O pokucie.

Nic z tego, co wiemy, nie zostaje bez pokuty. Prędzej czy później drogo zapłacimy za każdy paradoks, każdą odwagę myślenia czy niedyskrecję umysłu. Ta kara, towarzysząca zawsze postępowi wiedzy, ma pewien dziwny urok. Rozdarłeś zasłonę osłaniającą nieświadomość natury? Odpokutujesz to smutkiem, nie podejrzewając nawet, gdzie jego źródło. Pozwoliłeś umknąć myśli — wstrząsającej i pełnej gróźb? Wiele twoich nocy wypełni narastająca skrucha. Zbyt wiele pytań zadałeś Bogu? Ba, to dlaczego dziwi cię ciężar nie otrzymanych odpowiedzi?

Niebezpośrednio, lecz ze względu na swoje konsekwencje, poznanie jest aktem religijnym.

Z rozkoszą oczyszczamy umysł z winy, oddając się we władzę tego, co nieuniknione. Skoro nie potrafimy uwolnić się od trucizny poznania (bo domaga się jej sam organizm, niezdolny ograniczyć jej do małych dawek) nawet z czynności odruchowych czynimy — refleksję. W ten sposób nieskończony głód umysłu znajduje odpowiednią pokutę.

Emil Cioran