Gra świateł.

Dzisiaj będzie śmiesznie bo przypomniało mi się jak przeprowadzałem swego czasu swoją konkubinę (swoją drogą to kocham to określenie) w NY, w dodatku mężatkę. Co prawda jak mnie zaczęła omamiać, to była w trakcie rozwodu ze swoim mężem katem, palaczem marychy i nałogowym alkoholikiem. 😉 Jak się w temat wkręciłem, to okazało się, że rozstanie się przedłużyło do lat dwóch, ze względu na zasobny portfel owego jegomościa o czym dowiedziałem się o pięć minut za późno. Nie wiem do końca co u niej obecnie, bo przestała mnie dość dawno nagabywać, ale zakładam, że dalej oddaje się emocjom smród marychy w całym domu plus małpki pochowane gdzie się da. Są egzemplarze naszych pięknych pań co to i „utrzymują czasem” przez dłuższy czas, jak mi wyznała pewna inna młoda dama (większość z panów dało by się dla niej pokroić, zostawiłoby Krystynę wraz dziećmi jak Kaziu Marcinkiewicz na pstryknięcie w palce a ta cholera upodobała sobie margines). Nie wiem co to za prawidłowość ale seks z takimi paniami jest po prostu przeżyciem z najwyższej półki – to tak na marginesie. 😉 Wracając do mojej konkubiny to innymi słowy, szydło jak zwykle wyszło z worka pięć minut po czasie a nie za pięć dwunasta. 😉 Człowiek samotny, kupę lat z jedną kobietą wierzył w każde słowo niczym w relikwię. W sumie, przecież ja sam zawsze dotrzymywałem słowa, to czemu tu miałoby być inaczej w tym wypadku? 😀

Jak zwykle w moim życiu, niemal wszystkie relacje z kobietami (i te epizodyczne i te dłuższe) mogłyby śmiało posłużyć za scenariusz filmowy, tu jednak było nieco dramatycznie i śmiesznie z perspektywy czasu. Jak mawiają, frajerów nie sieją, sami się rodzą – aczkolwiek z dystansu oceniam ten nasz układ jako dobrą szkołę życia dla mnie i jeden z przyczynków zainteresowania mechanizmami rządzącymi główkami naszych pięknych pań 🙂 Tak czy owak, im dalej w las, tym…bardziej ciemno.

Dostaję telefon – Misiu! Mam dość! Wyprowadzam się, ale musisz przyjechać i mi pomóc, bo ten psychopata mnie zabije a ja muszę wynieść wszystko z domu w czasie, gdy on jest w pracy. Inaczej on mnie nie puści bo będzie błagał, kupi sto róż, będzie prosił o jeszcze dwa dni, później wyjmie rewolwer i zacznie szopkę z rosyjską ruletką a ja kocham tylko ciebie i z tobą chce być 😀

Który prawdziwy facet na takie dictum nie rzuciłby wszystkiego i popędził ratować swą wybrankę z rąk oprawcy? 😀

OK, wpadam na skyskaner i łapię jakieś dziwne połączenie do NY za całe 1350 złotych w dwie strony! Bilet kupuję przez Iberię, realizuje go BAE a wracam Lotem 😀 W sumie mi pasuje, bo wówczas pojawiły się we flocie naszego wspaniałego przewoźnika Dremlinery, więc tym bardziej temat mi przypasował! Pakuję się w starego A310 na Okęciu, aby po dwóch godzinach lądować na Heathrow. Wrzucam jakieś sushi i przemieszczam się do Terminala 5. Ostre trzepanko jak zwykle na transatlantyk i już jestem w środku B777. Przechodzę na koniec samolotu, klepię zawsze tak zwany shit place przy toalecie na końcu samolotu, bo są tam tylko dwa fotele a ja nie lubię jak mi ludzie łażą po nogach, więc nawet trzask drzwi od owego przybytku nie przeraża mnie szczególnie. Naglę widzę w przejściu zator i szumek tłumu…O Jesus, what the hell? Patrzę a tam dość duża pani zaklinowała się między fotelami i szarpie się mocno z walizką blokując przejście. Pot płynie jej po skroni a ludzie syczą. Szybka decyzja, przeskakuję drugim rzędem między fotelami, upycham jej walizkę w luku i pomagam usiąść…Pani z wyraźną ulgą żegna mnie powtarzanymi wielkorotnie God bless you, God bless you. OK, no problem, teleportuję się na swoje miejsce, wpinam słuchawki w telefon, wyjmuję książkę i zatapiam się w fotelu klasy turystycznej 😀 Nagle ktoś delikatnie dotyka mnie za ramię, zdejmuję słuchawki a tu śliczna stefka w obcisłym ubranku BAE pyta mnie czy nie miałbym ochoty na darmowy upgrade do klasy pierwszej, bo byłem taki miły dla tej pani i w ogóle 😉 Oczywiście nie protestuję i resztę lotu spędzam w znakomitym towarzystwie, bo przypadkiem całkiem blisko mnie leci nie kto inny tylko…Sting 😀

