jak lubię zmieniać się w różne postaci. – Miki był wyraźnie podekscytowany, nie mniej jednak porzucił zabawę i sięgnął po książkę kodową.

Stali obok siebie niczym w kopalni przed ogromnymi drzwiami. Na górze błyskało niebieskie światło a obok panel dostępu składający się z dość prostego zabezpieczenia w postaci klawiatury numerycznej. W rzeczywistości Miki pisał ogromne ilości kodu wywołując go i osiągając zamierzony efekt. Praca poprzez visual access była zbyt niebezpieczna, bo producent tej znakomitej skądinąd aplikacji zabudował w niej keyloggera w taki sposób, że logi były przechowywane przez 4 lata i każdy przeciętny informatyk oddany Radzie Starszych mógł do nich sięgnąć bez problemu identyfikując maszynę, z której się logowano a tym samym użytkownika. Kodu wrzucanego przez autorską nakładkę napisaną przez Mikiego nikt nie był w stanie zrzucić do pliku a logi czyścili niczym specjalne oddziały z miotełkami zacierające ślad po butach niedawno przechodzącego oddziału rebeliantów. Dodatkowo spryskiwali neutralizatorem logi zapachowe – było w miarę bezpiecznie.

Mam… dwie czwórki, szóstka i zero – powiedział Miki.

Kent wpisał kod. Lampka z czerwonej zmieniła się na zieloną. Ogromne drzwi lekko pisnęły i zaczęły chować się w lewej części skały. Oczom chłopaków ukazało się ciemne pomieszczenie, bez zaznaczonych granic, ścian, sufitu i podłóg. Na niewielkiej wysokości zawieszone były kolorowo mieniące się sześciany, w których wydawało się panował jakiś ruch. Wszystkie obracały się dookoła własnej osi, pokazując raz po raz inną ściankę z innym obrazem…

Co to jest u licha? – spytał Kent.

Nie wiem. Po analizie kodu wychodzi mi, że to jakieś bramki teleportacyjne. – odparł Miki.

Dobra, a można bezpiecznie dostać się do którejś z nich? – kontynuował Kent.

Sprawdzę. Martwi mnie jedno. W kodzie wyraźnie widnieje ostrzeżenie – anty-grawitacja. – powiedział wolno Miki skupiając większość swej uwagi na programowaniu.

Słuchaj. Mam ten pierwszy zlokalizowany. Z tego co widzę w dokumentacji jest to portal do miejsca w Układzie Słonecznym. Planeta nazywała się Ziemia. Atmosfera podobna do Nimbu. Wg naszego kalendarza jest tam rok 134 ery dwóch słońc.

Możesz nas tam przerzucić? – zapytał Kent.

Mogę, ale po co? Nie sądzę, aby tam były jakieś ciekawe dane dotyczące naszej misji. – odparł Miki.

Jenny jest czystym człowiekiem…sprawdź, czy możesz nas tam przerzucić? – powiedział stanowczo Kent.

Mogę…ale wiesz, że to będzie tylko zapis binarny tego, co już nie istnieje? – Miki spojrzał na przyjaciela.

Możemy tam wejść czy nie? – Kent wyraźnie tracił cierpliwość.

Możemy. Zapnę tylko linkę binarną, abyśmy mogli się ewakuować. Zostało nam kilka minut do czasu końca sesji. Robię to dla Ciebie, bo ufam Twojej intuicji. – Miki wysyłał całe strony kodu i egzekwował go.

Weszli do pomieszczenia z ciemnym, prostokątem na końcu. Liczne krzesełka ustawione na środku przypominały antyczny teatr, który czasem Miki wizualizował dla członków Rady Starszych w czasie, gdy prowadzili spotkania z zarządem planety. Po obu stronach błyskały czerwone i niebieskie światła a obok nich przesuwały się wspomniane sześciany. Patrzyli urzeczeni na to widowisko. W końcu ruszyli do przodu przywdziewając czerwone, anty-grawitacyjne kombinezony i weszli do największego fraktala na wprost…

Świat zakołysał się, miliardy gwiazd przeleciały obok nich, poczuli wyraźnie, że spadają w nicość. Trwało to koło minuty, kiedy to dość mocny wstrząs osadził ich nad ogromną powierzchnią wody. Wzburzone fale pieniły swoje grzywy a wszędzie wokół widać było wierzchołki białych elementów wystających z wody.

Przesuwali się na pewnej wysokości w czymś co przypominało bańkę mydlaną, kręcącą się wokół własnej osi, więc nie byli w stanie dobrze obserwować tego co działo się na dole. Widać było ogromny, oświetlony obiekt płynący bo wzburzonym morzu z dość dużą szybkością, o której świadczyły odkładające się grzywy fal.

Słuchaj, możesz nas ustabilizować? – spytał Kent.

Spróbuję, może uda się trochę odkształcić ten fraktal? – odpowiedział wolno Miki wysyłając dziesiątki linijek kodu do interpretera.

