Alternatywna rzeczywistość.

Monika wyszła przed niewielki ale bardzo przytulny dom z bali, który Artur zbudował na niewielkim zboczu u podnóża starego, szumiącego lasu. Dziewczyna uwielbiała wręcz to miejsce, które w niesamowity sposób kojarzyło jej się z dzieciństwem. Był środek czerwca, słońce operowało wysoko dając dużo nadziei, ciepła i radości. Niewielki wiaterek owiewający jej drobną, zgrabną sylwetkę był równoważony przez ciepło kubka z herbatą, który ściskała w dłoniach siedząc na ganku. Zwisające odnogi pelargonii i innych kwiatów tworzyły dość magiczną scenerię tego miejsca. Czuła się naprawdę bezpieczna i kochana. Artur był co prawda na polowaniu, ale za ścianą w pięknej drewnianej kołysce wystruganej ręcznie spała ich córka Liv. Gdyby Monika błądząc w ciemności jeszcze dwa lata temu pomyślała, że w końcu znajdzie bezpieczną przystań, a lęki odejdą nigdy by w to nie uwierzyła…
Przeciągnęła się dość mocno jednak odprężenie przerwał grzecznie kłaniający się sąsiad, który akurat przechodził w pobliżu jej domu. Dziewczyna zawstydziła się lekko krzywiąc twarz, bo człowiek ten spojrzał na nią akurat wtedy, gdy na jej twarzy zakwitł grymas spowodowany przeciąganiem się.

Dzień dobry Monika!

Dzień dobry panie Stanisławie, piękna pogoda dziś – zagaiła z uprzejmości starszego pana.

O tak, zresztą przy tak miłej sąsiadce zawsze jest dobra pogoda – odparł Stanisław, dźwigający dość potężną piłę, z którą wybierał się na wyręb do pobliskiego lasu.

W domu zadzwonił telefon. Monika zgrabnie podskoczyła wpadając z impetem do domu.

Halo! – nieco zachrypniętym głosem odezwała się do słuchawki starego aparatu typu Bratek.

Dzień dobry Pani, dzwonię z fundacji pomocy dzieciom autystycznym, nazywam się Rolsen. Czy możemy chwilę porozmawiać? – zaskrzeczał męski głos po drugiej stronie słuchawki.

Monika obdarzona nadzwyczajną wyobraźnią i artystycznym talentem natychmiast próbowała sobie wyobrazić jak wygląda tajemniczy nieznajomy budując jego obraz na bazie głosu…
Bardzo proszę, a o co chodzi? – spytała zaciekawiona.
Droga pani, otóż widziałem na jednej ze stron internetowych, a także w pewnym sklepiku w Kazimierzu nad Wisłą rysunki, które nadzwyczaj mi się spodobały. Ilość emocji przekazywanych przez artystę poraziła mnie do tego stopnia, że postanowiłem kupić jeden z nich a także dowiedzieć się, kto jest ich autorem – Rolsen stracił na chwilę wywód, gdyż mówił bardzo emocjonalnie i zabrakło mu oddechu…

Tak? Ale w czym mogę pomóc? – odparła Monika

Otóż droga pani, dowiedziałem się, że to właśnie pani jest ową artystką, której rysunki tak mnie urzekły. Dostałem ten kontakt nie bez przeszkód od pani męża, tylko dlatego, że wiedział iż sprawa, z którą do pani dzwonię na pewno będzie istotna. Zresztą kontakt do niego udało mi się dostać w owej niewielkiej galerii nad Wisłą.
Och, rozumiem – bardzo mi miło! – odparła Monika czując jak lekko się rumieni.

Dziewczyna nigdy nie miała wiary we własny talent, ta słabość do czasu, gdy Artur nie podjął z nią zdecydowanej walki była przyczyną wielu problemów w życiu naszej bohaterki. Poczucie jej wartości i znaczenia dla świata w sensie wartości wyższych rosło od chwili kiedy zaczęli być razem w sposób bardzo harmonijny. Talent rozkwitł do tego stopnia, że Monika momentami pod wpływem tego jak bardzo jej obrazy dają radość odbiorcom nie dość, że zmieniła tematy, które przelewała ołówkiem na papier, to jeszcze to co przekazywała stało się jasne i pełne życia. Smutnym, zgnębionym postacią ustąpiły obrazy uśmiechniętych dzieci w ogrodzie, martwej natury, która zdawała się żyć na jej dziełach oraz życie ptaków i zwierząt domowych. Zresztą, miała swoją niewielką pracownię, którą Artur specjalnie zaprojektował dla niej. Prawdę mówiąc to poczytywała do pewnego czasu tę jego troskę o nią jako słabość, dopóki nie zrozumiała, że to co robił było częścią większej całości, która w finale miała spowodować, że życie ich obojga ulegnie diametralnej zmianie. Zresztą ten proces się już zaczął…Monika po chwili zamyślenia wróciła do rozmowy…
Otóż, droga pani, jak wspomniałem na początku, jestem prezesem pewnego stowarzyszenia, które pomaga dzieciom. Pokazałem pani rysunki pewnym bardzo wpływowym osobom i okazało się, że ludzi ci są bardzo zainteresowani pani twórczością. W związku z tym przyszło mi do głowy, żeby zorganizować galerię rysunków jako główny event imprezy charytatywnej, która odbędzie się w Warszawie. Czy pani byłaby zainteresowana? Słyszałem, że tych rysunków jest więcej, tylko nie wszystkie chce pani eksponować?
Ojej, zaskoczył mnie pan! Proszę wybaczyć, ale nie wiem co powiedzieć, może myli mnie pan z kimś? – skromność Monika była wręcz podręcznikowa, co zresztą był jednym z elementów fascynacji jej osobą przez Artura.