Wysiadam na JFK, wychodzę z terminala i już czuję jej zapach i smak, to wspaniałe uczucie, gdy rzuca mi się w objęcia a ja tonę w jej włosach wąchając je zaborczo! Jeszcze chwila, moment…mija godzina a ja stoję 😀 Dzwonię, nie odbiera. Dobra myślę sobie, wychodzę na postój, krótka kolejka i już siedzę w vanie, który mknie w kierunku miasta. Co się okazuje, kierowcą taksówki jest…Rosjanin, który lepiej mówi po Polsku niż po Angielsku, co nie zmienia faktu, rzeczy że zupełnie nie orientuje się, gdzie jest wskazany przeze mnie adres! 😀 Na Manhattan z JFK jest fixed rate za taryfę, więc wisi mi tak naprawdę jego zakłopotanie ale, że jest 23:30 a mnie się kleją oczy mam po chwili dość. Opieprzam go ostro i każe się wysadzić przy przystanku metra w okolicy Ground Zero. Uff…oddycham spokojniej kiedy czuję nowojorskie powietrze i huk wentylatorów od klimatyzacji. Wsiadam w metro a później w pociąg i po godzinie jestem w hotelu.

Dzwoni moja baby…przepraszam kochanie, ale nie mogłam wyjść po Ciebie na lotnisko bo mnie szarpał i groził mi. Jesteś na miejscu? To dobrze skarbie, jutro pokaże Ci notatkę z policji, że nie kłamię 😀 Haha – od pół roku jej mówiłem, żeby się wyprowadziła, bo ją w końcu ten koleś przefastryguje a szkoda by było takiej ładnej buźki. Co zrobić – argumenty logiczne nie docierają do pewnych główek a ja nie mam ochoty na fortele, bo jestem już tym wszystkim zwyczajnie zmęczony. Rano czekam na nią w kafjece przy Ground Zero, jem śniadanie, kawa – jest spox. Mija 11ta a jej nie ma 😀 Dzwonię – przepraszam kochanie zaspałam. Już pędzę! Robię jej zjebkę i czuję, że coś tu nie gra 😉 Trudno, skoczę sobie do Jersey na koncert Bon Jovi w razie co, bo akurat się ma odbyć…Mija kolejna godzin a i widzę ją. Podchodzi do mnie i wtapia się we mnie. Oczywiście na chwilę tracę koncentrację i pozwalam się ponieść diabelskiej mocy 🙂

Plan jest prosty. Nie ma mowy o przeprowadzce profesjonalnej, bo po pierwsze za dobra dzielnica, żeby nikt się nie zorientował, po drugie całego dobytku jest jakieś 20 kartonów w tym torebek za 300tys. złotych, które tamten miś w dowodzie wdzięczności pani zakupił, do tego trochę butów ( o tym później, bo to właśnie główny katalizator tego, że mi się to przypomniało) o wartości jakichś 100tys. no i hit sezonu czyli…pierścionek zaręczynowy od Tiffanego, który to za całe 100tys. papierów ów miś kupił w dowód swej dozgonnej miłości. Czemu to wspominam? Bo pani kiedyś stwierdziła, że jeśli myślę poważnie o relacji z nią to muszę go przebić 😀 😀 😀 Oczywiście temat wyśmiałem sugerując zakup pierścionka na odpuście 😉 Ludzie to mają pomysły, co nie?