Bańka mydlana rozciągnęła się przyjmując wygląd cygara a obaj rebelianci znaleźli się w pozycji horyzontalnej, mogąc w końcu oglądać to, co działo się na powierzchni wody pod nimi. Ogromny obiekt przesuwający się z dużą prędkością właśnie uderzył w coś, czego nie było widać na powierzchni. Obaj wyraźnie widzieli, że obły kształt zinterpretowany przez tłumacza binarnego jako “góra lodowa” wyłonił się z odmętu fal. Obiekt zinterpretowany jako “statek” odbił się od niego stając niemal w miejscu. Panowała cisza zakłócana jedynie przez wiatr. W niebo strzeliły dwie flary…

Słuchaj, interpreter wysłał ostrzeżenie, że musimy się trochę odsunąć, bo mogą nas zaobserwować ci na dole. Nazywają takie obserwacje jako NOL a nie ma ich w scenariuszu. Jeśli nas zobaczą, to zakłócimy kontinuum przestrzenno czasowe i możemy zerwać linkę binarną. Spróbuję nas przesunąć trochę dalej i wyżej… – powiedział Miki.

Mam jakieś dziwne odczyty, coś jak prymitywny sygnał wzywający pomocy. – odparł Kent.

Przyspieszam nieco projekcję bo mamy mało czasu, zwiększam naszą prędkość i skracam rzeczywistość. – rzucił Miki walcząc z kodem.

W przyspieszonym tempie ujrzeli jak od wyraźnie przechylającego się obiektu na powierzchni wody, oderwało się kilka mniejszych, w których siedziało po kilkanaście postaci.

Miki, zrób mi zbliżenie na tamte światła… – powiedział Kent wskazując ich źródło w dużej odległości od nich.

Ujrzeli inny podobny do tego pod nimi obiekt idący po powierzchni wody z dużą szybkością. Ogromne fale zalewały raz po raz jego przód chowający się w ogromnych załomach z wody. Kent dojrzał napis…Californian.

Zobacz! Te postaci są jak żywe! Widać strach i przerażenie! Możemy im jakoś pomóc? – spytał Kent.

Nie. Wiesz przecież, że to tylko cyfrowy zapis czegoś co już nie istnieje. – odparł Miki.

Ale oni reagują jakby żyli! – Kent nie odpuszczał.

Bo to jest doskonały zapis. Tam jest wszystko emocje, zapach, obraz, wrażenia. Interpreter mówi, że to się odtwarza bez przerwy od początku do końca, a fraktale są rodzajem znaczników. – powiedział Miki.

Dobra, chwyć linkę binarną, musimy się stąd zabierać. – powiedział Miki wysyłając ciągi kodu do interpretera – był naprawdę dobry w tym co robił.

Stanęli znów w czerwonych kombinezonach w pomieszczeniu z krążącymi sześcianami.

Słuchaj, interpreter mówi, że te fraktale tworzą się zawsze wtedy, gdy w absolut uderza jakaś ogromna ilość energii. Niebieskie są wtedy, gdy jest to zła energia, typu strach, ból, nienawiść, przemoc a zielono czerwone, gdy pozytywna, typu radość, miłość, serdeczność. Musi być naprawdę duże uderzenie, aby fraktal się ukształtował. Pamiętasz jak w Alderman uderzyła asteroida odparowując całą planetę? Też powstał taki fraktal jako skutek strachu i bólu, jakiego doświadczyli mieszkańcy chwilę przed śmiercią. Po prostu silne uderzenia energii odbijają się na powierzchni absolutu! To niesłychanie ważne dla nas! Jesteś genialny! – powiedział Miki.

Wprowadź nas jeszcze tu. – powiedział Kent.

Gdzie, do tego małego fraktala po lewo? – spytał Miki.

Tak, do tego drugiego. – odparł Kent.

Wchodzę, zapnij linkę binarną! – przypomniał przyjacielowi, tym razem nie protestując.

Znaleźli się pod sufitem jakiegoś łącznika, tunelu prowadzącego z jednego budynku do drugiego. Przesuwali się nad głową chłopca idącego w kierunku pobliskiej kawiarni. Za chłopcem podskakiwała dziewczynka z długimi, ciemnymi włosami. Chłopiec dostał coś od kobiety stojącej pod drugiej stronie bariery oddając jej jakieś błyszczące kamienie, to coś było schowane w niewielkim pudełeczku i miało czerwony kolor.

Sprawdź mi co to jest. – powiedział Kent.

Interpreter mówi, że to “kandyzowane truskawki”, cokolwiek to znaczy. – odparł Miki.

Zwijamy się. To nie ten fraktal. Zostało 30 sekund. – powiedział Kent.

Chwycili linkę binarną i znów znaleźli się w pomieszczeniu z blado-czerwonym światłem. Biegiem ruszyli w kierunku ogromnych drzwi, wstukali kod zamykający i chwycili za linkę binarną do laboratorium. Po chwili spojrzeli na siebie będąc już na fotelach w laboratorium.

Mamy kolejne ważne odkrycie. –  zauważył Kent.

To prawda! Gdyby udało się wywoływać powstawanie takich fraktali na życzenie, moglibyśmy wykorzystać je do tworzenia kopi rzeczywistości, w którą z czasem dałoby się wepchnąć awatary Rady Starszych, zmuszając ich do osobistej wizyty na Nimbu. Zapisz to wszystko i zakoduj pod nazwą “Uderzenie mocy”. – powiedział Miki.

Koledzy przybili piątkę wychodząc z laboratorium. Miki zniknął w windzie wraz z sykiem powietrza z zamykających się drzwi a Kent położył na wirtualnej kanapie i zaczął myśleć nad tym co zobaczył w ostatnim fraktalu…kandyzowane truskawki? Co to może być?

Wstał, zneutralizował ich awatary i położył się ponownie. Może Jenny coś pomoże z tymi truskawkami? – pomyślał.