Siedemset lajków.

Zastanawiałem się nad reakcją ludzi na mój wczorajszy komentarz na Pokoleniu Ikea odnośnie wpisu dotyczącego zagadnienia „wzajemności” w relacjach międzyludzkich.Dziś przypadkiem wpadłem na pewien przekaz, który w dość dobry sposób wpisuje się w to co chciałem na owym forum przekazać a mianowicie fakt, że prymitywne relacje międzyludzkie opierają się na…transferach energii. Zawsze jest tak, że jak na swej drodze stanie dwoje żebraków emocjonalnych to takie zderzenie musi skończyć się transferem energii, po którym obie strony czują się źle, bądź jedna lepiej a druga gorzej. Temat wyjaśnię głębiej w innym wątku.

Sporo osób w ogóle nie zastanawia się nad tematem uznając, że jest to natura ziemi…tej ziemi i nie warto tematu zgłębiać bo i tak nic to nie zmieni. Ja uważam inaczej i postaram się to wyjaśnić. Większość ludzi czytających moje komentarze odnośnie tak zwanych „ludzkich” reakcji wobec innych reaguje bardzo pozytywnie odnajdując wręcz wewnątrz siebie ukryty i dawno zakopany ze wstydu prawdziwy obraz ich wnętrza. Co się zatem takiego stało, że większość z nich czuje w codzienności ból, niespełnienie, brak poczucia wartości? Otóż wszyscy Ci ludzie czując dysonans wewnętrzny w związku z poczuciem inności, odrębności od tak zwanego stada próbowali na siłę wtłoczyć się do głównego nurtu innych ludzi. Tu pozwolę sobie na być może kontrowersyjną tezę, ale oglądając wspomniany przekaz na tubce uświadomiłem sobie, że jednak mam rację i nie jestem odosobniony w swoim twierdzeniu a mianowicie, nie pomoże Ci w osiągnięciu stanu harmonii duchowej i szczęścia:

– lamborghini Aventador (budujesz image niezgodny ze sobą)
– setki pięknych kobiet wokół (budujesz image niezgodny ze sobą)
– Chodakowska (próbujesz wbić się w mainstream, aby dorównać do reszty)
– Gaca (co z tego, że się odchudzisz skoro nie tu leży problem, bo otyłość jest wtórnikiem)
– setki znajomych na fejsie (próbujesz na siłę uzyskać energię z zewnątrz)
– kolejna znajomość w klubie (znów próbujesz budować image niezgodny ze sobą)
– kolejna po-dyplomówka (próbujesz znów podbić poczucie wartości)

Oczywiście jeśli naprawdę czujesz się dobrze i wewnętrznie wiesz, że to co wymieniłem powyżej (to tylko przykłady) daje Ci napęd i harmonię to nie czytaj dalej, bo szkoda Twojego czasu, jeśli jednak coś Cię gniecie i podświadomie odczuwasz, że to nie ta bajka to zaryzykuj i zostań. Może ten tekst i materiał filmowy, który warto obejrzeć do końca pomoże Ci dotrzeć do siebie lepiej niż tabun psychologów od siedmiu boleści 😉 (w myśl zasady, jak sobie uświadomię jakim jestem inżynierem, to się boję pójść do lekarza)…

Źródła problemów.

Nachalne media i narzucanie wizerunku – to jest dramat. Media typu TVN, Polsat, Menshealth, Playboy, Wyborcza, Onet, BiFit, narzucają nam z góry założony obraz człowiek sukcesu. Czy naprawdę jest to sukces w wykonaniu tych ludzi świadczy fakt mojej rozmowy z pewnymi ludźmi obracającymi się w światku nazwijmy do warszawskich modelek. Drodzy państwo. Podobno 90% tego towarzystwa jedzie na białym proszku a THC jest standardem takim jak papierosy. Miałem też dość mocny epizod w życiu z podobnym środowiskiem, ale funkcjonującym w Nowym Jorku. Schematy są te same co na lokalnym podwórku z tym, że za oceanem są one jeszcze bardziej uwypuklone podobnie jak i efekt w postaci totalnego niespełnienia wewnętrznego uczestników tej komedii a w zasadzie dramatu. Zatem moje pytanie brzmi. Czy człowiek sukcesu potrzebuje do szczęścia wspomagaczy zewnętrznych? Po co naśladujesz na siłę tych ludzi? Oczywiście dlatego, że media narzuciły Ci przez natarczywy i bezwzględny przekaz podprogowy wzorzec sukcesu, który i owszem może być prawidłowy ale jedynie dla części społeczeństwa! Ja bym poszedł dalej i powiedział, że dla promila…Dlaczego zatem dążysz wbrew sobie do czegoś co prowadzi donikąd? Bo brak Ci refleksji i zastanowienia się, czego tak naprawdę do życia chcesz i kim jesteś. Zaliczasz kolejne checkponity w postaci kolejnego samochodu, bluzki, zrzuconego kilograma czy atrakcyjnej kobiety zamiast poszukać źródeł głodu emocjonalnego, który czujesz w samym sobie. Możesz to spokojnie przyjąć? Jeden z moich znajomych nie ma w ogóle telewizora. Zastanawiałem się, jak dziś można żyć bez tego medium, okazuje się, że spokojnie można dać sobie radę. Przyjmując przekaz jaki serwują nam stacje telewizyjne, nieprzefiltrowany internet czy prasa typu Fakt, Super-express godzimy się na wrzucanie do naszych głów papki emocjonalnej i wizerunkowej, która nijak się ma do naszych potrzeb a jest jedynie odzwierciedleniem potrzeb reklamodawców. Rada? Odrzuć to albo filtruj.

