Rajd na Entebbe.

Jest 12:20 27 czerwca 1976 roku. Słoneczna pogoda na lotnisku w Atenach, w których między lądował Airbus AirFrance lot numer 139 z Tel Avivu do Paryża zapowiadała udany dzień i nudny lot. Na pokładzie maszyny znajdowało się 248 pasażerów i 12 członków załogi.

Na zegarach pasażerów wybija 12:28, z tylnego siedzenia przy drzwiach ewakuacyjnych podnosi się postawny mężczyzna o ciemnej karnacji, wyciąga czeski pistolet typu CZ, łapie za szyję stewardessę i krzyczy, żeby nikt się nie ruszał bo będzie strzelał. Przez ciała pasażerów przechodzi dreszcz. W tym samym czasie z przednich foteli Airbusa podnosi się dwoje Niemców. Wilfried Böse i Brigitte Kuhlmann są członkami organizacji Komórki Rewolucyjne, współpracującej z oddziałem Waddi Hadda (otrutego później przez Mossad za pomocą spreparowanej czekolady). Wyciągają niemieckie pistolety typu Walther, dodatkowo dziewczyna trzyma w ręku coś, co przypomina granat. Krzyk pasażerów miesza się z poleceniami wydawanymi przez terrorystów załodze oraz popychaniem niesubordynowanych osób. Jedna z dziewczyn pada, ktoś inny płacze, kilka osób wymiotuje z nerwów. Porywacze pukają do kabiny pilotów grożąc egzekucją stewardessy. o 12:36 wdzierają się do kokpitu, drugi pilot uderzony kolbą CZ pada na podłogę, kapitan trzymany pod lufą dostaje polecenie zmiany kursu na południe. Po kilku minutach dowiaduje się, że jego celem ma być Bengazi w Libii. Porwany samolot dociera tam o 14:58. Porywacze żądają paliwa oraz zwalniają dwie kobiety. Jedną w zaawansowanej ciąży i drugą lecącą do Manchesteru na pogrzeb matki. Reszta sterroryzowana lufami czterech porywaczy czeka na rozwój wypadków. Po długim postoju na lotnisku Kadafi wyraża zgodę na zatankowanie Airbusa. Jego udział w tym porwaniu jest niejasny do dziś. Samolot tankuje 42 tony paliwa i o 21:55 startuje z lotniska Bengazi, kontynuując lot na południe Afryki. Celem ostatecznym okazuje się Uganda i miasto Entebbe. Po wylądowaniu pasażerowie są zmuszeni do przemieszczenia się do starego terminala pasażerskiego. Do czwórki porywaczy dołączają trzej inni w tym kobieta. Sprawa powoli staje się jasna – główny sponsorem imprezy jest Idi Amin – prezydent Ugandy i dyktator. Człowiek ten znany z zamiłowania do jedzenia ludzkiego mięsa (wierzył, że w ten sposób wchodzi w posiadanie mocy swojej ofiary) zorganizował i sfinansował porwanie Airbusa Air France. Miał pecha, że na pokładzie byli Żydzi a jak wiadomo Izrael nie negocjuje tylko skutecznie działa.

Amin lubował się w makabrycznych widowiskach. okazał się psychopatycznym mordercą na masową skalę, stosującym tortury i skrytobójstwo. Lista tortur zawiera między innymi:

-wycinanie ofiarom kawałków ciała i zmuszanie do ich zjedzenia,
-trzymanie więźniów w dołach z lodowatą wodą i torturowanie aż do śmierci,
-wbijanie bagnetów w odbyty i genitalia więźniów…

Powolne zabijanie było powszechną praktyką. Strzelano człowiekowi w ręce, pierś i nogi, póki nie wykrwawił się na śmierć. Kobiety były gwałcone, później podpalano ich narządy rodne, kiedy jeszcze żyły.
Odciętą głowę Sulejmana Husajna, szefa sztabu zatłuczonego na śmierć kolbami karabinów, dyktator umieścił w zamrażalniku swej lodówki. W sierpniu 1972 roku – podczas wykwintnej kolacji w prezydenckim pałacu w Kampali – goście doznali szoku, kiedy Idi Amin odszedł na chwilę od stołu i wrócił, trzymając na srebrnej tacy obłożoną lodem głowę brygadiera Husajna. Jeszcze większego szoku doznali, kiedy dyktator poinformował ich, że od czasu do czasu jada ludzkie mięso oraz że w zamrażarce ma jeszcze głowę Janani Luwuma, arcybiskupa Kościoła anglikańskiego w Ugandzie.

