Męska wyprawa.

Jako, że pogoda wyjątkowo nas rozpieszcza ostatnio postanowiłem strzelić coniedzielny spacerek do Siczek na rowerku. Dziś udało mi się wyciągnąć syna, myślałem że będzie problem z dystansem, ale odpowiednie tempo sprawiło, że daliśmy radę. Dwie rzeczy zburzyły jednak sielankowy nastrój wycieczki. Pierwsza to latający w kółko AWACS – prawdę mówiąc, zauważyłem go już rano wracając z uczelni, ale nie byłem pewien czy to na pewno latające centrum dowodzenia Banana. Okazało się, że przeczucia się sprawdziły, a foto teleobiektywem tylko potwierdziło to, czego nie widać gołym okiem (jaki czterosilnikowy odrzutowiec kręci sobie kółka po elipsie przez kilkanaście godzin i nie widać go dodatkowo we Flightradar?). No cóż, widać że coś grubszego się dzieje za wschodnią granicą, bo walizki z kodami do nuklearnych Tridentów nie latają sobie bez powodu, między Lublinem a Radomiem. Obserwowałem ludzi spacerujących w Siczkach – panie w pięknych toaletach, na szpilkach, dzieci rubasznie skaczące po trawie – pełna sielanka. Nieświadomość jest jednak błogosławieństwem w pewnym sensie. Druga rzecz, która mnie poruszyła to ilość „dżinsiarzy” na motocyklach – zbiory nerek będą w tym sezonie niestety wyjątkowo obfite. Zawsze zastanawiałem się jaki jest sens kupna szybkiego motocykla, jak nie stać mnie na kombinezon? No ale ja cykor jestem 😉 Tak czy owak powietrze, słońce, widoki oraz męska wyprawa dała nam obu dużo satysfakcji 😀