We wczorajszej dyskusji trafiły się dwie osoby, które zareagowały dość ostro na moją tezę próbując za wszelką cenę ją zaatakować. Mam wrażenie, że jedna z nich idealnie wpisuje się nurt tego co opisałem ćwicząc Chodakowską i próbując na siłę znaleźć męża w klubie nocnym a druga…jest zwykłym manipulatorem. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to teza że ci ludzie doskonale by się do siebie dopasowali ponieważ ona „kupiłaby” iluzję, którą on nauczył się doskonale „sprzedawać”. Co później? To samo, tylko z licznymi fajerwerkami czyli poczucie niespełnienia, złość, agresja wobec innych, przerzucanie odpowiedzialności. Niestety ale prymitywna podświadomość zawsze dąży do przerzucenia odpowiedzialności za poczucie klęski na zewnątrz a kluczem do sukcesu jest zawsze poszukanie odpowiedzi w nas samych. Idąc dalej, próbując argumentować z ludźmi wspomnianymi powyżej trafia się zawsze na ten sam schemat prowadzenia dyskusji, czyli sprowadzenie jej do wulgaryzmów albo prób odrywania od tematu głównego i sprowadzania na pole osobiste. Jest to jedna z technik manipulacyjnych opisanych przez Schopenhauera. Zastanawiałem się kiedyś czy ludzie ci robią to z premedytacją i doszedłem do wniosku, że nie. Dla nich jest to schemat działania wyniesiony z dzieciństwa. Uważają go za słuszny, ponieważ przyznanie się przed samym sobą, że żyje się w próżni emocjonalnie jest niszczące dla układu limbicznego, wobec tego tworzy się wizję złego albo dziwnego świata, który jest nienormalny albo wszyscy wokół, którzy nie wpisują się w schemat noga, dupa, brama są niespełnieni ze względu na to,że nie są cool, jazzie czy wyluzowani 🙂 To jest oczywista bzdura, nie mniej jednak na tym etapie samorozwoju nie ma możliwości edukowania takich jednostek ze względu na to, że każde dotknięcie ich prawdziwego ja poprzez rozmowę i kierunkowanie powoduje odruch obronny w postaci ataku. Jest on wyprowadzany w najniższe możliwe obszaru człowieczeństwa czyli w przypadku fizycznego kontaktu jest to dążenie do bójki, próba wykazywania braków w fizyczności, słabszym ubiorze, gadżetach Temat jest powszechny w gimnazjach i czasem liceach ale jakimś cudem przenika też do dorosłych i mało tego często jest on obecny w zawoalowanej postaci wśród mainstreamu widocznego na szpaltach gazet czy w TV. Oczywiście kryje się za nim maskowanie prawdziwego ja i dążenie do wykazania własnego sukcesu zgodnego z głównym nurtem a zupełnie niezbieżnego z osobowością takie osoby. Wczoraj na pewnym profilu, piękna niewiasta mająca zdjęcie profilowe w eleganckim biustonoszu była łaskawa wygłosić tezę iż dziewczynom z Warszawy to opinię ladacznic nadają ich koleżanki z Grójca czyli tak zwane słoiki. Zapytałem grzecznie, skoro tak jest, to czemu na zdjęciu profilowym jako rodowita Warszawianka nie siedzi pani w eleganckim ubraniu z książką tylko eksponuje to co ściek narzuca jako wzorzec? Oczywiście pytanie zadałem w sposób grzeczny i przemyślany. Odpowiedzi nie mam do dziś, może się pojawi? Wątpię – mechanizm obronny tej pani sklasyfikował mnie jako palanta, który nie rozumie kobiet 😀 Cieszę się, że dwie czy trzy osoby ze znajomych owej niewiasty załapały przekaz i fakt, że moje pytanie nie miało na celu jej dotknąć tylko zmusić do myślenia.