Świat osłupiał. Do tej pory traktowano Amina jako błazna, który obwiesza się dziesiątkami orderów i medali, nosi mundury z akselbantami, bogato inkrustowane złotem, oraz „kolekcjonuje” kabaretowe tytuły, takie jak: Jego Ekscelencja Dożywotni Prezydent Ugandy, Marszałek Polny Doktor Idi Amin, Władca Wszystkich Stworzeń na Ziemi i Ryb w Morzu, a także Zdobywca Imperium Brytyjskiego w Afryce w Ogólności, a Ugandy w Szczególności…

Terroryści sformułowali żądania do Izraela.40 więźniów palestyńskich miało być natychmiast uwolnionych oraz 13 innych terrorystów przetrzymywanych w więzieniach różnych państw na terenie Europy. W razie odmowy spełnienia żądań samolot wraz z pasażerami miał być wysadzony w powietrze. Ostateczny termin został wyznaczony na 1 lipca godzina 14:00. W tej sytuacji rząd Izreala zgadza się oficjalnie na wykonanie zaleceń terrorystów i zwolnienie więźniów. Jednocześnie pod egidą Icchaka Rabbina zbierają się najbardziej tęgie głowy z dziedziny dyplomacji, wojskowości, negocjacji. Narada trwa kilka godzin. Idi Amin przeszedł w wojskach Zahelu trening spadochronowy, z którego był nadzwyczaj dumny, więc jasnym się stało, że pierwszą próbą dotarcia do niego i negocjacji było wykorzystanie emerytowanego szefa wyszkolenia spadochronowego, który zajmował się współpracą z Aminem w czasie jego treningu w Izraelu.Negocjacje Barucha „Burka” Bar-Leva nie przynoszą rezultatów, mimo kilku długich rozmów telefonicznych.

Zapada decyzja o akcji zbrojnej. Jej powodzenie wydaje się być mocno problematyczne, bo odległość z Tel Avivu do Kampali to około 4000 kilometrów. Po kilku godzinach analiz, dowództwo IAF stwierdza, że jest szansa przerzucenia żołnierzy wraz ze sprzętem na taką odległość.W odpowiedzi na zgodę Izraela na wypuszczenie terrorystów termin ultimatum został przesunięty na 4 lipca. Zahel zyskiwał czas potrzebny do zorganizowania akcji. Uwolniono pasażerów samolotu poza osobami z paszportami Izreala. Kapitan samolotu Michal Bacos odmówił wyjścia, twierdząc, że odpowiada za los pasażerów. Specjalny francuski samolot transportowy zabrał resztę uwolnionych osób. Na lotnisku w Entebbe pozostało 105 osób. Wszyscy legitymujący się paszportem z niebieską gwiazdą.

Zwolnieni zakładnicy ułatwili jednostce Mossadu przygotowanie planu odbicia zakładników poprzez przekazanie informacji na temat rozmieszczenia ugandyjskich posterunków, ilości żołnierzy, terrorystów oraz poprzez przekazanie szkiców lotniska w Entebbe. Mossad doskonale wiedział, gdzie i w jakiej części lotniska są zakładnicy, gdzie są gniazda karabinów maszynowych, wieża obsadzona wojskiem.