Żeby nie przedłużać, bo takich historii mogę walić bez liku 😉 łapię na rogu taryfiarza w vanie i proszę, żeby wezwał kolegę bo trochę gratów będzie to transportu. Jedziemy razem na dół Manhattanu, po chwili zjawia się druga taryfa, dość duży Jeep. Moja baby wychodzi z domu wynosząc torby a my we trzech wpadamy i zaczynamy nosić pudła. Trochę dziwnie się czuję widząc w kiblu czyjeś przybory do golenia, syf nie z tej ziemi, ręczniki czarne…kątem oka zauważam w sypialni zdjęcie mojej baby przy łóżku wraz ze swym ślubnym. Siłą rzeczy przychodzi mi do głowy – chłopie! Ale dałeś się wkręcić! Zobacz co Ty robisz! Może to porządny facet? Ech…jak wspomniałem. Pięć minut po czasie a takie dziewczyny mają doskonałe wyczucie chwili 😉

Kończymy wynosić graty i oba samochody ruszają ostro w kierunku nowego apartamentu mojej baby 😉 To trochę inne obszary Manhattanu ale nadal dość dobra, schludna dzielnia, portier na dole itp. Wnosimy graty i zaczyna się… układanie pudełek z butami 😀

Cała ściana w jednym z pomieszczeń do szafa a w tej szafie od sufitu do podłogi układamy…buty. Każda para w osobnym pudełku i osobnym specjalnym woreczku. Ponieważ trochę nam schodzi jestem zmuszony wysłuchiwać historii każdej z nich 😉

Zobacz Miś! Te na wyprzedaży w Macys dostałam miesiąc temu! Dwa i pół tysiąca dolarów kosztowały a ja je wyjęłam za osiemset! Czujesz Miś qrwa! Za osiemset!!!!!

Nie chciałem jej psuć humoru bo wiem, że w US cena regularna służy tylko i wyłącznie temu, aby frajer przepłacający za metkę poczuł się lepiej mając wrażenie, że zrobił mega biznes. Na końcu robię zdjęcie tej ściany. Tam jest ze trzysta par. Oczywiście wszystko kupił ten biedny facet nie zdający sobie zupełnie sprawy z prawdziwej natury swojej lady :/ Ech…

Wieczorem wpadamy na Broadway, wspaniałe przedstawienie, jestem urzeczony Upiorem w Operze i tu następuje zgrzyt. Pani zmusza mnie niemal siłą do zakupu jakiegoś debilnego foldera z płytą DVD za niemal trzysta baksów. Tu nie chodzi o to,że mnie nie stać czy jej żałuję ale to jest qrwa lekka przesada dać za kawałek papieru i plastiku 1200 złotych! 😀 Oponuję i ostro mówię, że nic z tego! I wtedy się zaczyna! Wyzwiska, wypominania – trzymam gardę, łapię taryfę…w środku ciąg dalszy. Są straszne korki więc jedziemy dość długo, w końcu moja baby nie wytrzymuje mojego spokoju i próbuje mnie uderzyć. Stawiam blok ale na to reaguje taryfiarz hamując ostro. Odwraca się i mówi…

Albo ją uspokoisz albo wypierdalaj z samochodu!

To na chwilę opanowuje krewki temperament mojej pani i spokojnie już docieramy do jej domu. Wysiada, nie chce się z nią pożegnać, zwalniam taryfę i idę do metra. Nagle słyszę krzyk….

Artur! Artur!!!! Poczekaj! Dopada mnie i rzuca mi się w ramiona! Przepraszam, kocham Cię nie wiem co się ze mną dzieje itp.

Załatwiam ją dość chłodno i odchodzę. Rano mam samolot do kraju. Przyjeżdża do mnie wieczorem, jest bardzo gorąco…rano jedziemy razem metrem – ja na lotnisko, ona do pracy. Wysiada na jakimś łączniku przytulając mnie mocno. Mówię…wiesz, że widzimy się po raz ostatni? Tak wiem…Trzymaj się Artur…

Siadam w fotelu Dreamlinera i dopiero wówczas czuję co się stało. Kolejne dwa lata życia jak krew w piach…

Różowa mgiełka na Okęciu i wprost z lotniska na spotkanie biznesowe. Daję radę choć ciężko się skupić. Wieczorem kładę się spać w domu, mimo że czuję jet lag. Rano na telefonie 40 nieodebranych…

Życie.