Na chwilę zapadło milczenie…

Czy słyszy mnie pani? – spytał Rolson

Tak – przepraszam, mam bardzo emocjonalną naturę i jestem zaskoczona – odparła Monika.

Rozumiem, bardzo przepraszam, że wprowadziłem panią w zakłopotanie – odparł smutnym, wieszczącym klęskę głosem Rolson.

Och nie, wszystko w porządku! A kiedy miałby się odbyć ten wernisaż? Wie pan ja mam małe dziecko no i chciałabym uzgodnić to z mężem… – odparła powoli Monika.

Rozumiem, całość będzie miała miejsce we wrześniu w Zachęcie. Będą naprawdę szacowni goście i sądzę, że pani prace spotkają się z dużym zainteresowaniem. Całość dochodu z wernisażu przekażemy dla chorych dzieci z pobliskiego miasteczka. Jest tam szkoła, która dość mocno podupadła ze względu na brak finansowania, a sądząc po zasobności portfeli naszych gości, sądzimy, że zbierzemy dość duże środki. Czyli byłaby pani wstępnie zainteresowana? – z nutką nadziei w głosie zapytał Rolson

Tak…sądzę, że tak, ale muszę to uzgodnić – odparła Monika.
Rozumiem, czy tantiemy w wysokości 50% uzyskanej kwoty z licytacji każdego rysunku byłyby dla pani satysfakcjonujące. Oczywiście gwarantujemy noclegi, oprawę no i oczywiście udział w raucie, którym chciałbym przedstawić panią naszym gościom – Rolson przeszedł do konkretów.

Panie Rolson – jeżeli jest to akcja charytatywna to ja nie chcę pieniędzy za moje rysunki. Zawsze marzyłam o tym, żeby pomagać innym ludziom, a dziś dzięki takim osobom jak pan, czy mój mąż mogę coś dla nich zrobić i coś po sobie zostawić. Będę wdzięczna, jeśli zapewni pan mi i mojemu mężowi pobyt w stolicy w czasie wernisażu. – odparła dość oschle Monika dotknięta nieco, że ktoś potraktował jej prace mocno komercyjnie.

Oczywiście! Wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Ręczę słowem. Zadzwonię w takim razie raz jeszcze w najbliższy poniedziałek i zaproszę panią na spotkanie, gdzie omówimy szczegóły przedsięwzięcia. Oczywiście rozumiem, że zajmuję się pani dzieckiem więc dostosuję czas i miejsce do pani możliwości – powiedział uprzejmie Rolsen.

Dobrze, bardzo się cieszę! – odparła Monika.

Ja też się cieszę, dziękuję za rozmowę! Było mi bardzo miło i do zobaczenia! – odparł Rolsen.

Do widzenia – Monika odłożyła słuchawkę.

Podeszła do kołyski, dziewczynka spała słodko mocno oddychając. Poprawiła kołderkę i ruszyła znów na podwórko słysząc, że ktoś wchodzi przez furtkę. To był Artur. Podeszła do niego i przytuliła się mocno…

Coś się stało? – spytał Artur wiedząc, że Monika kryje uczucia w środku i rzadko bywa wylewna.

Nic się nie stało. Po prostu Cię kocham Artur! Jestem tego pewna. – odparła wtulając się mocno.

Artur zręcznie ukrył wzruszenie. Tak właśnie zawsze wyobrażał sobie coś, co ludzie zwą szczęściem. Jeszcze raz okazało się, że tylko czyniąc dobro można zebrać równie dobre plony. Siedli na kamiennym schodku i milcząc patrzyli na zachodzące słońce. Słowa były zbędne – połączenie między nimi tak mocne, że wszelkie dźwięki poza naturą, byłyby tylko zbędnym szumem w tym wszystkim co tworzyło ich…