Operacja została oznaczona kryptonimem „Piorun”. W akcji miało wziąć udział pięć samolotów transportowych typu Hercules oraz Boeingi 707. Ponieważ termin wygaśnięcia ultimatum zbliżał się nie ubłagalnie a rząd Izraela wciąż zwlekał z wydanie decyzji o akcji szefostwo Mossadu na własne ryzyko podjęło decyzję o uruchomieniu kryptonimu „Piorun”. Samoloty wystartowały z półwyspu Synaj z bazy Szarm el-Szejk, z tego samego miejsca co rozbity kilka dni temu rosyjski Airbus. Dowódcy samolotów lecących w kierunku Ugandy mieli nasłuchiwać depeszy w Tel Avivu i w razie konieczności i odwołaniu akcji zawrócić z marszruty i wylądować na macierzystym lotnisku. 3 lipca wszystkie izraelskie maszyny znajdują się w powietrzu i zmierzają w kierunku Ugandy nie wiedząc do końca czy akcja dojdzie do skutku. Żołnierze zgromadzeni na pokładach stanowią elitę sił zbrojnych państwa żydowskiego. Próbują zasnąć, ale emocje nie dają spokoju. Każdy sprawdza broń, oporządzenie oraz mentalnie szykuje się na śmierć. Akcja wydaje się być typową misją kamikadze. Opanowanie lotniska w obcym kraju, bez broni ciężkiej, przewagi liczebnej wydaje się niemożliwa. Mimo to, każdy na swoje miejsce w szeregu i wie, ze może liczyć na kompana. Armia izraelska jest jedną z najlepiej zorganizowanych na świecie. Jednostki bojowe są formowane celowo z sąsiadów, bo to zwiększa odpowiedzialność jednostek za towarzyszy broni. W lokalnych warunkach wygląda to tak, że drużynę stanowią chłopaki znający się z dzielnicy. Nigdy nie miesza się ludzi wysyłając ich do odległych garnizonów, tylko sąsiad z ulicy kryje innego sąsiada. Poza tym, jest to jedyna armia na świecie, gdzie wśród oficerów nie istnieje komenda „na przód” a jedynie „za mną”. Ceną są straty, bo w wojnach na bliskim wschodzie współczynnik utraty oficerów względem pozostałych żołnierzy jest najwyższy na świecie. Mimo to tak strategia opłaci się, bo zwykły żołnierz wie, że jeśli dowódca czegoś wymaga, to znaczy, że sam temu sprosta lub polegnie. Szkoda, ze hałastra zarządzająca korpobiurwami tego nie rozumie, ale cóż? W dupę nóż.

Izraelskie maszyny czesząc niemal po ziemi lecąc na wysokości 30 metrów ryzykują zahaczenie o ziemię, następnie zanurzają się Wielki Rów Wschodni, chodzi o pozostanie niewidzialnymi dla radarów Egiptu, Sudanu i Arabii Saudyjskiej. Lot na takiej wysokości wymaga najwyższego kunsztu w pilotażu i jest nieprawdopodobnie nużący. Boeingi wystartowały później niż Herculesy, ze względu na wyższą prędkość przelotową. Jeden z transportowców zamieniony w szpital wylądował w Nairobii w Kenii pod pozorem awarii, czekając na rozwój wypadków. Na jego pokładzie znajdował się mózg operacji generał Kuti Adam, z pochodzenia Polak spod Ostrołęki. 3 lipca o 23:01 pierwszy Hercules ląduje z otwartą rampą na lotnisku w Entebbe. Natychmiast wyjeżdża z niego czarny Mercedes identyczny jak ten, którego używa Idi Amin. Żołnierze Ugandyjscy są w szoku. Nie pada ani jeden strzał do czasu, gdy z pochylni wyjeżdża już szósty Willys z działkiem bezodrzutowym na pokładzie. Ekipa izraelska liczy około 100 osób z czego większość to żołnierze elitarnej 35 Brygady Spadochronowej oraz Brygady Piechoty Golani. Trzon grupy stanowili komandosi z Jednostki 269 (Sayeret Matkal). Ogień kaemów oraz dział bezodrzutowych zamontowanych na samochodach terenowych kompletnie paraliżuje żołnierzy ugandyjskich. Izraelczycy zyskali efekt zaskoczenia. Rajd ten trwał 3 minuty, licząc od chwili lądowania samolotu. Do godz. 23:08 cztery Herculesy znajdowały się już na ziemi. Kolejne oddziały izraelskich komandosów stoczyły bitwę z żołnierzami ugandyjskimi i zajęły kluczowe pozycje na terenie lotniska, kontrolując całość obiektu. W ataku zginęło dwóch zakładników (w tym jeden zastrzelony omyłkowo przez komandosów, którzy wzięli go za porywacza, gdy wstał po komendzie „padnij!”), a 7 zostało rannych. Śmierć poniósł dowódca izraelskich komandosów Jonatan Netanjahu (komenda za mną), a inny z żołnierzy został ciężko ranny i sparaliżowany. Zabito 6 terrorystów, w tym Niemców. W trakcie walki zginęło też 45 żołnierzy ugandyjskich.