Wracając do głównego wątku. Jeden z moich wczorajszych oponentów napisał coś takiego:

„Nie wiem czy zauwazyles, ale wszystko co w zyciu robimy, robimy pod innych. Jestesmy zwierzetami stadnymi. Kiedy masz wieksza motywacje do mycia zebow? ‚Musze mocniej walczyc z ta prochnica!’ czy raczej wtedy gdy umowiles sie z dziewczyna? ”

To jest przykład skrajnie prymitywnego ale również powszechnego podejścia, które motywację do pracy ze sobą, rozwijania się czy parcia na przód uzależnia od osób trzecich w tym wypadku kobiet. Owszem temat działa bardzo dobrze, włosy na żel, siłka, postawa jakbym kija połknął, mowa ciała – wchodzę do klubu i wieczorem pukam dwie, trzy panienki. Temat działa – potwierdzam empirycznie. Niestety…zawsze docierałem w takiej sytuacji do punktu, gdzie okazywało się, że przywiązywałem się do takiej dziewczyny i chciałem z nią robić coś innego poza uprawianiem seksu i tu…no niestety ściana. Co to znaczy? Tylko tyle, że na siłę próbowałem dostać coś, co mi nie odpowiada wewnętrznie. Porzucałem swoje prawdziwe ja na rzecz podświadomości, która zamiast szukać pięknej kobiety z intelektem szła na skróty i kazała koncentrować się na sprawach przyziemnych. Tak robi gro ludzi. Czy jest w tym coś złego? Absolutnie nic jeśli naprawdę takie życie daje im satysfakcję. Mi niestety nie…Jako efekt uboczny ostrej praktyki na tym polu doszedłem do ściany pod tytułem, każda kobieta, którą spotykam chce być ze mną w układzie FF ale o relacji nie ma mowy. Czemu? Facet alfa (a na takiego wówczas się kreowałem) nie nadaje się do długotrwałej relacji z punktu widzenia kobiety. Jest idealny do weekendowych wypadów pełnych seksu, emocji, zabawy. Na partnerów wybierani są mężczyźni beta lub gamma. Co to znaczy i czy to coś złego? Zupełnie nic poza tym, że to czego oczekujesz od świata zewnętrznego musi być spójne z tym co masz w środku. Żaden kołcz, żadna Chodakowska, Gaca i inny koleś zarabiający na niezrozumieniu samych siebie przez ludzi człowiek Ci nie pomoże jeśli na siłę będziesz próbował się wtłoczyć w ogólny nurt, który jest niezgodny z tym co stanowi fundament Twojej osobowości. Ludzi radzący innym wyjdź do klubu, zapisz się na siłownie, otwieraj na siłę kobiety na ulicy, weź się za siebie (z sensie wtłocz się w mainstream) powinni być w moim odczuciu stawiani od ścianą bo po pierwsze robią ludziom więcej krzywdy niż pożytku zaleczając objawy a nie przyczynę choroby a po drugie wykazują całkowitą ignorancję albo nawet złą wolę, bo zarabiają pieniądze na…iluzji…

Solucja?

Przeanalizuj wszystko do czego dążysz.Nie ma uniwersalnej reguły na poczucie spełnienia. Przestań naśladować, zapytaj siebie czego pragniesz? Laska z Chłopaki nie płaczą już dawno powiedział wszystko w tym temacie, tylko niewielu ten przekaz zrozumiało, śmiejąc się do rozpuku z wyluzowanego palacza trawy…

W życiu musisz zadać sobie jedno zajebiście ważne pytanie. Co chcesz robić? I zacznij to robić…

Tylko proszę! Zadaj to pytanie sobie a nie Dzień dobry TVN…czy Pytaniu na śniadanie. Inaczej padniesz ofiarą speców od marketingu…Nie pytaj tez mamy, siostry, znajomych – jest bardzo prawdopodobne, że pośrednio oni właśnie są przyczyną Twojego niespełnienia. Szukaj miejsc i ludzi, przy których czujesz się dobrze. Walcz o to, bo to jedyne co warto.

Załączam bardzo emocjonalny film pewnego vlogera, którego nie znałem dotychczas a przedstawiającego w dobry sposób źródło problemu. Przy okazji widać, że facet właśnie na TYM filmie przekroczył granicę i odnalazł prawdziwego siebie. To widać wyraźnie w uldze na jego twarzy…

Tobie życzę tego samego!