A day at the beach.

Do najnowszego wydania norweskiej grupy Airbag podchodziłem kilka razy. Przy pierwszym przesłuchaniu materiał nie położył mnie na kolana, jednak słuchając go później wielokrotnie, szczególnie w trakcie rowerowych eskapad odkryłem w końcu ukryte piękno dźwięków tak bliskie każdemu miłośnikowi muzyki progresywnej. Airbag poznałem pierwszy raz w czasie jednego z InoRock festiwali organizowanego rokrocznie przez Piotra Kosińskiego, legendarnego prezentera zamordowanej niedawno Trójki i wieloletniego redaktora naczelnego wydawnictwa Rock Serwis,  w którym pisywał między innymi Tomek Beksiński. Airbag to także znakomity norweski gitarzysta – Bjorn Riis, autor genialnej, solowej płyty zatytułowanej A Storm is Coming. Jeśli wciągają Cię dźwięki takich kapel jak Porcupine Tree, Pink Floyd czy Marilion to w ostatnim albumie Airbag znajdziesz wszystko czego szukasz w muzyce. Polecam słuchać w ruchu, czy to na rowerze, motocyklu lub nawet jadąc samochodem w blasku zachodzącego słońca. Czytaj dalej A day at the beach.

Przesłanie do potencjalnych samobójów.

Panowie! Tak, panowie bo to was głównie dotyczy, kobiety w kartoflanej to znikomy procent ludzi, którzy próbują targnąć się na swoje życia z powodu przede wszystkim niemal pełnego wsparcia jakie daje im społeczeństwo (jak widzę hasła „piekło kobiet” to uśmiecham się tylko lekko pod wąsem). Nie idźcie na rękę systemowi, który robi wszystko aby was wyeliminować jako zbędnych! Ten świat, natura, zasady jakie rządzą tym geszeftem nie są przyjazne dla ludzi posiadających zasady, honor, wpojone reguły działania i odpowiedzialność. Ten świat premiuje przede wszystkim „dobre” geny, dobre ze śmieciowej, naturalnej perspektywy dającej gwarancję szybkiej i efektywnej reprodukcji – reszta jest pochodna. Jako między innymi maszynista z uprawnieniami na czynny tor (jeszcze ważnymi) mówię wam, że nie czuję żadnych wyrzutów sumienia z powodu bycia Charonem, który przypadkowo pomaga wam w przeprawie przez Styks, w dodatku nie biorąc Obola. Problem mają na Olszynce bo muszą posprzątać a także problem macie WY bo pozbawiając się życia wpisaliście się w chichot skoorwiałej do cna natury i reszty prymitywnych odcinaczy kuponów od chwilowego „zwycięstwa” w loterii genowej. Dalej będzie jeszcze ciekawiej i cieszę się niezmiernie, że ciągle mieszkam we w miarę normalnym kraju, bo jakbym mieszkał w bardziej „postępowym” to jakiś konfident mógłby mi kaganiec założyć za głoszenie tez niezgodnych z linią partii albo nawet wpakować do pudła. Czytaj dalej Przesłanie do potencjalnych samobójów.

Radiostacje numeryczne.

Pamiętam połowę lat 80tych i pierwszą fascynację radiem. Były to czasy, gdzie w TV były dwa kanały, z których jeden nadawał od 15 do 22 a drugi z przerwami od 7 do 24. Po włączeniu telewizora należało poczekać jakąś minutę, żeby nagrzały się lampy po czym ukazywał się oszałamiający jakością obraz w 576 liniach, oczywiście czarno-biały. Do koloru mieli dostęp nieliczni. Zero internetu, telefony stacjonarne też mało kto posiadał, zresztą dodzwonienie się do kogoś w innym mieście wymagało zamówienia rozmowy u telefonistki, bywało, że na połączenie zwrotne czekało się kilka godzin. Dopiero później wprowadzono automatyczne numery kierunkowe, jednak te ze względu na słabą przepustowość często były zajęte. Mimo to wspominam ten czas dużo lepiej niż obecny, po prostu, żyło się lokalnie a ludzie mieli dla siebie więcej czasu, serdeczności i zrozumienia. Naturalnym zatem było, że oknem na świat dla mojego pokolenia było radio. Niejeden wieczór spędziłem siedząc w półmroku i kręcąc gałką starego, lampowego radia o wdzięcznej nazwie DML-351 starając się złapać jak najodleglejszą rozgłośnię. Był to ostatni, lampowy odbiornik produkowany przez Diorę zapewniający możliwość odbioru stacji w paśmie fal długich, średnich, krótkich i ultrakrótkich. O ile UKF odbierał ze znacznym szumem o tyle stacje nadające w pozostałych pasmach słychać było z charakterystycznym, ciepłym, lampowym brzmieniem. Siedząc przy oknie i patrząc na ciemny, zimowy świat jedyną poświatą na ścianach pokoju generowało podświetlenie skali. Propagacja fal była taka, że można było łapać różne zagraniczne rozgłośnie w tym zakazane Radio Wolna Europa. Ale nie to mnie najbardziej pociągało – najbardziej mroziły mnie dziwne transmisje zawierające stukanie, dzwonienie, powtarzane sekwencyjnie wyrazy. Kojarzyło się to jednoznacznie z przekazem kosmitów a był to czas kiedy dostęp do informacji jak wspomniałem był żaden. Później dowiedziałem się, że te dziwne dźwięki nadawane są do dziś a nadają je tak zwane radiostacje numeryczne.

Czytaj dalej Radiostacje numeryczne.