Uratowani zakładnicy zostali załadowani do jednego z Herculesów. Trwało to siedem minut. Samolot z pasażerami wystartował (jako pierwszy) o godz. 23:52. Następnie komandosi ogniem karabinów maszynowych zniszczyli 11 ugandyjskich myśliwców MiG-17, stojących na lotnisku oraz lotniskowy radar. Miało to uniemożliwić ewentualny pościg. Ostatni Hercules wystartował o godz. 0:40. Następnym punktem planu było lądowanie w Nairobi.

4 lipca o godz. 0:43 pierwszy Hercules i drugi Boeing (koordynujący akcję) były już w Nairobi. Ranni pasażerowie i żołnierze zostali przeniesieni do oczekującego medycznego Boeinga. Dwoje ciężko rannych zakładników wymagało jednak hospitalizacji – zostali zabrani do szpitala w Nairobi. Jeden z nich później zmarł – była to trzecia ofiara wśród zakładników. Na lotnisku w Nairobi samoloty zostały zatankowane – było to niezbędne, aby mogły one wrócić do Izraela. Rząd izraelski postanowił nie udzielać władzom Kenii żadnych informacji o planach. Samoloty izraelskie zostały potraktowane jak zwykłe loty komercyjne. Kenijczycy na lotnisku nie zadawali pytań, a Izraelczycy nie udzielali żadnych informacji.

Po krótkim pobycie w Nairobi samoloty wyruszyły w drogę powrotną do Izraela. Hercules z uwolnionymi zakładnikami wystartował o godz. 2:04. Rankiem 4 lipca wylądował on na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie, gdzie na uwolnionych czekały rodziny i bliscy.

Jeszcze jedną śmiertelną ofiarą była 75-letnia Dora Bloch, która ze względu na stan zdrowia została wcześniej przewieziona do szpitala w Kampali. W 1987 r. Henry Kyemba, minister zdrowia Ugandy w czasie tych wypadków, ujawnił, że Dora Bloch została po ataku wyciągnięta ze szpitala i zamordowana na rozkaz Amina przez jego dwóch oficerów. Po operacji dyktator zagroził, że w ramach odwetu wyśle do Izraela „pierwszą samobójczą dywizję pancerną”. Groźby nie zrealizował.

Co dalej z Aminem? Najpierw, wraz z dwiema żonami i dwudziestką dzieci, znajduje azyl w Trypolisie, następnie wyjeżdża do serca Arabii Saudyjskiej, Rijadu. Przez następne 24 lata ma u swoich muzułmańskich przyjaciół jak… u Allaha za piecem. Chroniony przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie, rozpieszczany. Idi Amin przemawia do Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Jest rok 1975. Przy władzy utrzyma się jeszcze przez cztery lata.

Dada ma wszystko. Rezydencję, święty spokój, Cadillaca, a nawet regularne samolotowe dostawy składników na ulubione danie z ojczyzny (maniok, proso i zielone banany). Żyje jak król, którym do niedawna w praktyce był. Łowi ryby, ogląda telewizję, gra na akordeonie i pilnie studiuje Koran, tak przynajmniej mówi włoskiemu dziennikarzowi w 1997 roku. Twierdzi, że interesuje go tylko islam.

Umiera w 2003 roku w luksusie i dostatku.

I to jest prawdziwa natura ziemi…tej ziemi.